Rzucił pracę w teatrze, by śpiewać dla Boga [ŚWIADECTWO]

(fot. archiwum autora)

Pracowałem jako solista w Teatrze Muzycznym w Gdyni od 5 lat. Byłem bardzo zajęty, a więc - jak by powiedział każdy inny aktor - szczęśliwy. Wyobrażałem sobie, że skoro prosto po pracy wracam do domu, nie zostając na wódkę gdzieś z kolegami lub z koleżankami, to jestem super ojcem i mężem.


Pewnego dnia mój sześcioletni syn, kiedy wychodziłem do pracy, położył się w progu domu i oświadczył: "Jeśli teraz pójdziesz do teatru - ZABIJĘ TWOJEGO DYREKTORA". Coś do mnie dotarło. Niewzruszony spokój, że w moim życiu wszystko jest ok, zaczął się sypać jak domek z kart. Coraz silniej czułem Boże zaproszenie, aby wyjść z teatru, ale strasznie bałem się za nim pójść, bo… nic innego nie umiałem robić. Mogłem być tylko aktorem. Jednak po kilku miesiącach zabawy w kotka i myszkę, jak nie przymierzając z Jonaszem, Pan Bóg przemógł…


Poszedłem na rozmowę z dyrektorem Korwinem i odszedłem z teatru. To był dla mnie szok. Do tej pory zawsze byłem otoczony przez masę roześmianych, roztańczonych, hałaśliwych ludzi. Aż tu… cisza.


Dzięcioł w drzewo stuka (budowałem dom w kaszubskim lesie)... Pierwsza Boża odpowiedź na moje "TAK" przyszła dość szybko. W ciągu 5 dni zdjęciowych w reklamach zarobiłem tyle pieniędzy, ile wynosiły moje roczne dochody w teatrze. Paradoksalnie, kiedy nie miałem zabezpieczenia finansowego na etacie - zacząłem więcej zarabiać.


Druga odpowiedź przyszła w czasie modlitwy. Zaczęły przychodzić piosenki. W całości, gotowe teksty, zrymowane, z muzyką. Tylko rwać jak świeże śliwki i zapisywać. Zapisywać nie umiałem, bo nie jestem muzykiem, ledwie czytam nuty. Więc nagrywałem. Po okresie oczyszczenia Pan Bóg postawił na mojej drodze muzyków. Ale jakich… kiedy pierwszy raz zagrali moje kompozycje - tak z marszu, z dopiero co spisanych kwitów - usiadłem na podłodze i ze szczęścia się popłakałem. Zrozumiałem, że kiedy Bóg coś zabiera, to po, to żeby dużo więcej dać. Myślałem, że Bóg zabrał mi teatr, żebym mógł lepiej służyć żonie i dzieciom. Ale On poszedł znacznie dalej. Dał mi nową drogę rozwoju, również w tym doczesnym, ludzkim wymiarze. Z aKtora przedzierzgnąłem się w aUtora. Jako aktor nigdy nie udzieliłem tylu wywiadów, co teraz, na nowej drodze twórczego życia. Wydałem pierwszego longplaya ("Tato" pod szyldem zespołu Kanaan). Myślałem, że pisanie piosenek to będzie wszystko - ale pojawiło się jeszcze coś nowego. Napisałem książkę. O czym? Naturalnie o moich dzieciach. Piotrek i Miriam stali się bohaterami mojej pierwszej powieści przygodowej: "Ucho w opałach, czyli tajemnicze porwanie w Dolinie Kaczeńców". Obecnie trwają przygotowania do wydania audiobooka. Naturalnie, moje dzieci zajmują się w tej historii ratowaniem świata.


Dwa lata temu przekonałem się, że Bóg zabrał mi… lęk przed śmiercią. Usłyszałem diagnozę. Nawet jeśli nie oznaczała wyroku śmierci, mogła oznaczać coś jeszcze gorszego - całkowitą, nieodwołalną utratę głosu. Wycięcie krtani razem ze strunami głosowymi. Dla człowieka, który całe życie zawodowe wiąże z pracą głosem, to dość okrutny wyrok. A na mnie spłynął… jakby namiot ze światła. "Nie musisz się już bać" - ciągle dźwięczało mi w głowie. A potem wsiadłem do auta, włączyłem radio - i to były pierwsze słowa piosenki, która właśnie popłynęła z głośników. Jechałem samochodem i uśmiechałem się jak na jakimś głupim jasiu. Byłem szczęśliwy. Pewien, że Bóg trzyma mnie teraz na swoich rękach - i jestem bezpieczny niezależnie od tego, co się stanie. Niepokonany.


Diagnoza okazała się błędna, ale nie miało to dla mnie tak wielkiego znaczenia. Uwierzyłem, że skoro wszyscy ludzie, którzy znaleźli się po tamtej stronie, wracali na ten świat z wielką niechęcią - NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ. Raczej… jest na co czekać.


Ślad tego doświadczenia gdzieś pozostał w jednej piosence, która ukaże się na nowej płycie:

 

...po drugiej stronie nocy
prowadzony Twoją ręką
WIEM
że stąpać będę lekko
po powierzchni wód...


Żeby nie było nieporozumień. Nie jestem odważny. Po prostu Bóg przyszedł tego dnia i sam mi to powiedział. "Nie bój się niczego, nigdy cię nie zostawię".

 

Dziś nie zawsze udaje mi się być wierny temu zaproszeniu. Obecnie jestem w trakcie tworzenia wspomnianej płyty - będzie nosiła tytuł "Trzy Sny".


Jest to dla mnie ogromne wyzwanie - w każdym możliwym znaczeniu. Jako twórca, jako wykonawca i jako producent - jestem za to odpowiedzialny, a to ogromny stres. Zebranie środków aby zamknąć budżet płyty, nie jest łatwe (to płyta DVD z nagraniem koncertu na żywo) - już ¾ potrzebnych środków udało się zebrać. Teraz kończymy zbiórkę na zrzutce. Ktoś mi podpowiedział, abym zaczął nagrywać jakieś filmiki, które spopularyzują tę akcję. Zacząłem nagrywać… i okazało się, że ktoś je ogląda :-)


Już trzeci raz z rzędu usłyszałem: "Musisz nagrywać dalej, bo takie gadanie do kamery to może nawet twój największy dar".


Jest takie stare przysłowie amerykańskich traperów: "Gdy trzeci raz z rzędu słyszysz, że jesteś osłem - idź sobie kup siodło". Siodło kupiłem. I nagrywam…

 

Kuba Kornacki - mąż Małgosi, ojciec Piotrka i Miriam. Absolwent krakowskiej PWST, autor piosenek, scenariuszy filmowych i teatralnych, książek dla dorosłych i dla dzieci. Obecnie jego nową pasją jest udział w debacie o kondycji polskiej kultury, a zwłaszcza tej tworzonej… bez kultury

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook