Patrioteizm, czyli praktyczna herezja

Dariusz Piórkowski SJ
(fot. shutterstock.com)

Zarówno Ewangelia jak i Katechizm przestrzegają, że patriotyzm i władza może się w zły sposób sprzymierzyć z Kościołem. I na odwrót, Kościół może pokładać swoje nadzieje w przywilejach ofiarowanych przez władzę państwową.

 

Dokument Konferencji Episkopatu o chrześcijańskim kształcie patriotyzmu to ważny głos w obecnej sytuacji polityczno-religijnej w Polsce. W tekście istotne wydaje mi się przede wszystkim podkreślenie, że zdrowy patriotyzm jest formą miłości, która kosztuje i nie może sprowadzać się do wydawania okrzyków jak na rykowisku czy do obnoszenia się z narodowymi hasłami i symbolami jak paw w Łazienkach Królewskich. W czasie pokoju patriotyzm wyraża się głównie w codziennej pracy i służbie, a wychowanie patriotyczne, podobnie jak inne jego formy, wymaga współpracy wielu osób i instytucji, cierpliwości i otwarcia się na innych.

 

Słusznie też napiętnowano obojętność wobec ojczyzny, która jest wykwitem postępującej prywatyzacji życia. Polega ona na korzystaniu z dobrodziejstw przynależności do narodu przy równoczesnym minimalnym wkładzie w jego rozwój. Jakkolwiek trzeba dodać, że to wycofanie się ze sfery publicznej po części wypływa z pewnego rodzaju niechęci wielu ludzi do polityki z powodu jej niskich standardów, toczonej nadto skandalami, podziałami i wzajemnym przekrzykiwaniem się.

 

Biskupi uważają również nacjonalizm za niezgodny z Ewangelią i przeciwny miłości bliźniego. Krytykują "nadużywanie i instrumentalizowanie pamięci historycznej w bieżącej konkurencji i rywalizacji politycznej". Ale czy to jedyny obszar nadużyć odnośnie patriotyzmu? Moim zdaniem, w całym tekście brakuje szerszego spojrzenia najpierw na dobroczynny związek patriotyzmu z religią, w węższym zakresie z chrześcijaństwem i Kościołem. Niewiele znajdziemy też na temat nacjonalizmu karmiącego się i wspieranego religią. Wprawdzie pojawia się krótka wzmianka na temat fundamentalizmu, który opiera się na opacznym rozumieniu religii, ale taka postawa w naszym kontekście kulturowym jest raczej czymś pobocznym.

 

Wspomniany brak jest o tyle dziwny, że niedawno świętowaliśmy Jubileusz 1050 - lecia chrztu Polski, a nie tylko Kościoła w Polsce. Tym samym przyznaliśmy, że tożsamość religijna i tożsamość narodowa ściśle splatają się u nas ze sobą i często nie da się ich rozdzielić, chyba że za cenę ogromnych szkód duchowych, a czasem i materialnych. Być może to zlanie się Kościoła z narodem powoduje, że trudno spojrzeć na tę sprawę z dystansu. W historii wielu państw relacja między Kościołem a narodem (względnie władzą świecką) bywała napięta, czasem wroga, innym razem aż nazbyt poprawna i służalcza. Dzieje się tak, ponieważ zdrowa tożsamość narodowa jak i ideologiczny nacjonalizm w jakiś tajemniczy sposób czerpią ze źródeł religii. Nawet wtedy, gdy się ją odrzuca. Ale i sama religia (Kościół) może być wzbogacona w pewnych dziedzinach przez naród.

 

Biskupi wyczuwają, że tu i ówdzie dochodzi u nas od lat do pewnych wynaturzeń. Kwitują to ważnym, aczkolwiek nierozwijanym dalej stwierdzeniem, że w świetle Ewangelii miłość ojczyzny to "wielka miłość", ale nie "wartość absolutna".   

 

Gdy zajrzymy do Ewangelii według św. Jana dowiemy się, że Jezus zginął na krzyżu na skutek religijno-politycznej manipulacji jako uzurpator władzy. Aż dziw bierze, że tak słabo się nad tym zastanawiamy, gdyż to niebezpieczeństwo dotyczy także chrześcijan, zwłaszcza od momentu, gdy chrześcijaństwo pokryło się niemalże ze światem. Chrystus, uznany przez arcykapłanów za bluźniercę i wywrotowca, ustami Kajfasza został "poświęcony", by nie dopuścić do zaostrzenia i tak już trudnej sytuacji w Palestynie. Arcykapłani obawiali się, że Jezus może pociągnąć za sobą tłumy i wzbudzić niepokój Rzymian. Stąd werdykt Kajfasza: "Lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród" (J 11, 50).   

 

Oczywiście, wszyscy działali w dobrej wierze. Cel był szczytny, a Jezus okazał się środkiem do jego osiągnięcia. Nie sądzili też, że krzyżują samego Boga, który, jak na ironię, w ogóle nie miał zamiaru obalać reżimów i zmieniać sceny politycznej w Izraelu. Z tego powodu zakazywał uczniom i niektórym uzdrowionym, aby nie mówili innym o Jego prawdziwej tożsamości. Ale wyszło jak wyszło.

 

Co więc zrobili arcykapłani? Jako przywódcy religijni wykorzystali władzę polityczną do swoich celów, zarówno religijnych jak i narodowych. Nie wahali się przyznać przed Piłatem, że ich jedynym królem jest Cezar, choć w duszy myśleli co innego. Dobro narodu okazało się ważniejsze niż dobro "jednego człowieka", którego św. Piotr nazwał po Zesłaniu Ducha Świętego "Dawcą Życia". To przykład, w jaki sposób władza religijna może w destrukcyjny sposób wpłynąć na władzę polityczną. Zabicie kozła ofiarnego przyniosło krótkotrwałe korzyści. Za kilkadziesiąt lat Jerozolima i świątynia legły w gruzach, bo mesjanizm polityczny w głowach Izraelitów wyparł mesjanizm religijny.

 

Zawsze można twierdzić, że cała ta sprawa dotyczy tylko Izraela. Wtedy jednak nie mielibyśmy do czynienia zr Słowem Bożym, lecz ze zwykłą relacją historyczną. Słowo Boże objawia jednak wewnętrzne pogmatwanie każdego serca ludzkiego.   

 

Katechizm Kościoła Katolickiego zaznacza, że przeciwieństwem wiary nie jest najpierw ateizm, lecz najpierw zabobon, potem bałwochwalstwo, wróżbiarstwo i magia oraz bezbożność. Ateizm i agnostycyzm pojawiają się na końcu tej listy (Por. KKK, 2110-2128). Łatwo zlokalizować główne zagrożenie dla religii w ateizmie, trudniej przyznać się do ukrytych form niewiary, która zwykle ubiera się w pobożne szaty, a jest także idolatrią. Bałwochwalstwo, jak kontynuuje Katechizm, "nie odnosi się tylko do fałszywych kultów pogańskich. Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem. Ma ono miejsce zawsze wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony ( na przykład satanizm), o władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd." (KKK, 2113).

 

Zarówno Ewangelia jak i Katechizm przestrzegają, że patriotyzm i słuszna troska o naród może się w zły sposób sprzymierzyć z religią czy Kościołem. I na odwrót, Kościół może, jak przestrzega Sobór Watykański II, pokładać swoje nadzieje "w przywilejach ofiarowanych przez władzę państwową" (GS, 76), często za cenę osłabienia jego właściwej misji, która "nie należy do porządku politycznego, gospodarczego czy też społecznego" (GS, 42). To modelowa pokusa, którą diabeł zwodził Jezusa na pustyni. Czar wpływu na masy przez władzę.

 

Uwielbienie narodu lub państwa może przybierać różne skrajne i pośrednie formy. Pierwsza skrajność polega na kulcie narodu, który zastępuje religię i ją zwalcza, czego przykład mieliśmy w ideologii nazistowskiej, w marksizmie czy świeckim laicyzmie. Wtedy państwo lub naród rości sobie prawo do bycia świeckim mesjaszem (z wykluczeniem Boga). Drugą skrajnością jest jej przeciwieństwo, czyli taki mariaż narodu i państwa z religią (Kościołem), w którym pogwałcone zostają granice autonomii i wzajemna symbioza idzie za daleko. Gdy państwo nie walczy z religią równie niebezpieczną pokusą, bo zawoalowaną, jest oddawanie czci narodowi pod przykrywką fasadowej religijności. I nie zawsze jest to umyślne działanie. W tym właśnie tkwi problem. Te różne formy wypaczeń w relacji między ojczyzną (narodem) a religią ocierają się o herezję, którą nazywam patrioteizmem lub nacjoteizmem. Ojczyźnie przyznaje się wówczas de facto pierwszorzędne miejsce, podczas gdy religia wykorzystywana jest do partykularnych celów patriotycznych. Ale także religia może mieć ciągotki do zbyt daleko idącego ingerowania w losy narodu.

 

Patrioteizm jest trudny do wykrycia i uznania, ponieważ chętnie i obficie szafuje pobożnymi hasłami. Człowiek ogarnięty tą herezją świadomie twierdzi, że stawia Boga na pierwszym miejscu. Deklaruje przywiązanie do wiary i tradycji. Ale podświadomie naczelne miejsce przydziela ojczyźnie. Świadczą o tym jego czyny, nie deklaracje. Przecież skrajne ruchy i środowiska nacjonalistyczne w naszym kraju powołują się na Boga, Ewangelię i krzyż. Często bywa to jedynie przykrywka dla wrogości i skrywanej nienawiści do nie-Polaków lub nie-katolików. Nieraz, niestety, takie tendencje są wspierane przez duchownych w publicznych nabożeństwach i wystąpieniach. Co więcej, po upadku komunizmu różne partie polityczne co rusz puszczają oczko w kierunku biskupów i wiernych, publicznie manifestując swoje przywiązanie do katolicyzmu i wykorzystują je jako kartę przetargową - "dobry polityk, bo katolik".  

 

Sobór Watykański II przypomina o "zdrowej współpracy" między wspólnotą polityczną a Kościołem. Wiadomo, że często stąpamy tutaj po kruchym lodzie. Kościół nie może wycofać się ze świata i odciąć od współpracy z władzą, skupiając się jedynie na królestwie niebieskim. Ale też nie powinien tak się z nią bratać i gloryfikować narodu, że relacja między nimi wygląda jak małżeństwo z rozsądku. Sobór wyznacza ciekawe kryterium właściwej współpracy:

 

"Gdy apostołowie i ich następcy oraz ich pomocnicy otrzymują posłannictwo, aby głosić ludziom Chrystusa, Zbawiciela świata, wspierają się w swym apostolacie na potędze Boga, który często w słabości świadków ukazuje moc Ewangelii. Ci bowiem, którzy poświęcają się posłudze słowa Bożego, powinni korzystać z dróg i pomocy właściwych Ewangelii, które pod wieloma względami różnią się od środków stosowanych przez państwo ziemskie" (GS, 72).

 

Konstytucja pastoralna zarysowuje paradoks potęgi Boga, która objawia się w słabości, w ubogich środkach, a czasem nawet w porażce. Tymczasem władza ziemska z zasady nie jest słabością. Oznacza wpływ i możliwości. Marzenie o wielkim narodzie zwykle idzie w parze z wyobrażeniem wielkiego i potężnego Boga, ale według ludzkiej miary. Pułapką nacjonalizmu jest próba zdobycia takiej pozycji, władzy i znaczenie w świecie, by mieć przemożny wpływ na innych. Władza podnieca. Paradoksalnie nadzieję pokłada się wtedy nie w Bogu, lecz w sile armii. Z tym sprzężony jest mesjanizm polityczny, bycie "wybranym" i lepszym,  rzekomo usankcjonowany boskim mandatem, a na pewno starotestamentalną koncepcją narodu. Nie widzi się wtedy własnych wad i słabości. Brakuje realizmu i pokory.

 

Kościół może ulec atrakcyjnej ponęcie wsparcia ze strony panującej władzy. Jeśli za bardzo oczekuje, że dzięki niej i odpowiedniemu prawu (a nie na mocy Boga działającego w ukryciu i powoli) uda się szybciej zaprowadzić królestwo Boże, rozmija się ze swoim powołaniem.  

 

Z kolei partia odwołująca się do korzeni chrześcijaństwa i narodu, może dla zdobycia elektoratu i przeprowadzenia pewnych reform przypochlebiać się Kościołowi, co często dzieje się dzisiaj na naszych oczach. Następuje tutaj jednak pewien rozziew. Celem partii nie jest bowiem zbawienie człowieka, lecz rozwój doczesnego porządku i usprawnienie życia na ziemi, a w skrajnym przypadku jedynie wygranie kolejnych wyborów. Kościół oprócz wspierania rozwoju tego świata (choć nie za wszelką cenę) dba nade wszystko o powołanie wiernych do wieczności. Ma cel uniwersalny, ogarniający całą rzeczywistość, nie tylko tę widzialną.  

 

We wzajemnej relacji narodu (państwa) do Kościoła obowiązuje nas dążenie do wolności wewnętrznej. Myślę, że zadanie Kościoła w Polsce polega dzisiaj na tym, by stopniowo oczyszczać głębokie uczucia do narodu ewangeliczną miłością. Ale też Kościół potrzebuje ciągłego samooczyszczenia, by nie ulegać powabom władzy, gwarantującej skuteczność i wpływy. Mam nadzieję, że ten dokument to pierwszy ważny krok w tym kierunku. Oby nie ostatni.

 

Dariusz Piórkowski SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.72

Liczba głosów:

148

 

 

Komentarze użytkowników (58)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 21:59:17 | 2017-05-13
Ksiądz Dariusz mądrzejszy od całego episkopatu... non comment.

Oceń 1 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pawelpaliwoda 10:00:40 | 2017-05-12
Jezus "kozłem ofiarnym"? Jezus był zwany "Królem żydowskim" bo zachwiał władzą nie państwową a duchowną nad Izraelem. Jeśli by zagrażał władzy państwowej, władzy Rzymu, to nie było by Kościoła bo Jezus byłby bardzo szybko zabity. Argumenty przeciw patriotyzmowi pochodzą z katechizmu, czyli mam rozumieć, że Kościół instytucjonalny sam stworzył argument na własna potrzebę a teraz się nim posiłkuje? Każdy chrześcijanin ma zwracać się do Pisma Świętego bo to jest Księga Świętą gdzie jest mnóstwo odwołań do roli państwa i patriotyzmu jak i nacjonalizmu chodź by samo powstanie Izraela, któremu to sam Bóg dopomógł. I to o czym autor zapomniał to dewiza polskiego patriotyzmu: Bóg, honor, ojczyzna, która w sposób nadrzędny stawia Boga nad narodem. Zarzucanie patriotom herezji jest kłamstwem i manipulacja zresztą jak cały ten artykuł, zlepkiem niczym Strażnica świadków Jehowy.

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Stick 23:10:42 | 2017-05-09
Wracamy do XIX wieku. Wtedy Kościół ustami swych papieży i biskupów potępiał niesfornych Polaków, którzy buntują się przeciw władzy swego prawowitego króla - Cara Wszechrusi.

Dziś Kościół ustami swojego papieża, biskupów i jezuicko-dominikańskich cyngli zaczyna potępiać niesfornych Polaków, którzy jakoś nie chcą poddać się lewackiemu multikulti.

Oceń 3193 1702 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 22:16:10 | 2017-05-09
Czuję pewien niedosyt. Zdecydowanie za mało jest listów pasterskich. Te  niezbędne i fundamentalne dzisiaj treści, niosą niezbędne dla każdego człowieka przesłanie. Przynoszą odpowiedzi na nurtujące człowieka trudne pytania.

Przepięknym językiem, zacytujmy "w słabości świadków ukazuje moc Ewangelii" Kościół uczy wiernych ważnych prawd niezmiennej nauki. Ten przekaz trzeba przekazywać dalej. Karmić się nim co dnia,

Oceń 7 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

elGuapo 20:49:17 | 2017-05-09
#PatriotyzmToZbieraniePsichKup odc. 127863217

Oceń 3188 1701 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

abraham 17:26:44 | 2017-05-09
Powodem zabicia Jezusa była osobista niechęć do Niego Sanhedrynu i troska o zachowanie status quo kasty kapłańskiej zagarniającej ogromne profity na kulcie świątynnym. Jezus nawet postawił ich niżej celników i prostytutek jako zdrajców narodu. Kapłani żydowscy wybrali imperialnego cesarza i profity uśmiercając swojego króla, politycznego mesjasza narodowego za jakiego mieli Jezusa. Byli w istocie zaprzańcami dla których nacjonalizm sprowadzał się do własnej li tylko wyjątkowości wśród "ludu".

Żydzi są narodem skrajnie szowinistycznym, traktują inne narody instrumentalnie. Bliźnim dla Żyda nie jest inny człowiek tylko obrzezany ziomek, reszta ludzi to zwierzęta, bydło trakowane przedmiotowo.
Święty Paweł usłyszał od nich zarzut iż działa przeciwko narodowi bo podważa swoją nauką żydowskie roszczenia do wyjątkowości we wszechświecie i nadrzędej roli względem bydła. Takie zachowanie na tle sytuacji zarysowanej w artykule powinno zostać z całą mocą napiętnowane daleko wcześniej przed wytykaniem rzekomego nacjonalizmu Polakom.

Oceń 5148 1701 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k.jarkiewicz.ign 13:45:03 | 2017-05-09
Cenny w tekście aspekt dostrzeżenia,że od ponad 1050 lat losy Kościoła i narodu są integralne związane i próba rozmycia tej symbiozy dla państwa, Kościoła i narodu musi się skończyć tragicznie.Nie tędy droga. Ważny też jest ten ustęp tekstu,który wskazuje na niedostateczne rozpoznanie przez Episkopat rzeczywistych potrzeb społecznych w aspekcie relacji Kościół - naród. Społeczeństwo polskie przez nauczanie kardynałow Wyszyńskiego i Glempa przyzwyczajone jest do jasnego przekazu polityki Kościoła w odniesieniu do kwestii społecznych, a my przez 25 lat po komuniźmie nie doczekaliśmy się żadnego dokumentu Kościoła w tej sprawie: zastąpiono to nauczaniem Jana Pawła II, a papież nie żyje od 11 lat! Uznano,że mamy wolne państwo, więc Kościół nie ma się wypowiadać w sprawach społecznych,ewentualnie tak, aby nikogo nie urazić. Wygląda na to,że Kosciół nie ma własnego projektu rozwiązania kwestii społecznych i usuwa się z debaty o problemach narodu. Uważam to za duży błąd: naród uczekuje dokumentów odnośnie katolickiej wykładni (bo takie dawniej były!) np. problemów pracy (był dawniej projekt płacy rodzinnej,a dziś co proponuje Kościół?), polityki populacyjnej (gdzie projekty konkretnych działań w zakresie zwalczania aborcji i seksualizacji życia rodzinnego?), edukacyjnej (jak ma wygladać szkoła i katechizacja?), polityki społecznej (jaki Kościół ma program walki z bezdomnością, wykluczeniem starców, chorych, niepełnosprawnych?). Ustala się coś doraźnie, np. bo problem się pojawia, a programu długofalowego brak. Co robią Komisje w Episkopacie, co robią komisje społeczne w kuriach,jaka jest rola katolickich uczelni w Polsce, ze brak debaty na ten temat? Zamiast rzetelnego programu dla narodu mamy dokument o nacjonaliźmie.Rozkładam ręce

Oceń 5242 1712 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 12:53:16 | 2017-05-09
W ślad za Gomezem d'Avilla moglibyśmy powiedzieć:Naszą Ojczyzną jest katolicyzm.Wiedząc jednak,iż Christianitas to szczytne wspomnienie odwołujemy się do miłosci naszej ziemskiej Ojczyzny, zwąc ją Matką.
Tak jak Święta Matka Kościół tak i ziemska karmicielka towarzyszy nam od zarania naszej państwowości.
Jako naród jesteśmy wspólnotą:genetyczną,krwi i duchową.
Duchowość ma zaś w przypadku narodu Polskiego nierozerwalny związek z katolicyzmem.
Trudno oddzielić bycie Polakiem od bycia katolikiem.
Kościół w swej mądrości na tej naturalnej spoiwie buduje duchowość chrześcjańską i dba aby wierni postępowali w cnocie także jako naród.
W tym kontekście rozdział Kościoła od państwa jawi się jak sztuczny i raczej jako efekt ideologicznego mącicielstwa.
Niestety wszyscy jesteśmy jednak ofiarami soborowego obłędnego przewrotu, w efekcie którego państwo oddzielono od Kościoła czyniąc z niego twór religijnie obojętny.
Dziś rozmaici macherzy , w rodzaju o.Piórkowskiego próbują spoiwo narodu i wiary zastąpić demoliberalnym kotłem idei. 

Oceń 5121 1701 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

elGuapo 12:30:40 | 2017-05-09
Porządek miłości wedle katolewactwa:
ja sam - dobra miłość,
rodzina - no może być, ale to już trochę podejrzana miłość,
bliższe wspólnoty: parafia, grupa modlitewna - dobra miłość,
naród własny - zła miłość, do wyplenienia,
grupy obce (etniczno, religijnie, geograficznie etc) - bardzo dobra miłość,
cała ludzkość - dobra miłość.

Oceń 5307 1701 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Johnny 11:53:10 | 2017-05-09
Herezją to jest większość treści zamieszczanych na łamach tego lewackiego portalu, który mieni się niby ,,chrześcijańskim'' ( o katolicyzmie w przypadku deonu to w ogóle nie da się mówić). 

Natomiast tekst imć dobrodzieja Piórkowskiego to przykład nie tylko manipulacji, ale również apostazji narodowej (,,...stopniowo oczyszczać głębokie uczucia do narodu ewangeliczną miłością''). 

Generalnie możecie sobie podać z Szechterem ręce. 

Oceń 5327 1701 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook