Po co zmieniać "Ojcze nasz"?

ks. Artur Stopka
(fot. Natasa Adzic / shutterstock.com)

Poruszony przez Franciszka problem tłumaczenia szóstej prośby Modlitwy Pańskiej nie jest nowy. Krytyczne głosy, wskazujące, że tradycyjny przekład dla wielu wiernych jest dzisiaj niezrozumiały, co gorsza, błędnie go interpretują, upatrując w Bogu kusiciela do zła, pojawiają się od dawna w różnych krajach.

 

Pod koniec stycznia uczestniczyłem w rekolekcjach dla księży. Zauważyłem, że rekolekcjonista raz po raz, cytując Pismo Święte, zwracał uwagę na problemy wynikające z przekładu tekstów biblijnych na język polski. Nie on jeden. Coraz częściej można spotkać tego typu spostrzeżenia w wypowiedziach ludzi Kościoła. Nawet papież Franciszek w telewizyjnej rozmowie poruszył kwestię przekładu jednego z fundamentalnych tekstów zawartych w Piśmie Świętym - modlitwy "Ojcze nasz".

 

Na czym polega problem z przekładami Biblii na języki narodowe (w tym na polski)? Okazuje się, że problemów jest wiele. Na przykład zdarza się, że wykorzystane przez tłumaczy słowo lub sformułowanie mocno zawęża rzeczywiste znaczenie oryginału. Bywa także, że konkretny przekład tekstu biblijnego w pewnym sensie "narzuca" jego określoną, jednostronną, a nawet "ideologiczną" interpretację.

 

To nie wszystko. Utrwalone w świadomości wierzących zwroty z Pisma Świętego kształtują postawy, zachowania, poglądy i decyzje. Przy okazji dyskusji o uchodźcach ktoś całkiem serio sugerował, że gdyby w najpopularniejszym polskim przekładzie Biblii zamiast słowa "przybysz" użyto "cudzoziemiec", "obcy", być może łatwiej byłoby niejednemu katolikowi w naszym kraju przezwyciężyć obawę przed migrantami.

 

Poruszony przez Franciszka problem tłumaczenia szóstej prośby Modlitwy Pańskiej nie jest nowy. Krytyczne głosy, wskazujące, że tradycyjny przekład dla wielu wiernych jest dzisiaj niezrozumiały, co gorsza, błędnie go interpretują, upatrując w Bogu kusiciela do zła, pojawiają się od dawna w różnych krajach. Długotrwałe dyskusje przyniosły różne efekty w poszczególnych strefach językowych.

 

Np. w strefie francuskojęzycznej po trwającej kilkanaście lat dyskusji od ubiegłorocznego Adwentu obowiązuje nowe brzmienie modlitwy "Ojcze nasz". Sformułowanie "Nie poddawaj nas pokusie" zastąpione zostało zwrotem "Nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę". Kilka dni temu pojawiła się informacja, że o zmianie tłumaczenia zdecydowała konferencja biskupów Włoch. Natomiast niemiecka konferencja biskupów ogłosiła 25 stycznia br., że po specjalnych badaniach dotychczasowego tekstu Modlitwy Pańskiej nie zamierza w jej przekładzie niczego zmieniać.

 

W Polsce niespełna trzy lata temu wprowadzenie zmiany postulował na łamach DEONu Tomasz Ponikło, podkreślając, że przedstawia "praktyczną wątpliwość zwyczajnego wiernego", a nie teologiczny postulat. Liczne argumenty za pozostawieniem dotychczasowej wersji w minionym roku wielokrotnie prezentował biblista, ks. Wojciech Węgrzyniak. Ze strony polskiego episkopatu brak oficjalnych informacji, czy ta kwestia w ogóle jest rozważana w gronie biskupów. Co ciekawe, w Kościele katolickim w Polsce mamy pod tym względem "dualizm" - w lekcjonarzu znajduje się inna wersja modlitwy, której nauczył nas sam Jezus, niż ta, która znajduje się w Mszale. Zdarza się więc, że czasami podczas jednej Mszy św. wypowiadane są dwa różne sformułowania.

 

Kwestia szóstej prośby w modlitwie "Ojcze nasz" jest przejawem o wiele szerszego problemu, z którym musi mierzyć się Kościół. To sprawa komunikatywności języka, którym się posługuje. Język jest tworem żywym, nieustannie zachodzą w nim zmiany, czasami bardzo istotne, dotyczące np. znaczenia słów. Nadążanie za tymi zmianami jest niezbędne dla rzeczywistej i prawidłowej komunikacji międzyludzkiej. Papież Franciszek w Orędziu na tegoroczny 52. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu już w pierwszym zdaniu przypomniał, że "W Bożym zamyśle ludzka komunikacja jest istotnym sposobem, aby żyć w komunii". Wspólnota wiary potrzebuje języka, który łączy, który pozwala nie tylko sprawnie się porozumiewać, ale również umożliwia jak najlepsze poznanie i wyrażanie tego, w co wierzy. Używany przez Kościół język nie może prowadzić do nieporozumień i błędów, ani dawać podstaw do fałszywych interpretacji jego przekazu.

 

Rok temu Szymon Żyśko alarmował w DEONie, że "Język wiary skończył się": "Jeżeli nie zmienimy języka, jakim mówimy o Ewangelii, ona de facto przestanie istnieć. Już teraz powoli tracimy jej sens" - napisał. Mam nadzieję, że do katastrofy nie dojdzie. Być może i w Polsce przydałaby się jednak szeroka i pogłębiona dyskusja wokół brzmienia Modlitwy Pańskiej, wsparta poważnymi badaniami języka, którym Kościół się posługuje. Mogłaby ona się stać - zwłaszcza w kontekście zbliżającego się synodu biskupów poświęconego młodzieży - elementem pracy nad tym, w jaki sposób kształtować przekaz wiary kolejnym pokoleniom.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.43

Liczba głosów:

108

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

palgal.galalit 14:24:29 | 2018-02-04
Podzielając stanowisko w komentarzu sygn.  "stos" z 03.02. odsyłam
do ostatniego numeru Tyg. Pow. nr 6  i tamże głosu Jana Bieli "Lepiej zrozumieć" w tej sprawie.

Oceń 11 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

kingasfb1 15:11:24 | 2018-02-03
Jestem jak najbardziej za podjęciem rozważań, dialogu - wszystko w duchu modlitwy - by poszukiwać jak najlepszego zrozumienia tekstu i użycia takich sformułowań, które oddadzą go najpełniej. Nie chodzi o zmianę dla zmiany. W tym konkretnym przypadku obecne sformułowanie faktycznie może rodzić dwuznaczność i wątpliwości. Uważam, że lepiej je przeformułować niż musieć opatrzać tasiemcowymi interpretacjami, komentarzami i wyjaśnieniami. Tym bardziej, że jest to najistotniejsza modlitwa pozostawiona nam przez Chrystusa i na niej wzrastamy, ona od dziecka kształtuje nasze postawy wobec Boga. I tak jak zostało już tutaj napisane, jest nawet rozbieżność pomiędzy wersją z lekcjonarza (którą kończymy zwrotem Oto Słowo Pańskie ) a słowami odmawianej przez nas modliwy. Tak trochę, jakbyśmy przedkładali naszą tradycyjną wersję nad same słowa Jezusa...

Oceń 7 39 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tru Badur 13:16:14 | 2018-02-03
Stos, za przeproszeniem, bredzisz.
​1) WSPÓLNOTA wiary potrzebuje WSPÓLNEGO języka. Dlatego WSPÓLNIE trzeba przemyśleć (na modlitwie) poprawność tłumaczenia.
​2) Język ewoluuje. Nie dogadałbyś się dziś ze średniowiecznym Polakiem. "Niezmienność" już jest zmieniona.  Przekaz, to nie tylko słowa ale i kontekst (i wiele innych).
​3) Wiara jest łaską od Boga.("Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec" J.6, 44). Jeśli ktoś miałby tak łatwo i z tak błahego powodu tracić wiarę, to niech się zastanowi, czy w ogóle kiedykolwiek wierzył.
​4) Tym Człowiekiem jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, który uczył apostołów, jak mają się modlić. Masz z tym problem?
​No właśnie, "to jest łacińskie brzmienie", jak sam piszesz. Problem w tym, że ani Pan Jezus ani Ewangeliści nie mówili i nie pisali po łacinie. "Noworeligijna hucpa, <miesztiele>... Człowieku, skąd w tobie tyle jadu???! Wejdź pod zimny prysznic i ochłoń. A później się módl...jak Salomon w dzisiejszej liturgii.                                              

Oceń 25 88 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 13:02:59 | 2018-02-03
Dlaczego przez tyle wieków nie poprawiono precyzji w translacji językowych w Pismach Świętych tylko nagle teraz powstają takie inicjatywy?

Jest to znamienne do czasu w którym żyjemy i zarazem zastanawiające.

Jednak dostrzegając jak podstępnie wdarł się homoseksualizm do zachodniego duchowieństwa można faktycznie mieć obawy co do szczerych intencji poprawiania i udoskonalania Świętych Tekstów.

Co będzie dalej?

Wymazywanie niewygodnych fragmentów dla wszelkich grup nacisków?
To już ma miejsce, bo nie tak dawno bito pianę o zwrot "plemienia żmijowego", jakiego użył Jan Chrzciciel oraz sam Pan Jezus.

Oceń 61 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 09:31:57 | 2018-02-03
Religia dialogu w rozkwicie.
Zamiast pokornie przyjąć tekst na którym uświęcały sie pokolenia katolików,słucha się diabelskich podpowiedzi.
Jakie skutki?
1)brak jedności,
2)zagrożenie dla niezmienności przekazu,
3)apostazja jako skutek utraty wiary w pewność tego co Bóg do nas mówi a Kościół do wierzenia podaje,
4)wykreowanie nowej religii z człowiekiem w centrum
Wszelkiej maści "mieszatiele" krzycza,że chcą zmian by ludzie współcześni lepiej rozumieli Boży przekaz.
W istocie zaś dokonują ideologicznej obróbki oryginału na potrzeby noworeligijnej hucpy.
ET NE NOS INDUCAS IN TENTATIONEM!
To jest łacińskie brzmienie modlitwy katolików,której nauczył nas Nasz Pan i nic ani nikt tego nie zmieni. 

Oceń 78 18 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?