"STOP dla homoseksualizmu" - nie tędy droga

(fot. Tomasz Iwański)

"Czy sądzisz, że Bogu nie podoba się, że mieszkam z moim chłopakiem i mam z nim seksualną relację" - zapytał mnie na koniec 4-godzinnej rozmowy Timo. Kiedy wychodzimy z naszych kościołów poza kościół, do ludzi, spotkamy się z takimi pytaniami. Nie jest sztuką zrobić w internecie akcję "STOP dla homoseksualizmu".

 

Wyzwaniem jest opowiedzieć takim ludziom Ewangelię, aby zdecydowali się odwrócić od swojej drogi i pójść za Chrystusem. Timo żyje w przekonaniu, że jest dobrym człowiekiem, wierzy w Boga i wszystko jest OK. "Czy Bogu coś w moim życiu przeszkadza, jeżeli wierzę w Niego, staram się żyć dobrze, ale jednocześnie żyję tak, jak chcę? Czy Bogu coś przeszkadza, kiedy to, co jest niewygodne dla mnie i czego nie chcę zmieniać w moim życiu, a co On chce zmienić, uważam za zbyt restrykcyjne?".

 

Patologiczna jedność w potępianiu

 

Pamiętam, jak parę lat temu odbywał się marsz homoseksualistów w Warszawie. Na wieść o tym na FB bardzo szybko pojawiła się akcja "STOP dla homoseksualizmu", w której wielu chrześcijan, katolików i protestantów połączyło się w patologiczne jedno, umieszczając na owej stronie hasła typu: "Pedały do domu!", "Do piekła z nimi", "Nie ludzie!". Niektórzy podejmowali próby obrazowego odmalowania, jaki to najgorętszy ogień piekielny Bóg zarezerwował dla zboczeńców.

 

Natrafiając na tę stronę, nie mogłem pojąć, jak ktokolwiek może życzyć takiego losu drugiej osobie. Kiedy sprawdziłem niektóre profile piszących to osób, mieli na swoich FB-tablicach hasła typu: "Gorliwy katolik", "Naśladowca Chrystusa", "Uczeń Chrystusa" i inne tego rodzaju.

 

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do bycia obrazem i głosem Chrystusa na ziemi. Bycie uczniem Chrystusa nie oznacza napisania sobie na FB-tablicy, że się takowym uczniem Chrystusa jest, ani myślenia, że taką osobą się jest, ale to znaczy żyć tak jak Jezus. Mieć taki stosunek do drugiego człowieka jak Jezus.

 

Biada przeciw "sprawiedliwym"

 

Może dziwić, że ludzie, z którymi przebywał Jezus, to celnicy, prostytutki i inni grzesznicy (dzisiaj zapewne do tej grupy dołączyliby zagubieni homoseksualiści) - ludzie wzgardzeni przez pozostałą część społeczeństwa. Syn Boży szczególnie się nimi interesował. Przebywał z nimi. Natomiast obchodził się ostro z ludźmi religijnymi, z duchową elitą Izraela Jego czasów. Wystarczy spojrzeć na 23. rozdział Ewangelii wg zapisu celnika Mateusza. To cały rozdział poświęcony skrupulatnemu sądowi nad faryzeuszami i uczonymi w Piśmie. Nie znajdziemy takiego rozdziału dotyczącego homoseksualistów czy innych źle się mających. Dlaczego? To ironia czasów, kiedy Jezus chodził po palestyńskich ścieżkach, "sprawiedliwi" byli bardziej zepsuci swoją sprawiedliwością niż grzesznicy swoim grzechem.

 

Miłość Jezusa sprawiła, że grzesznicy, ludzie upadli i zagubieni, garnęli się do Niego, a On ich przyjmował i bynajmniej nie pochwalał ich grzechu, ale swoją postawą miłości (dlatego że zależało Mu na nich, tak naprawdę, a nie z obowiązku przekazania Dobrej Nowiny) sprawił, że w wielu z nich zaszła przemiana, tak że poszli za Nim i zaczęli Go naśladować. Wyszli z niewoli grzechu. Jezus ich uwolnił! Paradoksalnie ta sama miłość Chrystusa sprawiła, że został On odrzucony przez ludzi religijnych, którzy oczekując przyjścia Mesjasza, czytając o Nim w świętych zwojach Tory i Proroków, nie przyjęli Go, odrzucili i ukrzyżowali.

 

Nie jest więc bohaterstwem oburzyć się na FB, wyśmiać i obrazić. To nie jest podążanie za Chrystusem, mimo że można to robić "z Chrystusem na ustach". Takie zachowania, jak niegdyś faryzeuszów pogardzających takimi ludźmi, ściąga Jezusowe ostre jak brzytwa "BIADA". Sztuką jest do takich ludzi wyjść i głosić im Ewangelię. To jest wyzwanie i wezwanie do uczniostwa.

 

Co powiedziałem Timowi w trakcie naszej 4-godzinnej rozmowy?

 

Najpierw nawiązaliśmy relację. Wydaje mi się, że zaciekawiło go to, co robię i kim jestem. Kiedy zadał mi wspomniane na początku pytanie, odpowiedziałem, że żyje w grzechu. Opowiedziałem mu o swoim grzechu, z którego Jezus mnie wyzwolił, i o tych rzeczach, na które z wyboru się nie godzę w swoim życiu, ze względu na to, że poznałem Jezusa, pokochałem i wiem dzisiaj, że Jemu to się nie podoba.

 

Kiedy Timo powiedział, że jest to zbyt restrykcyjne, że zamierza wierzyć w Boga i żyć dalej, jak żyje, opowiedziałem mu o relacji dwóch osób, w której obie mówią, że kochają, ale jedna prawdziwe kocha, oddając siebie za drugą, poświęcając swoje życie, a druga mówi, że kocha, ale swoim życiem i postępowaniem rani osobę, o której mówi, że kocha. Zapytałem Timo: "Czy uważasz, że ta osoba naprawdę kocha?". Timo milczał.

 

Błogosławione znaki zapytania

 

Pozostawiłem go z tym milczeniem. Myślę, że za tym milczeniem zrodził się znak zapytania. Kiedyś taki znak zapytania Jezus zrodził w pewnym żydowskim dostojniku o imieniu Nikodem. Ten znak zapytania nie dał mu spokoju do końca życia. Mimo że Nikodem już nigdy potem nie spotkał się z Jezusem, przez tę jedną rozmowę, w której odpowiedzią na jego pytania, były pytania Jezusa, zbliżał się do Niego aż prawdopodobnie stał się Jego uczniem. Modlę się, aby w Timo  zrodził się ten sam rodzaj znaku zapytania, który nie zniknie dopóty, dopóki nie znajdzie odpowiedzi w Chrystusie.

 

Parę dni po naszej rozmowie Timo wyjeżdżał na kilka dni z kraju. Przed wyjazdem odnalazł mnie, by się pożegnać i powiedzieć: "Do zobaczenia w poniedziałek". Chciałbym tak przekazywać Ewangelię, aby to, kim jestem dla ludzi, i to, co nie tylko mówię, ale jak mówię, sprawiało, że oni będą chcieć kontynuować ze mną znajomość, pytać, a nie mieć ochotę uciec jak najdalej. To rozpoznaję w Tym, którego naśladuję. Ludzie z najbardziej pokrzywionymi drogami swojego życia garnęli się do Niego z głęboką, coraz bardziej potęgującą się z nadzieją, że właśnie przy Nim mają szansę wyprostować swoje drogi i nie zostać odrzuceni. I właśnie ci, którzy do Jezusa się garnęli, nie zostali odrzuceni, ale zobaczyli drogę ratunku i zbawienia.

 

A Ty?

 

Niezależnie od tego, kim jesteś i gdzie jesteś, Bóg tak bardzo Cię kocha, że Jezus umarł za Ciebie na krzyżu, abyś teraz poszedł za Nim, odwracając się od tego, co On nazwał grzechem, a co tak często my nazywamy dobrem. Bóg tak bardzo Cię kocha, że nie pozwoli, aby Twoje życie pozostało takie samo. Bóg tak bardzo Cię kocha, że Jezus oddał swoje życie na krzyżu, byś Ty dzisiaj oddał swoje życie Jemu; nie powierzchownie, ale totalnie. Boża miłość jest łaskawa, ale i wymagająca. Wymaga przemiany naszego umysłu i serca, naszych czynów i postaw. Taka jest Boża miłość. Jaka jest nasza?

 

Radosław Siewniak - założyciel i prezes Stowarzyszenia Do Źródła, ewangelista i nauczyciel Słowa Bożego. Publicysta, autor książki "Prawda głodna odwagi". Głosił w wielu miejscach w Polsce oraz za granicą (Stany Zjednoczone, Austria, Czechy, Norwegia). Z zawodu fizjoterapeuta. W wolnym czasie lubi podróże i dobrą książkę

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.25

Liczba głosów:

658

 

 

Komentarze użytkowników (130)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

marzena.tokarska 20:27:46 | 2017-11-05
To ja może z innej strony. Ja dziękuję za ten artykuł. Pięknie i mądrze pomoga mi poukładać sobie to i owo w głowie. Zdanie które niesie przesłanie artykułu dla mnie osobiście i formuje znak zapytania w głowie: "dlatego że zależało Mu na nich, tak naprawdę, a nie z obowiązku przekazania Dobrej Nowiny"... Otóż to...czy zależy mi tak naprawdę na ludziach nie znających Chrystusa, nawet za cenę początkowego niezrozumienia, czy odrzucenia mnie, wywrócenia oczami albo uważania mnie za "nawiedzoną" - czy zależy mi na nich bardziej niż na mojej opinii w ich oczach. Albo z drugiej strony - czy zależy mi aż TAK na Chrystusie, żeby robić to do czego zachęcał, ale w Jego stylu, czyli z miłością, zrozumieniem, przekazywaniem nawet trudnej Prawdy? I dziękuję za wskazówki jak w taki sposób rozmawiać. Ja czytając to co pisze Radek staram się przede wszystkim sprawdzić, to co oznacza dla mnie, w jaki sposób w tej czy innej kwestii mogę zbliżyć się do tego, jaką chciałby mnie Bóg... Radek nigdzie w swoim artykule nie pisze, że homoseksualizm jest dobry. Koncentruje się raczej na nastawieniu jakie sprzyja rozmowie i otwartości i tworzeniu pytań u osób, z którymi rozmawia. Myślę, że Jezus nigdy nie powiedziałby do zdeklarowenago homoseksualisty "to jest dobre to co robisz". Wiele razy rozmawiając z ludźmi mówił "Idź i nie grzesz więcej!". Ale... było w Nim coś, co sprawiało, że grzesznicy, celnicy chcieli z Nim w ogóle rozmawiać. Co to było?
O tym moim zdaniem pisze Radek i do tego zachęca.

Oceń 4 17 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 23:09:38 | 2017-10-30
Panie Radosławie, sądząc z zamieszczonej fotografii w avatarze jest Pan jeszcze młodym człowiekiem. Ale zauważyłem równocześnie, że określa się Pan mianem WIZJONERA.
Naprawdę, miewa Pan jakieś wizje?

Oceń 3 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 16:52:46 | 2017-10-31
_

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ZbyszekMichal 00:01:40 | 2017-10-30
Widząc że Autor odpowiada na niektóre wpisy pozwolę sobie powtórzyć jeden. Bardzo jestem zainteresowany zdaniem Autora:

Skoda że koncentruje się Pan na tak negatywnym odbiorze komentarzy. W sumie to nic dziwnego - naturalną reakcją na grzech jest potępienie niestety grzesznika i sięgnięcie do moralizatorstwa. Tak robię ja, gdy widzę paradę "równości", jak i Pan czytając komentarze pod swym artykułem. Siegnijmy jednak do tego co Pan pisze (mądrze) że najpierw trzeba nawiązać relację. Dialog trzeba zacząć od tego co łączy, a nie co dzieli. Przynajmniej w częsci komentarzy (nie czytałem wszystkich) da się znaleźć choćby malutki punkt zaczepienia. Ze swojej strony podrzucę jeden temat:

- Pan pisał o dialogu z konkretną osobą i to jest też wspaniała lekcja, ale pozostaje drugi problem - nacisków na zmianę prawa, języka itp która ma z czegoś szkodliwego uczynić normę. Jak bez napastliwości przeciwstawić się agresji homośrodowisk? Jak szanując - walczyć?

Oceń 7 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 12:43:10 | 2017-10-28
..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 12:46:16 | 2017-10-28
@radek.siewniak

Szanowny Panie Radosławie.
To co Pan tu napisał jest prawdą, ale jedynie z jednej perspektywy.
Zapewne Pan obecnie dostrzega jedynie tylko tą jedną, kiedyś może to ulec zmianie.

Problem w tym, że Bóg nie jest "jednowymiarowy" tak byśmy mogli go w pełni pojąć.
Tym samym wiara w Boga nie może opierać się tylko na jednej płaszczyźnie i perspektywie.

Cały czas podkreślam, że Miłosierdzie Boże JEST, ale obok niego istnieje też Sprawiedliwość Boża.

Niestety wielu wierzących zupełnie zapomniało, że od Sprawiedliwości Boga nie można uciec, nie można jej uchylić.

Tym smym, gdy obok Miłosierdzia postawimy Sprawiedliwość wówczas dopiero dostrzeżemy Prawdę w mocy Ducha Bożego.

Sam latami tkwiłem w wielu fałszywych wyobrażeniach Boga i wiary w Niego.
Jednak z sprawą woli Boga otrzymałem Dar Chrztu w Duchu Świętym i wiele rzeczy w moim życiu uległo przemianie.

Dziś widząc jak wielu innych błądzi, poprostu nie potrafię milczeć.

Nie twierdzę, że Jezus przychodzi do zdrowych, bo tak nie jest!

Jednak Pan i mnie przestrzegł, że jeszcze przychodzi jako dobry pasterz, ale już wkrótce przyjdzie jako sprawiedliwy sędzia.

Pamiętajmy o tym, co nastąpić musi i o swojej drodze ku własnej świętości.

Zło nazywajmy zgodnie z Prawdą złem i nie wybielajmy go, a będziemy w zgodzie ze Sprawiedliwością i Prawem Boga oczekując we właściwym czasie Miłosierdzia, dzięku któremu może przekroczymy bramy Królestwa Bożego. 

Oceń 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

radek.siewniak 10:44:23 | 2017-10-26
Przyjrzałem się komentarzom pod tekstem, który napisałem, pełne, dosłownie nienawiści z najciemniejszych pokładów ludzkiej egzystencji. Chciałbym więc dodać:

Idę dziś za Jezusem, ponieważ On pierwszy przyszedł do mnie, kiedy mój grzech i zepsucie nie były mniejsze od powyższego, co w tym tekście opisuje. Ale On nie przyszedł do mnie z nienawiścią i potępieniem, ale z ranami z krzyża, pokazując mi radykalną miłość, która w radykalny sposób przemieniła moje życie.

Później usłyszałem, że jakim sądem sądzę, takim sam zostanę osądzony i że On nie wzywa mnie do sądu, chodź o sądzie mówi (który należy do Boga), ale do zwiastowania Ewangelii Królestwa. Ponieważ jeżeli Jego Ewangelia przemieniła moje życie, to może przemienić życie każdego!

Pokutujmy.

Oceń 22 137 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 02:26:07 | 2017-10-26
Temat ciekawy, poziom art. nieciekawy.

Oceń 45 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 23:35:37 | 2017-10-26
Szanowny Autorze

Jeśli już decyduje się Pan pisać o dewiacjach seksualnych to niech Pan pisze językiem naukowym a nie bełkotem religijnym poprzeplatanym Jego Imieniem.  Z imienia Chrystusa zrobilł Pan sobie bezkarnie wycieraczkę.

Oceń 68 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 22:37:25 | 2017-10-25
Moderniści to z natury demokraci.Jak gdzieś na mieście pojawią się "urażające czyjeś uczucia" plakaty antyaborcyjne mogące ze swym przekazem dotrzeć do wielu, jak na fejsie skrzykną się ludzie ,którym zbiera się na wymioty wobec sodomickiej aktywności w sferze publicznej a wraz z tym może pójść antysodomicka manifestacja, moderna zaraz się poci .
Moderniści są to też ludzie ,którzy wierzą w powszechne zbawienie.
Powiedzieć takiemu sodomicie,że grozi mu ogień piekielny- toż to w głowie się nie mieści.
Moderniści są to wreszcie ludzie,którzy uważają ,że wytrychem do ludzkich sumień jest okazanie im czułości.Trzeba więc takiego sodomitę przytulić a się zreflektuje i będzie chwalił Pana.
Katolicy to zaś są ludzie, którzy powiedzą głośne :STOP DLA HOMOSEKSUALIZMU.
Dlaczego?
Bo Bóg tak chce, co wykazał w Swoim Objawieniu.   

Oceń 96 12 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook