Nowa droga do świętości

Karol Kleczka
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Podejrzewam, że każdy wierzący kiedyś zadał sobie pytanie o to, jak to jest być świętym. Pragniemy tego, lecz biorąc pod uwagę dotychczasowe warunki, które stały za uruchomieniem procesu beatyfikacyjnego, czyli męczeńską śmierć lub heroiczność cnót, idea świętości mogła sprawiać wrażenie czegoś niemal nieosiągalnego.

 

Jednak o ile można myśleć o kategoriach jako o czymś, co ogranicza, to w przypadku świętości warto popatrzeć na nie inaczej: kategorie są po to, by opisywać przykłady, z których należy czerpać.

 

Na początku tego roku zginęła tragicznie zamordowana Helena Kmieć. Właściwie nie wiem czemu, ale wiele osób zaczęło mówić o jej śmierci jako o "męczeństwie za wiarę". Po pierwsze nie mam pojęcia, czy agresja na chrześcijaństwo stała za czynami zamachowca, a po drugie zastanawiam się, czy koncentracja na śmierci jest najważniejsza? Te pytania można zadawać dalej, bo czy bł. Jerzy Popiełuszko był męczennikiem za wiarę? Może po prostu polityczną ofiarą systemu komunistycznego? Jak ocenić sytuację z biskupem Oskarem Romero czy św. Maksymilianem Kolbe? Zabity przez Tuaregów Karol de Foucauld to też męczennik, jeśli jego śmierć była przypadkowa, a zginęli także jego muzułmańscy przyjaciele?

 

Kontynuacja wyliczenia tych wszystkich bolesnych tragedii może trwać wieki, ale ważne jest to, że w pewnym sensie może nie mieć znaczenia. Przecież mamy silne poczucie świętości każdej z tych osób, a zatem po co dopytywać o "powód"? Często spotykamy ludzi, o których powiemy, że są "świętymi za życia", choć jeszcze przebywają wśród nas. Jednak podawanie powodów bywa ważne - choćby dlatego, że wtedy lepiej dowiadujemy się o tym, co to znaczy być świętym i świadkiem.

 

Patrząc od strony ściśle technicznej, dotychczas funkcjonowały dwa oficjalne przyczynki do kanonizacji oraz jedna szczególna kategoria, znana jako "kanonizacja równoważna". Pierwsze dwa dotyczyły wspomnianych już męczeństwa i heroizmu cnót, zaś trzecia droga odnosiła się do przypadków wyjątkowych, trudnych do sklasyfikowania w ramach dwóch pozostałych. W ten sposób kanonizuje papież, który ogłasza dekret zezwalający na ich kult w całym Kościele, choć proces kanonizacyjny jeszcze się nie rozpoczął. Trzecie rozwiązanie może być trudne do uchwycenia, ale praktyka kanonizacji równoważnej ma miejsce w Kościele od dawna. Kilka razy korzystał z niej papież Franciszek, Benedykt XVI rozszerzył w ten sposób kult św. Hildegardy z Bingen, a do najbardziej znanych "świętych równoważnych" należą m.in. Cyryl i Metody czy Tomasz More.

 

Ojciec Święty w niedawnym motu proprio "Maiorem hac dilectionem" wprowadził kolejną kategorię dającą powód do kanonizacji: dar z życia. Ktoś mógłby powiedzieć, że tym samym tylko zwiększono zamieszanie. Jestem zupełnie odrębnego zdania. Dzięki niej jeszcze lepiej i łatwiej nam, współczesnym, zrozumieć, na czym polega świętość.

 

Dzisiejsze czasy są epoką wielkiego męczeństwa chrześcijan, choć żyjąc w Europie, często w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tymczasem nasi bracia i siostry ogromnie cierpią w Azji, Afryce czy na Bliskim Wschodzie. W dyskusji na temat uchodźców wielokrotnie zapomina się, że ta zróżnicowana grupa składa się także z naszych braci w wierze. Z roku na rok są publikowane raporty dotyczące prześladowania. Nie w formie ulicznych manifestacji osób, które mają przeciwne od nas poglądy, ale zupełnie realnego ryzyka śmierci. Czytamy w nich, że codziennie ponad dwustu milionom chrześcijan, w przynajmniej 60 krajach, odmawia się podstawowych praw z uwagi na ich wyznanie.

 

My mamy komfort publicznego wyznawania naszej wiary, nie cierpimy za nasze przekonania, więc męczeństwo staje się dla nas czymś odległym. Język polski nie ułatwia sprawy, bo "męczeństwo" zawiera w źródłosłowie "mękę", nie oddając znacznie bardziej istotnej sprawy, to jest "dawania świadectwa" obecnego w greckim martus czy łacińskim martyr. Męczennik dla Polaka to w pierwszej kolejności ten, kto cierpiał za wiarę, a nie osoba, która zaświadczyła w rozmaity możliwy sposób swym życiem o Jezusie Chrystusie.

 

W Rzymie na Wyspie Tyberyjskiej znajduje się szczególna bazylika. Jest poświęcona jednemu z apostołów, św. Bartłomiejowi, lecz od kilkunastu lat znana jest także jako Sanktuarium Nowych Męczenników. Pamiętam, że gdy papież Franciszek odwiedził ją w kwietniu tego roku, jedną z najbardziej zagadkowych spraw była dla mnie właśnie owa kategoria "nowego męczeństwa". No bo czym miałoby się ono różnić od tego, które znamy z historii Kościoła? Jednak już krótka refleksja umożliwia nam lepszy wgląd w istotę świętości, która nie sprowadza się wyłącznie do śmierci, ale do czegoś znacznie bardziej istotnego: życia Jezusem.

 

W przemówieniu wygłoszonym podczas swojej wizyty, papież mówił, że "jest również wielu męczenników ukrytych, tych mężczyzn i kobiet wiernych łagodnej sile miłości, głosowi Ducha Świętego, którzy w codziennym życiu starają się pomagać swoim braciom i bezwarunkowo kochać Boga". Zaznaczył, że "o męczenniku można pomyśleć jako o bohaterze. Ale podstawowe dla męczennika jest to, że jest on człowiekiem obdarzonym łaską. To łaska Boga, a nie męstwo czyni nas męczennikami. (…) Kościół potrzebuje świętych dnia powszedniego, zwyczajnego życia, przeżywanego konsekwentnie".

 

Czyli nie bohaterstwo, a codzienność wypełniona miłością do Boga. Często przeżywaną w ukryciu, lecz żywą i autentyczną. Zatem to nie śmierć, a życie i miłość łączą nas z tymi, którzy kochali do końca. Tutaj jest punkt odniesienia i brania wzoru - dar z życia.

 

Wróćmy do przykładów. Sanktuarium jest miejscem świadczącym o pamięci o naszych tragicznie zmarłych braciach i siostrach. Komisja działająca przy bazylice zgromadziła niemal 12000 świadectw męczeństwa z całego świata, a w samej bazylice znajduje się pięć kaplic z relikwiami męczennic i męczenników Ameryki, Afryki, Azji, Oceanii i Bliskiego Wschodu, a także ofiar komunizmu i nazizmu. Wśród tych ostatnich są między innymi bł. Jerzy Popiełuszko i św. Maksymilian Maria Kolbe. Obaj niewątpliwie zginęli jako ofiary reżimów, które prześladowały za wiarę, jednak ich wiara nie była bezpośrednią przyczyną śmierci. Bł. Jerzy został zabity za swoje zaangażowanie polityczne, zaś św. Maksymilian dobrowolnie oddał swe życie za Franciszka Gajowniczka. Czy to umniejsza ich chwałę? Ani trochę, ale warto pamiętać, że nie zawsze to wiara jest argumentem dla uznania za męczennika, czyli świadka. Ich największą cnotą była miłość drugiego człowieka i oddanie swojego życia jako daru dla drugich.

 

Podobnie jest w przypadku błogosławionego biskupa Oscara Romero, którego relikwie także znajdują się w bazylice. Zamach, w wyniku którego zginął, został zorganizowany nie dlatego, że był katolickim księdzem, ale dlatego że swymi wezwaniami do zaprzestania zabijania wywołał nienawiść oprawców. Konsekwentnie mówił o miłości bliźniego, ubogiego, a potępiał przemoc.

 

Helena Kmieć mówiła, że "chciałaby umrzeć, służąc Bogu". Czy to słowa, z których przebija mroczne dążenie ku śmierci. Wręcz przeciwnie - to słowa pełne życia, bo nie o umieranie w nich chodzi, ale o życie pełnią w Chrystusie Jezusie. To jej testament i wola - służba z miłości.

 

Wystarczy popatrzeć konkretnie, by zobaczyć, że ogłoszona przez papieża kategoria "daru z siebie" nie jest taka znów "nowa". Jej zaletą jest to, że ujmuje i pozwala lepiej zrozumieć przesłanie dane nam przez wielu świętych i błogosławionych z przeszłości. Wszystkich tych, którzy oddawali się pomocy ubogim, opiekowali chorymi w czasach zarazy. Którzy po prostu brali słowa Jezusa na poważnie i nimi żyli. Słowa Tego, który umarł i zmartwychwstał, by dać nam życie wieczne. Taka jest nasza wiara - wiara w życie i zmartwychwstanie. Bo w świętości nie chodzi o to, że się umiera, ale o to, czym, a raczej kim, się żyło.

 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, członek Klubu Jagiellońskiego, doktorant filozofii na UJ

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.57

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 18:46:57 | 2017-07-14
Droga do świętości to droga dialogu z Bogiem, doga ufności Bogu, droga pokory i zaufania woli Boga w naszym życiu oraz pelnej akceptacji Syna Bożego jako swego Pana i Króla.

Mówi o tym chyba na każdym spotkaniu ojciec Bashobora, który ukazuje w wielu krajach na świecie drogę ku Bogu.

Tutaj zamieszczam co mówi sam ojciec Bashobora o swoim posłannictwie:
https://youtu.be/m_u0w6uGsSM

Tutaj co mówią inni, np znany dziennikarz śledczy:
https://www.youtube.com/watch?v=b_mf3SuO-Yw&feature=youtu.be&t=1211

Sam też byłem świadkiem podobnych wydarzeń i zaświadczam o Bożym posłannictwie ojca Bashobory.

Oczywiście ci, którzy oddają (lub jest im odbierane) życie wykonując wolę Boga, również dołączają do owczarni Boga, której Panem jest Jezus.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 15:49:33 | 2017-07-13
Doskonały tekst. Typowe "tak - tak, nie - nie". Całkiem jak na niejednym kazaniu. Dostojnie i tak wzniośle, że nie sposób sensownie coś powiedzieć, bo nie o to przecież chodzi.

Oceń 2 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 12:51:11 | 2017-07-13
Papa zwyczajnie zamierza wyciągnąć za uszy na ołtarze swego ideologicznego kolesia Romero,znanego wyznawcę rewolucyjnych idei.
Owemu wyzwolicielowi ludu uciemiężonego z wiarą niekoniecznie było po drodze (zakazał np księżom w swojej archidiecezji odprawiania mszy świętej z wyjątkiem jednej- w katedrze), zrobiono zaś z niego za życia przyszłego świętego "Kościoła czułości" (szkoda,że owej czułości nie był w stanie okazać konserwatywnym księżom).
Miłość (czułość w nowomowie) staje się obecnie kryterium decydującym.
Wiara zaledwie jej wstydliwie towarzyszy.   

Oceń 24 6 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook