Różaniec bez granic

Karol Kleczka
(fot. Billion Photos / shutterstock.com)

Dawno żadna akcja podjęta z inicjatywy wiernych nie cieszyła się takim powodzeniem i aprobatą polskiego duchowieństwa, na czele z biskupami. Sam mam z nią problemy.

 

Entuzjazm duchownych udzielił się także mnie, gdy w pierwszym momencie usłyszałem o "Różańcu do granic". Ewangelizacyjne inicjatywy zakrojone na dużą skalę robią wrażenie, tym bardziej jeżeli stoją za nimi świeccy w Kościele. Akcja odmawiania modlitwy różańcowej przy granicach Polski, która odbywa się w tę sobotę, ma obejmować wszystkie przygraniczne diecezje od Bałtyku aż do Tatr. Z diecezji centralnych dołączą autobusy wiernych. Takie wydarzenia są potrzebne, bo bez świeckich Kościół traci paliwo. Jednak już po chwili zacząłem się zastanawiać - właściwie dlaczego "do granic"? Dlaczego nie dalej?

 

Za akcję "Różaniec do granic" odpowiadają Maciej Bodasiński i Lech Dokowicz. W materiałach promocyjnych czytamy, że ich inicjatywa jest "zaproszeniem Polaków do zejścia z kanap, porzucenia wygodnego życia przed telewizorem czy komputerem" i do tego momentu wszystko brzmi fantastycznie, ale zaraz potem pada: "wzięcia modlitewnej broni i podjęcia duchowej walki o ratunek dla świata. Jest to zaproszenie do wyjścia na granice Polski, granice własnych słabości, granice bezpiecznego świata, może nawet granice lęku". Tutaj zaczynają się moje wątpliwości, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

 

Metaforyka granic stanowczo przemawia przeciwko podkreślanej w niejednym wywiadzie intencji twórców, aby promowana akcja była odbierana jako gest otwartości. Nie wiem, jak pracuje wyobraźnia inicjatorów, ale zawsze miałem poczucie, że granica wyraża limit, kres. Można do niej dojść i się zatrzymać, można ją przekroczyć. W obu wypadkach zawarte jest jakieś ograniczenie. A po co stawiać granice modlitwie? Zupełnie tego nie pojmuję.

 

Pewnej odpowiedzi dostarcza opracowany przez stosowną komisję Konferencji Episkopatu Polski przewodnik zawierający wskazówki dla duszpasterzy. Czytamy w nim, że "to wydarzenie wyjątkowe najpierw przez miejsce, w którym modlitwa się odbywa", ale nie wiem, w jakim związku ta wyjątkowość pozostaje względem "zawierzenia Bogu przez pośrednictwo Maryi całego dobra, któremu na imię Polska oraz modląc się także za inne narody".

 

Po co granice, skoro modlitwa jest rozciągnięta także na inne narody? Na razie wiem, że będzie to miało miejsce w archidiecezji warmińskiej, gdzie Polacy zaprosili do modlitwy Rosjan i skierowali list do prawosławnego patriarchy Cyryla, ale to jednostkowy przypadek. Dlaczego nie uczynić z tego powszechnej reguły i zaprosić na granice naszych sąsiadów, przedstawicieli innych wyznań, by pomodlić się razem na przykład za jedność Europy? Albo o pokój, jak czynił Jan Paweł II z przedstawicielami innych religii w Asyżu? Dlaczego tych granic nie otworzyć na wiernych, którzy nie są "stąd"? Nie dziwi mnie więc fakt, że część komentatorów "Różańca do granic" traktuje wybór granic państwa jako "strefy modlitewnej" bądź jako żart, bądź też jako wyraz narodowego lęku. Granica to coś, co zamyka, a nie ułatwia otwarcia. A przecież jest się za co razem modlić i taka okazja byłaby idealnym impulsem do otwierania serca na innych, o które tak często apeluje papież Franciszek.

 

Wraz ze wzrostem popularności akcji, granice geograficzne zaczęły się zacierać, bo ostatnie wiadomości mówią o "Różańcu do granic" w Japonii, Fatimie, Nowej Zelandii czy bazie wojskowej Bagram w Afganistanie. Pozostają jednak te drugie, wyrażone w wymiarze egzystencjalnym, gdy padają sformułowania o własnych słabościach czy lękach. Te łatwiej mi zrozumieć, bo faktycznie bywa tak, że już naprawdę nie da się więcej dla siebie zrobić. Natrafia się na brak we własnej osobowości i pozostaje tylko jego akceptacja. Czasem ukojenie przychodzi dopiero wtedy, gdy ten brak zawierzy się Bogu w modlitwie. Jednak lęk przybiera w opisach akcji nie tylko wymiar jednostkowy, ale powszechny. Podkreśla się wyjątkowość momentu historycznego, w którym żyjemy. Nie w wymiarze pozytywnym, a wręcz przeciwnie.

 

Już w samym haśle promującym akcję "Ratujmy różańcem Polskę i świat" przywoływane są wątki katastroficzne. W wywiadzie udzielonym dla Polskiego Radia, Bodasiński podkreśla, że "Różaniec do granic" jest szczególnie potrzebny, bo zbliżamy się do tragedii związanej z podmywaniem fundamentów Europy, a modlitwa ma być próbą "uprzedzenia wypadków". Z kolei w rozmowie opublikowanej w tygodniku "W Sieci Prawdy" pojawiają się przykłady podobnych akcji modlitewnych w przeszłości: "Cała Polska modliła się, gdy Sobieski szedł na Wiedeń. W 1920 roku za plecami żołnierzy Warszawa leżała krzyżem". W powielanej w licznych mediach katolickich depeszy KAI natrafiam na informację o motywacjach stojących za doborem terminu: "Organizatorzy podkreślają, że modlitwa nastąpi 7 października, czyli w święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione po wielkiej bitwie pod Lepanto, gdzie flota chrześcijańska pokonała wielokrotnie większą flotę muzułmańską, ratując tym samym Europę przed islamizacją". Nie wiem, na ile to zdanie zawiera wypowiedź organizatorów, a na ile jest twórczym rozwinięciem genezy ustanowienia święta, ale podkreślanie faktu ratowania Europy przed islamizacją współcześnie nabiera dodatkowego kontekstu. Czy w takich czasach żyjemy obecnie? Wielu mówi, że tak, a ja zupełnie szczerze odpowiadam, że nie wiem.

 

Mój podstawowy problem polega na tym, że nie podzielam lęków organizatorów akcji, bo wierzę w Boga i ufam Bogu. Właśnie - ufam. Wizja przedstawiana w powyższych wypowiedziach przypomina niebezpieczny determinizm, tak jakbyśmy mieli się czegoś szczególnie bać. Czasy ostateczne są zawsze nie dlatego, że czeka nas jakieś zagrożenie, ale ponieważ chrześcijanin winien być zawsze gotowy na ponowne przyjście Chrystusa. Poza wymiarem eschatologicznym, sytuacja, w której się znajdujemy, jest nieproporcjonalnie lepsza od tej, w której żyją nasi bracia i siostry chrześcijanie na Bliskim Wschodzie. Jednak zewsząd słyszę o powodach do lęku, a przecież chrześcijaństwo to religia odwagi. Jeśli zafiksujemy się na strachu, to zupełnie utracimy ożywczą moc, która płynie ze Słowa - z Dobrej Nowiny.

 

Za każdym kolejnym razem przypominanie o powodach do lęku traci na znaczeniu lub też zaczyna przypominać niebezpieczne operowanie strachem. Bo jeśli czegoś się bać, to złego, który dzieli. To zły stawia granice, a nie Chrystus, który swym zmartwychwstaniem złamał każdą z nich, przekraczając tę ostateczną - granicę śmierci. Dlatego gdy odmawiam różaniec, modlę się o to, by inni się nie bali. By wierzyli Bogu, który wybawił nas od grzechu, i by mieli nadzieję na życie wieczne. Modlę się też o to, by z "Różańca do granic" wyszło jakieś dobro. Na przykład lekcja, że granice są po to, by je przekraczać i głosić orędzie miłości Zmartwychwstałego na cały świat. By budować miejsca spotkania i otwarcia na tych, którzy są inni od nas.

 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, członek Klubu Jagiellońskiego, doktorant filozofii na UJ.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.14

Liczba głosów:

2728

 

 

Komentarze użytkowników (88)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 21:18:46 | 2017-10-12
Wychodzi na to, że we Włoszech inicjatywa będzie kontynuacją tego, co było u nas: już jutro:
https://twitter.com/Borgo_Pio_/status/917100331758182400

Oceń 19 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 21:18:46 | 2017-10-12
Wychodzi na to, że we Włoszech inicjatywa będzie kontynuacją tego, co było u nas: już jutro:
https://twitter.com/Borgo_Pio_/status/917100331758182400

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

slawopaw 00:44:23 | 2017-10-12
Gdy mądżą się mądrale. "A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny". 

Oceń 1 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 07:52:43 | 2017-10-11
No-name, dzięki za Twoją długą odpowiedź. Sentencja łacińska jest piękna i wspaniale byłoby, aby była powszechnie stosowana. Napiszę bardziej precyzyjnie o co mi chodziło, bo moja wypowiedź była zbyt skrótowa i mogła być niezrozumiała. Twoim zdaniem świeckich nie powinno się dopuszczać do organizowania masowych uroczystości o charakterze religijnym. Napisałes też, że "Każdy kapłan jest namaszczany przez swojego biskupa, zatem posyłany z posługą przez samego Chrystusa. Świeccy nie mają ani takich uprawnień." Dalej miałeś zastrzeżenia do intencji głównego organizatora, p. Badasińskiego.

Dlatego napisałam, że "modlitwa nie może przynieść niczego złego, bo Bóg zna serca ludzi i tylko szczera modlitwa może być skuteczna. A z kapłanami różnie bywa, jak wiadomo miłosiernym okazał się Samarytanin, a nie kapłan."

Chodzi mi o to, że trzeba doceniać inicjatywy oddolne, niekoniecznie organizowane przez Kościół, a nawet jeśli intencje organizatora budzą wątpliwości, to w rezultacie tylko szczera modlitwa jest wartościowa w oczach Boga i może przemieniać serca ludzi. Uczestnicy modlitwy różańcowej piszą na tym forum, że spotkanie modlitewne było dla nich wielkim, pozytywnym przeżyciem i że modlili się o pokój i dobro dla innych. Mam nadzieję, że Matka Boża sprawi, że owoce tego spotkania będą dobre. Kościół oczywiście może w tym pomóc, aby energia i zaangażowanie ludzi nie poszły na marne i przybrały własciwy kierunek.   

Oceń 20 20 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 22:50:57 | 2017-10-10
Oriana -> no_name
"Modlitwa nie może przynieść niczego złego, bo Bóg zna serca ludzi i tylko szczera modlitwa może być skuteczna."

Amica Oriana, sed magis amica veritas.
Piszesz do mnie w taki sposób, jakobym stawiał (czy choćby sugerował) tutaj jakąś przeciwną tezę. Mogłabyś wskazać, w którym miejscu wyczytałaś to w moich wypowiedziach? Jeżeli nie potrafisz, to Ci podpowiem - nigdzie! Niczego takiego nawet nie sugerowałem. Nie wiem, czy masz świadomość tego, co piszesz, bo tego typu uwagi to jeden z brzydszych chwytów erystycznych, polegający na "wkładaniu w usta interlokutora" treści, których wcale nie wypowiadał i głoszenie na ich podstawie, że nie ma racji.
Jeśli chcesz rozmawiać - wszak w ten sposób sugerowałaś poniżej - to odnoś się do tego, co pisałem, a nie do jakichś wyobrażeń na ten temat. Pisałem zresztą dość dużo, i za każde wypowiedziane tu słowo biorę pełną odpowiedzialność.

Oriana napisała:
"No-name, jesteś mało przekonujący w tym co piszesz, chyba sam nie wierzysz w to co wypisujesz."

Powtórzę, pisałem tu o wielu rzeczach. Jeśli już, to prosiłbym, abyś odnosiła się dokładnie do tych treści i ewentualnie wskazała, co w tym moim pisaniu Ciebie nie przekonuje.
Mam jeszcze jedną prośbę.
Nie urządzaj sobie wycieczek ad personam, bo to nie przystoi pięknej Kobiecie, ani nie jest na temat. :-)

Oceń 10 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jack French 14:33:05 | 2017-10-10
A deon po staremu krytykuje co dobre, a koloryzuje co niedobre.

Ehhhh

Oceń 76 15 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 13:49:55 | 2017-10-10
@Udana, MarzenaD. Proponuję zaprosić ks. Bonieckiego w przyszłym roku na modlitwy o pokój, aby sam się przekonał. Ten artykuł pisał przed akcją "Różaniec do granic", więc jeszcze nie wiedział, co z tego wyniknie.

Oceń 55 261 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Udana 11:38:24 | 2017-10-10
Oriana- obaje  i ks. Lemański i ks.Boniecki cytują Ewangelię Mateusza z rozdziału 25, bo oboje przyjmują retorykę, że my modliliśmy się ,,przeciw uchodźcom" i sugerują, że za to mamy być potępieni, gdyz przybyszy nie chcemy przyjąć.
Oczywiście jeden robi to wprost otwartym tekstem, bo już nie ma nic do stracenia, gdyz stracił wszystko, drugi robi to bardziej inteligentnie, jak na Tygodnik Powszechny przystało...ale robią dokładnie to samo. Wsadzają nam, modlącym się inne intencje niż mieliśmy i mówią, że za taką postawę grozi nam potępienie. Znamienne jest też to, że obaj cytują ten sam fragment Ewangelii. :)

Oceń 98 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 10:22:02 | 2017-10-10
@Udana, poszukałam w internecie artykuł napisany przez ks. Bonieckiego dla "Tygodnika Powszechnego" i nie znalazłam w nim potępienia dla uczestników modlitwy różańcowej na granicach.
Są tam takie stwierdzenia: "Tak więc można dobrze się modlić w świątyni, w izdebce i w pasie przygranicznym, byle to było oddawanie czci Bogu „w Duchu i prawdzie”.
Dalej jest co prawda stwierdzenie: "... nie wyobrażam sobie, by jednorazową akcją można było milionowi chrześcijan (tylu ma być na granicach) narzucić obcą Ewangelii wrogość do uchodźców.
Gdyby jednak tak się stało, to odpowiedź Jezusa na błaganie, aby bronił nas przed uchodźcami i imigrantami, jest znana. Brzmi tak: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie”.
 
Jak sama piszesz "Nie było słowa o polityce, Islamie, muzułamanach, odrzucaniu kogokolwiek. Była mowa o tym, by przekraczać własne granicy, by wychodzić do drugiego, by kochać jak nasz Pan Jezus kochał." 
Ks. Boniecki też nie wyobrażał sobie, że może być inaczej. Napisał zresztą na zakończenie: "Skoro więc Episkopat poparł „Różaniec do Granic”, to chyba możemy być spokojni."
https://www.tygodnikpowszechny.pl/modlitewny-kordon-150178

Oceń 32 216 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Udana 09:41:59 | 2017-10-10
Oriana- poczytaj w Internecie. Obydwoje, z tych kapłanów niestety, cytują fragment o potępieniu dla tych co modlili się wg. Nich przeciw Islamowi.

Przerażające są te komentarze kapłanów, dziennikarzy, którzy tam nie byli ale wiedzą, za co my się modlilismy, którzy tam byliśmy.

Zaświadczam, że byłam 07.10.2017 w jednym kościele wyznaczonym na granicy. Byłam na pięknej Mszy św., Wystawieniu Najświętszego Sakramentu i na 4 częściach różańca...nie było słowa przeciwko komukolwiek. Modliliśmy się za Polskę stojąc w kierunku Polski, potem modliliśmy się za Świat stojąc w kierunku "Świata", w moim wypadku Czech.
Nie było słowa o polityce, Islamie, muzułamanach, odrzucaniu kogokolwiek. Była mowa o tym, by przekraczać własne granicy, by wychodzić do drugiego, by kochać jak nasz Pan Jezus kochał. Była też skupiona piękna modlitwa, okoła tysiąca anonimowych ludzi, którzy po to porzyjechali, by się modlić. Byli młodzi mężczyźni, młodzież, dzieci, rodziny, starsze osoby, czy w sile wieku. WSZYSCY Z RÓŻAŃCEM W RĘKU! W tym tysiecznym tłumie znałam kilkanaście osób i wszyscy jesteśmy ludźmi wykształconymi, niektórzy z nas z tytuałami naukowym. Nie jesteśmy zacofanymi, ciemnymi czy zastaraszonymi ludźmi. Kochamy Boga, Maryję i Kościół, ale też kochamy Polskę i nieobojętne są nam losy calego Świata. Dlatego modliliśmy się.

Ale jak widzę najbardziej przerażony jest demon, bo Maryja znów zwyciężyła!

Te wszystkie ataki pokazują, że warto było jechać za własne pieniądze, tracić swój własny czas, stać w deszczu, wietrze i modlić się za Polskę i Świat o pokój i Jej- Maryi zwycięstwo.

Oceń 139 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook