Zabili ją za to, że modliła się na różańcu

WAM
(fot. Karolina Smorawska / smo.ka)

Była niepełnosprawna i chciała tylko się modlić. Stała się zagrożeniem. Po przesłuchaniu wyprowadzono ją "z kulą w głowie", a rodzicom powiedziano, że zmarła w skutek infekcji.

 

Niezależnie od tego, czy masz już wszystko, czy wręcz przeciwnie - bardzo mało, jest jedna rzecz, która nie pozwoli ci smakować twojego życia w pełni. To nienawiść do kogokolwiek. Ona jest jak bolący ząb, który nie pozwala ci rozkoszować się smakiem ulubionych potraw. Mało tego, sprawia, że chcesz, aby innym również nie smakowało. Powodów tego bolącego zęba nie szukasz w nim samym, ale w innych. To uczucie, które uzależnia cię od zemsty i poczucia krzywdy.

 

To trudne rzeczy, ale obecne w naszym życiu. Każdego dnia walczymy z rodzącą się w nas nienawiścią. Ja też wiele musiałem wybaczyć, począwszy od innych, a skończywszy na sobie. Potrzebowałem mocnych drogowskazów na tej drodze. Siłą rzeczy pierwsze kroki skierowałem do bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Fascynowało mnie, że on miał świadomość tego, jakie emocje budzą jego słowa i działania. Wiedział, że mówienie dobrych rzeczy również może być odczytane jako nawoływanie do nienawiści. Mówienie prawdy zawsze jest balansowaniem na krawędzi pomiędzy kochaniem a nienawidzeniem człowieka. Wystarczy jeden krok, jedna zła intencja.

 

Zaprzyjaźnianie się z popularnymi świętymi zawsze jest jednak obarczone ryzykiem. Od czasów Jana Pawła II nazywam ten proces "skremówkowieniem". I nie chodzi o to, że te wszystkie zabawne i wzruszające opowieści są złe lub niepotrzebne. Wręcz przeciwnie, to element całości i niedobrze jest, gdy funkcjonują jako coś osobnego, jedna z wielu masek ubieranych przez daną postać. Dlatego trudno mi było wejść w głąb historii księdza Jerzego, zbyt dużo było tu historii wyrwanych z kontekstu, funkcjonujących jako młot na te lub inne oceny rzeczywistości. Jerzego dopiero się uczę i moim zaufanym przewodnikiem jest tutaj Grzegorz Kramer SJ. Postanowiłem znaleźć innych bohaterów, którzy powiedzą mi najprościej, jak się da, jak przestać nienawidzić. I tak znalazłem Janinę Jandulską.

 

Wielki głód... Boga

 

Ta polsko-ukraińska męczennica żyła w niezwykle ciężkich czasach stalinowskich represji. Miała zaledwie 25 lat, gdy doświadczyła tzw. wielkiego głodu na Ukrainie. Mieszkała wtedy z rodzicami w Wierzbowcu na Wołyniu. Janina była osobą niepełnosprawną. Niewiele wiadomo o powodach tego stanu - prawdopodobnie zachorowała na skutek tej tragicznej klęski głodu, a już wcześniej nie była najlepszego zdrowia. W tym czasie była świadkiem ogromnych cierpień. Im bardziej na wschód, tym większe były skutki tego cierpienia. Kobiety przestawały miesiączkować i rodzić dzieci, zjadano wszystko, co tylko było można, dochodziło również do aktów kanibalizmu. To doświadczenie sprawiło, że Janina zaczęła pokładać największą ufność w Bogu i modlitwie. Stała się iskrą nadziei dla całej społeczności Wierzbowca.

 

Wielki głód sprawił, że pogrążona w rozpaczy Ukraina jeszcze bardziej oddała się władzy sowieckiej. Za jedzenie i bezpieczeństwo ludzie oddali swoją wolność w ręce komunistów. Panowała atmosfera zastraszenia i całkowitego podporządkowania. Po tych kilkunastu miesiącach cierpienia wśród ludzi panowała wzajemna nienawiść i wrogość. Mam takie wrażenie, że jest to pozostałość w każdym narodzie, który doświadczył komunizmu. Ten wyjątkowo krwawy światopogląd na wiele pokoleń zniszczył w ludziach coś pięknego i nastawił ich przeciwko sobie.

 

Dlatego właśnie odpowiedzią Janki na taki stan rzeczy było założenie wspólnoty Żywego Różańca. Gdy inni nieśmiało organizowali ruchy oporu przeciwko sowieckiej władzy, Janina postanowiła założyć ruch oporu przeciwko zniewalającej ludzi nienawiści. Modliła się o pokój, miłość i nawrócenie Ukraińców z komunizmu. Niestety takie działania dla ówczesnej władzy okazały się tak samo groźne jak zbrojna walka i zaczęto inwigilować środowisko ludzi modlących się na różańcu.

 

Modlitwa, która nie podobała się władzy

 

W krótkim czasie powstało piętnaście grup Żywego Różańca, aby każda z nich mogła codziennie modlić się jedną dziesiątką tej modlitwy. Dzień i noc w Wierzbowcu i okolicy rozważano tajemnice różańcowe. Inspiracja do modlenia się za Ukraińców docierała również do innych chrześcijańskich kościołów w okolicy. Niestety jeden z lokalnych działaczy postanowił donieść służbom na "tajne stowarzyszenie Janiny Jandulskiej". Michaił Nahorniak był brygadzistą pobliskiego kołchozu i nie podobało mu się, że kobiety spotykają się na wspólnej modlitwie. Nie wiadomo, czy ze złośliwości, czy raczej z chęci podlizania się komunistycznej władzy, doniósł on o wszystkim, odpowiednio zabarwiając swoją historię. Przekazał również władzy, gdzie i kiedy odbędzie się następna wspólna modlitwa. W donosie napisał: "Jandulska Janina mieszkanka wioski Nowa Huta ur. w roku 1906 jawi się jako wróg narodu, bo ona organizuje młodzież i dzieci i wpaja im religię. Jest kierowniczką Róży i naucza dzieci katechizmu". Jego donos poparło wielu mieszkańców wsi, którzy bali się sowieckiej zemsty. Rada wioski dołączyła potajemnie swoją opinię w tej sprawie: "Janina należy do elementów niepożądanych we wiosce ze względu na to, że ona podburza młodzież przeciwko kolektywizacji w wiosce. Jest kierowniczką grupy młodych dzieci, które wzywa do siebie i uczy się ich modlić".

 

Sprawa dostała najwyższy priorytet i w miejscowości pojawili się urzędnicy państwowi. Wtargnęli do domu rodziny Jandulskich i siłą wyprowadzili Janinę. Większości członków Róży udało się uciec, gdyż ktoś ich ostrzegł. Rodzice Janki nie wiedzieli, dokąd ją zabrano. Kilka dni później dostali jedynie pismo z informacją, że córka nie żyje. Według władzy zmarła na skutek "infekcji wątroby". Nikt nie chciał w to uwierzyć, ale władza kłamała w zaparte.

 

Dopiero po upadku komunizmu światło dzienne ujrzały stenogramy z przesłuchania Janki przez komunistycznego oficera:

- Czy jesteś głową organizacji o nazwie "Żywy Różaniec"?

- Tak, jestem głową "Żywego Różańca". Ale to nie jest organizacja. My po prostu modlimy się do Boga.

- Ilu was tam jest?

- Piętnaścioro.

- Piętnaścioro?! I mówisz, że to nie jest organizacja? Mów, kto cię zwerbował i kto przesyła ci pisma, wytyczne?

- Rozważamy tylko słowa Boga.

- Ale Bóg nie istnieje!

- Dla was nie ma Boga, ale dla nas Bóg jest.

- Ale ty teraz jesteś tutaj, no i kto cię zastąpi?

- Ktoś, kto wierzy w Boga.

Takie były ostatnie zapisane i nagrane słowa Janiny Jandulskiej. Po nich zanotowano, że wyprowadzono ją "z kulą w głowie". To dowód na to, że poniosła śmierć męczeńską. Zmarła w wieku 30 lat. Był rok 1937, a z Zachodu szła kolejna fala nienawiści - nazizm.

 

Jak rozpoznać wroga?

 

Janina nie modliła się przeciwko, nie robiła tego na złość komuś. Mogła płynąć z prądem, założyć rodzinę, pracować w kołchozie i wielbić komunistyczne ideały, co zapewniłoby jej w miarę spokojne życie. Wiedziała jednak, że w środku jej własne sumienie będzie dla niej katem. Ta prosta droga zaprowadziłaby ją do nienawiści, podejrzliwości, oszukiwania i ciągłego strachu o to, kim jestem, i co się stanie, jeśli odkryją, jaka jestem naprawdę. W komunizmie nikt nie był prawdziwy - wszystko było reżyserią strachu.

 

Prawdziwego wroga rozpoznała nie w ludziach, którzy byli ofiarami systemu, ale w nienawiści, która wypalała ich serca. Nosili oni w sobie straszne pogorzelisko, stąpali codziennie po zgliszczach marzeń, ideałów i własnej moralności. To wielka tragedia, ale trzeba pamiętać, że każdego dnia obserwowali, jak umierają lub są zabijani ich bliscy. To nie były łatwe wybory. Łatwo jest mówić o honorze z perspektywy człowieka sytego i bezpiecznego. To byli ludzie, w których złamano ducha, więc trzeba było zawalczyć o nich, a nie walczyć z nimi. Janina perfekcyjne dostrzegła te kruche granice i modliła się, aby Bóg doświadczył ich swoim kochaniem. Tylko to mogło coś zmienić.

 

Właśnie dlatego mam pewność, że Janka nie potrafiła nienawidzić ani swoich oprawców, ani sąsiadów, ani tym bardziej donosiciela. Wiedziała, że gdy chce się zło dobrem zwyciężać, trzeba być gotowym również na to, że zło odpowie i zrobi to za pomocą najsłabszego, najbardziej kruchego człowieka. Tego, którego najłatwiej nienawidzić. Bo szatanowi nie chodziło o zwyczajne pozbawienie jej życia, ale o to, by i ona znienawidziła. Jeśli tak by się stało, to straciłaby ona swoje życie naprawdę i na zawsze. A jednak wierzę głęboko, że moja patronka od wolności serca jest teraz z Bogiem. Bo kto dla Niego traci - w Nim zyskuje.

 

Tak jak powiedziała, tak się stało - zastąpili ją inni, którzy wierzyli, i modlitwa trwała dalej.

 

***

 

Więcej inspirujących historii ludzi, którzy pokazują czym jest świętość, znajdziesz w książce "Po tej stronie nieba. Młodzi Święci"

 

***

 

Szymon Żyśko - redaktor portalu Deon.pl, grafik i reportażysta. Uwielbia spotykać się z ludźmi, słuchać ich opowieści, a potem przelewać je na papier. Prowadzi blog Pudełko nic (nothingbox.pl)

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

17

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 15:28:31 | 2018-05-13
Może zapoznawać z takimi przypadkami zachodnich pożytecznych idiotów.

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook