Sobór Watykański III?

ks. Adam Błyszcz CR

Pierwszy wniosek jaki się nasuwa po lekturze (nawet pobieżnej) Instrumentum to świadomość jakiejś bezdennej przepaści między codziennym życiem zdecydowanej większości ochrzczonych a doktryną Kościoła. To właściwie dotyczy wszystkich omawianych aspektów życia chrześcijańskich rodzin. Czytając poszczególne punkty pogłębiała się we mnie świadomość jakiejś niewyobrażalnej klęski misji Kościoła.

 

Pod koniec czerwca Stolica Apostolska opublikowała Instrumentum laboris - dokument przygotowujący Nadzwyczajny Synod Biskupów w 2014 oraz Synod Biskupów w 1015. Można powiedzieć, że szykuje nam się "Vaticanum III". Na samym początku autorzy dokumentu zaznaczyli, że chodzi o ustalenie strategii duszpasterskiej wobec wyzwań, przed którymi stoi wspólnota rzymskokatolicka.

           

Oś dokumentu stanowi osiem tematów, które znalazły się w kwestionariuszu Franciszka rozesłanym do wszystkich episkopatów świata. Pytania to zostały także opublikowane przez DEON i były przedmiotem dyskusji w wielu środowiskach katolików zaangażowanych w życie Kościoła.

           

Dokument noszący (przyznać trzeba, że nieco przydługi) tytuł Wezwania duszpasterskie odnośnie rodziny w kontekście ewangelizacji podzielony jest na trzy części. Pierwsza dotyczy problemu komunikowania ewangelii rodziny dzisiaj, druga poświecona jest duszpasterstwu rodzin wobec nowych wyzwań, zaś trzecia koncentruje się na kwestii otwartości na życie.

 

Pierwszy wniosek jaki się nasuwa po lekturze (nawet pobieżnej) Instrumentum to świadomość jakiejś bezdennej przepaści między codziennym życiem zdecydowanej większości ochrzczonych a doktryną Kościoła. To właściwie dotyczy wszystkich omawianych aspektów życia chrześcijańskich rodzin. Czytając poszczególne punkty pogłębiała się we mnie świadomość jakiejś niewyobrażalnej klęski misji Kościoła. Wydaje się, że przyczyny takiego stanu rzeczy są wielorakie.

 

Przede wszystkim brak autentycznego doświadczenia chrześcijańskiego, osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem. Takie stwierdzenie każe nam przemyśleć i jakość naszej katechezy, i jakość naszego życia parafialnego, i jakość naszej liturgii. Zresztą, w dokumencie do tych dwóch pierwszych wątków będzie się wracało po wielokroć.

 

Na ten brak nakładają się także czynniki kulturowe, które utrudniają misję ewangelizacyjną Kościoła. W pierwszej części, jako najpoważniejsza bariera, zostaje wymieniona  erozja pojęcia prawa naturalnego. To prawo w dzisiejszej kulturze albo jest problematyczne albo niezrozumiałe. Przyczynił się do tego rozwój nauk ścisłych, które rzuciły wezwanie samemu pojęciu natura. Nie wolno zapomnieć o zauważalnej redukcji praw człowieka do praw podmiotu samoustalającego się  (indywidualizm). Wspomniana zostaje także (a jakże) teoria gender rozumiana jako pogląd, który powstanie płci tłumaczy uwarunkowaniami społecznymi, kulturowymi czy osobistymi decyzjami podmiotu, ale niekoniecznie wiąże tę płeć z biologią.

 

To wszystko prowadzi do sytuacji, w której współczesna kultura neguje uniwersalność prawa naturalnego, gdyż brakuje punktu odniesienia, który byłby wspólny dla wszystkich. Po prostu brakuje natury!

Tutaj na marginesie należałoby poczynić jedną uwagę. Dostrzeżenie kryzysu pojęcia prawa naturalnego nie jest nowością w Kościele. Już w 2008 roku Międzynarodowa Komisja Teologiczna przygotowała dokument (w języku polskim opublikowany w 2010 roku) W poszukiwaniu etyki uniwersalnej: nowe spojrzenie na prawo naturalne.

 

Ta troska Kościoła o właściwe rozumienie prawa naturalnego "nie jest obroną jakiegoś abstrakcyjnego pojęcia filozoficznego ile podkreśleniem koniecznego związku jaki Ewangelia ustanawia z tym, co ludzkie" (pkt 20). Wygląda to trochę tak jakby z erozją pojęcia prawa naturalnego Kościół tracił  to, co w starożytności nazywano praeparatio evangelica filosofica, a co ułatwiało  zrozumienie orędzia chrześcijańskiego przez pogan, zwłaszcza na płaszczyźnie moralnej.

 

Jedną z konsekwencji utraty świadomości istnienia prawa naturalnego jest "uprywatnienie" małżeństwa i rodziny. Polega to na tym, że państwo uchyla się od wspierania małżeństwa i rodziny (widząc w tym prywatny wybór swoich obywateli), zaś same małżeństwa i rodziny wycofują się z przestrzeni publicznej na państwo (czyli anonimowe struktury) cedując swoje powinności (jak chociażby wychowanie dzieci).

Dokument Stolicy Apostolskiej w kilku miejscach postuluje znalezienie nowego języka, który pozwoliłby przekazać współczesnemu człowiekowi Ewangelię rodziny. Czy ten postulat wypełnić ma posługiwanie się obrazem Świętej Rodziny z Nazaretu? Odnoszę jednak wrażenie, że to przywoływanie rodziny nazaretańskiej może narazić Kościół na zarzut, że trzymając się prawa naturalnego szuka jakiejś jego konkretyzacji historycznej. Nie żebym nie wierzył w Świętą Rodziną. Wydaje mi się tylko, że dane historyczne są tak znikome, że budowanie na tym jakiejkolwiek duchowości małżeńskiej czy też rodzinnej naraża Kościół na zarzut, że ucieleśnia w ten sposób prawdy prawa naturalnego. Jak to powiedział kiedyś jeden z teologów (co prawda odnosząc się do innej historii): trudno nie przyznać, że czynnik teologiczny (w tym wypadku filozoficzny) zdominował czynnik historyczny.  

 

Jeśli w pierwszej części najwięcej miejsca zajmuje właśnie kwestia dekadencji pojęcia prawa naturalnego to w drugiej części omawia się przede wszystkim kryzys rodziny. Przestała ona być środowiskiem wiary. Zanika w niej doświadczenie miłości ojcowskiej (bo kryzys przeżywa postać ojca), wrażliwość na życie. Poddana została mentalności konsumpcyjnej, w której mieć usidliło być. Prawo cywilne faworyzuje indywiduum a nie wspólnotę. Prowadzi to do rzeczywistej redefinicji małżeństwa. Hasła, które wywołują przygnębiający krajobraz egoizmu i duchowej pustyni.

 

W dodatku Kościół jest świadomy, że w tym kryzysie umęczonej rodziny (i małżeństwa) najczęściej postrzegany jest jako wspólnota wyłączająca a nie jako wspólnota, która towarzyszy i wspiera. To w tej części (jakkolwiek przy omawianiu kwestii związków osób tej samej płci) padną słowa, które wyrażają całą dramaturgię obecności (i misji) Kościoła w dzisiejszym świecie: jak pozostać wiernym Magisterium (w tym całej Tradycji) a zarazem okazać miłosierdzie i towarzyszyć człowiekowi XXI wieku?

 

Być może jednym z pierwszych efektów postulatu odnowienia języka teologicznego, duszpasterskiego jest dosyć serdeczne i ciepłe odniesienie się do osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Otóż w punkcie 80 czytamy, że kryją się nich pokłady wielkiego cierpienia i świadectwa szczerej miłości. Zważywszy, że pierwsze pozytywne odniesienie się do tych osób mamy dopiero w Familiaris consortio (Adhortacja Apostolska świętego Jana Pawła II z 1981) trzeba przyznać, że postęp jest imponujący. Jak na Kościół! Autorzy Instrumentum wyrażają życzenie, aby Kościół zechciał wyposażyć się w narzędzia duszpasterskie, które pozwolą tym osobom, żyjącym w związkach nieregularnych, okazywać więcej miłosierdzia, wyrozumienia i łaskawości.

 

Czytając te refleksje światowego episkopatu nie sposób umknąć pytaniu ku czemu ma to prowadzić. Do legitymizacji drugich związków? Do życia po chrześcijańsku na miarę możliwości? Być może pomocne byłoby tutaj odniesienie się do prawosławnej kategorii ekonomii zbawienia, do której w swoich najnowszych książkach Miłosierdzie i Ewangelia rodziny odwołuje się kardynał Kasper. To wymagałoby osobnej refleksji, ale mam nieodparte wrażenie, że tam gdzie tradycja prawosławna mówi o ekonomii tam Kościół katolicki mówi o towarzyszeniu. I ponownie wraca kwestia zachowania stosownej równowagi między miłosiernym przyjęciem człowieka a służeniem mu pomocą w osiąganiu autentycznej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Doskonale sobie zdajemy sprawę, że tej dojrzałości nie sposób osiągnąć bez stawiania wymagań!

 

Jaką formę to towarzyszenie musiałoby przyjąć skoro dokument wprost mówi o klęsce tych wszystkich programów katechetycznych, które miały objąć rodziców dzieci pierwszokomunijnych, młodzieży do bierzmowania czy też narzeczonych przygotowujących się do małżeństwa. Przytłaczająca większość z nich, po uzyskaniu celu, odchodzi z życia parafialnego.  

Mówiąc o osobach żyjących w związkach niesakramentalnych nie wolno zapominać o tych, którzy, mimo opuszczenia, dochowują wierności węzłowi małżeńskiemu. Co ciekawe, dokument Stolicy Apostolskiej nazywa ich nowymi ubogimi, czyniąc w ten sposób aluzję do Kazania na Górze.

 

Ów przygnębiający obraz zostaje dopełniony w trzeciej części dokumentu, w którym omawia się kwestie otwartości na życie. Bez zbędnych słów zostaje powiedziane, że zasady Kościoła odnoszące się do ludzkiej płciowości (określone przede wszystkim w encyklice Pawła VI Humanae Vitae) znane są znikomej liczbie wiernych. Przede wszystkim tym, którzy związani są  z duszpasterstwami specjalistycznymi. Co więcej, sami duchowni wobec tego nauczania zajmują częstokroć postawę dwuznaczną.

 

Odpowiedzi na te wszystkie wątpliwości szukać będą ojcowie synodalni jesienią 2014 i 2015 roku. Ale już teraz autorzy Instrumentum laboris sugerują pewne rozwiązania. Jakie to są zatem środki zaradcze, sygnalizowane na poziomie tej wczesnej refleksji poszczególnych episkopatów i innych środowisk katolickich? Zaleca się, aby ożywiać całe duszpasterstwo rodzinne, małżeńskie Słowem Bożym - tak jakbym słyszał ojca Piotra Rostworowskiego, który w 1970 roku mówił, że jedyną siłą zdolną oprzeć się sekularyzacji jest Słowo Boże. Duszpasterze powinni także ukazywać charakter egzystencjalny prawd przekazywanych w dokumentach Kościoła. Odpowiedzialni za duszpasterstwo mają towarzyszyć rodzinom w przestrzeni parafii, pojmowanej jako rodzina rodzin. Nie sposób uciec myśli, że czasami mamy do czynienia ze swoistą żonglerką słowną. Sobór Watykański II wypracował wizję parafii jako wspólnoty wspólnot. Teraz natomiast mówi się o parafii jako rodzinie rodzin. Nie ulega jednak wątpliwości, że ta batalia o przyszłość naszego Kościoła rozstrzygnie się właśnie w naszych parafiach. Od ich kondycji zależeć będzie czy Kościół będzie w stanie realizować swoją misję we współczesnym świecie.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.64

Liczba głosów:

28

 

 

Komentarze użytkowników (70)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~historyk 21:54:56 | 2014-07-29
Kościół i chrześcijanin zawsze dawał świadectwo! W czasach Imperium Rzymskiego nie dostosowywano doktryny Kościoła do rozwiązłych rzymskich obyczajów by zwiększyć liczebność gmin lecz piętnowano je. Chrześcijanie za cenę życia trzymali się uporczywie swoich wartości. Liczyła się jakość wiernych a nie ilość. Kto odrzuca naukę Kościoła będzie potępiony, ma do tego prawo, bo ma wolną wolę. Jeszcze większe rozluźnienie obyczajów i przyzwolenie na grzech (jak np. komunia dla osób rozwiedzionych, czy będących w konkubinacie) będzie tragiczne, Kościół katolicki stanie się farsą. Mam nadzieję, że tego nie dojdzie, bo ja z Kościołem, który odchodzi od korzeni i zmienia się na wzór protestanckiej sekty nie chcę mieć nic wspólnego.

Oceń 5 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Juzefa 06:51:26 | 2014-07-29
Ten Pan na zdjenciu to nie jest zaden ksionc!
ksionc chodzi caly dzien w sutannie tak jak Pan Jezus i modli sie.
matka Boska powiedziala ze ci mlodzi ksienza to majom kochanki

Oceń 2 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~arek 19:37:14 | 2014-07-28
Jaką piękna pozę ten proboszcz przybiera na zdjęciu. Robi na deonie za supergwiazdę? Bo czytać jak zawsze nie ma o czym? Podobne do TP czy wyborczej

Oceń 5 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bebe. b. 12:27:23 | 2014-07-28
artykuł o niczym. To streszczenie dokumentu, a na czym polega rozjeżdżanie pomiędzy kościołem i wiernymi autor w końcu nie wyjaśnił.

Oceń 4 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xdrt 11:18:41 | 2014-07-28
warto zajrzeć.
http://christianitas.org/numer/2/

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PanSatyros 23:15:06 | 2014-07-27
c.d
III. uaktualnienie nauki z obecnym stanem wiedzy. nawet dla najwytrwalszych o najgoręcej wierzacych np. nauki przedmałżeńskiw aka poradnia rodzinna jest po prostu droga przez mękę. Przykro mi, ale w poradni rodzinnej nasłuchałem się takiej ilości CHORYCH bzdur (np. że karmienie piersią zabezpieczy nas przed nastepną ciążą), że ciężko mi inaczej patrzeć na tę instytucję niż 'z przymrużeniem oka' (zwłaszcza, że nawet księża z parafii przy której owa poradnia rodzinna funkcjonuje o 'wykładowcy' mówią z conajmniej ... ironią). Przeciwnym biegunem jest rozmowa z 70 letnią starą panną, która opowiada jak model rodziny powinien funkcjonować. No i wisienka na torcie - małżeńswo z ...4 letnim stażem opowiada o trudach małżestwa i rozwiązywaniu konflików.
IV. podejmowanie tematów bez 'doktrynalnej' naleciałości. Czyli np. czystość przedłamłżeńska? Dobrze, ale nie w kontekście przeciwwagi dla rozwiązłości seksualnej, bo przecież  można nie dochować czystości przedmałżeńskiej ale nie być rozwiązłym seksualnie (a niestety najczęściej głoszone nauki sprowadzają to do tego samego poziomu; co próbowałem wyjaśnić w poradni rodzinnej - nie udało się, bo mieściło się to po za utartym schematem 'wykładowczyni').

Oceń 5 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PanSatyros 23:14:40 | 2014-07-27
Moje przemyślenia na temat zapobiegania laicyzacji, ciągle takie same:
I. sklejenie kościoła z rzeczywistością oraz NIEZBĘDNA optymalizacja. Przykład: Toruń, jedno z dużych blokowisk. Na dystansie 10 minut spacerkiem 2 kościoły + trzeci w budowie. Na dystansie kolejnych 10 min - 4 kościół. Ale żeby na dynamicznie rozwijających się terenach podmiejskich postawić chociażby malutki kościółek... to gdzież by tam... A niech jeżdzą po kościoła PKS! W kościu bardziej potrzebny nam kolejny kościół na osiedlu w mieście. To nic, że pozostałe mają problem z uzbieraniem z tacy na jakiekolwiek opłacenie rachunków. O chociaż prowizorycznym odświeżeniu świątyni nie wspominam bo i po co.
II. dontrola 'jakości' duszpasterzy. Przykro mi - spore grono, z racji intelektu amoeby powinna mieć zakaz kontaktu z wiernymi. Słuchanie 500 raz 'skacz, Ty mnie nie widzisz, za to ja Ciebie widze' jako opowieści bliskiego znajomego, jest uwłaczająca dla inteligencji przeciętnego wiernego. I tutaj niestety nic innego powiedzieć nie można. Bo o ewnagelizacji oczywiście nie rozmawiamy bo dla tak wyniosłej płaszczyzny trzeba by na początku przynajmniej sprowadzić część ewnagelizatorów do 'minimum inteektualnego'.
c.d

Oceń 5 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trolle zarabiają 22:22:40 | 2014-07-27
osa 11:30:30 | 2014-07-27
Trzeba by było zwołać sobór trupi, aby wywalić zezwłok L.Kaczyńskiego z naszego  Wawelu, prtzecież to mieszaniec żydowski.


troll niczego i nikogo nie uszanuje,
taka zajadłość może być toksyczna dla samego trolla,
zwykle słowa wracają ....

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 15:59:18 | 2014-07-27
Czołowy konsultant Zespołu Smoleńskiego, prof. Wiesław Binienda został doradcą powołanej przez Baracka Obamę, Prezydenckiej Rady Ekspertów ds. Nauki i Techniki. Rolą tej elitarnej grupy jest przygotowanie strategii rozwoju wysokich technologii w najważniejszych dziedzinach przemysłu amerykańskiego - dowiedziała się "Gazeta Polska Codziennie".

– Niedawno podczas spotkania rozmowa zeszła na temat katastrofy smoleńskiej. Jeden z kolegów wspomniał, jak samoloty wbijały się w stalowe konstrukcje WTC, a Tu-154M nie mógł przeciąć nawet brzozy. Wszyscy siedzący przy stole zaczęli się śmiać – mówi prof. Binienda.

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~modernizacja nie od Boga 15:53:27 | 2014-07-27
Bóg nie zmienia przykazań, poglądów, nauki...
polecenia dla Apostołów, uczniów, kapłanów:
idźcie i nawracajcie narody /a nie -   dialogujcie, modernizujcie/  
uzdrawiajcie Moją Mocą  i wypędzajcie złe duchy ... nie gorszcie maluczkich,
nie popełniajcie grzechów sodomskich - tosą twarde Prawa Boże -
to żaden Synod zmienić nie może

to się nie zmienia, PRAWDA jest tylko jedna.

Oceń 6 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook