Nie bój się dołączyć do drużyny szaleńców

(fot. shutterstock.com)

Nie bój się dołączyć do drużyny szaleńców, którzy nie boją się iść pod prąd. Jak Jezus i Stanisław. Nie bój się być inny niż wszyscy. Nie bój się słuchać swojego serca. Nie bój się.

 

Rodzina, jak rodzina: matka, ojciec, trzech braci, dwie siostry. Ojciec twardy, nie skory do okazywania uczuć, matka miała mało do powiedzenia. Materialnie nieźle im się powodziło.


W wieku 14 lat Stanisław jedzie do Wiednia, do szkoły. Cztery lata później umiera - już jako młody jezuita.


Nie chcę wam opowiadać słodkiej historii o słodkim młodzieniaszku, który tak był pobożny, że z tej pobożności szybko umarł. Dziś żyjemy w XXI wieku, inny jest świat, inne są problemy, którymi żyjemy. Co więc można powiedzieć o chłopaku żyjącym 400 lat temu?


Widzimy dziś w Ewangelii Jezusa, który ma 12 lat. Ta Ewangelia, nie mówi nam o słodkim nastolatku, który tylko się modli, nie mówi nam o Jezusku, który jest na każde zawołanie Maryi, nie mówi o jakimś nienaturalnym nastolatku, który nijak ma się do naszego życia.


Widzimy dziś Jezusa, który zwiewa rodzicom, znika na parę dni. Wiemy, co by się działo w naszych domach, gdybyśmy taki numer wywinęli. Domyślamy się, jak my byśmy zareagowali, gdyby zniknęły nasze dzieci.


Tymczasem Jezus odchodzi od swoich rodziców, ale idzie w swoja stronę. Nie znika, by wszystkim pokazać, co o nich sądzi. Ma cel, ma pragnienie. Coś w Jego sercu mówi Mu, że musi zaryzykować. Podejmuje wyzwanie, które później nazywa sprawami swojego Ojca.


Dla kogoś z zewnątrz mógł to być tylko wybryk ciekawskiego nastolatka, który, by sobie pogadać z uczonymi, oddala się od rodziców. Dla Niego samego było to zrealizowanie silnego pragnienia i poznanie, co jest Jego celem, co jest Jego drogą.


Podobnie ma się sprawa ze Stanisławem. Często postrzegamy go jako młodzieniaszka z pobożnie złożonymi rękoma, opisujemy go językiem wzniosłej religijności. Mówimy, że był wzorem pokory, czystości i modlitwy.


Tymczasem, prawda jest taka, że mamy do czynienia z człowiekiem niebanalnym. Człowiekiem, który, podobnie jak Jezus, ma cel. Który chce w swym życiu zrobić coś innego niż wszyscy jego kumple. Dobre wykształcenie i kariera stają przed nim otworem. Ale on zdobywa się na odwagę, by posłuchać swojego serca. Ona zaś mówi mu, by został jezuitą, nawet za cenę niezrozumienia i braku akceptacji rodziców.


Stają przed nami dziś dwie młode osoby, które trochę celowo odzieram ze świętoszkowatości, bo chcę byśmy zobaczyli, że chrześcijanin to ktoś, kto idzie za żywym człowiekiem, a nie za pobożnym życzeniem.


Wsłuchaj się w siebie. Postaraj się znaleźć odpowiedź na pytanie, co jest twoim pragnieniem, marzeniem. Nazwij swój cel.


A może nie masz żadnych pragnień, żyjesz z dnia na dzień, ze spotkania na spotkanie. Życie przecieka ci przez palce?


Nie wiem. Wiem jedno, że dziś jest dobry dzień na to, by zacząć pragnąć. By w swoim sercu wzbudzić duże pragnienia przygody, by zobaczyć, że pragnienia są po to, by je realizować, że są dla ludzi. Trzeba tylko chcieć. Nie bój się pragnąć. Nie bój się powiedzieć sobie i Bogu - chcę być człowiekiem przygody i pragnień, człowiekiem marzeń. Człowiekiem, który nie boi się zrobić czegoś wbrew wszystkim. Nie po to, by głupio zaznaczyć swoją obecność, ale by zawalczyć o swoje pragnienie i marzenie.


Nie bój się dołączyć do drużyny szaleńców, którzy nie boją się iść pod prąd. Jak Jezus i Stanisław. Nie bój się być inny niż wszyscy. Nie bój się słuchać swojego serca. Nie bój się.


Chce Wam powiedzieć, że odkąd poznałem Jezusa i za Nim poszedłem, uczę się dobrej ucieczki. Uczę się, żyć swoim życiem, uczę się uciekać - od swoich bliskich (by do nich często wracać), od swoich nałogów (by nie być niczyim niewolnikiem) od swoich przyzwyczajeń (by nie dać się rutynie).


Dlaczego Jezus? On nie pozwala mi brnąć w ślepe zaułki. On nie pozwala mi się poddawać. On jest takim Gościem, który, jak trzeba, mówi: "zmień kierunek", "nie oszukuj się".


Dołącz do Niego.

 

 


Redakcja DEON.pl poleca: 

 

K.O.S.T.K.A

Przemysław Wysogląd

 

Komiks K.O.S.T.K.A jest opowieścią o Stanisławie Kostce i jego bracie Pawle. Dwójce młodych ludzi, którzy wyruszyli w daleką drogę do Wiednia, by tam wejść w dorosłość. Obu niczego nie brakowało. Mieli miłość i wsparcie rodziny, zabezpieczenie finansowe, otwarte głowy i wolność wyboru. Dlaczego więc się poróżnili i dlaczego ich życie potoczyło się w tak różnych kierunkach?


Staszek Kostka jak każdy nastolatek miał pragnienia. Co więcej, umiał je wypowiedzieć przed samym sobą i przed swoimi bliskimi. Czy było to wtedy łatwe? Nie. To łatwe nie jest do dziś. Z jednej strony narażenie się na śmieszność i obawa przed odrzuceniem, z drugiej nasze lenistwo i wygoda. Czy to wszystko nie sprawia, że robimy mniej, niż jesteśmy w stanie zrobić?

Paweł Brożyniak SJ
 


Komiks to dość nietypowa forma mówienia o świętych, ale przecież bardzo dobrze wpisująca się w naszą współczesną cywilizację obrazkową. Żeby zaś dotrzeć do współczesnego człowieka, trzeba stosować współczesne środki.

Wojciech Ziółek SJ
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.98

Liczba głosów:

47

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~k 08:06:38 | 2012-09-19
kolejny bardzo dobry text o Stasiu - bardzo dziękuję! Bo niestety w parafi StKostki /nie jezuickiej/ nie uświadczysz takiego kazania w czasie odpustu.... Deon super jest !!!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~to moje zdanie 00:27:39 | 2012-09-19
Dzisiejsi kapłani nie są odważni. Nie głoszą odważnie słów Jezusa...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dorota 21:54:40 | 2012-09-18
 ~Wojtku świetne słowa, podziwiam ;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wojtek 19:08:04 | 2012-09-18
Dość mam całej tej cukierkowej świętości, obrazów rodem z katechizmów dla klas od I do III, na których Maryja w chwili zwiastowania ukazywana jest z klęcznikiem i książeczką do modlenia(!?), a narodziny Jezusa, to poprostu jakaś wycięta scena z teatru!?

Nie mówię, żeby teraz po kościołach wieszać naturalistyczne obrazy pełne krwi, ale chyba mało ludzi jest wstanie sobie wyobrazić jak naprawdę to mogło wyglądać. Że to Józef odebrał poród, że widział przy tym swoją żonę nago, umył ją i dziecko itd, itp.

I na dodatek był mężczyzną z Bliskiego Wschodu, gdzie po dzień dzisiejszy "honorowo" morduje się kobiety za samo podejrzenie zdrady. To że uwierzył w to co się dowiedział podczas snu(!?), że jego narzeczona  Maryja go nie zdradziła jest naprawdę niezwykłe. Jego wiara jest co najmniej równa wierze Abrahama!

Dlaczego Świętych ukazuje się jakby żyli w Matriksie? Dlaczego się ich tak "opakowuje" że na pierwszy rzut oka, traktuje się ich z przymróżeniem oka??

Czyż nie są jak rozgotowany ryż? Lekką papką, która może i syci, ale jest bez smaku? :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Poszukująca 15:07:33 | 2012-09-18
I tak trzymać. Genialny tekst dla wszystkich!!!!!!!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Nikomu nikogo 11:50:45 | 2012-09-18
Zadziwiające, że jak się człowiek stara tak na poważnie i radykalnie realizować naukę Jezusa to nawet duchowni patrzą na człowieka jakby właśnie wylądował z księżyca.... tak mi się zdaje, że dziś to dopiero trzeba byc szaleńczo zakochanym w Bogu by Nim żyć. Jedno w tym jednak jest pocieszające, że jak się kocha to opinie i spojrzenia innych stają się nieistotne a czasem nawet motywują by jeszcze bardziej do Boga przylgnąć, czego wszystkim życzę...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Agata 11:08:00 | 2012-09-18
Dzięki ! rewelacja ! ten artykuł dał mi do myślenia .

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook