Kościół nie może się bać trudnych pytań

Piotr Żyłka

Rozesłany przez Watykan do wszystkich diecezji kwestionariusz, w którym pada wiele bardzo istotnych pytań, to niezwykle ważny krok. Możliwe, że na naszych oczach zmienia się sposób traktowania osób zagubionych, które przez niektórych są z Kościoła wykluczane.


Sekretariat Synodu Biskupów rozesłał do episkopatów całego świata kwestionariusz przed przyszłorocznym zgromadzeniem nadzwyczajnym na temat rodziny. Episkopaty mają nadesłać odpowiedzi, których analiza posłuży do przygotowania zgromadzenia synodalnego.


W kwestionariuszu zawarte są pytania dotyczące m.in. takich kwestii jak: antykoncepcja, związki homoseksualne i udzielanie Komunii świętej osobom rozwiedzionym, które zawarły ponowne związki cywilne. Są to sprawy, o których w Kościele mówi się zdecydowanie za mało. Oczywiście nie chodzi o to, żeby porzucić wszystkie zasady dotyczące moralności i radykalnie zmieniać nauczanie Kościoła, ale poszukiwanie rzetelnych odpowiedzi na pytania dotyczące tych problemów jest dziś koniecznością. Nie dlatego, że Kościół jest zacofany, krytykowany i za wszelką cenę musi się dostosowywać do świata, ale dlatego, ponieważ Kościół jest odpowiedzialny za prowadzenie do Boga wszystkich ludzi. I nie może pozwolić sobie na to, by kogokolwiek odrzucać i pozostawiać go bez pomocy.

 

Łatwo jest powiedzieć, że jeśli ktoś nie przestrzega nauczania Kościoła, to jest to wyłącznie jego problem, że jeśli ktoś nie akceptuje "naszych" zasad, to jego sprawa i my nie musimy się takim delikwentem przejmować i próbować mu pomagać.


Krytycznie na temat rozesłania kwestionariusza wypowiada się Tomasz Terlikowski. Komentując całą sprawę napisał: "Ankieta dotycząca doktryny małżeńskiej, nauczania Kościoła w sprawie prawa naturalnego, to jeden z gorszych pomysłów, na jaki mogli wpaść przygotowujący Synod. I to niezależnie od tego, że część z pytań jest jak najbardziej sensowych (na przykład to dotyczące tego, jak skłonić katolików do otwartości na dar życia). A powód jest niezmiernie prosty. Otóż tego typu przekaz, do tego odpowiednio okrojony przez media, buduje w wiernych fałszywe przekonanie, że w sprawie rozwodów czy antykoncepcji cokolwiek w Kościele może się zmienić, że może ten papież albo jego następca uzna, że można żyć w cudzołóstwie, że związki jednopłciowe są OK, i że Kościół wreszcie zaakceptuje pigułki".


W ogóle nie podzielam sposobu myślenia naczelnego portalu fronda.pl. Nie mam tak złego zdania o wierzących. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że zadawanie pytań na drażliwe tematy, może budzić zamęt. Powiem więcej, taki sposób argumentacji obraża katolików, sprowadzając ich do jednostek, które nie potrafią myśleć i muszą mieć wszystko podane na tacy, bo inaczej się pogubią.


Kościół nie może zamykać się na problemy i dramaty współczesnego człowieka, dlatego zdecydowanie bliżej mi do wrażliwości zmarłego rok temu kardynała Martiniego, który nie bał się trudnych pytań i uważał, że Kościół ma obowiązek się z nimi mierzyć. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że ten sposób rozumowania zaczyna dominować w Watykanie.

 

_____________________

 

 

 

Piotr Żyłka - członek redakcji i publicysta DEON.pl, twórca Projektu faceBóg i papieskiego profilu Franciszek.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.51

Liczba głosów:

664

 

 

Komentarze użytkowników (183)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 23:00:34 | 2013-11-06
@TomaszL

Panie Tomaszu,

Wydaje mi się, że na poziomie, powiedzmy sobie szczerze, dość powierzchownego muśnięcia tematu, na jaki pozwalają krótkie internetowe komentarze, temat wyczerpaliśmy i poruszając się w ramach tego samego stopnia nieprecyzyjności nie przełamiemy klinczu. Aby posunąć się dalej musielibyśmy się odwołać do rzetelnych badań, co do których wątpię nawet czy są prowadzone.

Dziękuję za poświęcony mi czas i pozdrawiam
P

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 15:10:51 | 2013-11-06
@Piotrze - mamy jak widać różne doświadczenia.
Dzisiejsze czytanie z Ewangelii jest wprost o roztropności i są komentarze zwracające na to uwagę. Ale są tez takie, które starają się jedynie wytłumaczyć, czy zagłuszyć emocjonalny dyskomfort po słowach o nienawiści do najbliższych, bez nawiazania do roztropności.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

AGNES 14:20:43 | 2013-11-06
Proroctwa spełniają się na naszych oczach:

31.07.2013, 18:56 - BĘDĄ PRZEKONYWAĆ MOICH WYZNAWCÓW, ABY DOSTOSOWALI PRAWA MOJEGO KOŚCIOŁA POPRZEZ PRZEPROWADZENIE REFERENDUM

[...]
Ci, którzy oszukują w Moje Imię, będą przekonywać Moich wyznawców, aby dostosowali Prawa Mojego Kościoła poprzez przeprowadzenie referendum. Wszyscy zostaną poproszeni o zgodę na nowe praktyki, które sprowadzają się do dwóch rzeczy. Pierwsza to zniszczyć Moją Obecność w Eucharystii. Druga to przyjęcie grzechu, poprzez zachęcanie ludzi, aby okazać poparcie dla praw człowieka wobec tych, którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa.
To referendum zostanie sfałszowane, a kłamstwa będą przedstawiane jako Prawda.
[...]
Ja Jestem celem bestii. Ja Jestem Tym, któremu on chce zaszkodzić. On wie, że nie może Mnie zniszczyć, więc zamiast tego będzie próbował zniszczyć ludzką rasę, którą przeklina w każdej sekundzie. Jego sługa nie poprzestanie tylko na znieważeniu Mojej Obecności w Tabernakulach świata. Nie zadowoli ich tylko zniszczenie Sakramentów, więc będą bluźnili przeciwko Mnie. Uszczęśliwi ich dopiero kradzież dusz, poprzez dokonanie największego bluźnierstwa ze wszystkich. To właśnie wtedy na nowo wykreują Moje Pierwsze Przyjście, stwarzając wrażenie, że został wysłany Jan Chrzciciel. Człowiek, który powie, że jest prorokiem Pana będzie kłamał i wzbudzi zdumienie, gdy oświadczy, że antychryst to Ja, Jezus Chrystus.
[...]

http://paruzja.info/lipiec-2013/1170-31-07-2013-18-56-beda-przekonywac-moich-wyznawcow-aby-dostosowali-prawa-mojego-kosciola-poprzez-przeprowadzenie-referendum

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 10:02:42 | 2013-11-06
@TomaszL

Jedyną rozbieżnością, jaką dostrzegam z tym co Pan napisał, jest diagnoza ilościowa, iż na szczęście tylko u niektórych księży przekaz jest zdominowany przez Miłość, czy Miłosierdzie.

Z moich obserwacji wynika, iż retoryka Kościoła - i to na wszystkich szczeblach - jest miażdżąco zdominowana przez emocjonalizm.
"Kochaj i rób co chesz", koniec, kropka. Nie musisz się zastanawiać co to znaczy kochać, bo przecież to po prostu czujesz.
Rozum jest w najlepszym wypadku użytecznym narzędziem, niczym samochód, a nie cnotą i instancją mającą współkierować osobą.
Chrześcijaństwo polega na ćwiczeniu pozytywnych emocji i 'duchowości'. Reszta jest nieważna.

Oczywiście pomimo rażących zaniedbań w przekazie ze strony Kościoła pojawiają się spontanicznie poszukujące rozumu jednostki, ale one nie są rezultatem przekazu, a przypadkiem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 09:43:59 | 2013-11-06
@Piotrze – Bóg się domaga całego człowieka, zauważ też, iż nie można być katolikiem jedynie w jakiejś części swojego jestestwa.  Piszesz o dominacji w przekazie niektórych (na szczęście) księży pojęć Miłość czy Miłosierdzie. Ale oparcie się tylko o te emocjonalne czy uczuciowe elementy to jest budowanie wieży wiary bez fundamentów i w dodatku na piasku. Jeżeli za wiarą nie idzie rozum, to taka wiara runie.
To jest tak samo, jak budowanie małżeństwa wyłącznie w oparciu o miłość i seks. Piękne, aczkolwiek ulotne. Jeśli ktoś jest w małżeństwie, a jego myślenie pozostało na etapie kawalerstwa czy panieństwa, to nawet największe zakochanie nie pomoże.
I na koniec, nie pisałbym bajek czy mrzonek, bo to nie ma sensu. Spotykam bardzo często na swej drodze życia ludzi roztropnych, którzy żyją jednością wiary i rozumu. Może jeszcze nie są świętymi, czyli nie ma tej pełni, o której pisałem, ale na pewno są na tej drodze.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piotr_slowinski 21:24:37 | 2013-11-05
@TomaszL

Panie Tomaszu,

Pisze Pan rzeczy, pod którymi sam bym się z ochotą podpisał, tylko moje obserwacje rzeczywistości są sprzeczne ze spokojem z jakim Pan je komunikuje.
Pański spokój (że nie powiem entuzjazm) sugeruje, że uważa Pan, iż na polu relacji Kościoła Katolickiego do rozumu sprawy mają się świetnie, a przynajmniej zadowalająco.
Być może jest tak w zacisznych zakątkach odległych klasztornych bibliotek, ale moje obserwacje przeciętnej (i nie mam na na myśli przeciętnej statystycznej, a wartości oczekiwanej przeciętnej pośród ludzi, dla których używanie rozumu powinno być chlebem powszednim) są zatrważające.

Pan wydaje się po prostu domniemywać, że owe ralacje muszą być w porzo ("Problem jest w tym, że nikt rozsądny nie lekceważy rozumu."), tymczasem wedle moich obserwacji (również z tutajszego portalu) panuje orgia lekkomyślności zarówno ze strony owieczek, jak i pasterzy.

Jedynym, podkreślę JEDYNYM elementem obecnym w retoryce Kościoła jest MIŁOŚĆ - wszystko inne nie istnieje/jest nieważne. Cnota Roztopności jest faktycznie martwa. Nie ma kazań, rekolekcji, napomnień, formowania.

Kościół, niczym krótkowzroczni rodzice, pogodził się z pozorną specjalizacją: lekarz leczy, szkoła uczy, klecha dba o duszę
i w efekcie przeszedł na pozycję selektywnego zainteresowania tzw. 'duchowością', zamiast totalnego kształtowania człowieka, a Bóg 'jest Bogiem zazdrosnym', więc chce nie tylko 'duchowości', ale całości.

Wydaje mi się, że rozumiem Pańskie stanowisko, ale mam poważne obawy, iż oparte jest ono na chciejstwie i domniemaniach, a nie rzetelnym rozpoznaniu rzeczywistości.

I - prosze mi wierzyć - baaaaardzo chciałbym się mylić.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 16:57:00 | 2013-11-05
@sacdjo
To jak z tą statystyką? Brać czy nie brać jej pod uwagę?
Kraje misyjne zawyżają statystykę? Super proste wytłumaczenie. Rozumiem, iz byłeś na misjach i to widziałeś? Bo moje rozmowy z misjonarzami pokazują jednak, iz wiara jest tam zdecydowanie większa, niż intelektualizm wiary zgnuśniałej Europy.

Jest to wręcz namacalne nie tylko w liczbie dominicantes, lecz także w ich wiedzy religijnej i przyjmowaniu nauki wiary i moralności. Nawet już pomijając przestrzeganie zasad moralnych (rozwody, życie na kocią łapę, antykoncepcja, zabijanie dzieci itd.).

No już ci pisałem, iż pierwsza encyklika związana z rozwodami powstała w 1880r. Moralność katolików upadała już za czasów przed SVII i trzeba byś ślepym, aby tego nie dostrzec po dwóch encyklikach o tym problemie wydanych przed SVII.
A i przy okazji Pius XI pisał tez o indykacji - wiesz może, co to jest? I jest też akapit o ówczesnej „antykoncepcji”.
Ale przecież to są wg Ciebie problemy moralne wynikłe z SVII.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak już kiedyś było 16:38:23 | 2013-11-05



Redakcyjny duch św. ustalił poparcie dla swojego redakcyjnego komentarza o ankiecie na cirka 4,5 gwiazdek i w kilka chwil machnął 625 oddanych głosów. 

...To dobry prognostyk dla samej ankiety.

...cały ten antykatolicki, bo piłatowy cyrk z ankietą, to masońska przykrywka na podjęte już decyzje. O czym niedługo się przekonamy. Kto ma uszy niechaj słucha...

..."Kościół nie może się bać trudnych pytań" - cóż to jest prawda ?

I tłum zażądał od Piłata, by kazał Jezusa ukrzyżować. A przedniejsi "medialni" kapłani podburzyli lud i wszyscy zaczęli wołać: "Ukrzyżuj go! Ukrzyżuj go!

...Iście szatański pomysł: Ten który ma prowadzić, być skałą, dać odpowiedź pyta jakiej odpowiedzi udzielić ? Już sama ta wątpliwość wprowadza wielkie zamieszanie w KK.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 15:29:47 | 2013-11-05
@Piotr:

Problem jest w tym, że nikt rozsądny nie lekceważy rozumu.
Jest tylko istotne przyjęcie, co jest pierwotne: wiara i zaufanie Bogu, czy rozum.

Zauważ, iż często powstaje swoista sprzeczność niebędąca sprzecznością pomiędzy prawdami wiary, a rozumowym poznaniem i pytanie jest czy w takim wypadku zawierzysz swojemu rozumowi, czy Objawieniu.

To jest „bardzo proste” pytanie, czy wierząc, iż Pan jest dobry i zawsze chce dla mnie dobra i w dodatku publicznie głoszę „bądź wola Twoja”, mam prawo się lękać, czy stanie mi się krzywda, bo rozum podpowiada, iż może się ona stać? I nie chodzi tu o wystawiania Pana na próbę, kiedy wiem, iż taka krzywda mi się stanie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sic 15:27:52 | 2013-11-05
@TomaszL, czy o te opinie Ci chodzi ?
Abp Müller - prefekt KNW analizuje dwa kryzysy tożsamości kapłańskiej. Pierwszy został spowodowany przez reformację, która zredukowała kapłana do funkcji przedstawiciela wspólnoty i zniosła istotną różnicę między kapłaństwem sakramentalnym i kapłaństwem powszechnym wszystkich wiernych. Drugi kryzys miał charakter nie tyle doktrynalny, co egzystencjalny i duchowy. Wybuchł on po Soborze Watykańskim II, a jego bolesne skutki odczuwamy do dzisiaj.
http://m.gosc.pl/doc/1761211.Kim-bylby-dzis-kaplan-gdyby-nie-Ratzinger

albo np.
Jesteśmy żywi, ale martwi. Kościół nigdy nie miał sie lepiej, ale jest kryzys. Czyli artykuł o dogorywających resztkach Kościoła katolickiego w RFN, w którym laurka "II Sobór Watykański i jego błogosławione oddziaływanie w naszym kraju" brzmi jak ponury żart.
http://katowice.gosc.pl/doc/1765199.Zamiast-250-parafii-43

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook