Otwierajcie serca

(fot. instagram.com/franciscus)

Przed wizytą Franciszka w Polsce zostałem poproszony o krótki komentarz na temat tego, co chciałbym od papieża usłyszeć. Taka okazja daje duże pole do fantazjowania, ale po jego odjeździe nie jestem ani trochę rozczarowany.

 

Niektórzy dopatrywali się w przyjeździe Franciszka właściwie dwóch wizyt i dwóch przekazów: jednego skierowanego do nas, Polaków, gospodarzy Światowych Dniach Młodzieży; drugiego adresowanego do przyjezdnych pielgrzymów. Tutaj mnie papież zaskoczył, bo twierdzę, że zasadniczo zostawił nas wszystkich z jednym przesłaniem: niezależnie od tego czy jesteśmy stąd, czy z zagranicy; czy jesteśmy duchownymi, czy świeckimi katolikami.

 

Trudno z całej wizyty wybrać jeden cytat, który zdeterminowałby przekaz. Dla niektórych będzie to przemówienie o kanapie wygłoszone po czuwaniu, dla innych słowa o konkretności przyjścia Boga, jeszcze innych poruszy przywołany obrazek apostołów po ukrzyżowaniu Jezusa. To zrozumiałe po pierwsze dlatego, że każdy z nas odbiera wiarę na swój sposób - mamy różne wrażliwości, odmienne rzeczy do nas trafiają. Po drugie ponieważ wybranie jednego cytatu z szeregu przemówień i homilii, z którymi zostawił nas Franciszek, jest najzwyczajniej w świecie trudne - to gęste mowy, w których nie ma dziur, wolnych przestrzeni. Poszczególne wątki są ze sobą ściśle powiązane na poziomie pojedynczego tekstu, jak też między sobą. Te teksty trzeba czytać całościowo, bez wyrw, i stale je na nowo medytować, próbując odnaleźć w nich własną sytuację życiową, bo mają potężną moc. Mają nam naprawdę wiele do przekazania.

 

Mimo tego jeden akapit zrobił na mnie szczególne wrażenie. To fragment z przemówienia skierowanego do młodych zgromadzonych we czwartek na krakowskich Błoniach. Franciszek mówił w nim:

 

"Serce miłosierne ma bowiem odwagę, by porzucić wygodę; serce miłosierne potrafi wychodzić na spotkanie innych, potrafi objąć wszystkich. Serce miłosierne potrafi być schronieniem dla tych, którzy nigdy nie mieli domu lub go stracili, potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny dla tych, którzy musieli emigrować, jest zdolne do czułości i współczucia. Serce miłosierne potrafi dzielić swój chleb z głodnym, serce miłosierne otwiera się, aby przyjmować uchodźców oraz imigrantów. Powiedzieć wraz z wami «miłosierdzie», to powiedzieć: «szansa, przyszłość, zaangażowanie, zaufanie, otwartość, gościnność, współczucie, marzenia»".

 

Właśnie na te słowa czekałem. Papież mówi w nich o tym, czym jest serce miłosierne. To taki organ, który się tworzy, jest czymś dynamicznym. To zadanie i odpowiedzialność stojąca przed każdym chrześcijaninem - budowa i posługiwanie się sercem miłosiernym. Ale na czym właściwie ta praca polega?

 

Po pierwsze chodzi o nawrócenie. Wiara to nie jest coś stałego - raz jesteś na fali i dotykasz nieba, innym razem lecisz na łeb, na szyję i pogrążasz się w grzechu. Bycie katolikiem to trudna i momentami niewygodna robota, którą każdy z nas wykonuje każdego dnia indywidualnie przez przyjmowane postawy, przez nasze działania względem innych ludzi. Niektórzy publicyści przekornie pytali, czy wizyta papieża zmieni oblicze Kościoła w Polsce, czy nawróci wiernych i duchownych. Mam dla nich prostą odpowiedź: nic nie zmieni, jeśli wszyscy nie zaczniemy pracować nad naszymi sercami indywidualnie, tak aby stały się one sercami miłosiernymi. Choć dotknięcie łaski jest czymś nagłym, to wymaga utrwalenia, i nawet jeśli przyjazd papieża był taką okazją do stania się lepszym, to ten ogień muszę nadal podsycać.

 

Po drugie serce miłosierne wiąże się z otwartością. Jedną na Jezusa, który przychodzi jako obcy, dokonując we mnie przemiany. Drugą, która jest efektem pierwszej - powinnością pójścia między innych ludzi i otwierania na nich serca już przemienionego. W takim sercu może i powinien zmieścić się każdy, niezależnie od tego jakie ma przekonania, religię czy kolor skóry, co posiada. Niezależnie od tego, czy jest mi przyjacielem, czy wrogiem.

 

Po trzecie otwarcie serca to rewolucja. To wytrącenie z dotychczasowego porządku, z równowagi i wygody posiadanych przekonań. Łatwo jest w nich trwać, bo kiedy mamy utartą wizję świata, wszystko jawi się prostsze, nie wymaga myślenia ani heroizmu. Umożliwia trwanie w bierności i dawnych zadrach. Ale posiadanie serca miłosiernego to wymaganie, by bez przerwy odważnie odpowiadać na pytanie o to, co mogę zrobić dla drugiego człowieka. Co robię źle, dlaczego z trudem przychodzi mi przebaczenie, dlaczego pozostaję obojętny na krzywdę. To wreszcie poszukiwanie pojednania w imię bliskości i odrzucanie sztucznych podziałów tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Nie jestem w tym sam, bo towarzyszy mi Chrystus, ale trudno ogarnąć tę sytuację i często towarzyszy temu lęk. Sam święty Paweł po spotkaniu Jezusa w drodze do Damaszku oślepł, ale uczył się życia wiarą, głosząc Ewangelię na krańcach ówczesnego świata - aż po śmierć męczeńską.

 

Miłosierdzie to "szansa, przyszłość, zaangażowanie, zaufanie, otwartość, gościnność, współczucie, marzenia". Miłosierdzie to przygoda, o której papież nam przypomniał, a w każdej powieści przygodowej są klęski i zwycięstwa. Oby drugich było jak najwięcej - zwłaszcza tych, które odnosimy w walce z samym sobą.

 

 

Karol Kleczka - członek Klubu Jagiellońskiego, doktorant filozofii na UJ

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.56

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook