Walka duchowa w chorobie psychicznej. Kiedy iść do psychiatry, a kiedy do egzorcysty?

Życie Duchowe
(fot. shutterstock.com)

Wątki religijne i metafizyczne pojawiają się często w doświadczeniach osób cierpiących psychicznie. Ich zmagania i problemy wyglądają jednak inaczej w przypadku na przykład dylematów egzystencjalnych czy kryzysów światopoglądowych, inaczej zaś w przypadku chorób, a raczej wypadałoby mówić - zaburzeń psychicznych.

 

Z urojeniami o treści religijnej spotykamy się w schizofrenii, w depresji endogennej mamy do czynienia z urojeniami potępienia, winy i kary, a z myślami obsesyjnymi o treści religijnej - w nerwicy natręctw. Swoistym przypadkiem granicznym jest tzw. opętanie: z punktu widzenia klasyfikacji psychiatrycznej rozumiane jako zespół psychopatologiczny z kategorii zaburzeń dysocjacyjnych, z punktu widzenia teologicznego - stan zniewolenia przez szatana.

 

Rozumienie własnego cierpienia w kategoriach religijnych, postrzeganie walki z chorobą jako walki duchowej nie jest bez znaczenia nie tylko dla wiary, ale i dla zdrowia. Osoby z urojeniami i (bądź) halucynacjami o treści religijnej mają tendencję do zachowań agresywnych czy też samobójczych. Osoby wierzące, które mają urojenia o treści religijnej, często biorą Biblię dosłownie i powołując się na jej autorytet, ranią się po to, aby ze swego ciała wypędzić grzech, pokonać w nim zło, zwyciężyć szatana. Urojenia o treści religijnej mają także wpływ na niechętne szukanie przez ludzi cierpiących na schizofrenię pomocy lekarskiej i korzystanie z lekarstw. Przypisywanie swego stanu wpływom "nadprzyrodzonym" wiąże się bowiem z oporem wobec farmakoterapii i kontaktów ze służbą zdrowia.
 
Jak pokazują badania, pacjenci cierpiący na urojenia o treści religijnej przeżywają swoją chorobę gorzej niż pacjenci cierpiący na schizofrenię, ale bez tego typu urojeń. Przejawia się to w gorszym funkcjonowaniu społecznym i występowaniu większej ilości halucynacji przez dłuższy czas. Badania na populacji osób cierpiących na urojenia paranoidalne (prześladowcze) pokazują, że przypisywanie ich występowania wpływom istot nadprzyrodzonych ma miejsce częściej wśród chrześcijan niż muzułmanów czy buddystów.
 
Zauważono również, że praktyki religijne są ściśle powiązane z występowaniem urojeń o treści religijnej, ale bycie osobą wierzącą nie jest koniecznym i jedynym warunkiem rozwoju tego typu urojeń. Najczęściej jednak to osoby religijne mają urojenia prześladowcze (odnoszące się do szatana bądź demonów), wielkościowe (związane z przekonaniem, że jest się Bogiem, Jezusem czy aniołem) lub deprecjacyjne (dotyczące przeświadczenia o własnym grzechu i niemożliwości jego przebaczenia).
   

Schizofreniczna metafizyka

 
Antoni Kępiński w Schizofrenii pisze: "świat schizofrenika wypełnia się tym, co nie stanowi zwykłej aparycji świata: tajemniczymi siłami, niewidzialnymi promieniami, śledzącymi oczyma, głosami rozkazującymi i potępiającymi, niezwykłymi postaciami - duchów, aniołów, diabłów, umarłych". Świat takiego człowieka jest "terenem walki przeciwstawnych mocy, zwykle o charakterze moralnym - dobra i zła, piękna i brzydoty, mądrości i głupoty.
 
Działanie na odległość może być bierne lub czynne. W pierwszym wypadku na chorego działają różne siły, w drugim on działa nimi na otoczenie. Pod zwykłym obrazem świata kryje się inny «prawdziwy». Chory jakby odkrył istotę rzeczywistości - kantowskie Ding an sich. Ludzie znają - w przekonaniu chorego - tylko jej pozory".
 
Metafizyczną tematykę "walki duchowej" pacjenta schizofrenicznego można umiejscowić w kontekście trzech głównych "bitew": ontologicznej, eschatologicznej i charyzmatycznej. Bitwa ontologiczna jest zmaganiem o zrozumienie istoty bytu, koncepcji człowieka i wszechświata. Bitwa eschatologiczna dotyczy końca świata i własnego zbawienia. Bitwa charyzmatyczna związana jest z przekonaniem o własnej wyjątkowości i misji, która ma często charakter iście mesjański.
 
Jak zauważa Kępiński, w percepcji chorego na schizofrenię wszystko wypełnia Boska lub szatańska substancja. świat przenikają tajemnicze energie, promienie, siły dobre i złe, fale wchodzące w ludzkie myśli i kierujące postępowaniem człowieka. Świat jest terenem walki szatana z Bogiem w obliczu apokalipsy, jaka ma wkrótce nastąpić. Religijne motywy katastroficznego obrazu nie idą jednak w parze ze światopoglądem z okresu przedchorobowego. Dość często się zdarza - pisze Kępiński - że ludzie głęboko religijni i tak wychowywani mają świecki obraz katastrofy świata, a przeciwnie, całkiem obojętni dla spraw religijnych przeżywają apokaliptyczne wizje o tematyce religijno-metafizycznej.
 
Chory psychicznie walczy, zmaga się, objawia mu się Bóg, święci, bohaterowie przeszłości, wielcy przodkowie, duchy zmarłych krewnych, współcześni wielcy ludzie. Rozmawia z nimi, czeka na ich znak, rozkazy, jest ślepym narzędziem w ich rękach. Wie, że walczą o niego złe siły, próbują go zniewolić, zawładnąć jego myślami i postępowaniem. Jednak czy jego wróg to wyłącznie jego symptomy? Treści urojeniowe pozostają w ścisłym związku z klimatem duchowym epoki i w dużej mierze są jego symbolicznym wyrazem, akcenty religijne, mistyczne są wciąż obecne w doświadczeniach halucynacyjnych, towarzyszących chorobom psychicznym. Czy w takim razie chory psychicznie walczy duchowo, czy może raczej jest duchowo obezwładniony i stąd jego walkę traktujemy jako oznakę i przejaw choroby?
 
Walka duchowa ma różne oblicza. By właściwie odpowiedzieć na powyższe pytania, trzeba wpierw nakreślić jej kontekst i napotykanego w niej "wroga". Spróbujmy zobaczyć, jak wygląda walka duchowa w rozwoju choroby psychicznej i "poza" nią. Choroba psychiczna stanowi bowiem zasłonę, jak i odsłonę dla zmagań o charakterze duchowym człowieka chorego, ale niepozbawionego przez to własnej duszy, nietracącego ipso facto łaski i wiary.
  

Przypadek Małgorzaty

 
Przez trzydzieści lat Małgorzata żyła w przekonaniu, że opętał ją szatan. Myśl, że upodobniła się do niego, naszła ją, gdy miała trzydzieści lat. Ze względu na ciężką depresję posłano ją do szpitala. W trakcie leczenia przeczytała powieść Johna Steinbecka Na wschód od Edenu. Znalazła w niej fragment, w którym - jak twierdzi - odnalazła opis samej siebie. Steinbeck przedstawiał potwory przychodzące na świat w ludzkich rodzinach. Jedne miały zniekształcone ciała, inne przychodziły ze zniekształconymi duszami.
 
Było to dla niej olśnienie. "Nagle zdałam sobie sprawę, że to, o czym czytam, jest prawdą". Małgorzata wzięła samą siebie za istotę ze zdeformowaną duszą. Jednak u siebie dostrzegła coś więcej.
 
W swojej duszy widziała nie tylko brak życia pochodzący od Boga, ale jego unieważnienie. Pogrążając się w pustej przestrzeni własnej duszy, uświadomiła sobie, że brak życia duchowego, myśl o "śmierci własnej" duszy, nie oddaje jeszcze tego, co przeżywa. Była przekonana, że jest zła, że jest złem, które pojawiło się na świecie. Zaczęła przyglądać się całemu swemu życiu i widziała oznaki tego procesu. To, co dotąd uważała za drobne przewinienia w stosunku do najbliższych i przyjaciół, było w rzeczywistości mackami złego.
 
"Wszystko widziałam w diabolicznym świetle". Zaczęła intensywnie myśleć o Holokauście, który miał miejsce w czasach jej dzieciństwa i który zawsze ją intrygował. Stwierdziła, że to ona była jego przyczyną. Problem nie leżał w tym, że była złą osobą. Mówiła: "Żyję poza Boską opatrznością", "Nie jestem w pełni człowiekiem". Powoli przyzwyczajała się do zmierzenia się z przekonaniem, jakie miała o sobie, że "przez trzydzieści lat była diabłem w ludzkiej skórze". Przez trzydzieści lat większość czasu spędziła "przykuta do łóżka". I choć jest to metafora, prawdą jest, że były to rzeczywiste "łańcuchy" psychiczne. Myśl o własnej śmierci wydawała jej się jedynym rozwiązaniem. Ponieważ była zakładniczką szatana, nie miała w sobie życia.
 
Dzisiaj Małgorzata żyje na przedmieściach Bostonu, w domu dla pensjonariuszy zmagających się z chorobą psychiczną; wciąż miewa ataki depresji, ale diabeł zniknął nagle z jej życia pięć lat temu. Psychiatrzy podawali jej w trakcie choroby wiele antypsychotycznych leków, ale żaden nie przyniósł takiej poprawy jak risperdal. Niedługo po tym, jak go zażyła, nagle zadała sobie pytanie: "A co stało się z szatanem?". W momentach remisji, kiedy jest w dołku z powodu depresji, wciąż powraca do niej myśl, że jest złą osobą. Nie ocenia się już jednak w kategoriach mieszkańca piekła stąpającego po ziemi. "Teraz mogę pomyśleć o sobie jako o grzeszniku, ale to już zupełnie inna rzecz. Bez względu na to, jak źle się ze mną dzieje, wiem, że Bóg mnie nie opuścił, że otacza mnie swoim światłem".
 
Uwolniona od "przekleństwa" bycia osobą potępioną, żyjącą poza dobrem i światłem, Małgorzata wróciła do społeczeństwa. Zaangażowała się w pracę na rzecz praw obywatelskich ludzi chorych psychicznie, jest aktywną parafianką w swojej wspólnocie kościelnej, napisała wiele artykułów na temat duchowości i choroby psychicznej. Wciąż cierpi z powodu głębokiego i chronicznego bólu, który opisuje jako fizyczny, ale rozumie jako duchowo-psychiczny, bólu, który jest czasami tak dotkliwy, że uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie.
 
Bierze lekarstwa przeciwdepresyjne, aby złagodzić owo cierpienie, ale odkryła, że najlepszym lekiem pomagającym rozpocząć dzień jest zabawa z matematyką. Odkąd zniknął z jej życia szatan, "oczarowały" ją rachunki. Rano wykonuje różne kalkulacje. "Nie potrafię tego wyjaśnić, ale kiedy tak obliczam różne rzeczy, ból przechodzi. Jestem uzależniona od liczenia" - mówi. Matematyka i modlitwa są dla niej sprzymierzeńcami w doświadczeniu ulgi. Polega na obu i chociaż jest osobą o raczej tradycjonalistycznej wierze, czasami nie jest pewna, czy matematyka i modlitwa nie jest tym samym. W jednym i drugim zapomina o sobie, otwiera się na coś poza nią samą. Bóg przecież różnie może się objawiać dla naszego dobra.
 
Niewątpliwie "cud" sprawił risperdal, ale czy odbył za nią duchową walkę? Małgorzata postrzega swoją chorobę w kategoriach duchowych i medycznych. W przeciwieństwie do większości osób w ostrej psychozie zdaje sobie sprawę, że religia mogła odegrać jakąś rolę w nadaniu treści jej urojeniom.
 
Jej rodzice nie byli religijni, więc wpływ ten nie miał miejsca w dzieciństwie. Będąc na studiach, zaczęła się głębiej interesować wiarą i, jak wspomina, właśnie wtedy religia stała się jej "obsesją". "Ciągle myślałam o grzechu, nie ma w tym niczego złego tak długo, jak długo pamięta się o Bożym przebaczeniu. Wydaje mi się, że o tym zapomniałam i stąd wzięła się ta cała sprawa z szatanem"6. Jej duchowa walka nadal trwa, ale jakże odmienne ma teraz oblicze... Nie jest to walka osoby, którą się nie jest, z istotą, która jest i zagraża. Małgorzata walczy heroicznie pomimo nachodzących ją ciemności. Nie z wymyślonym demonem, ale o Boga. W jej duszy panuje jednak spokój. Diabeł już nie straszy, "schizofreniczna pustka" wypełniona jest przebaczeniem.
  

Przezwyciężyć urojony heroizm

 
Chociaż w zachodnim modelu medycznym wiara w demony, a szczególnie w ich wpływ na cierpienie człowieka, jest traktowana jako sygnał bądź oznaka choroby ("religijne urojenie"), przypisywanie swego stanu zdrowia oddziaływaniom demonicznym można znaleźć w różnych kategoriach diagnostycznych, a nie tylko w psychozach. Tego typu atrybucje nie mogą być więc traktowane jako zwykłe urojenia. Stanowią one raczej część złożonego systemu atrybucji pacjenta, jego myślenia o chorobie, która musi uwzględniać czynniki kulturowe i religijne. Gdzie jest w tym wszystkim miejsce na autentyczną walkę duchową?
 
Z badań empirycznych wynika, że osoby z problemami psychicznymi często wolą zwracać się o pomoc bardziej do księdza niż do psychiatry, a około 80% pacjentów (medycznych i z zaburzeniami psychicznymi) zgłasza swoje problemy natury duchowej. Prawdopodobnie co drugi chory psychicznie nie podejmuje leczenia psychiatrycznego, a spośród nich co piąty zwraca się do księdza. Najczęściej postępują tak kobiety, mieszkańcy wsi oraz osoby głęboko religijne, unikające psychiatrycznej służby zdrowia z obawy przed dewaluowaniem ich wiary przez lekarzy (psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów).
 
Jednocześnie - jak wynika z badań - około 10% pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wierzy, że hospitalizacja psychiatryczna to kara za grzechy, a 19% uważa, że pokuta jest niezbędnym warunkiem powrotu do zdrowia. Bardzo duży procent pacjentów z rozpoznaniem schizofrenii, którzy są osobami wierzącymi, jest przekonanych, że ich choroba jest dziełem złego ducha (szatana), i około dwóch trzecich z nich szuka ratunku (pomocy) w egzorcyzmach czy innych praktykach związanych z uwolnieniem.
 
Niektórzy czują subiektywną poprawę po takich rytuałach, pozostając w kontakcie z lekarzem i dalej zażywając lekarstwa, ale nie widać u nich zaniku symptomów choroby. Inni, korzystając z "duchowych środków", mają nawroty psychozy, zwłaszcza kiedy z "pobudek religijnych" widzą w egzorcyzmie jedyny ratunek dla siebie i odrzucają kontakt z lekarzem, bądź ich bliscy zabraniają im tego, wierząc, że ich cierpienie ma podłoże duchowe i tylko kontakt z księdzem ma znaczenie.
 
W świetle tych danych rola właściwego kierownictwa duchowego staje się fundamentalnym wyzwaniem. To, jak dojrzale zareaguje na wyzwania duszpasterz oraz w jakim stopniu będzie umiał odróżnić treści religijne w chorobie psychicznej od przeżycia religijnego (naturalnego bądź patologicznego), może w zasadniczy sposób zadecydować o dalszych losach takich osób. Musimy bowiem pamiętać, że osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne (włącznie z tymi najcięższymi) mają swoje duchowe potrzeby, a w religii często szukają dla siebie ratunku.
 
To, że religijność może ulec zniekształceniu w trakcie choroby, nie jest jeszcze dowodem na to, że wiara tych osób jest kompletnie "zdegenerowana" i wynika z zaburzonego myślenia. Badania nad wpływem religijności na schizofrenię najczęściej koncentrują się na ostrej (psychotycznej) jej fazie, w której osoba jest zagubiona. To nie jest jednak całe jej życie. Musi o tym pamiętać zarówno lekarz, jak i sam pacjent. Poczucie opuszczenia ze strony Boga w chorobie nie oznacza, że "powróci" On, pod warunkiem iż osoba będzie zdrowa.
 
Niech dowodem tego będą poniższe słowa, które są również świadectwem udanej walki duchowej w schizofrenii: "Siostra zakonna zawsze mi mówiła, że Ewangelie przynoszą nam zupełnie nowe spojrzenie na życie, zmieniają perspektywę patrzenia o 180 stopni, ale nigdy tego nie rozumiałam. Pewnego dnia, już w trakcie choroby, stanęło mi przed oczyma całe moje życie. Okropnie było mi wstyd, miałam tyle pretensji do samej siebie za wszystkie głupie rzeczy, jakie w życiu zrobiłam, czułam się okropnie, dotknęłam dna i wtedy sobie powiedziałam: «Przecież Bóg mnie kocha, dla Niego coś znaczę, nawet jeśli jestem schizofreniczką, na zasiłku społecznym, jestem osobą, jestem Jego dzieckiem, mam swoją godność»".
 
Walka duchowa w chorobie psychicznej nie jest przeciwko komuś, jest walką o siebie, o to, aby nie zapomnieć o Bogu, kiedy naprawdę w życiu jest ciemno, a "pustkę" wewnątrz chce się zapełnić namiastką bliskości.
 

Jacek Prusak SJ (ur. 22 marca 1971) jezuita, psychoterapeuta, publicysta. Wstąpił do zakonu w 1992, po dwuletnim okresie formacji w Seminarium Diecezjalnym w Przemyślu. Przyjął święcenia kapłańskie 29 czerwca 2000.. Absolwent teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym "Bobolanum" w Warszawie oraz tzw. clinical social work (pracy socjalnej) ze specjalnością kliniczną w Boston College (USA). Obronił doktorat z psychologii klinicznej w Instytucie Psychologii UJ. Konsultant w Klinice Psychiatrii Dorosłych i Zakładzie Terapii Rodzin CM UJ. Członek redakcji "Tygodnika Powszechnego" (od 2007). Współpracownik kwartalnika "Życie Duchowe" (były zastępca redaktora naczelnego) oraz miesięcznika katolickiego "List". W 2010 wydał książkę "Poznaj siebie, spotkasz Boga".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.38

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

annaczerwi 21:22:53 | 2018-12-12
Osoby cierpiące psychicznie z województwa śląskiego zaprasza grupa duchowego wsparcia (wspólnota) www.zwrocenikuslabosci.org. Opiekunem jest psycholog z certyfikatem metody Open Dialog podejścia terapeutycznego skutecznego w leczeniu psychoz i pełnego iście chrześcijańskiego szacunku do człowieka. Interesuje nas przyczynowe i pełne nadziei oraz dynamizmu podejście do kryzysów psychicznych.
Nasza duchowość zrodziła się w Ruchu Rodzin Nazaretańskich, inspirujemy się też Wspólnotą Bożego Ojcostwa służąc szczególnie zranionym. 

Anna Czerwińska, opiekun wspólnoty wnuczka św.pamięci Gabriela Kalinowskiego, św ojca Rafała Kalinowskiego, który jeszcze zanim został karmelitą przyjaźnią i jezusową miłością wyprowadził swego przyjaciela z "obłędu"! Odwagi!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

gombrel 12:17:27 | 2017-10-10
Gdzie jest duszpasterstwo/grupy dla osób z zaburzeniami psychicznymi w Krakowie???
Ojciec Jacek pomija zaburzenia osobowości. Zło, które czyni osoba z zaburzoną osobowością. Czyni takie zło jako: żona, mąż, matka, ojciec, współpracownik.
Jeśli rodzic niszczy poczucie wartości swojego dziecka i obrzydza mu świat wałkując non stop temat zła na świecie i zła tkwiącego w samym dziecku. Czy taki rodzic grzeszy czy jest chory?????????????
Czy ma tylko zaburzenia osobowości (przyrodnicze) czy jest też lekko zniewolony przez zlego ducha (supranatura) obsesją zła obecnego na świecie.
Taki rodzic jest antyortodoksyjny (malum privatio boni est!) obsesyjnie uprzytomniając sobie i innym tego zła realnośc i siłę.
Co ojciec Jacek na takie uwagi?

Oceń 1 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~smutna90 15:07:33 | 2013-02-20
ja też choruje na urojenia na tle religijnym to było straszne........ lecze się i jest lepiej

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Agnes 02:07:13 | 2013-01-16
Ja z kolei mam irracjonalne lęki, każde słowo napisane pod moim adresem potrafi doprowadzić mnie do ataku histerii i wytrącić z równowagi na kilka dni, wydaje mi sie że ludzie zdalnie oddziałują na mnie żeby mi zaszkodzić, czy to już schizofrenia, powinnam położyć się do szpitala???

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~stokrotka 00:45:54 | 2013-01-16
Mam w bliskiej rodzinie osobę chorą (leczoną na schizofrenię paranoidalną od lat) u której obserwuję, że w świecie urojeń wątki religijne mają duże znaczenie. Cieszę się, że znalazłam w sieci jakieś wsparcie, informację że to się po prostu zdarza i raczej nie jest wynikiem opętania.
Tylko dalej wielu rzeczy nie rozumiem, mam wiele pytań i czuję się bezsilna. Bo to bardzo trudna choroba - dla samego chorego i dla rodziny. Wiem, że nie ma chorób łatwych. Ale całe to zaangażowanie w chorobę sfery duchowej powoduje, że chyba trudniej odnaleźć w tym sens i Bożą wolę.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gos.c 00:13:36 | 2011-01-13
Ze mną wszystko w porządku, czasami tylko wydaje mi sie, że jestem papieżem, wtedy błogosławię urbi et orbi, a najbardziej moim kochanym księżom, dla których zawsze mam gorące serduszko.

Oceń 6 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~KP 15:08:53 | 2010-02-24
Bardzo ciekawy i potrzebny artykuł. Ileż psychoz ma korzenie religijne. Zastanawiające, że Buddyści i Muzułmanie, jak pisze Autor rzadziej na nie zapadają. Czyżby katolicyzm sprzyjał psychicznym zaburzeniom? Sam ostatnio spotkałem dwie zakonnice w PZP. Bo i ja się leczę.

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Undset 21:26:37 | 2010-02-23
Mam podobny problem jak Róża. Jestem schizofreniczką paranoidalną z urojeniami religijnymi. Choruję od 19 lat. Przeszłam czterokrotnie sakramentalia w Archidiecezji Warszawskiej. Regularnie odwiedzam psychiatrę. Biorę leki. Wielokrotnie prosiłam osoby duchowne o  pomoc, o radę. Mam poszukać sobie terapeuty lub grupy wsparcia. Proszę o pomoc.  

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Maciek 22:31:50 | 2009-12-01
 po pierwsze urojenia paranoidalne nie są czymś równoznacznym z prześladowczymi. Urojenia prześladowcze, to klasa tematyczna urojeń, urojenia paranoidalne, a ściślej mówiąc zespół paranoidalny - to zespół nieusystematyzowanych, zmiennych w czasie urojeń( w skład których mogą, ale nie muszą wchodzić urojenia prześladowcze. Nieusystematyzowanie i zmienność urojeń odróżniają ten zespół urojeniowy od zespołu paranoicznego.
Choć często, ale nie zawsze urojenia, nawet o treści religijnej mają charakter eschatologiczny i ontyczny.
W opisie przypadku Małgorzaty mieszają się objawy depresyjne z schizofrenicznymi, warto więc podkreślić, że chodzi o schizofrenię paranoidalną i depresję w przebiegu tejże, a nie depresję jako samodzielną jednostkę chorobową.
Generalnie osoby cierpiące na różnego rodzaju zespoły paranoidalne, będąc przekonane o prawdziwości swoich urojeń nie mają z reguły motywacji do leczenia i nie chcą się leczyć i fakt, że urojenia mają czasami (często) charakter religijny nie ma tu znaczenia.
Przy powoływaniu się na opis prof.A.Kępińskiego opisywane są urojenia wpływu, owszem, często mają one charakter religijny, ale równie często dotyczą wpływu "kosmitów", "mafii", "satelitów" itd...
A tak na zakończenie - to bardzo dobrze, że się na takie tematy pisze i próbuje się zrozumieć skomplikowany styk duchowości i psychiki człowieka

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Odpowiedź 11:00:41 | 2009-11-30
Do Róży: [email protected]

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook