Dlaczego ja, charyzmatyczka, noszę szkaplerz?

Dominika Frydrych
(fot. wikimedia.org / Boston at English Wikipedia / CC BY-SA 3.0)

Czytałam podniosłe świadectwa "rozkochanych w Maryi", ludzi, których życie zmieniło się dzięki, jak wierzyli, szkaplerzowi i szanowałam tę duchowość. Chociaż, przyznaję, kompletnie jej nie rozumiałam.

 

Skąd wziął się szkaplerz?

 

Historia tych charakterystycznych materiałowych prostokątów połączonych sznurkiem zaczęła się od św. Szymona Stocka, angielskiego szlachcica i pierwszego generała zakonu karmelitów. Jak pisze sanctus.pl, "Matka Boża wyjawiła mu swoje pragnienie, aby przyłączył się do pewnych mnichów, którzy mieli przybyć do Anglii z góry Karmel w Palestynie, «przede wszystkim dlatego, że mnisi ci w szczególny sposób oddali się Matce Boga»". Stock podjął studia teologiczne i w 1213 wstąpił do zakonu karmelitów.

 

Trzydzieści osiem lat później, już jako jego generał zakonu, miał kolejne objawienie. Maryja wręczyła mu szkaplerz i powiedziała: "Weź, Najukochańszy Synu, ten szkaplerz twego Zakonu, jako wyróżniający znak i symbol przywilejów, który otrzymałam dla ciebie i dla wszystkich synów Karmelu. Jest to znak zbawienia, ratunek pośród niebezpieczeństw, przymierze pokoju i wszechwieczna ochrona. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego."

 

Tak narodził się szkaplerz Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel.

 

Przeczytaj też: 5 ciekawostek z życia Maryi, o których mogliście nie wiedzieć >>

 

Obietnice i obowiązki

 

Obietnice są nastepujące: "kto umrze odziany w szkaplerz, nie dozna ognia piekielnego" oraz zostanie wyzwolony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci (tzw. przywilej sobotni).

 

A jakich zobowiązań podejmuje się osoba nosząca szkaplerz? To noszenie szkaplerza i codzienne odmawianie wyznaczonej przez kapłana nakładającego szkaplerz modlitwy (najczęściej jest to modlitwa maryjna: Zdrowaś, Mario, Pod Twoją obronę lub Witaj, Królowo), a także troska o swoje zbawienie i naśladowanie Maryi.

 

Od handlu do relacji

 

Prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że kiedykolwiek mnie to poruszy. Czytałam te wszystkie obietnice związane ze szkaplerzem i czułam tylko dystans. Te "przywileje sobotnie", wszystkie "gwarancje zbawienia", że "nie zaznasz ognia piekielnego" brzmiały dla mnie, neofitki, która nagle odkryła nieskończoną miłość Trójjedynego Boga, cokolwiek obco. Czytałam podniosłe świadectwa "rozkochanych w Maryi", ludzi, których życie zmieniło się dzięki, jak wierzyli, szkaplerzowi i szanowałam tę duchowość u innych. Chociaż, przyznaję, kompletnie jej nie rozumiałam - sama słyszałam te wszystkie obietnice tylko w kluczu handlowania i magicznych rytuałów, opartych na strachu przed potępieniem. Ja założę dwa kawałki materiału i odmówię modlitwę, a Ty uchronisz mnie przed piekłem. Po co mam w to wchodzić? Gdybym przestała przyjmować Jego miłość i próbować odpowiadać na nią swoją miłością, a zaczęła ze strachu zabezpieczać się przed potępieniem - tak wtedy myślałam - to czego to będzie warte? Wolę dbać o relację z Nim, a sakramenty, Słowo i modlitwa są wystarczające. Czerna była więc po prostu sympatycznym przystankiem na Pielgrzymce Dominikańskiej. Co roku czwartego sierpnia siadamy tam w cieniu pod murkiem, odpoczywając po półgodzinnej wspinaczce stromym podejściem pod klasztor.

 

Zmiana zaczęła się chyba razem z odfałszowaniem spojrzenia na Maryję. To wydarzyło się tylko dzięki Słowu. Raz usłyszane "zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2, 5) poprowadziło w nieznane kierunki. Sprawiło, że - ku własnemu zaskoczeniu - zaczęłam odkrywać, że ta "serdeczna Matka", którą "płacz sierot do litości wzbudzi" wcale nie jest kobietą, która podstępem i w zamian za garść modlitw ratuje dzieci przed surowym Bogiem Ojcem z rózgą. To kobieta, która nieustannie Go słucha. I właśnie tego chce mnie nauczyć: słuchania Go i przyjmowania tego, co On proponuje. Przełom!

 

Tylko jak ma się do tego szkaplerz?

 

Skłamałabym, pisząc, że przyjęłam go z pieśnią pochwalną na ustach. Chociaż coraz bardziej zbliżałam się do Maryi, wierząc już, że obie mamy wzrok skupiony na Nim - chociaż ona przyjęła Go w pełni, a ja raz po raz się wykolejam - tak szkaplerza nadal nie rozumiałam. Gdybym miała ważyć kolejne "za" i "przeciw", i szukać argumentów, pewnie zastanawiałabym się do dziś. Wtedy poszłam za intuicją. Szkaplerz nałożono mi czwartego sierpnia 2016 roku, w Czernej, tuż po odpoczywaniu pod murkiem.

 

Zobacz też: Nie módl się na różańcu, jeżeli nie chcesz >>

 

Co zmieniło się przez te trzy lata?

 

Dziś patrzę na niego z czułością. W pobożnych kręgach nazywa się go "zbroją", a to tylko mały, niepozorny, łatwy do wykpienia symbol wielkich obietnic. Jest dla mnie codziennym przypomnieniem o tej, która uwierzyła Bogu w pełni i która chce mnie tej wiary uczyć. Jest przypomnieniem o Tym, za którym niesamowicie tęsknię i wzmocnieniem nadziei, że będę z Nim twarzą w twarz.

 

Bliskie stało mi się też to, o czym pisał Marcin Jakimowicz w swoim tekście "Zbroja", przypominając wiekową dominikańską intuicję: "Trzymać się płaszcza Matki - to najpewniejsza droga do nieba. To opowieść o szkaplerzu. Bo przyjęcie tego sakramentalium to dosłowne potraktowanie słów pieśni «Pod Twój płaszcz się uciekamy»." To nawiązuje też do pierwotnego rozumienia szkaplerza - nazwy wierzniej części habitu, szerokiego materiałowego pasa z otworem na głowę, który nakrywa barki oraz sięga na plecy i na piersi. Szkaplerz jest okryciem i płaszczem. A nieufność, strach i cynizm zamieniły się zaufanie, budowanie relacji i uznanie, że potrzebuję wsparcia z góry.

 

Zauważam też coś, co wtedy zupełnie pomijałam - jestem częścią rodziny karmelitańskiej. Niewidzialny krwiobieg łączy mnie z takimi ludźmi jak św. Teresa z Lisieux, św. Teresa od Krzyża, św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) czy św. Jan od Krzyża, a wszystkie duchowe dobra Zakonu związane z modlitwami, postami czy ofiarami dotyczą również mnie. Nie mogę tego uchwycić, zmierzyć ani udowodnić - to dobro dostępne wyłącznie przez wiarę.

 

Jak zresztą cała ta rzeczywistość.

 

***

 

Korzystałam z tekstów:

 

- "Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel i Szkaplerz Karmelitański" ze strony sanctus.pl

- "Zbroja" M. Jakimowicz, Gość Niedzielny 22/2014

 

Dominika Frydrych - redaktorka i dziennikarka DEON.pl. Autorka książki "Pełnymi garściami".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?