Czy można mówić o sztuce spowiadania?

Życie Duchowe
(fot. sxc.hu)

Z Elżbietą Sujak, psychiatrą, i Józefem Augustynem SJ rozmawia Cezary Sękalski

 

Czy można mówić o "sztuce spowiadania". Efekt spowiedzi nie zależy przecież od spowiednika, tylko od Boga, który udziela rozgrzeszenia. Spowiedź jest darem łaski Bożej. Czy zatem domaga się jakiegoś kunsztu?

 

Józef Augustyn SJ: Gdyby wszystko zależało jedynie od Boga, nie potrzebowalibyśmy ani Kościoła, ani księży, ani konfesjonałów. Spowiedź jest działaniem Bosko-ludzkim. Duchowość chrześcijańska, duchowość Wcielenia, prowadzi do integracji wymiaru duchowego i ludzkiego. Sztuka spowiadania zakłada z jednej strony łaskę Bożego przebaczenia, ale z drugiej zakłada także umiejętność dialogowania księdza z penitentem, sztukę rozeznawania duchowego, zdolność wnikania w ludzkie sumienia. Nazwanie spowiadania sztuką wydaje się uzasadnione także dlatego, że jest to spotkanie zwykle bardzo krótkie. Zazwyczaj nie trwa ono dłużej niż pięć minut. W tym czasie trzeba rozeznać bardzo trudne nieraz problemy penitenta i starać się, by odszedł od konfesjonału zwyczajnie i po ludzku zadowolony ze spotkania.


W czasie rekolekcji dla księży i alumnów mówię prosto: zranienie penitenta przez księdza w konfesjonale bywa nieraz wielkim grzechem. Niektórzy penitenci bowiem, po takim przykrym doświadczeniu, przez wiele lat nie przystępują do spowiedzi. Chodzą wprawdzie na Mszę świętą, ale nie do spowiedzi. Sakrament pokuty wymaga - jak mówił Jan Paweł II -talentu psychologicznego. Wymaga także wielkiej wiary. Sztuki spowiadania uczymy się całymi latami. Aby ją posiąść, kapłan musi jej bardzo pragnąć. Choć wielu księży spowiada pobożnie i solidnie, to jednak prawdziwi mistrzowie konfesjonału są raczej rzadkością.

 

Elżbieta Sujak: Z punktu widzenia penitentki muszę powiedzieć, że do sztuki spowiadania należy dar pedagogiczny. Nie chodzi tylko o to, żeby mocą Jezusa Chrystusa uwolnić człowieka od ciążącej na nim winy, ale by mu ukazać perspektywę rozwojową: uświadomić, w jakim punkcie się znalazł i jak będzie mógł odnowić swój kontakt z Panem Bogiem. W tym kontekście sztuka spowiadania rzeczywiście wymaga przygotowania i doświadczenia.

 

Wszyscy pamiętamy, że czasami "odpukano" nas w konfesjonale. Zostaliśmy uwolnieni od splamienia grzechem, ale nie naznaczono owej perspektywy rozwojowej. Czy nie brakowało nam wtedy mądrego pouczenia?

 

Bardzo mnie zainteresowało kryterium dobrej spowiedzi, które wymienił Ojciec - zadowolenie penitenta. Jakiego rodzaju ma to być zadowolenie?

 

Józef Augustyn SJ: Poruszamy się w obszarze życia duchowego. Nie mówimy więc o zadowoleniu natury uczuciowo-zmysłowej, ale o zadowoleniu wewnętrznym, zadowoleniu duchowym. W spowiedzi ważne są motywy i okoliczności, dla których penitent przychodzi do kapłana. Gdy słyszę: "Ostatni raz byłem u spowiedzi tyle a tyle lat temu", pytam o motywację, dla której penitent powraca do konfesjonału. Jeżeli ktoś odpowiada, że namówiła go żona, a on sam nie jest do końca przekonany, trudno nawiązać wówczas głębszą rozmowę. Jeśli jednak penitent wyznaje, że powodem jego spowiedzi jest na przykład śmierć bliskiej mu osoby lub jakieś inne tragiczne zdarzenie, wtedy jako spowiednik mogę pomóc penitentowi otworzyć się na Boga jako Ojca, który jednakowo otacza swoją opieką żywych i zmarłych.

 

Elżbieta Sujak: Dzięki zaangażowaniu spowiednika penitent odkrywa nowy wymiar tego, co wyznał. Może zobaczyć całe swoje życie albo jakiś czyn, bolesny dla niego albo obciążający go fakt w nowym świetle. Wtedy otwiera się na nową perspektywę postrzegania siebie, Pana Boga, własnego postępowania.


Dlaczego zatem spowiedź kojarzy się nam bardziej z salą sądową niż z kliniką, w której jesteśmy uzdrawiani i oczyszczani z tego, co w nas negatywne? Dlaczego ciągle towarzyszy nam lęk?

 

Elżbieta Sujak: Moim zdaniem "aspekt sądowy", o którym pan wspomniał, jeżeli nie dominuje w podejściu do tego sakramentu, jest bardzo pożyteczny. Uważam, że dobrodziejstwo sakramentu pojednania polega także na tym, że stwarza człowiekowi jedyną okazję, by stał się prokuratorem w stosunku do samego siebie. Na co dzień żyjemy bowiem mechanizmami obronnymi. Wciąż się usprawiedliwiamy, tłumaczymy, że mamy dobrą wolę. Bronimy się przed jakimkolwiek oskarżeniem z zewnątrz. I tu nagle - szukając kontaktu z Bogiem - musimy przyjąć wobec siebie rolę prokuratora. Ten sakrament zmusza mnie do uznania siebie za istotę winną. A to nieraz jest niezwykle oczyszczające.

 

Jak należy rozumieć leczniczy wymiar sakramentu pojednania?

 

Józef Augustyn SJ: Katolicy podkreślają wymiar sądowy konfesjonału, prawosławni zaś wymiar leczniczy. Jezus mówi: "Nie przyszedłem do zdrowych, ale do tych, którzy się źle mają", do chorych. Leczenie w konfesjonale nie ma jednak jakiegoś magicznego charakteru. Jezus mówi do człowieka, którego uzdrowił: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5, 14). Zapominamy nieraz o ścisłym związku istniejącym pomiędzy naszymi grzechami a cierpieniami, jakie z nich wypływają. Spojrzenie na człowieka i jego zranienie zostało dzisiaj zatrute psychologią, psychoanalizą. Objawia się to w myśleniu: "Cierpię, ponieważ inni mnie krzywdzą. Bliźni są winni mojego nieszczęścia". Prawda jest jednak taka, że często cierpimy, ponieważ buntujemy się przeciwko Bogu i usiłujemy żyć bez Niego.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.66

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

marta 07:37:54 | 2009-12-10
Tereso - kierownictwo duchowe jest ważną pomocą i cennym doświadczeniem. To prawda. I faktycznie chyba trzeba szukać kierownika i prosić Boga o takiego. Z "renomowanymi" kierownikami duchowymi jest jeden problem - to, że dany kapłan "przemawia" do jednej osoby, wcale nie znaczy, że i drugiej będzie odpowiadał (to trochę podobnie jak z kazaniami - jednym pasują, innym nie). W gruncie rzeczy chyba chodzi o kogoś przez kogo Bóg chce do mnie mówić.

Jakiś czas temu usłyszałam zdanie, które wlało nadzieję w moje serce. Jeden z księży Jezuitów komentując pewną "modę" na "posiadanie" kierownika duchowego zaznaczył, że to prawda, że trzeba szukać, ale jeśli będziemy troszczyć się o swoje życie duchowe to Pan Bóg da nam pomoc, nie zostawi nas samymi. Czyli pierwszeństwo ma walka o życie duchowe, o swój wewnętrzny rozwój a pomoc zostanie nam dana (to nie eliminuje szukania itd. ale ustawia sprawę w innych proporcjach). W moim życiu to się "sprawdza". Pomoc dana nam z Wysoka może być zupełnie inna od naszych wyobrażeń - dlatego ja osobiście stawiam na otwartość i staram się nie nastawiać.

A co do zapominania... ja sobie pomagam tak, że w spowiedzi i w rachunku sumienia idę po tym samym kluczu - dziesięciu przykazań czy grzechów głównych, czy innym... A że i tak zdarza się coś zapomnieć - jak pamiętam, że "coś jeszcze było" to po prostu otwarcie mówię że coś jeszcze było i nie pamiętam - odpowiedź potrafi zadziwić - bo tu przecież działa Duch Święty.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jola 23:08:04 | 2009-12-09
Tak, dobry spowidnik jest rzadkością, ale najpierw może chodzi tu o takie jego podstawowe człowieczeństwo(potem wykształcenie), dzięki któremu penitent , odzyska nadzieję i szacunek do samego siebie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 22:31:29 | 2009-12-09
Czy można mówić o "sztuce spowiadania"? - Oj można, można. I trzeba. Myślę, że trzeba mówić o sztuce spowiadania i sztuce spowiadania się. Po tak dobrym tekście pani Elżbiety i ojca Augustyna zostaje nam się modlić o dobrych spowiedników no i samemu "przyłozyć się" do dobrego przygotowania do spowiedzi. Chociaż i ja miewałem takie pragnienia jak teresa.
I jeszcze jeden komentarz, który nasuwa mi się po przeczytaniu tego artykułu - jakość naszego zycia religijnego jest też pochodną dobrej spowiedzi. I powinni na to zwrócić uwagę duszpasterze. Ale jak to zrobić gdy (własnie nadchodzi ten czas) w czasie rekolekcji odbywa się to taśmowo?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 22:21:22 | 2009-12-09
Chciałabym Joan, żeby tu gdzie mieszkam, było tak, jak  tam, gdzie Ty mieszkasz.
Ale czegoś takiego nie ma w całej diecezji( ełckiej), sprawdziłam telefonujac po tamtej przykrej przygodzie do kurii - nie ma stałego konfesjonału, są Msze do tego celu.
Z całą pewnością nie jest normalna sytuacja, kiedy w czasie Mszy są puste konfesjonały.
Trudno jest zwłaszcza, gdy ktoś tak, jak ja mieszka na wsi, nie ma żadnego wyboru, bo jest jeden ksiądz, jeżeli się nie chce korzystać na miejscu, to trzeba pojechać gdzieś dalej, na Mazurach odległości są duże.
Czego się można dowiedzieć ze strony internetowej diecezji ełckiej na ten temat, to zajrzyj i sam się przekonaj.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~joan 21:52:17 | 2009-12-09
Jaga, no to się sprawdza, kiedy jest spowiedź: przed Mszą, po Mszy,  "na dzwonek" do klasztoru ( jak w mojej byłej parafii) itd. A przykładowo tu gdzie teraz mieszkam, to spowiedź jest wyznaczona o konkretnej godzinie zupełnie w innym czasie niż Msze.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 21:45:33 | 2009-12-09
 Joan - " jeżeli komuś zależy na spowiedzi, to musi się trochę przłyożyć..." o czym Ty mówisz, jakie "w ciemno z biegu" ? Co się sprawdza ? Jasne, że spowiedż w czasie Mszy to kiepski pomysł z punktu widzenia penitenta, ale okazuje się, że i to bywa zbyt dużym oczekiwaniem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~joan 21:05:05 | 2009-12-09
Jaga, jeżeli komuś zależy na spowiedzi, to musi się trochę przłyożyć. Nie idzie się w ciemo z biegu, tylko sprawdza kiedy w parafii spowiadają albo czy są w mieście tzw. konfesjonały stałe. Spowiedź podczas Mszy, to nie najlepszy pomysł- za głośno i trudno się skupić. Trochę przykro,że ksiądz po Mszy też nie miał czasu, ale cóż- to też człowiek i ma różne problemy, a może umówił się już wcześniej z kimś innym? Smoczyco, nieładnie sugerować, że księża zakonni (i to jescze wybranych zgromadzeń) są jacyś inni- lepsi. Jeżeli chodzi o gotowość służenia wiernym to wszystko zależy od człowieka.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jaga 20:08:20 | 2009-12-09
Z  DIECEZJII EŁCKIEJ : w Ełku chciałam się wyspowiadać, poszłam do kościoła, przy ołtarzu koncelebra, konfesjonały puste, pomyślałam-spróbuję w innym kościele, podjechałam szybciutko samochodem do katedry, a tam-to samo(przy ołtarzu 3 księży, konfesjonały puste), w następnym(u kanoników reg.) również koncelebra i konfesjonały puste.Wróciłam do pierwszego kościoła, kończyła się Msza, poszłam do zakrystii poprosić księdza o spowiedż, gdy powiedział, że nie ma teraz czasu -  opowiedziałam o swojej wędrówce, mówiąc, że bardzo się starałam, żeby go nie fatygować.
Jak tu w ogóle myśleć o jakiejkolwiek sztuce spowiadania, w konfesjonale mam nadzieję na znalezienie najprostszej rzeczy - szacunku.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 14:01:06 | 2009-12-09
  Odkąd mam problemy z pamięcią i bywa ,że przed kratką konfesjonału pojawia się we mnie " biała plama" odczuwam pragnienie, aby kapłan po drugiej stronie zwyczajnie mi dopomógł- zapytał np. jak wygląda twoja relacja z Bogiem,modlitwa, niedzielna Eucharystia, relacje z bliźnimi, zadrość,pycha itd. W trakcie takiej spowiedzi okazałoby się,że grzechów jest dużo więcej, spisywanie ich na kartkach byłoby zbędne- nad sumieniem człowieka ,przynajmniej w zarysach dekalogu,grzechów głównych i cudzych... czuwałby przytomny, zdrowy,wrażliwy [[[umysł i sumienie]]].
Na koniec zapytałby-czy widzisz nad czym musisz pracować,co zmienić? Co postanawiasz, jak wynagrodzisz Bogu i innym zlo???  
Podsumowując tak przebiegająca spowiedź byłaby dłuższa,ale dokonanie "wspólnego" rachunku sumienia dopełniałoby warunki dobrej spowiedzi, oczywiście żal za zło i domowy rachunek sumienia byłby nieodzowny, ale owoce takiej spowiedzi byłyby większe, byłby to zalążek doskonalenia siebie na drodze do świętości, a nie każdego stać na renomowanego kierownika duchowego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~r.kozuchowski 12:32:49 | 2009-12-09
Jesteśmy "specyficznymi" grzesznikami. Bo jesteśmy badź "księciem", badź "ksieżniczką", a naszym Ojcem jest Krółów Król, Panów Pan. To ma dodawać nam otuchy,że kocha nas, takimi jakimi jesteśmy i pragnie byśmy się stali święci, nie oczekuje bezgrzeszności. Wstyd przy spowiedzi to jedno, ale jeśli ktoś się obawia, nichaj zaśpiewa sobie w duchu: Miłość ci wszystko wybaczy, smutek zamieni ci w śmiech........"

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?