Wiara w niewiarę. Skąd się biorą ateiści?

Zygmunt Kwiatkowski SJ
(fot. Ahmed Rizkhaan / unsplash.com )

Na ogół, zarówno kiedyś, jak chyba jeszcze bardziej jest to widoczne dzisiaj, podobne postawy są efektem końcowym dłuższego okresu "odzwyczajenia się" od religijności.

 

Żeby nie było zbyt patetycznie i konferencyjnie zarazem, zacznę od przykładu, czyli pewnego wspomnienia. Był kiedyś za moich studenckich czasów w Toruniu młody milicjant, entuzjasta rozmów ze studentami (szczególnie studentkami). Jego specjalnością były "spory światopoglądowe". Był on typowym neofitą marksizmu-leninizmu po kursie, który trwał nie pamiętam już teraz ile "jednostek godzinowych".

 

Przychodził pod akademiki, aby "zaginać" studentów i przez pewien okres miał nawet wśród nich spore wzięcie. Z dumą obwieszczał, że ma światopogląd "naukowy" i że wiara to zabobon, który zniknie w miarę posuwania się naprzód drogą postępu, bo nauka już udowodniła, że Boga nie ma i że Chrystus oraz Kościół to ludzkie wymysły, bardzo przydatne do usypiania ludu, bo to jest rodzaj "opium", które znieczula ból proletariatu, który mu zadają reakcyjni wrogowie klasowi.

 

Przez jakiś czas młody milicjant w cywilu, a dla nas "ubowiec", stanowił swego rodzaju atrakcję towarzyską, bo rozmowa z tak bardzo egzotyczną "władzą" nikogo nie kompromitowała. Tym bardziej że atmosfera była całkowicie kabaretowa i chętnie sobie opowiadano, jakie kto zadał mu pytanie i jaką otrzymał na to odpowiedź. Jasne, że przy tej okazji powstało sporo różnych anegdotek.

 

Młody, niedoświadczony "ubowiec" śmiechami studentów się nie przejmował. Widać wierzył w swoją misję, a jego przełożeni, pomimo atmosfery "obciachu", przez jakiś czas tolerowali to jego "nawracanie" na niewiarę. Nie wiem, może chodziło im o rozmiękczenie środowiska studenckiego, o oddemonizowanie władzy i przekonanie, że jest ona śmieszna, nieporadna i że nie jest w stanie skutecznie inwigilować studenckiego środowiska, a w rzeczywistości może prowadzono właśnie w tym czasie jakieś zadanie...

 

Jednocześnie, wcale nie jest wykluczone, że niektóre z pytań i niektóre z odpowiedzi "marksistowsko-leninowskiego " neofity trafiły do świadomości śmiejących się ludzi i zaczęły tam żyć własnym życiem. Może to były właśnie te jego buńczuczne tyrady o zacofaniu i nowoczesności, o zabobonie religijnym, niemającym żadnego racjonalnego umocowania i nowoczesności, która opiera się na "samych tylko" prawdach naukowych. 

 

Sądzę, że na nic było mówić kiedyś i pewnie na nic się zda powtarzanie tego argumentu i dzisiaj, że jeśli ktoś deklaruje swoją niewiarę, to musi coś wiedzieć na temat tego, co neguje, czyli że musi mieć jakąś podstawową przynajmniej znajomość wiary w Boga. Bez takiej znajomości jego zaprzeczanie nie ma żadnego sensu, szczególnie gdy powołuje się on na naukową racjonalność swego stanowiska.

 

Ważne jest jednak spostrzeżenie, i ono jest powodem posłużenia się przeze mnie przykładem młodego marksistowsko-leninowskiego neofity, że deklaracja ateizmu w takim jak on wydaniu ma wszystkie cechy religijnego wyznania wiary, chociaż w istocie była socjologicznie i psychologicznie uwarunkowaną prostą opcją ideologiczną.

 

Na ogół, zarówno kiedyś, jak chyba jeszcze bardziej jest to widoczne dzisiaj, podobne postawy są efektem końcowym dłuższego okresu "odzwyczajenia się" od religijności, charakteryzującego się poniechaniem praktyk religijnych, zerwaniem z Bogiem więzów modlitwy i szczątkowym tylko przywiązaniem do tradycji, mocno zresztą zlaicyzowanej.

 

Człowiek dostaje się po prostu w wir laicyzacji, którą mu serwuje w obfitości kultura, w jakiej toczy się jego życie. Nasycona jest nią cała jego otoczka egzystencjalna i dzięki niej odbywa się nieustanny proces wypłukiwania elementów religijności i wiary z jego życia, pozostawiając mu tylko na osobisty użytek religijny folklor.

 

Istnieje przy tym twórcze baczenie na to, aby ten folklor nie miał charakteru "systemowego", to znaczy, aby nie był związany z instytucją Kościoła. Z tego powodu, promuje się konsekwentnie tylko jego wydanie "nowoczesne", a więc "postępowe" i "otwarte" zarazem, zmodyfikowane przez różne obce wpływy ideowe, przez mody, trendy i komercję.

 

Takiej genetycznie zmodyfikowanej religijności wystarczy już tylko jakieś wypowiedziane gdzieś nieprzychylne zdanie o religii lub o Kościele, aby jej wyznawca stał się zadeklarowanym ateistą. Wystarczy, aby zderzył się z jakimś skandalem, skutecznie rozdmuchanym przez media albo spotkał jakąś sugestywną osobę, cieszącą się statusem znanego celebryty, żeby przyjął głoszoną przez niego "prawdę" i ostatecznie się "wyzwolił" spod religijnego obskurantyzmu.

 

Główną atrakcją ideową tej nowej religii jest głoszona z niezwykłym zapałem i dżihadystyczną wręcz determinacją "wolność" i "nowoczesność". Oba te hasła wzajemnie się wspierając, przyjmują wspólny front walki przeciwko zacofaniu, krępowaniu ludzkiej przedsiębiorczości i gwałceniu wolności, wciskając współczesnego człowieka do ciasnego gorsetu, dawnych zwyczajów i tradycji. W ten sposób, twierdzą oni, blokuje się człowiekowi dostęp do szczęścia, do którego jako człowiek jest on powołany. Wystarczy tylko przekroczyć próg strachu i zacofania, aby osiągnąć spełnienie się wszystkich życiowych aspiracji.

 

I tak oto, nie wiedząc często o tym, ateista staje się wyznawcą "nowoczesnej i postępowej" laickiej religii. Można też, nie wiedząc czasem o tym, zostać heretykiem, starając się kontynuować dawną tradycję religijną w nowy, bardziej światły i bardziej postępowy sposób, wolny od "klerykalizmu" i od kościelnej "biurokracji".

 

Co mamy im do zaproponowania, oprócz oczywiście groźby wiecznego potępienia?

 

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.42

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (60)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 10:40:23 | 2018-02-23
Brak funkcji edytuj, awaria informatyczna w oprogramowaniu portalu.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

abuna 23:58:41 | 2018-02-22
Proszony jestem o to „abym się określil”. Uważam, ze to uczynilem, bo czy istnieje tylko jeden jedynie prawdziwy sposob określania samego siebie ? Tylko wg procedur ktore ktos mi przedstrawia i mówi , że mają one naukowe namaszczenie?
Muszę przyznać, że troche balaganu wnioslo „ulepszenie” mojego tytulu ktory oryginalnie brzmial , po prostu : „Wiara w niewiare”. Kwestia ateizmu (szczególnie tego z marką : akademicki) nie była fenomenem o którym pisałem.
Nie uda sie teraz odkręcić tego co sie samo nakręciło na naszym wspólnym forum, dlatego nie czynię żadnej odpowiedzi sumarycznej. Prosze o pozwolenie abym wyrazil tylko jedną sprawę. Przyznam, ze chodzi o refleksję dla mnie samego zupelnie świeżą.
Staram sie być lakoniczny. Czy pretensja do „udawadniania , ze Bog istnieje” nie jest śmieszna? Zauwazmy, ze ta śmiertelnie poważna pretensja zrodziła się w naszym kregu kulturowym, europejskim, oświeceniowym, opartym na dogmacie, że „ratio” poslugujace sie logiką jak jaskiniowiec maczuga, jest ostatecznym arbitrem prawdy o wszelkim istnieniu, a przeciez, zarowno Prawda jak i Istnienie sa daleko wieksze i tajemnicze anizeli wiedza jaskiniowca .
„Większe i tajemnicze” to zupelnie rozsadne i odważne : WIERZĘ I KOCHAM , ktore się manifestują, a nie poddaje sie ich procedurze udawadniania i to jeszcze za pomoca „maczugi”. Wiara i milosc sprawdzaja się życiow albo nie. Zycie samo manifestuje to w co ja wierze i co kocham. Zycie weryfikuje jakie sa tego owoce.
Milosci nie mozna udowodnic racjonalnie ( i nie trzeba !), skoro jest ona per definitionem impulsem irracjonalnym.   Czy trzeba kogos zobowiazywac, aby dal dowody na istnienie jego żony, skoro wszystko co robi jest tego świadectwem ? Czy raczej nie nalezaloby sie pytac o to KIM jest ta kobieta, ktora go tak pięknie i tak mocno inspiruje do zycia i do szlachetnosci ?
Wierze w Chrystusa i kocham Go i jestem przekonany, ze to jest TO czego świat oczekuje i za czym tęskni.

Oceń 12 33 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

s.krzof 23:39:51 | 2018-02-22
Skąd się biorą ateiści?
Głównym   "żródłem" dopływu są zmysły, instynkty.  Człowiek to zwierze "rozumne". Ten rozum jest bardzo ograniczony. W gruncie rzeczy chodzi  on na pasku naszych zmysłów, namiętności, zawiści, zazdrości, msciwości........  w naszym głębokim przeświadczeniu, że to co robimy jest słuszne.
Dekalog to szlaban, to moralne wymagania ode mnie dla społeczności, dla ogółu. To życie w trudzie. Dla głęboko wierzących to życie w słodkim trudzie. Człowiek który jak mówi wierze w Boga, ale najzwyczajniej z lenistwa nie idzie do kościoła tego nigdy nie zrozumie.

Oceń 9 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 15:38:55 | 2018-02-22
Dawca Życia funkcjonuję pod zasłoną niepewności  dla wielu, być może aby wartość  moralna czynu była pełna.

Cóż znaczyłby np. czyn Stalina gdyby wiedział, że Bóg istnieje i że zostanie rozliczony, modliłby się zapewne w pierwszym szeregu w cerkwi. On jednak  był przekonany, że nikt go nie rozliczy więc  odsłonił swoje prawdziwe oblicze.

Czy jednak człowiek nic nie wie o swojej genezie. Wie i to bardzo dużu. Bóg objawia się tym którzy go miłują i to w przeróżny zadziwiający sposób, od strony nauki również.

Nauka odrzuca ateistyczną tezę samorództwa jako genezy życia. Czas tu nie gra roli. Samorództwo rozłożone w czasie nie istnieje z punktu widzenia naukowego.

Oceń 6 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 14:28:05 | 2018-02-22
A moze zamiast pisac ze ateisci sa tacy lub owacy przyjac ze po prostu religia jest nie do obronienia? Po pieerwsze - samo istnienie boga - dowodow brak. Istnienie duszy - dowodow brak, ale wiemy na pewno ze swiadomosc ludzka nie ma komponentu niematerialnego.
Dalej - watpliwosci ktore podalam w poscie ponizej.
Jak mozna traktowac Pismo Sw. za wiarygodne skoro podaje oczywiste i latwe do sprawdzenia nieprawdy. Przykladem wielblad czy pajak. Ktos to wytlumaczy?
Bog mogl znawic ludzi bez zadnej ofiary.Wiec jaki jej sens? Za co mamy byc wdzieczni?
W momencie stwarzania Bog wiedzial ze ludzie zawioda. Mimo to ich nie poprawil Do tego za wlasne niedociagniecie karal tych ludzi.
Czekam, moze ktos to wyjasni? Bo jak nie to sie nie dziwcie ze ludzie przestaja wierzyc.

Oceń 4 26 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

picassojerzy 11:54:17 | 2018-02-22
Być może jest i tak jak piszę Autor, ale to nie jest reguła. Bywa i tak że mimo iż ktoś przez lata regularnie przyjmuje najświętszy sakrament na skutek przeżyć odchodzi. Poza tym w dzisiejszej Polsce, czyli tej po wyborach najlepiej wyznawać wiare, na pokaz jak to robic PIS. A najgorzej maja Ci co po prostu niewierzą. Do tego doprowadził PiS i milcząco Kościół. Teraz tradycja, bez wiary jest najlepsza.

Oceń 20 95 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 11:15:54 | 2018-02-22
por.:

Ateizm IVRP

zobacz też:

Apologetyka, Jan Lewandowski

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 10:33:37 | 2018-02-22
Wiara jest Łaską, nie można nikogo do wiary w Boga przymusić, można mu pomóc modląc się za niego, rozmawiająć, dając przykład.
Pan Bóg cierpliwie się objawia, więc każdy może Go kiedys odkryć i tak się dzieje.
Wiara w Boga nie jest ideologią, jest relacją z Bogiem.
Niewiara jest brakiem tej relacji, brakiem wiary w Boga.

Nie każdy człowiek niewierzący mówi o sobie, że jest ateistą, są agnostycy, ludzie poszukujący.
Ateizm nie  jest też tożsamy ze zwalczaniem religii. Zwalczaniem religii zajmują się ludzie wyznający różne ideologie skierowane przeciwko religii.

Oceń 12 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jan.antoni.klys 09:00:48 | 2018-02-22
Opierając się na osobistym, wielokrotnie ponawianym doświadczeniu, zgadzam się z główną tezą artykułu, że ateizm (jako postawa), w pewnym momencie przekształca się w quasi system religijny. Rozmowa ze zdeklarowanym, zagorzalym ateistą przypomina dysputę z tzw. świadkami Jehowy. Możesz przeprowadzić pełny wykład apologetyki, na który ateista nie umie odpowiedzieć ani argumentacji podważyć, ale kiedy dojdziemy do poziomu zachowań i zaryzykowania prośby: "Jezu Chryste! Jeśli jesteś - objaw mi się w jakikolwiek sposób, abym uwierzył" - pada odpowiedź "Nie! Nie chcę". Gdzie tkwi problem?
W moim przekonaniu w fakcie, że wiara jest Łaską. Dostepną każdemu i Pan Bóg nikomu jej nie odmawia, ani nie cofa, jednak szanując wolną wolę człowieka pyta się: "czy chcesz?" W przypadku odpowiedzi "Nie!" - Pan Bóg cierpliwie, na różne sposoby nadal się objawia, ale osobowej woli nie łamie, szanuje prawo do owego "Nie!" Tak mówił o tym św. Jan Paweł II na krakowskich Błoniach:
„Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego wolno? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć „nie” temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.”
Więcej nie trzeba dodawać.

Oceń 26 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 01:38:04 | 2018-02-22
Bóg jest Miłością. Jeśli mam w sobie tę Miłość, to mam zaufanie i wierzę  Bogu, czuję Jego obecnosć i wsparcie. Cieszy mnie, jeśli inni ludzie tego doświadczają. Ale nie wszyscy tak czują, nie świadczy to o nich źle, jeśli żyją w zgodzie ze swoim sumieniem.
Nie doszukuję się w ludziach niewierzących ich złej woli. Nie uważam, że ludziom niewierzącym jest łatwiej. 
Nowoczesność i wiara w Boga nie są w sprzeczności: Bóg zawsze był, jest i będzie. 

Oceń 22 51 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook