Kościelne statystyki - trwa wielka zmiana

ks. Artur Stopka
(fot. shutterstock.com)

"Polskie kościoły pustoszeją. Tak mało wiernych nie było od 25 lat" - zaalarmował jeden ze świeckich tygodników. Któraś z gazet doszła do wniosku, że "Polacy odwracają się od Kościoła".

 

"Porównując idealny obraz Kościoła, jakiego pragnął Chrystus, z tą rzeczywistością, z jaką mamy dzisiaj do czynienia w Kościele, rodzi się pragnienie odnowy" - napisał cztery lata temu w liście pasterskim na Wielki Post abp Stanisław Gądecki. Niemal w tym samym czasie metropolita poznański został wybrany na nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Te dwa fakty przypomniały mi się, gdy poznawałem treść "Annuarium Statisticum Ecclesiae in Polonia" opublikowanego w pierwszych dniach stycznia br. przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.

 

Kościelne statystyki w pierwszej chwili zazwyczaj budzą emocje. "Polskie kościoły pustoszeją. Tak mało wiernych nie było od 25 lat" - zaalarmował jeden ze świeckich tygodników. Któraś z gazet doszła do wniosku, że "Polacy odwracają się od Kościoła". W dyskusjach wokół najnowszych danych można było usłyszeć rozważania, czy 3,1 pkt. procentowego to dużo czy mało i wątpliwości, czy rzeczywiście, mamy do czynienia z trwałą tendencją spadkową, skoro rok wcześniej mieliśmy do czynienia z niewielkim, ale jednak wzrostem liczby uczestników Mszy św. w Polsce.

 

Chociaż liczby wywołują emocje, to jednak same w sobie są ich pozbawione. Pomagają doprecyzować obraz. Nie funkcjonują jednak w oderwaniu od kontekstu. A niejednokrotnie właśnie on nadaje im rzeczywistą wartość i pozwala zrozumieć znaczenie.

 

Kontekstem, w którym funkcjonują udostępnione przez ISKK dane, jest życie wspólnoty Kościoła katolickiego w Polsce. Powoli, ale konsekwentnie, dokonuje się tutaj ogromnej wagi zmiana, na którą zwrócił uwagę m. in. w wywiadzie dla KAI dyrektor kościelnej placówki statystycznej ks. Wojciech Sadłoń. Polega ona w znacznej mierze na przechodzeniu od "wiary dziedziczonej" do "wiary z wyboru". George Weigel opisuje to jako przejście od wiary przekazywanej "na zasadzie osmozy, do wiary opartej na osobistym przekonaniu i indywidualnej odpowiedzialności nie tylko za swoją wiarę, ale też wiarę innych". To przechodzenie jest procesem, który dokonuje się z różną intensywnością w całym Kościele w Polsce, nie tylko w wielkich miastach, ale również w małych, wiejskich, wydawałoby się "tradycyjnych", parafiach.

 

Co bardzo istotne, łączy się z nim zdecydowana zmiana oczekiwań kierowanych wobec Kościoła rozumianego jako wspólnota, a także jako instytucja. Dlatego jako jedno z pytań, najpilniej domagających się odpowiedzi, wybrzmiewa to: "W jakim stopniu duszpasterze w Polsce są gotowi uczestniczyć w tym procesie?". Gotowi zarówno pod względem przygotowania, jak i mentalnie, do nowych zadań, dalekich od działań konserwacyjnych, fascynacji tłumami na pojedynczych celebracjach i obrony stanu posiadania. Upowszechnianie się wiary z wyboru wymaga od pasterzy zmiany sposobu funkcjonowania we wspólnocie, nieustannej ofensywności, gotowości słuchania, a także oddania części dotychczasowych działań, zajmujących czas duchownym, w ręce świeckich.

 

W opublikowanym przez ISKK opracowaniu pojawiły się bardzo ciekawe dane dotyczące sfery komunikacyjnej. Widać z nich, że jej znaczenie jest coraz bardziej doceniane, także w dziedzinie nowych mediów. To również znak dokonujących się zmian i rosnącej wśród wiernych oraz pasterzy świadomości, że dobra komunikacja we wspólnocie to jeden z elementów decydujących o jej właściwym funkcjonowaniu. Tym ważniejsze wydaje się pytanie o rolę kościelnych mediów wykraczających swoim zasięgiem poza poziom parafii. Nie tylko o to, czy one wskazaną wyżej bardzo istotną zmianę dostrzegają, ale także o to, na ile biorą w niej udział.

 

Przesadna fascynacja liczbami może w Kościele prowadzić do dywagacji, czy mamy za dużo kościołów, czy za mało wiernych. Jak można było zauważyć w sieci, mogą one prowadzić do wniosku, że mamy... za dużo księży. Liczby są potrzebne, jako wskaźniki pomagające widzieć na bieżąco dokonujące się w Kościele procesy i zmiany. Zdaniem prof. Wojciecha Świątkiewicza z Uniwersytetu Śląskiego najnowsze dane ISKK pokazują, że Kościół staje się ludziom mniej potrzebny w roli pośrednika ze światem sacrum. Myślę, że to bardzo daleko idący wniosek. Bliższe mi jest inne podejście, również zasygnalizowane przez prof. Świątkiewicza. Mniej potrzebny jest ludziom pewien model funkcjonowania Kościoła, a nie on sam. I stąd rodzące się pragnienie odnowy, o którym pisał kilka lat temu do wiernych abp Gądecki.

 

 

Ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.49

Liczba głosów:

47

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Gog 23:23:04 | 2018-01-16
Pewna aktoreczka oświadczyła, że występuje z Kościoła bo zakon zabronił pewnemu mnichowi wypowiadać się do mediów. Mnich był dla niej tak wartościowy, że ona nie mogła się z tym pogodzić. Czyli Koścół dla tej kobiety tyle znaczył co np. klub tenisowy. Wyrzucili chłopaka do podawania piłek ....zmienia klub. Dla człowieka wiary ten czy tamten kapłan, mądre, czy wręcz słabe kazanie. To są sprawy dalece drugorzędne. Zgoda :"ekwilibrystyka" kapłana może spowodować większą frekfencję. Ale czy to doprowadzi penitenta do wiary? W większości to są bardzo lekkie, ruchome piaski.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ptgalik777 18:21:12 | 2018-01-12
Podzielam opinię wyrażoną w komentarzu przez użytkownika STOS. Od siebie dodam, że to biskupi i księża są odpowiedzialni za porzucenie Kościoła przez Polaków. Jeśli nie będziemy mieli kapłanów na miarę Jan Marie Vianneya, świętego proboszcza z Ars, to za jakiś czas będą zamykane parafie w naszym kraju. Nasze parafie są centrami usług religijnych. Nie dziwię się temu, bo tak księża zostali uformowania w seminariach. Tutaj wrzucam kamyk do ogródka biskupów, bo to oni są odpowiedzialni za prowadzenie seminariów. Owszem, są pozytywne przykłady księży, które warto docenić, ale jest ich zbyt mało. Druga rzecz - nie rozumiem ciągłej pogoni za reformowaniem. Z liturgii mszy świętej zostały zgliszcza. Dla mnie symbolem upadku Kościoła Katolickiego, jest pewien nowo wybudowany kościół (w naszym kraju), w którym tabernakulum zostało umieszczene w kącie, prawie niewidoczne. W centrum zaś postawiono krzesła dla ludzi. Dla mnie to jest symbol zmiany myślenia ludzi po soborze watykańskim II - Jezus Chrystus został zepchnięty na margines, w centrum postawiono człowieka i jego sprawy. Toczą sie debaty nad tym ja "zrobić dobrze ludziom". Aktualna duskusja wokół małżeństwa jest tego dobrym przykładem. A co z Chrystusem? W jaki sposób przywrócić należne mu miejsce w Kościele?

Oceń 76 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

trubadur1 11:24:12 | 2018-01-11
Bez paniki. Przecież w Kościele nie chodzi o ilość, lecz jakość. Owszem, jak ktoś (nie pamietam kto) mądrze stwierdził "liczba ma znaczenie ale pragnienie liczby jest pychą". Jeśli ludzie zobaczą, że bycie Kościołem (a nie chodzenie do kościoła) jest mówiąc potocznie "fajne", to się zechcą się nawracać i nawet do kościoła zaczną chodzić. Pomyślmy o tym, jaka na nas spoczywa odpowiedzialność za te "zgubione owce". Pomyślmy, zanim zaczniemy zwalać winę na księży, papieża, sobory , jak to niejaki "stos" robi. I módlmy się za siebie nawzajem i tych, którzy się nie modlą o łaskę wiary i nawrócenia.

Oceń 23 132 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 10:17:46 | 2018-01-11
Kolejny przebierający nóżkami za reformowanierm Kościoła.
Zasadnicza "reforma" już nastąpiła - na SV2.
W jej rezultacie odarto liturgię Kościoła z jej sakralności, czyniąc z niej nie wybrany przez Boga sposób oddawania Mu czci lecz raczej sposób dowartościowania ludzkiej próżności.
Ta zaś ma do siebie to,że nigdy nie ulega zaspokojeniu,dlatego też mamy wezwanie do dalszych reform ,co jakoby ma ponownie zapełnić kościoły.
Nie zapełni, jest jednak doskonałym sposobem na szersze rozwinięcie skrzydeł przez wrogów Kościoła,apstatów chcących dostosować Kościół do swego upadku.
Jedyną rzeczą, która może przyciągnąć ponownie ludzi do Kościoła jest odkopanie jak mawia Franciszek z" muzeum"  sfery sacrum - Tridentiny.
Co zaś się tyczy tzw wiary z wyboru, to tylko czekać następnego kroku a więc wybierania przez wiernych tego w co chcą a w co nie chcą wierzyć.
A to już będzie śmierć prawdziwej religii ,szanowny autorze - reformatorze

Oceń 146 31 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook