Czy Jezus został bezprawnie skazany?

Karol Kleczka
(fot.Andrey Mironov (Own work) [CC BY-SA 4.0], via Wikimedia Commons)

Jak można skazać Boga? Nie wiem. Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

 
Zacznijmy od końca, od tego co wiadome. Wiemy, że Jezus umarł na skutek najwyższego wymiaru kary. W ówczesnych czasach śmierć na krzyżu była wyrokiem, który otrzymywali najgorsi przestępcy, a sam krzyż był znakiem hańby.
 
Proces, który doprowadził do ukrzyżowania nadzorował Poncjusz Piłat, ówczesny prefekt Judei czyli najwyższa władza sądownicza i wykonawcza. Podobno był człowiekiem twardego usposobienia, budzącym grozę i respekt ludzi. Był też jednoosobowym symbolem okupacji Izraela przez Rzym. Nie wahał się przed dokonywaniem masakr, ale zanim wydał na ukrzyżowanie człowieka, który w jego oczach musiał wyglądać jak przybłęda - wycofał się i umył ręce.
 
Nie potrafię pojąć jak to możliwe, że władczy i brutalny namiestnik, który ucieleśniał potęgę imperium, mógł poczuć wątpliwość w takim momencie. A jednak, wierzymy, że tak było. Nie mnie jednego to zaskakuje, bo przecież postać Piłata często inspirowała licznych artystów: pisali o niej Dante i Bułhakow, śpiewał Pearl Jam.
 
Niemal pod sam koniec Wielkiego Postu przeczytałem krótki esej włoskiego filozofa Giorgio Agambena pod tytułem "Piłat i Jezus". Agamben zestawia w nim cztery kanoniczne Ewangelie oraz apokryfy by w detalach przedstawić proces Jezusa. W efekcie powstaje dość skrupulatna relacja, przedstawiona z dość dużą dbałością o kontekst oraz wrażliwością do ujęcia figury Rzymianina. Nie można jej traktować jako relację historyczną, a tym bardziej jako raport prawny. Niemniej jest szalenie interesującym filozoficznym obrazem - próbą zrozumienia możliwości zetknięcia dwóch radykalnie różnych porządków: boskiego i ludzkiego, które spotkały się gdy Jezusa wprowadzono do pałacu Poncjusza.
 
Agamben na samym początku stawia mocne założenie: to było zetknięcie dwóch porządków - ograniczonego i ludzkiego z niezmierzonym, wiecznym, Boskim. Zetknięcie tych dwóch światów jest nieprzekraczalne. Nie można uzgodnić jednego kanonu prawnego, który mógłby umożliwić człowiekowi osąd Boga, a z taką sytuacją mamy do czynienia w procesie Jezusa. Wydaje się przecież, że człowiek - Rzymianin Piłat - osądził Wcielonego i skazał Go na najwyższy wymiar kary. Dlaczego zatem na belce krzyża, gdzie zwyczajowo wisiała tablica z wyrokiem, stał tylko napis “Król Żydowski"? Czy winą Jezusa było głoszenie królestwa?
 
Kluczowy dla zrozumienia procesu Jezusa jest rozdział 18. Ewangelii według świętego Jana. To w nim ma miejsce wymiana zdań między Piłatem, a Chrystusem, w której Jezus ogłasza swe królowanie w królestwie, które nie jest z tego świata - nie jest stąd. Przyszedł na świat po to, by dać świadectwo prawdzie o królestwie Bożym. Piłat musiał się czuć tak, jakby słuchał szaleńca rozprawiającego o niestworzonych rzeczach, dlatego uczciwie odpowiada, że nie znajduje w nim winy, a nawet usiłuje go uwolnić.
 
Wybitny prawnik, profesor Joseph Weiler, podkreśla, że zarzuty, które Żydzi zgromadzili przeciwko Jezusowi były uzasadnione (jego stanowisko przywołuje w wywiadzie z “Teologią Polityczną" ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier). Faryzeusze argumentowali, że Jezus w swym głoszeniu - wtedy gdy mówił, że on i Ojciec to jedno - dopuścił się bluźnierstwa występując przeciwko księdze Powtórzonego Prawa. Jednak nie chcieli wymierzyć kary własnymi rękoma, stąd wmanewrowali rzymskiego urzędnika w bezsensowny proces. Bezsensowny dlatego, że Piłat nie miał takiego paragrafu by Jezusa faktycznie skazać. Jezus nie był wywrotowcem w sensie rewolucji politycznej, a królestwo, które głosił nie było antyrzymską partią. Więcej nawet - zwracał uwagę na odrębność funkcji władzy świeckiej, gdy wprowadzony w pułapkę przez niechętnych mu faryzeuszy, dokonywał swoistego rozdziału obowiązków wobec państwa i wobec Boga (por. Mt 22, 15-21). Stąd proces, który przeprowadza Piłat bardziej przypomina groteskowy teatr makabry, niż faktyczną rozprawę sądową.
 
Agamben podkreśla, że między Piłatem i Jezusem musiała rozciągać się głęboka przepaść, bo ten pierwszy przynależał do królestwa zmiennych faktów i prawa, zaś ten drugi pochodził z rzeczywistości odwiecznej, pozaczasowej prawdy. Pierwszego wiązała przygodność, drugi był nowym przymierzem - kluczowym elementem koniecznego planu Boga wobec człowieka. Pierwszy narodził się, by władać, a drugi by głosić nadejście królestwa, które nie ma tronu na ziemi. Tamtego dnia spotkały się dwa światy, z których jeden nie miał jak osądzić drugiego. Jak więc może zapaść jakikolwiek wyrok?
 
Jeśli przyjrzymy się dokładnie temu jak Jan opisuje wydanie Jezusa, to z zaskoczeniem zaobserwujemy, że wyroku nie ma. W rozdziale 19 (13-16) czytamy:
 
“Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: «Oto król wasz!» A oni krzyczeli: «Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!» Piłat rzekł do nich: «Czyż króla waszego mam ukrzyżować?» Odpowiedzieli arcykapłani: «Poza Cezarem nie mamy króla». Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano."
 
Piłat nie wydaje wyroku. Jedyny fragment, który sugeruje obwieszczenie winy, to werset 13, w którym Piłat rzekomo siada na trybunale, ale Agamben zwraca uwagę na to, że użyty czasownik jest zwrotny - miejsce zwane Lithostrotos, z którego padało rozstrzygnięcie i które symbolizowało pozycję sędziego, mógł w tamtym momencie zajmować nie Poncjusz Piłat, ale Jezus. Cała dynamika relacji Janowej do tego prowadzi - Piłat przyjmuje, że Jezus ogłosił się królem, dlatego koronuje go cierniem, daje mu purpurowy płaszcz i sadza na tronie. Trzeba być człowiekiem okrutnym by wejść w taką grę cierpienia, ale ten niepewny moment Ewangelii kompletnie zmienia wydźwięk całości.
 
Rzymianin ucieka od odpowiedzialności, bo lęka się wyższych od niego urzędników. Kto wie co miałoby miejsce i jak wyglądałaby kariera Piłata, gdyby do ich uszu doszły słuchy o tym, że nie skazał on tego, który stawiał się na miejscu Cezara? To co robi Poncjusz, to nie wydanie wyroku, ale Jezusa na ukrzyżowanie. Ma miejsce wykonanie kary, choć nie uznano żadnej winy. Jeśli znaczeniem procesu jest wyrok, który po nim zapada, to tutaj go nie było i w tym sensie sytuacja jest analogiczna do tej z “Procesu" Franza Kafki. W tym ujęciu właściwie rzecz biorąc nie było procesu Jezusa - Jezusa po prostu zabito.
 
Jezus musiał o tym wiedzieć. Najwyższy wymiar kary, którego doświadczył, był dany bez winy - tym bardziej podłą i bezwzględnie złą śmiercią umarł. Wybrał taką, która schodzi na samo dno ran ludzkich, naszych własnych śmierci grzechu, aby obmywać je swym miłosierdziem. Po to się wcielił, by w sobie przekraczać porządek dwóch praw i dosłownie być z nami do samego końca.
 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, doktorant filozofii na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt.

 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook