Eutanazja i kara śmierci

L'Osservatore Romano
(fot. shutterstock.com)

Co ma wspólnego eutanazja i kara śmierci? Okazuje się, że jest nim lek, który jest stosowany w obu przypadkach. O ile, jak w przypadku eutanazji "zapewnia się śmierć łagodną i szczęśliwą" o tyle w przypadku kary śmierci wszystko się zmienia.

 

Myślę, że nie tylko ja odczułam dreszcz grozy w trakcie lektury artykułu, który Mario Marazziti zamieścił jakiś czas temu na łamach "Avvenire". Jako dawny działacz, a później wiceprzewodniczący Światowej Koalicji przeciwko Karze Śmierci, parlamentarzysta włoski zauważył, że środkiem farmakologicznym podanym disc jockeyowi Fabianowi Antonianiemu w szwajcarskiej klinice, aby go uśmiercić, był ten sam Pentobarbital, który stosowany jest w Stanach Zjednoczonych względem skazanych na śmierć.

 

Już to pomieszanie między skazaniem na śmierć a dobrowolną śmiercią budzi niepokój, lecz jeszcze bardziej niepokojące jest odkrycie sprzecznych sposobów opisywania i oceny działania tego leku. O ile, jak w przypadku szwajcarskim, zapewnia się śmierć łagodną i szczęśliwą, kiedy mowa o zakładzie karnym, gdzie wykonywana jest kara śmierci, według opinii stowarzyszeń, które ją zwalczają, wszystko się zmienia.


Sam lek jest kwestionowany, gdyż jego skutki, jeśli na nie spojrzeć z innej perspektywy, jak się okazuje, dają mniejsze poczucie bezpieczeństwa, w związku z czym skłaniają wspomniane stowarzyszenia, by domagać się od firmy farmaceutycznej, która go produkuje, jego wycofania. I to, choć powoli, zdaje się być realizowane. Bowiem według stowarzyszeń zwalczających karę śmierci, cel, jakim jest "czysta śmierć", nie został osiągnięty również tym razem. Oczywiście, zostaną opracowane inne środki farmakologiczne, i wszystko zacznie się od początku: z jednej strony zostanie zagwarantowana "godna" śmierć - owa godność, którą ma zapewnić sama nazwa szwajcarskiej kliniki: Dignitas - z drugiej zostanie potwierdzone podejrzenie co do zwyczaju, który nie tylko sam w sobie zasługuje na godny potępienie, ale należy go surowo ocenić co do skutków wywieranych na ofiarę. W grze luster, która nie pozwala zobaczyć rzeczywistości i która świadczy o tym, jak łatwo jest stać się ofiarą ideologicznych manipulacji.


O tej sytuacji mówiła już jedna z książek, dzisiaj najczęściej wspominanych, "Den moderna döden" (Współczesna śmierć) szwedzkiego autora Carla-Henninga Wijkmarka, która ukazała się w latach siedemdziesiątych. Jawiła się jako książka science fiction, bardzo szybko jednak stała się niezwykle aktualna. W tym skandynawskim kraju, raju welfare, rządzący spostrzegają się, że na skutek wydłużenia się życia nie są już w stanie zapewnić państwowej opieki społecznej licznym osobom starszym i myślą o rozwiązaniu problemu poprzez eutanazję. A żeby się to powiodło, muszą przekształcić śmierć z budzącego lęk nieszczęścia w przedmiot pragnienia, to znaczy uczynić ją "atrakcyjną, godną pożądania, a wtedy spontanicznie będą się pojawiały prośby o eutanazję".


Tak więc dajemy się z łatwością przekonać, że można "kupić" łatwą i bezbolesną śmierć. Jednak rzeczywistość rodzi wątpliwość co do tej pocieszającej pewności, choć nie chce się tego dostrzec: gdy czyta się artykuły dotyczące tych dwóch różnych scenariuszy, eutanazji i kary śmierci, na ogół jest się przekonanym, że chodzi o rzeczywistości do głębi różne. I nie tylko dlatego, że jedna jest dobrowolna, a druga niechciana. Wszystko jednak się zmienia, jeżeli odkrywamy, że istota jest ta sama i że sposób postępowania jest dokładnie taki sam, czy chodzi o kosztowną szwajcarską klinikę, czy też o więzienie dla skazanych na śmierć. Nie możemy już dłużej widzieć tu dwóch różnych doświadczeń: tu może tortura, tam godne wyzwolenie.


Przede wszystkim uświadamiamy sobie, jak mało wiadomo o śmierci, o tym, ile czasu potrzeba, żeby umrzeć, przede wszystkim o tym, w jaki sposób ten proces obejmuje aspekty najbardziej ludzkie - umysł, psychikę, ducha - a nie tylko ciało z jego materialnością.


To wstrząsające porównanie dwóch rzeczywistości tak różnych, a jednak tak bardzo podobnych, otwiera wiele kwestii. A przede wszystkim daje do zrozumienia, że eutanazja to błędna droga i bardzo, ale to bardzo niebezpieczna.

 

Lucetta Scaraffia - włoska publicystka, dziennikarka i teolożka. Publikuje na łamach Avvenire, Il Foglio, Corriere della Sera i L'Osservatore Romano

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.13

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Bazyli 11:15:12 | 2017-07-11
Medycyna i Watykan. Watykan zawsze był przeciw postępowi w rozwoju medycyny. Kto zainteresuje sie tematem łatwo sprawdzi przejawy niechęci Kościoła do medycyny. 
Kolejna afera wstrząsnęła Watykanem. Otóż należący do Watykanu szpital pediatryczny przez osiem lat skupiał się na pomnażaniu zysków, narażając życie i zdrowie dzieci – to wnioski ze śledztwa agencji Associated Press. "Agencja powołuje się na dwa dotychczas utajnione raporty Watykanu, a także na dokumentację medyczną, orzeczenia sądowe, korespondencję między Watykanem a szpitalem oraz pięcioletnią historię skarg szpitalnych związków zawodowych. Wyniki śledztwa opublikowała na początku lipca."
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1711792,1,bambino-ges-szpital-watykanu-przeterminowane-leki-wysoka-smiertelnosc-nieludzkie-warunki.read

Śmierć ludzi dla Kościoła a zwłaszcza śmierć przynosząca Kościołowi zysk nigdy nie stanowiła dla Kościoła problemu. 

Oceń 1 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

abraham 19:25:16 | 2017-07-10
Nie ma czego komentować.
Tekst poniżej krytyki.

Oceń 26 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook