Amoris laetitia? To trzeba zrobić, żeby ją zrozumieć

ks. Adam Błyszcz CR
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Tak sobie myślę, że gdyby Franciszka poddać dyscyplinie polskiego Kościoła, to zostałby na niego nałożony zakaz publicznych wypowiedzi, gdyż przecież jego wypowiedzi, w określonych kontekstach tworzonych faktów medialnych, wywoływały i wywołują wśród licznych wiernych dezorientację…

 

Nie słabnie zainteresowanie papieskim nauczaniem zawartym w Amoris laetitia. Mam nieodparte wrażenie, że adhortacja wydana w marcu 2016 roku winna być czytana razem z inną adhortacją Franciszka Evangelii gaudium z listopada 2013.

 

To niewątpliwie dokumenty programowe tego pontyfikatu, a z dokumentami programowymi jest tak, że albo się nimi przejmujemy, albo bierzemy na przetrzymanie.

 

Przy czym programowość trzeba byłoby tutaj rozumieć dwojako. Jako pewien rzut w przyszłość. Ot, po prostu program duszpasterski - to, co Franciszek nazywa nawróceniem duszpasterskim Kościoła (co duszpasterzy boli strasznie). Oraz spojrzenie w przeszłość, gdyż obydwa dokumenty to swoisty audyt Kościoła.

 

Swego czasu Franciszek udzielił wywiadu, w którym mówił o dziedzictwie Soboru Watykańskiego II. Franciszek przywołuje w nim opinie historyków Kościoła, według których potrzeba około stu lat, żeby nauczanie Soboru przyjęło się w organizmie Kościoła. My jesteśmy w połowie drogi. Od Soboru upłynęło nieco ponad pięćdziesiąt lat. Czy czasami nie jest tak, że Franciszek w jednym i drugim dokumencie mówi do nas: proszę Państwa, sprawdzamy, gdzie jesteśmy. Taki audyt Kościoła też boli, zwłaszcza nas, Polaków, bo ponad połowa tego okresu od Soboru Watykańskiego II została zdominowana nauczaniem jednego Człowieka, świętego Jana Pawła II. A tu taki barbarzyńca z dalekiej Argentyny ośmiela się to wszystko sprawdzać. I szukać, niezadowolony z zastanej sytuacji, nowych rozwiązań.

 

To zainteresowanie nauczaniem Franciszka brzmi dwoma tonami: takim zgrzytem, który sugeruje, że papież pobłądził i wpadł w jakieś herezje. Jak sugerują to autorzy Correctio filialis de haeresibus propagatis. Warto przeczytać ten dokument z 16 lipca 2017 roku, gdyż dobrze oddaje on sposób myślenia, mentalność przeciwników Franciszkowego nauczania i Franciszkowej wizji Kościoła. Czyni to o wiele lepiej niż sławetne dubia czterech kardynałów, którzy też oprotestowali Amoris laetitia.

 

Tak sobie myślę, że gdyby Franciszka poddać dyscyplinie polskiego Kościoła, to zostałby na niego nałożony zakaz publicznych wypowiedzi, gdyż przecież jego wypowiedzi, w określonych kontekstach tworzonych faktów medialnych, wywoływały i wywołują wśród licznych wiernych dezorientację…

 

Ale są też tacy, którzy ten głos biskupa Rzymu przyjmują ze zrozumieniem. Przewodniczący Episkopatu Włoch, kardynał Bassetti, podczas jednej ze swoich konferencji prasowych nazwał Amoris laetitia arcydziełem i syntezą nauczania Magisterium Kościoła na temat małżeństwa i rodziny. I według włoskiego hierarchy trzeba ten dokument przynajmniej przeczytać i próbować zrozumieć.

 

Przynajmniej przeczytać. Taka minimalna duszpasterska powinność.

 

Być może próbą zrozumienia Amoris laetitia są dokumenty dwóch lokalnych konferencji biskupów, którzy na terenie swoich diecezji (chodzi tutaj o Sycylię i Kampanię) próbują wypracować praktyczne, konkretne zastosowania VIII rozdziału Amoris laetitia.

 

Taką próbą zrozumienia są też zapewne cykliczne sympozja organizowane przez włoską konferencję biskupów. To ostatnie (trzecie już, a nie ostatnie, bo planowane są kolejne) odbyło się w Rzymie 11 listopada i zatytułowane było: "Ewangelia miłości: między sumieniem a normą".

 

Spotkanie kilkudziesięciu teologów rozpoczęło się krótkim wystąpieniem księdza Paolo Gentili, dyrektora Narodowego Biura ds. Duszpasterstwa Rodziny Włoskiej Konferencji Biskupów, który starał się wyjaśnić racje wyboru tematu.

 

Skierowanie uwagi na związek normy z sumieniem i sumienia z normą to według organizatorów sympozjum próba przywrócenia Amoris Laetitia ludowi rodzin (takie byłoby dosłowne tłumaczenie: il popolo delle famiglie, chociaż polskie tłumaczenie nie oddaje siły włoskiego oryginału. Rzadko w naszym przepowiadaniu mówimy o Kościele jako Ludzie). Ksiądz Gentili, przekonany o tym, że sposób powsta(wa)nia Amoris laetitia (dwa synody poprzedzone ogólnokościelnymi konsultacjami - dla wierności prawdzie dodajmy, że każdemu Synodowi towarzyszyła taka praktyka. Nie jest to zatem pomysł Franciszka. Tak było już za Benedykta XVI i św. Jana Pawła II) pokazuje, że jest to dokument, który począł się z refleksji Ludu, Kościoła, teraz do tego Ludu, Kościoła, powraca.

 

I patrząc na Kościół włoski, trzeba powiedzieć, że istotnie zrobił wiele, żeby Amoris laetitia zagościła w Ludzie. Do czerwca 2017 roku dokument został zaprezentowany w 97 diecezjach, natomiast w 71 diecezjach włoskich wypracowano wskazówki prawno-duszpasterskie mające na celu realizację przesłanek VIII rozdziału adhoratacji papieskiej i aż 32 wydziały teologiczne przygotowały ścieżki tematyczne poświęcone Amoris laetitia.

 

Zaraz po księdzu Gentili głos zabrał sam Franciszek, który przygotował przesłanie wideo, a w nim powtórzył swoją opinię, że małżeństwo tworzy rodzinę i jej wzajemne więzi wydają się najlepszym antidotum na postępujący i natarczywy indywidualizm. To wszystko dzieje się w momencie, w którym z jednej strony Kościół, wierny nauczaniu Soboru Watykańskiego II, głosi prymat sumienia, zaś współczesny świat wydaje się zdominowany przez swoistą egolatrię, ubóstwienie "ja", które wyraża się w postulowanej przez świat niczym nie ograniczonej autonomii indywiduum, jednostki.

 

Rodzi się zatem podejrzenie, niebezpieczeństwo, że światowy (czyli pogański) postulat owej nieskrępowanej autonomii jednostki, podmiotu połączony z przypominanym (i bronionym) przez Kościół prymatem sumienia może doprowadzić do sytuacji, w której wszystko będzie zależne od decyzji podmiotu i jakakolwiek obiektywna (metapodmiotowa) prawda, norma stanie się nieosiągalną mrzonką.

 

Stąd też konieczność pracy około sumienia. I praca ta nie polega na tym, że my, chrześcijanie, rezygnować będziemy z prymatu sumienia, "które jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam na sam z Bogiem" (GS, 16), ale na tym, że podejmiemy wysiłek kształtowania owego sanktuarium każdej osoby, gdyż "jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować" (AL, 37). W świecie, w którym indywiduum, jednostka poddana jest tak rozlicznym społecznym mechanizmom (i wydaje się, że przez to zostaje zniesiona jej wolność), orędzie sumienia przynosi przede wszystkim nowinę, że człowiek nie przestaje być podmiotem, że człowiek podejmuje decyzje, z których konsekwencjami musi się mierzyć. Mimo wszystko wolny i odpowiedzialny.

 

Jedną z dróg tej pracy nad sumieniem (i zapewne z sumieniem) jest ukazywanie Ewangelii radości. Ona w zestawieniu z Prawem Mojżesza pokazuje najlepiej nowość nauczania Jezusa.

 

Refleksem tego nauczania jest Amoris laetitia, która według kardynała Bassettiego (w trakcie spotkania zabrał głos), odznacza się trzema istotnymi cechami: po pierwsze widać w niej ducha synodalnego, który objawia nowy sposób istnienia Kościoła; po drugie prymat miłości, miłosierdzia. Jakżeż w tym miejscu nie przywołać jednego z najbardziej wstrząsających fragmentów Franciszkowej adhortacji. Otóż pod jej koniec biskup Rzymu pisze:

 

Czasami wiele kosztuje nas zrobienie w duszpasterstwie miejsca na bezwarunkową miłość Boga. Stawiamy tak wiele warunków miłosierdziu, że ogołacamy je z konkretnego sensu i realnego znaczenia, a to jest najgorszy sposób rozwodnienia Ewangelii. Prawdą jest, na przykład, że miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości i prawdy, ale trzeba przede wszystkim powiedzieć, że miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości i najjaśniejszą manifestacją prawdy Bożej (AL, 311).

 

Takie rozumienie miłości prowadzi ku trzeciemu aspektowi Amoris laetitia. To dokument, który przywołuje nas do konkretu życia małżeńskiego i rodzinnego. Unika zatem abstrakcyjnego moralizmu. I zachęca do tego wszystkich, którzy tworzą duszpasterstwo Kościoła.

 

ks. Adam Błyszcz CR - kapłan w zakonie zmartwychwstańców. Od września mieszka i pracuje w Tivoli

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.2

Liczba głosów:

398

 

 

Komentarze użytkowników (44)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 21:12:05 | 2017-12-01
Wydaje m i się, że omawialiśmy ten problem w poprzednich publikacjach na temat AL. Po co zatem przelewać próżne w puste.

Wspomnę tylko, że stawanie się jednym ciałem  (definicja małżeństwa sformułowana przez Chrystusa ) jest procesem rozłożonym w czasie. Sama przysięga małżeńska jako formalność prawna, jedynie ten proces przypieczętowuje( ale tylko w sensie prawnym) ale go nie kończy w sensie procesu stawania się jednością ciała. Może się okazać, że jedna ze stron nie jest jednak zdolna do małżeńskiego pożycia z danym partnerem. Wówczas z definicji ewangelicznej nie było tam jeszcze małżeństwa w sensie rozpoczętego  procesu  pewnego (potencjalnego) stawania się dwojga  jednym ciałem. Proces pewny istnieje wówczas, gdy oboje  w teoretycznym i praktycznym sensie mogą dojść do takiej jedności. Proces niepewny ( nie ma możliwości potencjalnego dochodzenia do jedności u tych dwojga ludzi),istnieje wówczas, gdy jedna ze stron  po czasie ujawnia brak zdolności tworzenia wspólnoty sakramentalnego związku.  Przyczyny są tu różne. Jedna ze stron może np. nie mieć takiej możliwości stworzenia jedności związku małżeńskiego a tylko z formalnie poślubioną sobie osobą, z innym natomiast takie zdolności mogą się ujawnić i  z tym innym mogą współtworzyć jedno ciało. I tu na przeszkodzie stoi doktryna niektórych hierarchów ze źle rozumianym pojęciem małżeństwa (z nieewangeliczną definicją małżeństwa). Dlatego  istnieją małżeństwa  udane ale powstałe po drugim ślubowaniu.  Wyglądałoby wg AL, że te pierwsze małżeństwa z uwagi na ich niepełność potencjalną, nie są  ważnie zawarte. Taka moja robocza teza.

Osnową  tego procesu jest introspekcja oraz sumienie podmiotów tworzących małżeństwo w procesie stawania się  jednym ciałem.To oni będą się osobiście rozliczać na Sądzie Ostatecznym czy ich proces budowy jedności małżeńskiej przebiegał w sposób bez krzywdzenia drugiej strony małżeństwa aż do doprowadzenia tego małżeństwa do jego nawet formalnego rozpadu. Innymi słowy, czy rozpad  pierwszego małżeństwa był zawiniony  czy istniały obiektywne przesłanki  budowania jedności czy ich  w rzeczywistości  w potencjalnym sensie nigdy tam nie było.  Do władzy kościelnej należy również rozeznanie co do istnienia obiektywnych przeszkód  budowania jedności małżeńskiej. Władza ta jak wiemy  może się czasem mylić, dlatego w ostatecznym rozrachunku osąd osobistego sumienia obojga osób  funkcjonujących w zawartym formalnie związku małżeńskim jest  istotny.

Oceń 4 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tenia 15:14:19 | 2017-11-27
To wszystko jest takie skomplikowane i rozmyte, że nic nie rozumiem. I chyba nie ja jedna. Do tej pory myślałam, że przysięga małżeńska wiąże mnie do śmierci. Mąż żyje z inną kobietą od 20 lat a ja samotnie dochowując przysięgi. Wiele jest takich osób. A może im by ktoś potowarzyszył ?

Oceń 37 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nk 14:45:30 | 2017-11-27
"Taki audyt Kościoła też boli, zwłaszcza nas, Polaków, bo ponad połowa tego okresu od Soboru Watykańskiego II została zdominowana nauczaniem jednego Człowieka, świętego Jana Pawła II." - jeśli dla księdza to było tylko nauczanie "jednego człowieka", to nie mamy o czym mówić. Dla mnie to było nauczanie papieskie w zgodzie z Ewangelią i tradycją Kościoła Katolickiego.

Oceń 37 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 16:36:12 | 2017-11-26
Piękny tekst.

Generalnie to jest spór śmierci z życiem. Śmierć jest zawsze martwa, to jest niezmienna, stała, trwała. Życie jest zawsze zmienne, zawsze nowe, a jednak jest w nim coś niezmiennego, coś co jest samym życiem, co napędza wszystko to, co życiem nazywamy. Tym czymś jest miłość.

Ideologowie miłości przeciwstawią przepisy, prawo, prawidła i dokładne fałszywe w swojej wybiórczości odwołanie do słów zapisanych w Piśmie Świętym.

Tymczasem słowa te, wypowiedziane wówczas, w ówczesnym języku pojęć i rozumienia, kościół jeśli jest żywy i jeśli jest w prawdziwej relacji z Bogiem, może odczytywać na nowo. I tak właśnie czyni.

To się nie podoba, kapłanom Starego Testamenu, wyznawcom Starego Testamentu, których nie obchodzi tak naprawdę dobro, ani człowiek, ani miłość, tylko ich wersja "prawdy". Mówią, że prawda to to, albo tamto stwierdzenie. Że to te albo inne zasady.

O jak ciemni są. Ja jestem Prawdą! - powiedział Pan Jezus. Prawda to Bóg sam. Prawda to osoba. Bo to jest przyczyna z powodu której istniejemy. Stary Testament jest ciągle w kontrze i w ofensywie. Nowy Testament musi znajdować siły. I znajduje.

Oceń 5 51 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~stos 15:12:10 | 2017-11-26
To,że mieniący się katolikiem ludzik Boży z Tivoli wyciera sobie buzię Kościołem (domniemany zakaz wypowiedzi publicznych dla Franciszka w Polsce) w zasadzie powinno wystarczać aby mu podziękować.
​Jako,że jednak truje z zagranicy to parę słów komentarza.
​Synodalność (ograniczenie władzy papieża), miłosierdzie (usprawiedliwienie łaską przez wiarę ), osoba  ludzka (sumienie) o tych filarach posoborowia wspomina autor.
​Co to oznacza?Ni mniej ni więcej tylko protestantyzację, a właściwie próbę wykreowania nowej konfesji zdolnej pomieścić sprzecznosci prawdy i fałszu.
​Wiedzmy,iż faktyczne uderzenie nie jest kierowane w małżeństwo lecz w serce Kościoła -Eucharystię.
​To tutaj będą gmerać wrogowie Koścoła.
​Bądźmy czujni - to taka nauka płynąca z Amoris Laetitia

Oceń 80 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 10:46:53 | 2017-11-26
Mnie się wydaje, że nawet Pan Jezus byłby dzisiaj oskarżony o "sianie zamętu", bo za przykład daje nieuczciwego rządcę, rozmawia z rozwiedzioną Samarytanką, wzór modlitwy to celnik - kolaborant. Zresztą, wystarczy poczytać historię o Wielkim Inkwizytorze.

100 lat na recepcję Soboru? Może. Niektórych słów Jezusa do dzisiaj nie rozumiemy, ale nie intelektualnie, tylko nie chcemy ich przyjąć sercem. Wciąż jesteśmy w powijakach.

Oceń 19 94 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k.jarkiewicz.ign 10:46:24 | 2017-11-26
Mleko się rozlało i sprzątanie będzie długotrwałe. W świecie neopogańskim przy słabnącej ewangelizacji narodów Europy jak się tylko uchyli furtkę to zaraz pojawią się demony oczekiwań i roszczeń. Nie bez racji obrońcą Kościoła jest św. Michał- nie ma zmiłuj:albo życie, albo śmierć, a nie jakieś strzelanki na 10 żyć.

Oceń 55 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ZbyszekMichal 10:31:44 | 2017-11-26
Receptą na wszystko jest głoszenie AL...
Jak kos nie rozumie o znaczy ze nie przeczytal...

Przeczytałem wspomnianą adhortację i encyklikę. Obie ładnie brzmią choć mam do nich szereg pytań. Powtórne czytanie, spotkanie z osobami  potępiającymi tych którzy maja wątpliwości oraz praktyka Papieża odstręcza. Albo zaczniecie rozmawiać albo podzielicie Kościół...

(wątpię czy Autor schyli się do poziomu odmowy ze mną. Łatwiej jest zaszufladkować mnie jako faryzeusza i rzucić na stos. Ciekawe ilu przepełnionych udawanym miłosierdziem napadnie na mój post a ilu otwartych zamknie sprawę naciskając znaczek oceny negatywnej... Znów zmarnujcie szansę rozmowy?)

Oceń 76 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asyz 09:20:49 | 2017-11-26
Amoris laetitia jest furtką dla diabła!

Oceń 115 19 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook