Czy Bóg nas karze?

Życie Duchowe
(fot. GoodStudio / shutterstock.com)

Nie ma kary. Są konsekwencje. Bóg jest tak dobry, że Jego dobroć nie pozwala Mu na karanie. To dość logiczne dla wierzącego w Boga. Taka perspektywa pozwala patrzeć na biblijnego, karzącego Boga jedynie jak na ludzkie wy­obrażenie Boga mające zaspokoić naszą potrzebę. Jaką potrzebę?

 

Chodzi o potrzebę kary. Albo lepiej: o potrzebę kary nieuchronnej. Ponieważ ludzka sprawiedliwość nie zawsze dopada krzywdzicie­li, to chcielibyśmy, by ich dopadła kara z ręki Boga. Teraz lub po tamtej stronie czasu.

 

Jak nam się wydaje, wielu złoczyńców nie dotykają konsekwen­cje ich złoczynienia. Powodzi im się dobrze i to często dzięki krzywdom, które wyrządzili. Skoro nie ma konsekwencji, to niech przynajmniej będzie kara rozumiana jako taka sztuczna konse­kwencja, arbitralnie narzucona, wymyślona na przykład przez ro­dzica, wychowawcę, Boga. Ma ona mieć cel wychowawczy, odstra­szający, a także budujący jakieś poczucie sprawiedliwości. Bywa, że przybiera formę pokuty jako element odwrócenia się od złoczy­nienia oraz karania samego siebie.

 

Bywa też, że mamy ochotę na zemstę. Ma zaboleć. Nie chodzi o wy­chowanie, o sprawiedliwość czy nawet o wyrównanie krzywd, lecz bardziej o strach, o to, by się bano nas zaatakować. A może po pro­stu o odreagowanie bólu i upokorzenia, jakiego doznaliśmy? Nie zawsze dajemy radę, dlatego nieraz wolimy "zostawić zemstę Bogu".

 

Czy to wszystko oznacza, że wolno nam wymagać od Boga, by ka­rał w naszym zastępstwie, zwłaszcza gdy jako ludzie jesteśmy na tym polu nieskuteczni? A przynajmniej, czy uprawnione jest wy­myślanie takiego obrazu Boga, Boga karzącego?

 

Odpowiedź na to pytanie zależy pewnie od sposobu na zmienianie (zbawianie?) świata, jaki wybieramy. Możemy ulepszać za pomo­cą kija lub marchewki. Ktoś powie, że kija i marchewki. Ale czy to możliwe? Czy używanie kija nie niweczy potencjału marchewki? Wydawałoby się, że jedno napędza drugie, że im bardziej ucieka­my od kija, tym bardziej gonimy za marchewką. I pewnie jest to jeden z mechanizmów napędzających wyścig szczurów. Ale czy taki wyścig zbawia? Czy ktoś, nad kim wisi możliwość kary, może być w pełni szczęśliwy?

 

Perspektywa kary wywołuje lęk. A lęk zabija miłość. Jak długo moż­na kogoś kochać i jednocześnie się go bać? Taki koszmar prędzej czy później powinien się skończyć, jeśli chcemy mówić o zbawie­niu. To lęk zabija ufność. Zwłaszcza podczas trudnych chwil. To lęk i jego "rozbujanie" jest istotą tego, co nazywamy grzechem pierworodnym, a co jest ludzką kondycją wołającą o wybawienie. Czy nie jest absurdem próba leczenia lęku karą?

 

"Przestraszyłem się i ukryłem" (por. Rdz 3,10) - te słowa wskazu­ją na postawę, jaką zwiemy konsekwencją grzechu pierworodne­go, czyli sytuacji wspólnej dla wszystkich ludzi. Człowiek się boi i się ukrywa. Boi się i się odgradza. Czy zbawienie ma polegać na wzmacnianiu tego lęku? Tak zwana kara Boska byłaby działaniem antyzbawczym, byłaby tryumfem zła.

 

Używając języka chrześcijaństwa, możemy powiedzieć, że Chry­stus po to umarł i zmartwychwstał, byśmy się już nie bali Boga i nie ukrywali przed Nim. W takim kontekście kara Boska byłaby niweczeniem tego dzieła odbudowywania wspólnoty między Bo­giem a Człowiekiem.

 

A jednak taka wspólnota wydaje się wymagać (czy domagać) har­monii, przywrócenia porządku, poczucia pierwotnego szczęścia. Czy jest to możliwe, jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony? Gdy bra­kuje elementarnej sprawiedliwości? W takiej perspektywie kara Boska wydaje się konieczna dla przywrócenia sprawiedliwości, dla wyrównania krzywd.

 

I tu dochodzimy do ważkiego pytania o kształt wspólnoty, zwłasz­cza wspólnoty międzyludzkiej. Jest to pytanie o wizję szczęścia wiecznego. Spotykamy się generalnie z dwoma wyobrażeniami. Jedno jest hierarchiczne, drugie bardziej równościowe.

 

Według pierwszej wizji w niebie nie będziemy jednakowo szczę­śliwi. Jedni sobie zasłużą na większe szczęście, inni na mniejsze. Próbuje się to powiedzieć w bardziej "strawny" sposób, że wszyscy dostaną do pełna, ale jesteśmy różnymi naczyniami, stąd te "peł­nie" będą zróżnicowane. Inaczej mówiąc, jedni bardziej, a drudzy mniej są dojrzali do szczęścia.

 

Tylko że takie wyobrażenie jest podstawą myślenia o czyśćcu (przedsionku nieba mającym swój kres), a nie o niebie, nie o szczę­ściu wiecznym. To w czyśćcu miałby być czas na dojrzewanie dla tych, którzy tego nie zrobili w doczesności. A ponieważ ludzie doj­rzewają poprzez przezwyciężanie kryzysów, to jest tu miejsce na trud, na cierpienie, na pokonywanie samego siebie, na wznosze­nie się ponad swój egoizm, czyli też na coś, co może być odbiera­ne jak odbywanie kary.

 

Drugi sposób myślenia o wiecznej szczęśliwości podkreśla coś in­nego: żeby być w pełni szczęśliwym, potrzebujemy, by i inni byli w pełni szczęśliwi. Świadomość tego, że ktoś jest mniej szczęśliwy ode mnie, nie budzi mojej satysfakcji (jak to bywa w naszej obec­nej "sąsiedzkiej" codzienności), lecz wręcz odbiera mi radość. Jak można być w pełni szczęśliwym, gdy ktoś odbywa karę? Mówiąc radykalnie: istnienie potępionych, ukaranych uniemożliwia peł­nię szczęścia. To rana na ciele wspólnoty ludzkiej i udawanie, że jej nie ma, byłoby wyrazem strachu przed Bogiem, a więc niezbawie­nia. (Gdy tylko udajemy, że jest nam absolutnie dobrze, to znaczy, że boimy się tego, kto nas obdarzył takim stanem). Istnienie kary wiecznej wykluczałoby istnienie szczęśliwości wiecznej.

 

Jednak i ta druga wizja budzi sprzeciw wielu ludzi. Buntują się na myśl o powszechnym zbawieniu, to znaczy na myśl o takiej sytuacji, gdy piekło jest puste. Trudno im się pogodzić z perspek­tywą nieba, w którym byliby szczęśliwi razem ze swoimi oprawca­mi (chociaż nawróconymi). Gdy nie jesteśmy w stanie przebaczyć, trudno nam wyobrazić sobie pojednanie w wieczności. Wręcz wy­daje się nam, że warunkiem prawdziwego szczęścia (głębokiej ulgi) jest trzymanie pewnych osób jak najdalej od nas.

 

Ale czy wiszący nad nami brak pojednania nie jest zadrą, nie kła­dzie się cieniem?

 

Tu powstaje pytanie o rolę kary (Boskiej?) w umożliwieniu pojed­nania. "Wybaczę ci, jeśli się nawrócisz" - taki warunek wydaje się jak najbardziej na miejscu. "Wybaczę ci, jeśli zostaniesz ukarany" - taki już niekoniecznie. A: "Wybaczę ci, jeśli odpokutujesz"?

 

Czy kara jest integralną częścią pokuty? Czy konsekwencje grze­chu to to samo co kara?

 

Weźmy za przykład zdrajcę, który w konsekwencji swojego czy­nu jest samotny. Przebaczymy mu, bo się już dość wycierpiał? Czy raczej dlatego, że naprawdę żałuje i szczerze chce się poprawić? Można się zaciąć w cierpieniu. Nawet niepoddawanie się wobec kary można uznać za bohaterstwo. Do tego dochodzi taki natu­ralny odruch, że jak widzimy cierpiących, to mamy tendencję do przyznawania im racji (albo choćby tylko do rozumienia ich ra­cji), nawet gdy byli wrogami. Rodzi się zwykła litość i wtedy to męczennik ma rację, a nie jego kat (chociaż wcześniej mogliśmy inaczej oceniać ich spór).

 

Czy to taki proces powinien otwierać bramę do nieba? Czy tak na­leży rozumieć Jezusowe słowa: Komu odpuścicie, będzie odpusz­czone, a komu nie, to nie (por. J 20,23)? Czy kara jest warunkiem koniecznym dla pojednania?

 

Wydaje się, że są tacy ludzie, których inaczej nie da się przekonać do tego, by wybaczyli. Jeśli nie zobaczą kary, to nie wybaczą. Ale czy to właśnie nie oni potrzebują nawrócenia?

 

Wydaje mi się, że gdy myślimy o tych sprawach i coś sobie wy­obrażamy, tworzymy obrazy (nasze obrazy) Boga i nieba, to mamy problem zwłaszcza z takimi pojęciami jak pełnia i wieczność. Nasze doświadczenie to doświadczenie doczesności, ograniczenia w cza­sie i przestrzeni. Może mamy jakieś przebłyski pełni podczas ta­kiej czy innej ekstazy, ale i one są ograniczone, skończone. Trudno nam wyobrazić sobie, jak będziemy przeżywać radość z pojedna­nia, na które mamy całą wieczność. Trochę niewyobrażalna jest absolutna bliskość ze wszystkimi, skoro teraz zazdrośnie strzeże­my bliskości z nielicznymi.

 

To samo dotyczy kary. Skoro konsekwencje zła zostaną już cał­kowicie przezwyciężone, jaki sens będzie miało produkowanie sztucznych konsekwencji polegające na nakładaniu kary?

 

W naszym tu i teraz dostrzegamy, że kara ma jakąś funkcję wycho­wawczą. Musimy jednak pilnować się, zastanawiać się nad tym, jaki obraz Boga malujemy wobec tych, których chcemy wychować. Bo co pomyślimy sobie o rodzicach, którzy lubią karać? Nie tyle czują, że muszą nieraz wyjątkowo wyznaczyć jakąś karę i robią to niechętnie, co po prostu znajdują w karaniu przyjemność, umoc­nienie poczucia własnej siły i pozycji.

 

Co ludzie czują do Boga, gdy straszymy ich karą Boską? Czy przy­padkiem nie ukrywają się w krzakach? Czy potrafimy wtedy (lub przynajmniej próbujemy) wytłumaczyć Boga, Jego karanie?

 

Tekst pochodzi z najnowszego numeru "Życia Duchowego" (nr 97/2019). Więcej znajdziesz tutaj.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.89

Liczba głosów:

27

 

 

Komentarze użytkowników (22)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

saska.kempka 13:31:59 | 2019-01-05
Kolega asdf12 zręcznie posługuje się Pismem św. (choć jest niekonsekwentny, bo raz pisze że jest ono pełne metafor i nie można brać tego literalnie, a inym razem wyciąga wnioski z dosłownego traktowania Biblii).
Ale to co wypisuje zdaje się być dalekie od doktryny katolickiej.

Oceń 321 319 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:18:39 | 2019-01-05
Do ''patyk''

Przeczytaj dokładnie a zrozumiesz prawdę i nie wypisuj więcej nieprawdy.

Wykorzystano stronę:
http://eliasz.dekalog.pl/goscie/palla/pieklo.htm

Jak rozumieć biblijne teksty, które wspominają "piekło"? Otóż słowo to w języku hebrajskim brzmi szeol, zaś w greckim najczęściej hades. Oba oznaczają "krainę umarłych" lub "grób". Najczęściej chodzi o "grób", jak na przykład w tekście: "I wydało morze umarłych, którzy się w nim znajdowali, również śmierć i piekło [grób - gr. hades] wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni każdy według uczynków swoich" (Ap.20:13-14).
Gehenna to inne greckie słowo tłumaczone jako "piekło". Pochodzi od doliny Hinnoma, w której spalano ofiary demonom (2Krl.23:10). Dolina ta symbolizuje jezioro ognia, które zniszczy wszystko, co znalazło się pod wpływem demonów. Spłoną w nim niezbawieni: "Bójcie się tego, który gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła" (Łk.12:5). Spłonie w nim Szatan i jego aniołowie (Ap.20:10). Jezus zapowiedział to wyraźnie w przypowieści o kąkolu, mówiąc:

Oceń 19 145 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:16:15 | 2019-01-05
"A nieprzyjaciel, który go posiał, to diabeł, a żniwo, to koniec świata, żeńcy zaś, to aniołowie. Jak tedy zbiera się kąkol i pali w ogniu, tak będzie przy końcu świata." (Mt.13:39-40)
Najczęstszym argumentem na rzecz piekła jest przypowieść o ubogim Łazarzu spoczywającym na łonie Abrahama oraz bogaczu znoszącym męki w otchłani (Łk.16:19-31). Analizując jej treść musimy wziąć pod uwagę, że przypowieści Chrystusa miały charakter metaforyczny, a nie literalny, dlatego nikt nie rozumie literalnie kąkolu, panien, monet, owiec, pereł, ryb i kóz, które w nich występują.
Zgodzimy się, że przypowieść o bogaczu i Łazarzu nie może być równocześnie dosłowna i figuratywna. Jeśli chcemy ją rozumieć dosłownie, wówczas musimy przyjąć, że po pierwsze, łono Abrahama pomieści wszystkich zbawionych; po drugie, że niebo i piekło są dość blisko, aby ich mieszkańcy mogli ze sobą gaworzyć; po trzecie, że zmarli zabierają ze sobą do piekła czy niebia ciało z oczami, językiem, wargami oraz jego fizycznymi potrzebami, co jest sprzeczne ze słowami ''że ani ciało ani krew nie osiagną Królestwa Niebieskiego ''. Nietrudno się przekonać, że literalność w rozumieniu przypowieści prowadzi do absurdu.
Przypowieść o bogaczu i Łazarzu była metaforą odnoszącą się do chciwości faryzeuszy (Łk.16:14), którzy nauczali, że bogactwo dowodzi Bożego błogosławieństwa, zaś bieda jego braku. Bogacz reprezentował Żydów, zaś biedak pogan, których faryzeusze uważali za niegodnych zbawienia. Wysoce figuratywnym językiem Jezus zabezpieczył tę przypowieść przed niepożądanymi wnioskami odnośnie stanu umarłych czy kary dla niepobożnych.

Oceń 16 169 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:14:08 | 2019-01-05
Pismo Święte mówi, że zmarli są w swoich grobach (Hi.17:13; 7:9-10) i że usłyszą głos Chrystusa w swoich grobach (J.5:28-29), nie zaś w niebie czy piekle. Biblia uczy, że nagrodę ludzie otrzymają podczas powtórnego przyjścia Chrystusa, a nie po śmierci (Mt.16:27).
Słowo Boże mówi, że "zapłatą za grzech jest śmierć" (Rz.6:23), a nie wieczna męka. Znajdziemy w Biblii kilka miejsc, gdzie mowa o "wiecznej" lub trwającej "na wieki" karze, ale pomaga je zrozumieć list Judy, w którym czytamy, że Sodoma i Gomora "stanowią przykład kary ognia wiecznego" (Jd.7). Ogniem, który je strawił był "ogień wieczny", a jednak już nie płonie tam, gdzie leżały owe miasta. Słowo "wieczny" odnosiło się nie do czasu trwania, ale
Kolejnym biblijnym przykładem ognia wiecznego (płonącego na wieki wieków) jest kara nałożona niegdyś przez Boga na Edom: "Ani w nocy, ani w dzień nie zgaśnie, jego dym wznosić się będzie zawsze; z pokolenia w pokolenie będzie pustynią, po wieki wieków nikt nie będzie nią chodził" (Iz.34:10). Na terenie dawnego Edomu nie wznosi się już dym, gdyż to nie ogień miał być wieczny, lecz jego rezultaty. Taki sam "wieczny" ogień spalił Sodomę i Gomorę (Jd.7). Arcybiskup William Temple napisał słusznie:
"Jedno możemy orzec z całą pewnością: Wieczne katusze są wykluczone. Ludzie zapożyczyli grecką, niebiblijną naukę o nieśmiertelności duszy. Z tym uprzedzeniem w umysłach czytają

Oceń 24 180 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:12:21 | 2019-01-05
Nowy Testament. Bez tego na pod-stawie samego Nowego Testamentu dowiedzieliby się o wiecznym zniszcze-niu, zamiast o wiecznej męce. To ogień nazwany jest aeonian [wiecznym], a nie wrzucone weń życie."(1)
Frazy "zawsze" i "na wieki wieków" mają w językach hebrajskim i greckim cha-rakter względny, oznaczając okres potrzebny do zakończenia danej aktywności. Często chodzi o okres życia danego człowieka. (2) Na przykład niewolnik miał służyć swemu panu "na zawsze", czy "na wieki wieków", co oznaczało "do końca życia" (Wj.21:1-6).
Biblia nazywa ogień Boży "nieugaszonym" (Mt.3:12), gdyż nic go nie stłamsi. Jeremiasz zapowiedział, że Babilończycy spalą Jerozolimę "ogniem nieugaszonym" (Jer.17:27). I tak się stało. Miasto zostało zniszczone, ale ten ogień już nie płonie.
Pismo Święte wielokrotnie mówi, że niepobożni zginą, (3) a nie, że będą cierpieć wieczne męki. Apostoł Piotr napisał, iż "teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi" (2P.3:7). Alternatywą dla życia wiecznego jest śmierć, a nie wieczne męki. Jezus powiedział: "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jedynego dał, aby każdy kto weń wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J.3:16).
Wielu chrześcijan ze zgorszeniem wspomina chrześcijaństwo inkwizytorów, czy okrucieństwo hitlerowców, jednocześnie bezkrytycznie akceptując pogański koncept piekła, który czyni z Boga sadystę jeszcze gorszego niż oni, bo bezcelowo znę-cającego się w nieskończoność nad ogromną liczbą dorosłych i dzieci!

Oceń 20 176 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:10:00 | 2019-01-05
Bóg musi zniszczyć grzech, a z nim grzeszników, to rzecz oczywista i pewna. Nie ma On jednak przyjemności w znęcaniu się nad nimi przez wieczność: "Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - nie mam upodobania w śmierci bezbożnego, a raczej, by się bezbożny odwrócił od swojej drogi, a żył" (Ez.33:11).
Stwórca miłuje wciąż nawet tych, którzy stanęli w opozycji do Niego. Udo-wodnił to oddając samego siebie ma krzyżu za nas, gdy jeszcze byliśmy Jego nieprzyjaciółmi: "Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł" (Rz.5:8).

Bóg nie może jednak tolerować grzechu, dlatego ci, którzy odrzucili dar zbawienia w Chrystusie, muszą ponieść śmierć wraz ze swym panem - Szatanem (Hbr.2:14). Nie ma jednak potrzeby, aby cierpieli w nieskończoność.

Biblia mówi wyraźnie, że "karą za grzech jest śmierć", a nie wieczne męki (Rz.6:23). 182 razy Biblia mówi o unicestwieniu niesprawiedliwych. 98 razy w Starym Testamencie i 84 razy w Nowym Testamencie.


Diabeł i niepobożni wrzuceni zostaną do jeziora ognia i siarki (Ap.20:10), które Biblia nazywa "drugą śmiercią" (Ap.21:18), bo z niej nie ma już zmartwychwstania Grzesznicy poniosą karę współmierną do swych grzechów (Mt.11:24; Gal.6:7) oraz do posiadanej świadomości (Łk.12:47-4

Oceń 21 187 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

asdf12 09:07:16 | 2019-01-05
). Jedni spłoną jak chrust, inni jak grube konary (Mal.3:19). Najdłużej płonąć będzie Lucyfer, gdyż na niego spadną grzechy zbawionych, które zostały wymazane z ksiąg niebiańskich i wyniesione ze świątyni niebiańskiej przez jej Arcykapłana, podobnie, jak to miało miejsce w świątyni izraelskiej w Dniu Pojednania, kiedy arcykapłan wynosił z niej wyznane wciągu roku przez lud Boży grzechy, aby złożyć je na głowę kozła "dla Azazela", pomimo, że wcześniej poniósł za nie ofiarę kozioł "dla Pana".
W końcu jednak i Szatan stanie się tylko popiołem (Ez.28:18). Biblia mówi: "Jeszcze trochę, a nie będzie bezbożnego; Spojrzysz na miejsce jego, a już go nie będzie" (Ps.37:10). Robak drążący niepobożnych nie zginie, a ogień nie zgaśnie, dopóki nie pochłonie ich ostatniej cząstki (Iz.66:24; Mk.9:48; Mal.3:19-20). Grzesznicy nie zmartwychwstaną już nigdy - "będzie z nimi tak, jak gdyby ich nigdy nie było" (Ab.1:16).
Biblia mówi, że piekło - jezioro ognia - zostało "zgotowane diabłu i jego aniołom" (Mt.25:41). Szatan nie jest zachwycony ideą unicestwienia. Posunął się do rebelii, aby stanąć na równi z Bogiem, toteż pycha nie pozwala mu przyznać, że jest istotą śmiertelną (J.8:44). Woli, aby widziano go, jako pana piekieł, znęcającego się nad tymi, których ogłupił na ziemi. Młodzi ludzie wybierają dziś czasem świadomie Lucyfera za swego pana, wchodząc w szeregi satanistów. Żywią nadzieję, że po śmierci, zamiast znosić tortury z jego ręki, będą mu asystować w tym dziele.
Wbrew tej klechdzie, bez Jezusa nie ma życia wiecznego: "Kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota" (1J.5:12).

Za pośrednictwem doktryny o piekle diabeł - władca tego świata  przypisuje Bogu swój własny okrutny charakter. Dlatego nauka ta zamiast prowadzić niewierzących do Boga, odpycha od Niego, i wywołuje bunt. Wierzących zaś pozbawia pewności zbawienia, budząc strach, który nie należy do owoców Ducha Bożego (1J.4:18-19).

Oceń 22 194 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

patyk 21:30:35 | 2019-01-04
wow! pierwszy raz w dużym stopniu zgadzam się z ojcem Siepsiakiem.
Mam jednak pewne wątpliwości odnośnie myśli, że argumentem za wiecznym potępieniem jest to, że komuś trudno się "pogodzić z perspek­tywą nieba, w którym byliby szczęśliwi razem ze swoimi oprawca­mi". To nie tak! Stan piekła wybiera dobrowolnie ten kto nie chce byc z Bogiem - Bóg nikogo nie zgwałci i nie sprowadzi na siłę do piekła. To jest argument za wiecznym potępieniem.
Ponadto twierdzenie, że szczęście w niebie mogłoby być niepełne gdyby część osób była potępiona trąci herezją - oznacza bowiem, że Bóg nie może być w pełni szczęśliwy bez ludzi, a zatem potrzebuje ich do pełni szczęścia - nie jest Pełnią sam w sobie i nie da też pełni szczęścia zbawionym. Bzdura!
Jeszcze dodam, że Chrystus odkupił nas swoją śmiercią - można powiedzieć wziął nasze winy na siebie i poniósł za nie zapłatę (karę) Jest ona (kara) zatem konieczna tam gdzie jest grzech. Oprócz miłosierdzia istnieje też Sprawiedliwość Boża.

Oceń 189 26 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook