Czemu (nie)warto myć kobietom nóg w Wielki Czwartek?

Marta Brzezińska-Waleszczyk
(fot. youtube.com)

Franciszek znowu zamierza złamać świętą tradycję, zburzyć schematy, wyrwać nas z powtarzania pustych gestów. Prawdziwy skandal!

 

Kilka dni temu media poinformowały o decyzji Ojca Świętego, by w Wielki Czwartek podczas liturgii Wieczerzy Paschalnej kapłani mogli umyć nogi nie tylko mężczyznom, ale również kobietom.

 

Właściwie postanowienie to nie powinno być takim wielkim szokiem, skoro już w pierwszych dniach swojego pontyfikatu Franciszek, sprawując mszę Wieczerzy Pańskiej w rzymskim więzieniu dla nieletnich, umysł stopy dwóm młodym kobietom. Ale jednak...

 

Przeglądam komentarze i reakcje na papieskie uzgodnienie ws. obrzędu umycia nóg i dostrzegam jakąś dziwną niechęć. Czasem taką manifestowaną "z góry", dla zasady, by sprzeciwić się "modernistycznym zapędom" Franciszka. W końcu tradycja jest święta i kropka. Ale co, jeśli w tym akurat geście, pieczołowicie strzeżonym i rezerwowanym wyłącznie dla mężczyzn, nie pozostało właśnie nic prócz nadymanego balona owej tradycji?


Ojciec Święty chce go, jak to zwykle z nadymanymi balonami bywa, po prostu przekłuć, upuścić nieco stęchłego zaduchu, wpuszczając powiew świeżego powietrza. Prawdziwości i autentyczności. Kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przedstawiając decyzję Franciszka, powiedział, że papież postanowił wprowadzić zmiany tak, by "wyrażały one w pełni znaczenie gestu dokonanego przez Jezusa w Wieczerniku".

 

Zastanówmy się więc, co tak naprawdę oznaczał ten gest, by zrozumieć wprowadzoną przez Ojca Świętego zmianę. Umycie nóg drugiego człowieka to wyraz największego uniżenia względem niego. Nie potrafię wyobrazić sobie ogromu pokory, jaka towarzyszy człowiekowi, kiedy z uniżeniem pochyla się nad czyjąś stopą, by obmyć ją z brudu i smrodu (dokładnie tak!) codzienności dnia i osuszyć. To, w moim przekonaniu, gest niezwykle intymny - wykonywanie go na oczach innych osób wymaga jeszcze większej pokory i odwagi. W końcu stawianie siebie samego w roli uniżonego sługi, czyli nie ukrywajmy, w pozycji niemającej najmniejszego prestiżu, jest w jakimś sensie rezygnowaniem z samego siebie - z własnej godności, wyższości i znaczenia.

 

Myślę, że jedyną sytuacją, taką okolicznością łagodzącą, w której umycie czyichś nóg jesteśmy w stanie zaakceptować, jest relacja z osobą, której mamy w ten sposób służyć. Relacja miłości, bo przecież żadna inna nie jest w stanie wytłumaczyć tego gestu. I do takiej właśnie relacji zachęca nas Jezus, kiedy obmywa stopy uczniom w Wieczerniku.


Właśnie - uczniom, a nie uczennicom. Dlaczego więc teraz kapłani mieliby zmieniać ten wieloletni zwyczaj i w liturgii Wielkiego Czwartku eksponować również rolę kobiet? Zastanawiam się nad motywami decyzji papieża i wydaje mi się, że jej sensu należy szukać właśnie w relacji miłości do drugiego człowieka.

 

Nie ma większej miłości niż oddanie życia za drugiego człowieka, to oczywiste. Ale jak to odbywa się w codziennym życiu? Patrzę na macierzyństwo z, owszem, dość krótkiej perspektywy czasu, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że bycie mamą to jest takie właśnie oddawanie swojego życia po kawałku, "na raty" na rzecz nowego życia. Przecież to kobieta nosi dzieciątko pod swoim sercem przez dziewięć miesięcy, rezygnując albo ograniczając wiele rzeczy - poczynając od własnej wygody i komfortu, przez realizację zawodową (przynajmniej na jakiś czas), na swoich potrzebach kończąc.

 

"Dlaczego nie mielibyśmy pochylać się jako słudzy do stóp tych, które tyle razy pochylały się nad nami, w dzień i w nocy, aby nam służyć? Czemu nie mielibyśmy umyć im stóp i nie ucałować ich, skoro one tyle razy nas myły i całowały?" - pytał ks. Łukasz Kachnowicz w facebookowej dyskusji nt. wielkoczwartkowego obmyci nóg kobietom. I to jest doskonała optyka spojrzenia na zaproponowaną przez papieża "modernizację" tradycyjnego obrzędu!

 

Tym bardziej dziwi mnie niechęć, jaką wywołuje propozycja w Polsce - kraju, w którym z takim kultem podchodzimy nie tylko do roli rodziny, jako podstawowej komórki społecznej, ale do roli matki, dawczyni życia i opiekunki rodzinnego ogniska. Ten mityczny kult macierzyństwa niestety często wyraża się jedynie w słowach, bo przecież matki w naszym pięknym kraju wcale nie mają lekko - nie mogą liczyć na jakąś specjalną pomoc państwa czy udogodnienia ze strony pracodawców tak, by sprawnie łączyć rolę mamy z rozwojem zawodowym i osobistym.

 

Jednak mniejsza o te wszystkie niedogodności! Kiedy wreszcie mamy okazję dać realny wyraz tego wielkiego szacunku i czci dla kobiet, dąsamy się i ociągamy, powołując na trochę sztuczne argumenty, że "przecież to wbrew tradycji". Czy przeciwne tradycji jest okazanie miłości względem drugiego człowieka, względem kobiety?

 

Nie wiem, jak wielu kapłanów odważy się w swoich parafiach zaprosić do obmycia nóg kobiety. Dziwię się, kiedy czytam złośliwe komentarze, że teraz to trzeba będzie przed liturgią Wielkiego Czwartku wprowadzić parytety, żeby panie nie poczuły się dyskryminowane, i do umycia nóg zaprosić tyleż samo pań, co panów. Tyle że tu w ogóle nie chodzi o żadne parytety, feministyczne postulaty czy równouprawnienie!

 

Tu chodzi wyłącznie o miłość! Miłość, której jedną z form okazania może być właśnie taki służebny gest jak umycie nóg. Nie ukrywam, że decyzja papieża budzi mój głęboki podziw, choć wiem, że nie wszyscy ją rozumieją i buntują się wobec niej. Właściwie ja również mam pewne zastrzeżenia. Choćby dlatego, że w jakimś sensie jest to cementowanie... służebnej roli kobiet. Ok, umyjmy nogi kobietom, raz w roku pokażmy im, że doceniamy ich poświęcenie, ich pełnione na co dzień, często w zupełnej ciszy, bez najmniejszego splendoru, role...

 

Dlatego za gestem Wielkiego Czwartku powinno iść coś jeszcze, coś więcej. Nie, bynajmniej nie mam tu na myśli postulatów radykalnych feministek czy niektórych feministycznych teolożek, by dopuścić kobiety do sprawowania urzędu kapłańskiego, a jedynie to, by rzeczywiście dać im większe pole do działania w Kościele.

 

Przecież, jeśli spojrzymy na regularnych uczestników życia Kościoła katolickiego w Polsce, to okaże się, że w większości są nimi kobiety. To kobiety częściej przychodzą na Mszę świętą, to one regularniej uczestniczą w nabożeństwach, przystępują do Komunii świętej i korzystają z sakramentu spowiedzi. Polski katolicyzm, jeśli tak można powiedzieć, jest wyjątkowo "kobiecy", tym bardziej kiedy dodamy do tego jeszcze Matkę Boską jako Królową Polski. Jednak ta "kobiecość" nie znajduje wyrazu w niczym więcej ponad pełnienie ról opiekuńczych lub wychowawczych (jednym słowem - służebnych), ponad bycie zasilającymi statystyki "szeregowymi" wiernymi.

 

A przecież kobiety mogłyby częściej wchodzić w skład parafialnych rad. Ich kobieca wrażliwość z pewnością przydałaby się w wielu katolickich i przykościelnych fundacjach czy organizacjach charytatywnych. Dziewczynki nie byłyby gorszymi ministrantkami aniżeli chłopcy. A w końcu panie mogłyby doradzać biskupom w wielu kwestiach, a przede wszystkim tych dotyczących spraw kobiecych.

 

"Byłoby dobrze, gdyby biskupi, kiedy piszą list w sprawie kobiet, nie robili tego w komisji złożonej z samych biskupów i wspartej nieliczną grupą doradców, w której są kolejni panowie i na samym końcu może dwie czy trzy panie - wszystkie blisko związane z diecezjami" - mówiła w rozmowie z "Krytyką Polityczną" Zuzanna Radzik.

 

W Kościele jest wiele miejsc i sytuacji, w których kobiecy zmysł, wrażliwość i optyka postrzegania świata mogłyby okazać się pomocne. I, jak jeszcze raz podkreślam, nie chodzi o żadne parytety, gender czy równouprawnienie, ale o zwykłą przyzwoitość i uczciwość. Bo skoro mamy w polskim Kościele tyle kobiet, to dlaczego mielibyśmy nie zapytać ich o zdanie?

 

Domyślam się jednak, że to wszystko, o czym piszę, być może stanie się rzeczywistością, ale w nielicznych parafiach, zwłaszcza tych miejskich, w których pewne zmiany dużo łatwiej zaakceptować aniżeli w środowiskach wiejskich, gdzie mocno zakorzeniona tradycja (także ta opierająca się na zasadzie "bo tak i koniec") ma się świetnie. Podobnie jak z gestem obmycia nóg kobietom w Wielki Czwartek. Nie spodziewam się zbyt wielu chętnych kapłanów, którzy będą się wyrywać do naśladowania gestu papieża Franciszka. Paradoksalnie, może to jednak i lepiej. Po co mnożyć puste gesty, jeśli nie będzie za nimi szło realne oddanie kobietom pola (chociaż kawałka!) do działania... 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.48

Liczba głosów:

50

 

 

Komentarze użytkowników (12)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~ames 10:27:15 | 2016-02-02
1) Odnośnie gestu obmycia nóg kobietom, to jako facet nie rozumiem kompletnie o co ten szum. Papież obmywa nogi komu chce i też nie wiem czemu nie miałby tego zrobić wobec kobiet.
2) Natomiast odnośnie całej kolejnej części tekstu, to się nie zgodzę. Jak sama autorka zauważa Kościół Katolicki (błędne rozumowanie, że głównie w Polsce) jest złożony w większości z kobiet. Co z tego, że na "czele" stoją same chłopy, skoro wystarczy wejść na pierwszą Mszę (zwłaszcza w tygodniu), żeby zobaczyć skład osobowy: 90-10% wiadomo na czyją przewagę.
A już to stwierdzenie się chyba autorce nieopatrznie wyrwało "A przecież kobiety mogłyby częściej wchodzić w skład parafialnych rad. Ich kobieca wrażliwość z pewnością przydałaby się w wielu katolickich i przykościelnych fundacjach czy organizacjach charytatywnych."
Doprawdy w Pani parafii w składzie rady parafialnej i fundacjach oraz organizacjach w większości działają mężczyźni?? Zna Pani jakieś przypadki, że w składzie rady parafialnej zabroniono posługi kobietom? Proponuję więc małe zwiedzanie innych parafii, żeby autorka nie opowiadała takich dziwnych historii...
3) Dodatkowo słyszę coraz częściej głosy narzekania ze strony kobiet, że brakuje prawdziwych facetów (zwłaszcza w Kościele), że jesteśmy nieodpowiedzialni, dziecinni, coraz mniej męscy, itp. Chcecie żeby się to w końcu zmieniło przynajmniej u męskich katolików? To dajcie nam w końcu więcej możliwości przeżywania wiary w prawdziwie męski sposób, z czym naprawdę na codzień w typowej parafii jest ciężko. Tymczasem jak słyszę, że mamy się tylko dzielić, tulić, chwytać za dłonie, kochać i pieścić emocjonalnie to przestaje mnie dziwić odpływ facetów. Takie metody są wymyślone przez kobiety i dla was dobre, ale nie dla nas! Co z tego, że wszystkim kierują faceci, skoro jest to pod waszą pobożność?

Oceń 5 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Amelia_Mel 20:53:30 | 2016-01-30
Jeżeli ktoś nie ma ochoty na umycie nóg kobiecie w Wielki Czwartek, może w ostateczności zrobić to w Dzień Kobiet ;-)

Oceń 6 23 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ekomarek1 20:48:04 | 2016-01-30
Nie ma żadnych teologicznych przeszkód  , by w liturgii Wielkiego Czwartku umyto nogi kobietom;nie ma też przeszkód teologicznych
by rozpowszechnić ministrantki.Moim zdaniem wszystkie czynności poza kapłańskimi mogłby czynić równiez kobiety.
 

Oceń 6 21 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

racjonalista 22:18:34 | 2016-01-28
Jednym z problemów ludzi współczesnych jest powierzchowność.

Oceń 16 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 19:50:53 | 2016-01-28
"Nie, bynajmniej nie mam tu na myśli postulatów radykalnych feministek czy niektórych feministycznych teolożek, by dopuścić kobiety do sprawowania urzędu kapłańskiego"
...a właściwie dlaczego by nie?
Przyzna Pani,że to kusząca perspektywa.
Nieprawdaż?

Oceń 26 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

rafi 16:12:44 | 2016-01-28
Dla mnie to był szok gdy się dowiedziałem, że dotychczas kapłani mogli umywać nogi tylko mężczyznom. Jak to jest - myślałem - że Kościół, który (ponoć) czuje się posłany do wykluczonych - sam wykluczał połowę ludzkości? Bo tego nie mozna nazwać inaczej niż wykluczeniem. Gdzie misja Kościoła w takim razie? Czy Kościół nie służy również kobietom?

Rozumiem że może pani czuć, że jest to cementowanie pozycji kobiet w Kościele. Byłoby tak, gdyby teraz zaczęto myć nogi wyłącznie kobietom. Ale - moim zdaniem - tu chodzi o jakieś przywracanie normalności, by nie czynić różnicy pomiędzy kobietą a mężczyzną chociaż pod tym względem.

Oceń 29 45 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Franciszek2 11:01:16 | 2016-01-28
A więc nie chodzi w tym wszystkim "o przekłucie balona tradycji i wyrwanie z powtarzania pustych gestów" ? Chodzi o "realne oddanie kobietom pola do działania" ? 
Też mi nowina . Nie po to piłowano ołtarze po soborze, żeby sie teraz zatrzymać wpół drogi. Muszę Panią jednak zmartwić : tuż za Panią w tej kolejce stoją już  inni "wykluczeni" : kobiety pozbawione swięceń, homo-księża, oraz Ci wszyscy którym odebrano do "wspólnotowej konsekracji". Idąc  zas tropem o.Hryniewieckiego (tak,tak z Waszego Deonu)- wszystkie te Pani pretensyjki o  "prawo" - to jest wojna w szuflandii - bo Chrystus nie jest ostatecznym objawieniem  Prawdy. Może więc Pani isc do domu i zapalić kadzidło jakiemus dzielnicowemu bóstwo - oraz umyć sobie nogi - nu i chwatit.

Oceń 55 28 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Marek Pawłowski 09:32:59 | 2016-01-28
A później będzie już z górki. Pozdrawiam.

Oceń 38 16 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?