Co reklama Allegro mówi Polakom?

Karol Wilczyński
(fot. youtube.com)

Świat zachwycił się niezwykłą reklamą znanego serwisu aukcyjnego. Polski film trafił na listy najpopularniejszych materiałów, a jego uniwersalne przesłanie wzruszyło miliony internautów. Sądzę, że każdy z nas powinien obejrzeć tę reklamę i nauczyć się jednej ważnej rzeczy.

 

Trwa tylko trzy minuty i opowiada o historii staruszka Roberta, który rozpoczyna swoją przygodę z językiem angielskim. Większość z nas dobrze pamięta ze szkoły trudne początki - I am, you are, he/she is. Robertowi idzie jednak znacznie lepiej niż synowi głównego bohatera filmu Dzień Świra. Niebawem w całym mieszkaniu pojawiają się kolorowe fiszki z rozmaitymi, bardziej zaawansowanymi słowami.

 

Twórcy reklamy umiejętnie budują oczekiwanie, do końca filmu nie pokazując, po co staruszkowi ten angielski. Bo po co pod koniec życia uczyć się zupełnie nieznanego języka? Po co poświęcać właściwie cały swój czas na to, by poznać coś, z czego nie będzie się korzystać?

 

(Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to niech zrobi to teraz)

 

 

Pod koniec reklamy wszystko wychodzi na jaw.

 

Robert jest dziadkiem, a jego wnuczka mieszka w Wielkiej Brytanii. Pochodzi ze związku jego syna z czarnoskórą dziewczyną. Ich córka nie poznała języka polskiego, o co przecież nie dziwi, skoro wychowywała się na Wyspach. Dziadek z miłości do wnuczki podjął się nowego wyzwania i przed wyjazdem do syna i jego rodziny rozpoczął naukę angielskiego. Hi, I am your grandpa ("Cześć, jestem twoim dziadkiem") - tymi słowami Roberta kończy się reklama. Podobnie jak on, większość z nas ma łzy w oczach.

 

Wszystko przez miłość

 

Nie mam wątpliwości, że ta reklama porusza nie tylko dlatego, że jest świetnie opowiedzianą historią o poświęceniu i miłości do drugiego człowieka. Porusza przede wszystkim dlatego, że jest historią prawdziwą, pokazującą coś, czego doświadczają miliony imigrantów na całym świecie (nie tylko Polaków). Pokazuje, co tak naprawdę oznacza odseparowanie na wiele miesięcy (albo i lat) od najbliższych oraz do czego jesteśmy zdolni, gdy kochamy. Historia Roberta jest też świetnym obrazem tego, jak bardzo potrzebujemy bliskości i czułości drugiego człowieka.

 

Dlatego tak wielkim dramatem jest to, że co roku w święta wielu ludzi musi być samych. Że są wśród nas tacy, o których zapomniano, dla których nie zostawiono pustego talerza przy stole.

 

Coraz częściej w czasie rozmów i spotkań z różnymi ludźmi słyszę, że "trzeba jakoś te święta przeżyć". Czytam artykuły (z cyklu Pięć porad, jak… lub Sześć sposobów na…) o tym, jak przy wigilijnym stole umiejętnie uciec od bezsensownych dyskusji o polityce czy niewygodnych tematów życiowych.

 

Dziwi mnie fakt, że w kontekście jednego z najważniejszych dni w roku dla chrześcijan martwią nas już nie sprawy typowo materialne ("kto zrobi te pierogi?"), ale poważne problemy rodzinne. Nie zmienimy naprawdę głębokiego bezsensu rozmaitych sporów politycznych, czy rodziców, którzy nie potrafią inaczej okazać swojej troski, jak tylko nachalnymi pytaniami.

 

O co tak naprawdę chodzi w świętach?

 

Możemy jednak sprawić, by te święta miały inny charakter. By w trakcie nich zdarzyło się coś nowego, coś tak wzruszającego jak… spotkanie staruszka Roberta z wnuczką.

 

Być może to "terapia szokowa", być może większe poświęcenie niż nauka obcego języka po siedemdziesiątce (?), ale myślę, że realizacja tego pomysłu może odmienić bardzo wiele w życiu naszych rodzin.

 

- Wiesz co, Karol? Trzeba najpierw zapytać mamy. - Mój ojciec się wahał, gdy zadzwoniłem i złożyłem mu propozycję odwrócenia do góry nogami nadchodzących świąt. - Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Co powie babcia?

 

Babcia pamięta jeszcze czasy II wojny światowej i trudny okres, w którym wraz z rodziną święta spędzali z dodatkowymi gośćmi, którzy w czasie okupacji hitlerowskiej chronili się w "tajnym" pokoju. - Z nią nie będzie problemu - odpowiadam tacie pewny siebie.

 

- OK. Mama się zgadza. - Słyszę głos taty.


- To może od razu weźmy dwie osoby? - Słyszę dochodzący z oddali głos mamy.

 

"Akcja jest prosta" - czytam słowa księdza Przemysława Szewczyka, szalonego duszpasterza i badacza starożytnych pism z Łodzi. - "Kontaktujemy za pośrednictwem tej strony polskie rodziny gotowe oddać pusty wigilijny talerz cudzoziemcom z przebywającymi pośród nas osobami z innych krajów, które chętnie przyjdą na Wigilię do polskiego domu".

 

Podobnie jak księdza Szewczyka, mnie też boli skandal porodu w stajni, zepchnięcia Jezusa - jak milionów osób w dzisiejszym świecie - na margines.

 

Myślę jednak, że realizacja jego pomysłu to bardzo skuteczny środek, by pokazać, że jako chrześcijanie jesteśmy gotowi żyć w jedności i pokoju ze wszystkimi. By w te święta znalazło się miejsce na coś naprawdę wyjątkowego. By - jak to napisał ks. Szewczyk - odpowiedzieć na to wielkie pragnienie Boga względem nas.

 

Nie spodziewałem się, że o tym przypomni mi świąteczna reklama Allegro.

 

 

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Miłośnik kultury bliskowschodniej. Pisze doktorat z filozofii arabskiej. Wraz z żoną prowadzi bloga islamistablog.pl.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.94

Liczba głosów:

33

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

abraham 21:04:01 | 2016-12-14
Zaiste ckliwy tekst i dobrze, że pojawiły się głosy osób widzących więcej niż tylko igrające na emocjach sztuczki reklamotwórców. Kometarze poniżej dopełniają jednostronny, subiektywny opis autora skupiający się na miłości i załzawionych oczach.
Chociaż wypada wyłapać pozytywny wniosek autora iż Polak potrafi!

Oceń 5 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

annakania 20:56:06 | 2016-12-12
annakania lleszek | 2016-12-12 20:54:07
Dla mnie to kretyństwo, Czy Wasze dzieci zapomnały już języka polskiego , to dziadkowie mają uczyć się języków obcych?! Nie fajniej bylo by gdyby to wnuczek zaskoczył mile dziadka i powiedział " Cześć dziadku jestem twoim wnuczkiem" Zapomnieliscie jak cudowne było usłyszeć pierwsze słowa wypowiadane przez nasze dzieci? W jakim to języku uczyliście ich mówić?  Jeeezusie!!!!! Mikołaj Rej w grobie młynkiem się kręci!!!!

Oceń 7 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

addik1 17:06:44 | 2016-12-12
Jak dla mnie ta reklama jest dla idiotów...dziadu uczy się angielskiego tylko po to żeby pogadać z małym bambósem...a bambidło ani me ani beeeeeee....dlaczego nie kańtoński? jest fajniekszy i dzieci nie takie ciapate.

Oceń 8 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

sloankinoaki 23:36:40 | 2016-12-10
De gustibus non disputandum est. 

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 22:18:01 | 2016-12-10
To nawet nie reklama , a krótki film mieszczący z trzech minutach wiele treści. Pokazuje smutek, gdyż migracja i globalizacja rozdziela rodziny, ale też pokazuje, że to samo może nas otworzyć i wzbogacić. Inaczej ten starszy pan nigdy by się nie zaczął uczyć obcego języka i nie pojechał do GB, a wierzymy, że jego wnuczka może zacznie się uczyć języka swojego dziadka i przyjedzie kiedyś do Polski. Więc z jednej strony rozdziela i zubaża, ale też łączy i wzbogaca.
Mój syn też od lat mieszka w Londynie, pracuje dla ameykańskiej firmy i ma niedługo zacząć pracę dla klienta w Japonii. Ja sam jutro jadę do Belgii, szefa po linii biznesowej mam we Włoszech, zaś równolegle pracuję w tej chwili także dla klienta w Danii i na Cyprze. Języka obcego też się musiałem nauczyć w wieku zaawansowanym, aczkolwiek raczej potrzeba ekonomiczna na mnie to wymusiła. Ale nie żałuję. Świat się zmienia, to złudzenie, że jak się zatrzaśniemy w jakims wschodnioeuropejskim grajdołku, to burze przelecą bokiem. Owszem, może burze i przelecą, ale także szanse przelecą.

Oceń 14 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 18:02:28 | 2016-12-10
"Ich córka nie poznała języka polskiego, o co przecież nie dziwi, skoro wychowywała się na Wyspach."
ale ojciec dziecka jest Polakiem, ona pół Polką i poznać ojca język powinna.

Oceń 28 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 15:07:53 | 2016-12-10
"Twórcy reklamy umiejętnie budują oczekiwanie, do końca filmu nie pokazując, po co staruszkowi ten angielski."

Akurat Polak, a w takim kontekście Pan to napisał, prawie na pewno domyśla się po co się uczy.

Ta reklama jest przerażająco smutna (mimo pozytywnej nuty). Obnaża czasy w jakich przyszło nam żyć. Skutki globalizacji i podążającej za nią masowej migracji.

Oceń 25 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 11:26:47 | 2016-12-10
Gdyby głupota miała skrzydła...
Wilczyński płacze ze wzruszenia nad poświęceniem staruszka z Allegro.
W istocie staruszka synio zostawił swemu losowi a sam czmychnął do Angolów na zmywak.
Jakby tego było mało związał się z obcą kulturowo osobą czego owocem było dziecko (większy social czy poprawność polityczna?)
Dziecko owo w miłosci do Ojczyzny raczej wychowywane nie jest skoro po polsku  ni w ząb.
Nie dziwi więc rozpaczliwy krok dziadka.
Nad tym więc warto płakać, nad samotnością ludzi starych i odpadnięciem od Polskości tych dla których bogiem jedynie brzuch i rozporek.
Co zaś się tyczy wolnego nakrycia.
Na Polskim stole zawsze czekało ono na niespodziewanego gościa, daleko wcześniej niż zaczęli pojawiać się tu uchodźcy. 

Oceń 51 42 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook