"Amoris laetitia"? Nie ma innych interpretacji

ks. Artur Stopka
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

To nie przypadek, że jako właściwy sposób odczytania i wprowadzania w życie Kościoła adhortacji "Amoris laetitia" wskazywane jest dzieło lokalnych biskupów, a nie tekst opracowany przez którąś z watykańskich dykasterii.

 

Duża parafia w średniej wielkości mieście. Nowy proboszcz szybko dostrzegł grono zaangażowanych w życie wspólnoty parafian. Wśród nich kobietę samotnie wychowującą dwoje dzieci. Żyła, jak wdowa, ale nią nie była. Była rozwódką, porzuconą przez męża, który nagle postanowił "mieć coś dla siebie z życia" i zamieszkał kilkadziesiąt kilometrów dalej z inną kobietą. Płacił alimenty, ale nie szukał kontaktu z dziećmi. W ogóle nie interesował się ich losem. Tymczasem ich matka zmagała się z problemami. Zwłaszcza wchodzący w nastoletni wiek syn sprawiał poważne kłopoty.

 

Kobieta często uczestniczyła we Mszy św. i przystępowała do Komunii św. Widać było, że to dla niej ważne umocnienie. Niespodziewanie przestała się pojawiać w kościele. Nawet w niedzielę. Okazało się, że poznała mężczyznę, w podobnej sytuacji, co ona. Żona go porzuciła i wyjechała za granicę, gdzie na nowo ułożyła sobie życie. Zostawiła go z kilkoletnią córeczką. Dla niego też wiara była istotną częścią życia.

 

Długo się bronili przed rodzącym się między nimi uczuciem, ale m. in. obserwując dzieci doszli do wniosku, że mimo wszystko powinni być razem. Zawarli małżeństwo w urzędzie, zaczęli budować rodzinę. Nie przestali chodzić do kościoła, jednak jeździli na drugi koniec miasta. Po Mszy często wracali smutni, zwłaszcza ona nie potrafiła powstrzymać łez, tak bardzo tęskniła za możliwością przyjmowania Ciała Chrystusa.

 

Tego typu sytuacje można spotkać w niejednej parafii. Nie są zjawiskiem masowym, ale się zdarzają. Rodzą pytanie, co Kościół robi dla ludzi, którzy nieraz po latach ogromnych cierpień spowodowanych nieudanym małżeństwem, opuszczeni przez tych, którym ślubowali miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci, często niespodziewanie dla samych siebie znajdują nową miłość i "łapią trochę szczęścia". Niejednokrotnie rzeczywistość, w której żyją, okazuje się w praktyce wykluczeniem. Nie tylko z życia sakramentalnego, ale stopniowo również ze wspólnoty. Zamiast pomocy dostają napiętnowanie.

 

Właśnie takich ludzi dotyczy ósmy rozdział posynodalnej adhortacji apostolskiej papieża Franciszka "Amoris laetitia". Nie daje gotowych szablonów, które można szybko zastosować do wszystkich takich przypadków. Wskazuje coś, co w Kościele (jak i w wielu innych społecznościach i instytucjach) przebija się powoli. Najtrudniej chyba upowszechniają się rozwiązania, które wymagają żmudnego i starannego podejmowania wielu ważnych decyzji, bez możliwości zastosowania prostego przepisu, zero-jedynkowych szablonów, gotowców, niczym księgi penitencjarne. A przede wszystkim te, które łączą się z braniem na siebie osobistej odpowiedzialności za los innych, przed ludźmi i przed Bogiem. Wiele wskazuje na to, że właśnie takie są rzeczywiste źródła problemów i wątpliwości zgłaszanych wobec papieskich propozycji.

 

Jak każdy tekst, także punkty 298-300 "Amoris laetitia" podlegają interpretacji. Są filtrowane przez doświadczenie czytającego, stan wiedzy, wizję Kościoła, obraz Boga, jaki ktoś nosi w sercu i umyśle itp. Nic więc dziwnego, że po opublikowaniu adhortacji pojawiły się różne propozycje zastosowania w praktyce jej zapisów. W zeszłym roku w liście do argentyńskich biskupów z regionu Buenos Aires papież Franciszek ich sposób odczytania dokumentu wskazał, jako najwłaściwszy i zgody z jego intencjami. "Nie ma innych interpretacji" - napisał. 6 grudnia br. ten papieski list został opublikowany w Acta Apostolicae Sedis. To znaczy, że stał się oficjalnym dokumentem Stolicy Apostolskiej - nauczaniem Następcy św. Piotra.

 

Ten fakt ma wielorakie znaczenie. Nie tylko w bezpośrednim odniesieniu do problemu wiernych, którzy znaleźli się w tego rodzaju sytuacjach, jak wyżej opisana. Także w odniesieniu do patrzenia na Kościół powszechny i jego funkcjonowanie. To nie przypadek, że jako właściwy sposób odczytania i wprowadzania w życie Kościoła adhortacji "Amoris laetitia" wskazywane jest dzieło lokalnych biskupów, a nie tekst opracowany przez którąś z watykańskich dykasterii. Franciszek konsekwentnie pokazuje, że poszczególni pasterze diecezji mają w Kościele coraz więcej do powiedzenia, ale też coraz więcej odpowiedzialności, której nie zdejmie z nich oglądanie się na "centralę".

 

Argentyńscy biskupi wskazują, że należy unikać traktowania opisanych w ósmym rozdziale adhortacji możliwości jako bezwarunkowego dopuszczenia do sakramentów, tak jakby każda sytuacja je usprawiedliwiała. "Tym, co się proponuje, jest rozeznawanie, które dokonuje rozróżnienia każdego przypadku z osobna". To wymaga indywidualnego traktowania wiernych, którzy z rozmaitych względów znaleźli się w kłopotach oraz czegoś jeszcze - bliskości, delikatności, czułości, miłosierdzia. Czyli tego wszystkiego, na co Franciszek od pierwszych chwil swego pontyfikatu kładzie bardzo silny nacisk.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.11

Liczba głosów:

1020

 

 

Komentarze użytkowników (50)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Grzegorz1972 16:48:37 | 2017-12-14
Tak tu wielu razi że "rozpustnicy" mogą być dopuszczeni do stołu Pańskiego. Papież widzi możliwość zaproszenia w bardzo szczególnych przypadkach niektórych osób będących w nowych związkach do stołu Pańskiego bo na pierwszym miejscu ma MIŁOŚĆ a nie prawo. 

Oceń 1 16 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Grzegorz1972 12:17:53 | 2017-12-13
Księże Arturze dziękuję, za ten artykół. 

Oceń 4 43 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jozef 18:59:51 | 2017-12-12
Moje małżeństwo jest bardzo trudne i na granicy rozpadu. To jednak, że żona przestała mnie kochać, wcale nie znaczy, że i ja mam zrobić to samo względem niej. Owszem jest to trudna miłość oparta na wyrzeczeniach i krzyżu. Jednak wiernośc sakramentowi małżeństwa nadaje sens tym trudom i cierpieniu. Trwam na modlitwie za nią i jestem świadom tej odpowiedzialności. Jak powie Jezus w Apokalipsie by być gorącym, albo zimnym - nigdy chłodnym. W moim odczuciu Papierz i niektórzy pasterze Kościoła wprowadzają dziwny stan. Przykładowo małżeństwo się rozpadło, powstał nowy związek, który wg nauczania Chrystusa nie jest czysty. Tymczsem biorąc ludzkie kryteria próbuje się go w atmosferze mylnie odbieranego miłosierdzia tłumaczyć i dawać mu usprawiedliwienie. Czy nie jest to właśnie "chłodna postawa", której tak brzydzi się Pan Jezus ?
Bardzo dziekuję Wam drodzy Internauci, że w tak znacznej wiekszości popieracie klasyczne nauczanie Kościoła w materii małżeństwa. Bardzo mi w tym pomagacie, nadając sens moim staraniom. Szanowny Księże Artuże ! Nie rozumię Księdza artykułu, który mnie dodatkowo napełnia smutkiem i nie daje pocieszenia, ani wsparcia na mojej drodze wierności przysiędze małżeńskiej.

Oceń 33 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tenia 14:20:47 | 2017-12-12
"....oraz, że Cie nie opuszcze aż do śmierci.." Każdy żyje tylko raz i raz umiera.Związek z rozwiedzionym(ą) zamyka drogę powrotu sakramentalnemu małżonkowi i to jest grzech. Ponadto od wstrzemięźliwości nikt jeszcze nie umarł, a od uprawiania seksu umiera codziennie tysiące ludzi (i dzieci). Małżeństwo tak jak Kapłaństwo to Sakrament, który TRWA aż do śmierci, po rozwodzie też.

Oceń 48 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

romanpc 01:06:25 | 2017-12-11
Opisany przypadek samotnej matki i porzuconego ojca ma pokazać dobrą stronę cudzołożników - pomagają sobie i swoim dzieciom, co wzbudza sympatię i zrozumienie dla ich wyborów. Niestety odwraca to uwagę od sedna problemu! Czy tych dwoje rozwodników jest ze sobą dla dobra ich dzieci i z konieczności związania "końca z końcem", czy też dlatego, że doskwierał im brak seksu? W całej tej rozmiękczającej moralność dyskusji nie pisze się o tym, że rozwodnicy mogą sobie pomagać i nawet razem pod jednym dachem wychowywać dzieci, ale bez cudzołożenia. Słowa Jezusa były jak zwykle jasne i proste tak=> TAK i nie=>NIE! Za to papież nie tylko wyraża się nieprecyzyjnie dając pole do domysłów, ale nawet wprost pytany przez kardynałów ignoruje ich oficjalne dubia. Trudno jest katolikowi założyć że Franciszek bładzi tak bardzo, ale byli już w historii KK papieże, których "dokonania" nie licowały z powołaniem kapłana. Pozostaje samemu być wiernym przysiędze małżeńskiej i czekać na to, co Pan Bóg w tej sprawie zrobi.

Oceń 93 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 20:04:37 | 2017-12-10
Brawo księże Arturze. Wyważony i spokojny tekst na ważny temat.

Część osób myśli, że "Bóg umarł" albo odszedł i go nie ma, więc jedyne co mamy to słowa zapisane przed 2 tysiącami lat. Dziś już nie wolno nam na nowo takich słów słyszeć, nawet papieżowi Kościoła Katolickiego.

Dodatkowo osoby te przywiązane są do dosłownych brzmień pewnych zapisów. Całkiem jak Żydzi co oskarżali Pana Jezusa nieustannie o to, że nie przestrzega tej czy innej zasady, tego czy innego prawa.

Byliby uczciwi, gdyby wzorem Orygnesa odczytali dosłownie i na serio zapisy pisma. Ot starotestamentalizm rodem od Wojtka C.

Oceń 11 104 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 23:14:47 | 2017-12-09
"Amoris Laetitia" to bardzo dobra encyklika.
Ja kiedyś także miałem z nią spory kłopot. Ale z czasem- jak sądzę - udało mi się ją bardziej zrozumieć, dokładniej pojąć, co papież od samego początku chciał nam przez nią zakomunikować. Franciszek jest dobrym pasterzem. Idąc za Chrystusem wyraźnie wyprzedza nasze czasy, dlatego obecnie wiele ludzi go nie rozumie.
Niech Dobry Pan Bóg zawsze prowadzi go swoimi ścieżkami.
Amen. :-)

Oceń 21 223 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 17:00:13 | 2017-12-09
A ja ciągle to samo.  Chrystus powiedział:"Kto pojął rozwiedzioną cudzołoży", co dotyczy równiez rozwiedzionych. Jak to rozumieć.

Oceń 94 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Stick 14:06:15 | 2017-12-09
Słuchajcie kazań o. Augustyna Pelanowskiego, on dostrzega jakie potworne zło niesie ze sobą Bergoglio

Oceń 144 22 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Eleazar 12:57:12 | 2017-12-09
Dlaczego chcecie zmieniac Kościół? Jednak Luter był uczciwszy, załozył sobie własny.

Oceń 100 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook