Aborcja nie jest OK. Życie jest OK

Maja Moller
(fot. facebook.com/wysokieobcasy / sz)

Aborcja nie jest ok i myślę, że większość Polek to wie. Na stronie terminacjaciazy.pl znajduję słowa: "Przerwanie ciąży to dla wielu osób jedna z najcięższych życiowych decyzji". A hasło Wysokich Obcasów ("Aborcja jest ok") to próba racjonalizacji, czyli zastosowania jednego z mechanizmów obronnych.

 

Jest piątkowy wieczór, dochodzi dwudziesta trzecia. Czuję, że coś jest nie tak. Wzywam taksówkę i jadę do szpitalnej izby przyjęć, a tam kolejne minuty oczekiwania ciągną się w nieskończoność. Jestem w siódmym tygodniu. Trzy lata wcześniej w podobnej sytuacji straciłam ciążę. Optymizmem nie napawają mnie ani bolesne wspomnienia, ani cichy głos lekarki, która przepisuje mi leki na podtrzymanie ciąży i radzi, by przygotować się na najgorsze. Następnego dnia okazuje się jednak, że wszystko jest w porządku. Słyszę bicie serca mojego dziecka. Kilka miesięcy później okaże się, że to chłopiec. Ten chłopiec dwa tygodnie temu zdmuchnął kolejną świeczkę na torcie.

 

"Dziecko" - w ten sposób przez cały okres ciąży mówi o nim mój lekarz. Nie "zygota", nie "zlepek komórek", nie "płód". Te określenia pojawiają się głównie w podręcznikach do ginekologii i położnictwa, oczywiście są poprawne. A jednak, choć w tych samych podręcznikach znajdziemy takie terminy jak: "pierwiastka" czy "wieloródka", żadna z nas nie mówi o sobie w ten sposób. "Kobieta", "matka", "mama" - owszem. I "dziecko". Albo: "fasolka", "kruszynka", "maluszek".

 

Słowa "zabieg" czy "zlepek komórek" sprawiają, że na aborcję możemy spojrzeć nieco inaczej. Rozumiem to dobrze jako psycholog i przedstawiciel służby zdrowia. Zdarzało mi się słuchać osób z poalkoholową marskością wątroby, które nie wspominały ani o uzależnieniu, ani o swojej chorobie. Mówiły jedynie o "przewlekłych problemach z drogami żółciowymi". Prawie to samo, tylko trochę mniej wstyd. Z myśleniem o aborcji ma się w naszym społeczeństwie stać tak samo. Wystarczy, że użyjemy innych słów, a łatwiej będzie to przełknąć. Wystarczy pozytywne zdjęcie uśmiechniętych kobiet na różowym tle, a może uda się zapomnieć o coraz mniej wygodnym słowie "śmierć". Bo co innego dzieje się z dzieckiem tudzież płodem w czasie aborcji?

 

Aborcja jest. Jest przeprowadzana nielegalnie. Jest bardziej powszechna niż chcemy myśleć. Jest faktem. O aborcji trzeba mówić. Ale aborcja nie jest ok i myślę, że większość Polek to wie. Nawet na stronie terminacjaciazy.pl, prowadzonej we współpracy z Federacją na Rzecz Praw Kobiet, znajduję słowa: "Przerwanie ciąży (inaczej: terminacja ciąży lub aborcja) to dla wielu osób jedna z najcięższych życiowych decyzji". Chyba więc jednak nie jest tak ok, jak chce nam to przedstawić okładka "Wysokich obcasów".

 

To hasło jest niczym więcej jak próbą racjonalizacji, czyli zastosowania jednego z mechanizmów obronnych. Na studiach psychologicznych spotkałam się z przykładem "cierpkich winogron", czyli umniejszania wartości celu, którego mimo wcześniejszych pragnień nie osiągnęliśmy. Innym przykładem były "słodkie cytryny", czyli próba takiego przedstawienia rzeczywistości, w której przykre zdarzenia będziemy nazywali przyjemnymi czy dobrymi. Kto wie, może za kilka lat studenci psychologii usłyszą w czasie wykładów również ten przykład, którym jest dla mnie promowane przez czasopismo hasło. Słodkie cytryny. Aborcja, która jest ok, mimo że naprawdę jest koszmarem.

 

Redaktorki Wysokich Obcasów przekonują: "Każdy z nas kocha kogoś, kto miał aborcję". Ja odpowiadam na to - i co z tego? Każdy z nas zna kogoś, kto nadużywa alkoholu. Czy to oznacza, że mamy spokojnie patrzeć na ten problem? Każdy zna jakiegoś pirata drogowego. Czy w związku z tym wszyscy mamy jeździć tak, jakby przepisy nie istniały? Czy powszechność jakiegoś zachowania sprawia, że mamy przyjąć je za normę? I czy jest jakimkolwiek usprawiedliwieniem dla tego, co złe?

 

Chciałabym w odpowiedzi na to pytanie udzielić głosu G.K Chestertonowi, który pisze:

 

"Niech współczesna dziewczyna nie szczyci się, że jej prababka byłaby zszokowana tym, co ona uważa za normalne. Może to oznaczać, że jej prababka była istotą pełną życia i wrażliwości, podczas gdy ona jest moralną paralityczką (...).


Utrata odrazy do jednej rzeczy, a szacunku dla innej oznacza cofnięcie się do stanu wegetacji lub obrócenie się w pierwotny proch. A jednak już od kilkudziesięciu lat ten własnie kierunek jest szerzony w niemal całej naszej kulturze (...). Człowiek może się bowiem przyzwyczaić do bycia dzikusem lub niewolnikiem, ale to wcale nie znaczy, że nie jest lepiej być obywatelem". ("Obrona rozumu")

 

To nie aborcja jest ok. To życie jest ok. I proszę nie zrozumieć mnie źle - nie zmuszam nikogo do rodzenia dzieci. Otwartość na życie, tak często krytykowana i wyśmiewana to dużo więcej. To otwartość na każde życie, od jego początku do końca. To otwartość na to, co w naszym życiu nieprzewidywalne. To jednocześnie również po prostu odpowiedzialność - za siebie, swoje wybory i ich konsekwencje.

 

Wiem też, że jak zawsze w przypadku dyskusji o aborcji, walka w postaci wymiany haseł i argumentów nie przyniesie żadnego rezultatu, oprócz zwiększenia poczytności ostatniego numeru Wysokich Obcasów. Mogę pisać i krzyczeć, że aborcja jest złem. Wiem jednak, że prawdziwą zmianę może przynieść coś innego - moje życie pełnią życia.

 

Pokazywanie, że narodziny dzieci nie są momentem, w którym traci się swoją kobiecość, wolność i radość. Owszem - to ogromna zmiana i przyjęcie nowych zadań, ale przecież na tym właśnie polega odpowiedzialność za swoje wybory. Na tym polega dorosłe życie! Nie tylko na "szukaniu spełnienia" i pogoni za nieustannym dobrostanem. Dorosłość to również mierzenie się z tym, co nowe i zdolność do poświęcenia czegoś w imię większego dobra - na przykład własnej wygody w imię rodzącego się życia.

 

Przez setki lat mówiono, że to właśnie odróżnia nas od zwierząt.

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama i współautorka książki "Ile lat ma Twoja dusza?"

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.69

Liczba głosów:

26

 

 

Komentarze użytkowników (15)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Olinka 22:29:14 | 2018-02-26
Bazyli, a dlaczego ty nie dbasz o bezdomnych?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WyjdzZNiegoLuduMoj 10:37:34 | 2018-02-26
Pytanie do wszystkich zwolenników aborcji:
Czy składanie w ofierze żywych dzieci na ołtarzach różnych pogańskich bożków było OK?

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 14:27:49 | 2018-02-24
Hasło jest bardzo głupie i wcale nie świadczy o nowoczesności, tylko o jakimś zacofaniu. Kiedyś kobiety nie mogły widzieć na USG dziecka, które się w nich rozwija, więc może niektóre nie miały wyobraźni i wiedzy. Współczesne kobiety powinny miec taką wiedzę oraz powinny być wyedukowane seksualnie. To nie jest tylko zakaz wynikający z religii, ale sprawa sumienia i wrażliwości każdego człowieka. Znam wiele kobiet, które nie sa religijne, ale nie uważają, że aborcja jest OK. Dlaczego niektórym trudno jest zrozumieć, że kobiety które dokonały aborcji mają wyrzuty sumienia, że to było dla nich przeżycie traumatyczne. Wielu psychiatrów wypowiada się, że to poczucie winy powraca nawet po wielu latach.

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 11:50:22 | 2018-02-24
***
...
O, daj daj mi ten grzech poznać. Nikt na mnie nie woła.
O, daj mi choć szatana poznać lub daj mi anioła.
O, wróć mi czyn przedwieczny lub milczenie wróć mi,
abym człowiekiem chodził między tymi ludźmi,
których pamiętam jeszcze i których ujrzałem
w widzeniu ostatecznym. Niech się staną ciałem.
A ja pośród ciemności widzę tych, co niosą
swoje stopy przez ogień i przechodzą boso
po tych zgliszczach pożogi, którą sami wznieśli
i której na ramionach wątłych unieśli.
A ja spośród ciemności tych widzę, co bluźnią,
bo na zmartwychwstanie przybyli za późno,
i tych, co ściąwszy serce czyjeś jak kwiat ciszy
płaczą w ognistej studni, gdzie ich nikt nie słyszy.
I czuję na swych oczach dłonie potępione,
co niewiarę i ciemność na dzieci włożyły
i tych, którym starczyło do pół- zbrodni siły,
a cały grzech przez wieki niosą na ramionach.

(KKB)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Olinka 19:29:25 | 2018-02-23
Nie ma syndromu postaborcyjnego? To może nie ma też syndromu stresu pourazowego?
Coś dziwnego dzieje się ze współczesnymi kobietami, w ciągu niewielu lat tak zmieniły swoje myślenie, że duma napawa je zbrodnia popełniona na człowieku, nie równym sobie, lecz całkowicie bezbronnym.
Po któryś tam rekolekcjach ignacjanskich, opowiedział nam prowadzący o kobiecie, staruszce, która całe życie cierpiała z powodu usunięcia w przedmałżeńskiego dziecka.  Całe życie pełne żalu i cierpienia, którego nie zniosły nawet kolejno przychodzące na świat dzieci.
Nie można bezkarnie bawić się w „pozytywne” spojrzenie na zbrodnię, w
decydowanie wg swojego widzimisię o dobru i złu.

Czyżby znowu jakiś wąż podsunął paniom z Wysokich Obcasów jabłuszko z pewnego rajskiego drzewa?

Oceń 5 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 22:24:27 | 2018-02-22
Przesłanie upadłych jest tutaj banalnie proste:
Zabijaj kiedy chcesz i ile chcesz, nie myśl co będzie potem.

Tym sposobem zło szturmem zdobywa coraz więcej dusz.
Aby jakaś się nie wymkła do czyśćca to zbudowano "pieczęć modrerstwa".
Kobieta która taką pieczęć zdobędzie będzie należała po tym życiu do upadłych.

To tyle co ja się dowiedziałem u Boga w temacie aborcjonistek.

A co zniewolone kobiety publikują?
Stek kłamstw:

"Co z syndromem postaborcyjnym?
Nie ma czegoś takiego. Nie ma żadnych badań, które wskazywałby, że po aborcji kobieta skazana jest na szczególne cierpienie. Są za to badania, z których wynika, że osoby, którym odmówiono aborcji odczuwają psychiczne skutki tej sytuacji. W USA i Irlandii są badania – dominującym uczuciem u od 96 do 99 procent kobiet po aborcji jest ulga, wdzięczność i poczucie wolności. Oczywiście, że są też kobiety, którym jest trudno, które żałują czy myślą, co by było, gdyby miały dziecko, ale po samej aborcji nie dochodzi do żadnych obciążeń, nie ma na to, żadnych dowodów. Poza tym w życiu żałujemy wielu rzeczy, tego czy mamy dzieci też, ale dominujący przekaz jest taki, że najbardziej żałuje się tylko aborcji, a to po prostu nie jest prawda. Wychodzimy z założenia, że tylko zmiana języka na pozytywny i mówienie o aborcji z poziomu indywidualnych doświadczeń, nie ideologii, jest kluczem do tego, żeby zmienić narrację wokół aborcji, a kobiety pozbawić poczucia winy."
http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/karolina-wieckiewicz-o-okladce-wysokich-obcasow-o-abo...

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agu 22:09:52 | 2018-02-21
Bardzo dziękuję za ten tekst. 

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 13:45:25 | 2018-02-21
Myslę, że taki happening może przynieść efekt przeciwny do prezentowanego na zdjęciu. Niewiele jest chyba osób, które zgodzą się z hasłem na koszulkach, w wielu kobietach i również mężczyznach budzi on sprzeciw i oburzenie. 

Oceń 9 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 20:01:01 | 2018-02-20
"Wysokie obcasy" nr6 z 17 lutego 2018 i trzy "bohaterki" zdjecia na okładce- Natalia Broniarczyk, Karolinia Więckiewicz, Justyna Wydrzyńska otworzyły nowy etap.Dotąd zwolennicy ułatwienia dostępu do abocji pisali, że to ratunek w sytuacjach dramatycznych, czasem jedyny wybór, potwierdzali, że to zło, ale mniejsze. Teraz dowiadujemy się, że są ludzie, którzy twierdzą, że jest OK, że to"dobro należne wszystkim kobietom" -to cytat. Gdy któraś z nich zdecydowała sie na aborcję  ".. zamówiłyśmy jedzenie, otworzyłyśmy wino..."cytat. Mamy więc istotną zmianę w kulturze i moralności naszego narodu.  Dodaje doi tego Karolina Domagalska z-ca red.nacz. "...To również dobrodziejstwo, bo dzięki niej możemy decydować o sobie..."
Nie! To oswajanie zła. Sympatycznie, humanistycznie, tolerancyjnie, na uśmiechu. I pewnie wkrótce w "prasie kobiecej" dowiemy się, że to jeden w możliwycyh punktów widzenia równie uprawniony jak inne.
Tak jak chrystianizm i satanizm to dwa równie uprawnione podejścia do jednego tematu, a ludożerstwo i weganizm, to tylko sposoby odżywiania.
Ta gazeta i te osoby nie moga zostać zapomniane.

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 17:00:14 | 2018-02-20
Dzieci nie przynosi bocian. I nie znajdujemy ich w kapuście. To kwestia odpowiedzialności za swoje decyzje "przed". I to mnie tylko odpowiedzialności kobiet. Dziecko ma tatusia i jest bardzo charakterystyczne, że "środowiska kobiece"  i zwolennicy "prawa wyboru" (czy zdają sobie sprawę z konsekwencji tego wyboru?) pozbawiają tego prawa mężczyzn. A może niejeden by się zastanowił?

Oceń 9 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook