Modlitwa, która nie podoba się Bogu

WAM
(fot. Luis Alberto Sánchez Terrones / unsplash.com)

Jednym z podstawowych problemów, jakie napotykamy, gdy uczymy się medytować, jest to, że medytacja jest tak prosta. Świat, w którym żyjemy, nie przyzwyczaja nas do tego, by wierzyć w coś tak bardzo prostego i w tym pokładać całą naszą ufność.

 

Wszyscy jesteśmy tak wychowani, że potrafimy wierzyć tylko rzeczom skomplikowanym. Dlatego gdy zaczynamy myśleć o czymś takim jak medytacja, mamy tendencję do interesowania się jej technikami. Istotnie, istnieją pewne techniki, ale nie są one bynajmniej najważniejsze dla osoby zaczynającej medytację. Na początku najważniejszą rzeczą jest zrozumienie absolutnej prostoty tej praktyki, a następnie pozostanie jej wiernym.


Zaczynając medytować, włączamy się w wielką tradycję, zajmując w niej swoje miejsce. Nie rozpoczynamy tworzenia czegoś od nowa i nie opieramy się tylko na elementach wiedzy odkrytej przez siebie. Przeciwnie, wchodzimy w tradycję setek, a nawet tysięcy lat.

 

Toteż na początku musimy być dostatecznie pokorni, aby zaakceptować tradycję. Musimy przyjąć ją na wiarę. Nasza tradycja, tradycja mnichów benedyktyńskich, mówi, że aby medytować, musisz nauczyć się wyciszenia. Musisz nauczyć się siedzieć w absolutnym skupieniu, utrzymując swe ciało w bezruchu i podążając ku wewnętrznej ciszy. Jak uczy tradycja, przekazana nam przez naszego wielkiego monastycznego nauczyciela Jana Kasjana, do tego celu służy wybranie prostego słowa czy formuły i nieustanne jej powtarzanie.

 

Słowo, które ja proponuję, to "Maranatha". Wypowiadaj je tak łagodnie, jak tylko potrafisz. Bez zmuszania się, ale pozostając wiernym, podążaj w kierunku całkowitej wierności. Żeby nauczyć się medytować, trzeba to robić koniecznie każdego ranka i każdego wieczora, przez całe życie. Mantrę trzeba koniecznie powtarzać od początku do końca trwania medytacji.

 

Medytacja jest drogą prowadzącą do bycia w pełni obecnym przed Bogiem przez to, że zbliżamy się do zrozumienia w pełni tajemnicy naszego życia. Większość z nas współczesnych myśli o Bogu, a nawet o sobie samym, jako o pewnego rodzaju problemie, który musimy rozwiązać. Nasze życie stanowi problem do rozwiązania. Myślimy, że potrzebujemy do tego odpowiedniej techniki.

 

Tymczasem tradycja medytacji podpowiada nam, że ani Bóg, ani nasze życie nie stanowi problemu. Bóg jest tajemnicą i nasze życie jest tajemnicą. To, co mamy czynić w jej obliczu, to pozwolić tajemnicy pozostać tajemnicą. Pozwolić jej w pełni się rozwinąć. Pozwolić jej, by sama się nam objawiła. Czynimy to właśnie wtedy, gdy medytujemy. Pozwalamy Bogu być Bogiem. Pozwalamy sobie przebywać w Jego obecności. W tym tkwi niezwykła moc medytacji.


Pierwszym krokiem, który musimy uczynić, jest stanie się w pełni obecnym dla samego siebie, a do tego konieczny jest absolutny spokój ducha i umysłu. Dla wielu z nas będzie to pierwsze w życiu doświadczenie pełni swojego istnienia. Podczas medytacji wchodzimy całkowicie w świadomość chwili obecnej i ilekroć recytujemy mantrę, jesteśmy w pełni obecni tu i teraz. Nie myślimy o przeszłości, nie robimy planów na przyszłość. Jesteśmy naprawdę obecni w pełni tu i teraz. Również Jezus wzywa do czuwania, do przebudzenia. Medytując, uczymy się budzić do rzeczywistości naszego istnienia i rzeczywistości Boga.


Nie ma niczego bardziej denerwującego niż mówienie do osoby, która słucha nas tylko połowicznie. Swego czasu pewna pani opowiadała mi o swojej rozmowie ze znajomą na temat straszliwego głodu w Afryce Wschodniej. Rozmowa miała miejsce przy kawie. Gdy gospodyni, mówiąc o problemie głodu, zrobiła krótką przerwę w połowie kwestii, jej znajoma zadała pytanie: "Ile jajek dałaś do tego ciasta? Jest wyśmienite". Oto przykład irytującej rozmowy z kimś, kto jest jedynie na wpół obecny. Ewangelie ukazują, że również Jezus bywał rozgoryczony, mając do czynienia z tego rodzaju osobami.


Jezus uczy nas, że nie ma nic gorszego niż być na wpół przebudzonym, a na wpół śpiącym. Kiedy śpisz, śpij w pełni, a gdy czuwasz, czuwaj w pełni. Do tego właśnie prowadzi nas medytacja. Stając się w  pełni obecnymi w  t e j chwili, w chwili, gdy recytujemy swoją mantrę, wchodzimy w Odwieczne Te r a z Boga.

 

Podstawowym zarzutem, jaki można by postawić współczesnym chrześcijanom, jest to, że są tak bardzo opieszali w pojmowaniu tego niezwykłego zaproszenia, by być w pełni otwartymi na Jezusa. Pisząc o tym zaproszeniu do Koryntian, św. Paweł tak się wyraził: "Wierny jest Bóg, który powołał was do współuczestnictwa z Synem swoim, Jezusem Chrystusem, Panem naszym" (1 Kor 1,9). Tradycja uczy, że w naszym sercu możemy odnaleźć życie, moc Bożą, moc Jego miłości. Jednak by tę moc odnaleźć, musimy być w pełni obecni dla tej mocy.

 

Tradycja uczy też, że naszym powołaniem jest przebudzić się całkowicie na tę tajemnicę, która jest tajemnicą jedności. Odnajdujemy siebie wówczas, gdy zatracamy siebie w drugim. I tylko wówczas możemy odnaleźć nasze prawdziwe miejsce w całym misterium Rzeczywistości.

 

Większość współczesnych ludzi, pod wpływem filozofii ostatnich dwóch czy trzech stuleci, pojmuje to zaproszenie jako zaproszenie do poznania jedynie swojego ograniczonego jestestwa.

 

Tymczasem tradycja chrześcijańska przypomina nam, że jesteśmy zaproszeni do czegoś większego. Jesteśmy wezwani do odnalezienia swojego miejsca w Rzeczywistości, która jest nieskończenie większa nie tylko od każdego z nas z osobna, ale od nas wszystkich razem wziętych. Jesteśmy zaproszeni do odnalezienia siebie żyjących pełnią w misterium Boga.

 

Zadanie, przed którym stoimy, to osiągnąć dostateczną prostotę i pokorę potrzebną, by powtarzać naszą mantrę i powracać do jej recytowania, porzucając wszelkie myśli i wyobrażenia.

 

Naturalnie, jest też czas na refleksję, na analizę, ale nie podczas medytacji. Podczas medytacji musimy uczyć się stawać jak dzieci, uczyć się duchowego dziecięctwa, to znaczy zadowalać się recytowaniem swojego słowa modlitwy i pozwalać odpłynąć wszelkim myślom, analizom i obrazom.


Podczas medytacji stajemy się niczym oko, które patrzy przed siebie, w głąb misterium Bytu i tak jak oko nie jest w stanie oglądać samego siebie. Możemy jednak postrzegać rzeczywistość i do tego jesteśmy zaproszeni. Droga medytacji to droga ciszy, prostoty, pokory, a nade wszystko droga mantry. Powtarzamy mantrę po to, aby porzucić wszystko inne. Powtarzaj słowo, wypowiadaj je, wsłuchuj się w nie.

 

W ten sposób udzielasz odpowiedzi na zaproszenie samego Boga, dziękując Mu za całe bogactwo, które dokonało się w Chrystusie.

 

W Nim posiadamy wszelką wiedzę i możemy w pełni ją wyrazić. W ogóle nie ma takiego daru, którego by nam brakowało. "Wierny jest Bóg, który powołał nas do współuczestnictwa z Synem swoim, Jezusem Chrystusem, Panem naszym".

 

*  *  *

 

Fragment pochodzi z książki Johna Maina OSB, legendarnego benedyktyna, pt. "Ścieżka medytacji. Odkrywanie obecności Boga".

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook