Modlitwa, którą powinniśmy oddychać

(fot. Yoann Boyer / Unsplash)

W tej modlitwie odnajdą się zarówno świeccy, jak i duchowni, prości mieszkańcy wioski, jak i zaawansowani kontemplatycy. Dzięki niej można doznać głębokiego duchowego odpoczynku, spocząć, jak Jan, przy sercu Jezusa i zacząć nowe życie.

 

Jezus powiedział, byśmy "czuwając, modlili się w każdym czasie". W liście do Tesaloniczan wtórował Mu św. Paweł, pisząc: "Nieustannie się módlcie". A św. Grzegorz z Nazjanzu dodał, że "dla człowieka bardziej naturalne jest modlić się niż oddychać". Czy to tylko pobożne życzenia? Idylliczne wymagania? A może zachęty do mnożenia religijnych praktyk? Czy rzeczywiście we współczesnym świecie, pełnym pośpiechu, gdy coraz mniej naturalne jest dla nas złapanie samego oddechu, możemy jeszcze sprostać tym słowom? A może je niewłaściwie interpretujemy, traktując jedynie jako heroiczne zadania dla mnichów w zamkniętych klasztorach?


Próbując znaleźć odpowiedź na te wszystkie pytania, postanowiłem napisać tekst o pewnej formie modlitwy, tak naturalnej, jak oddychanie. Tak prostej, że składa się tylko z jednego słowa. Tak zwyczajnej, że nie wymaga nauczenia się jakiejś specjalnej techniki, stosowania uciążliwego programu, który trzeba będzie siermiężnie wprowadzać w swój napięty, codzienny grafik. Ale za to przenikającej jak kropla oliwy wszystkie sfery życia, czasami nawet bez dostrzeżenia (choć nie bez wysiłku), jak i kiedy się to staje. Jest ona sercem, którym od wielu wieków oddychają chrześcijanie. W dzisiejszych czasach ponownie przeżywa swój rozkwit. Modlitwa Jezusowa, bo o niej mowa, jest kluczem do uproszczenia i zintegrowania naszego życia duchowego. Jest drogą, która się nie kończy. Chrześcijaństwo każdego z nas będzie miało sens o tyle, o ile będzie złączone z żywą relacją z Bogiem. A modlitwa Jezusowa może nam w tym pomóc.


Jezus… Jezus… Jezus…


Korzeni modlitwy Jezusowej należy szukać już w starotestamentalnej czci dla imienia Boga Jahwe. Było ono obdarzone tak wielkim szacunkiem, że arcykapłan wypowiadał je tylko raz w ciągu roku, w Dniu Pojednania, w świątyni jerozolimskiej. W Nowym Przymierzu uwielbienie skupiło się wokół Jezusa. Po hebrajsku Jego imię wymawiano "Ieszuach", a była to skrócona forma od Iehoszuach (Jozue). Imię to oznacza "Bóg zbawia". Dzieje Apostolskie, które można nazwać Księgą Imienia Jezus, mówią: "Nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni". Przez to Imię Bóg nie tylko jest przyzywany, ale jest już obecny w tym przyzywaniu. Przez Jego Imię kierujemy strzały miłości (akty strzeliste) do serca samego Boga.


Modlitwa dla tych, którzy lubią odpoczywać


W początkach chrześcijaństwa przyzywanie Imienia Jezus było właściwe dla całej wspólnoty. W V wieku praktyka ta (nazwana później "hezychazmem", co oznacza "odpoczynek") została przejęta przez mnichów, którzy zaczęli regularnie modlić się w sposób polegający na krótkich i częstych wezwaniach. Wszystko po to, by, przyzywając Imię Jezus, skupić wszystko na Nim i, w ten sposób, trwać coraz mocniej w Obecności Boga. Tradycja hezychazmu rozwinęła się głównie w Kościele wschodnim, a po schizmie w 1054 r. została adaptowana do prawosławia i jest w nim bardzo popularna aż do dziś. Przez wieki istniała również u rzymskich katolików. Współcześnie rozprzestrzeniła się wśród anglikanów, luteranów i kalwinistów. Określana jest dlatego modlitwą jedności, którą oddychają wszyscy chrześcijanie, by - nie zważając na istniejące między nimi podziały - złączyć się w jeden żywy organizm. Modlitwa, którą oddychają dwa płuca Kościoła - wschodnie i zachodnie. Modlitwa, w której odnajdą się zarówno świeccy, jak i duchowni, prości mieszkańcy wioski, jak i zaawansowani kontemplatycy. Modlitwa, w której można doznać głębokiego duchowego odpoczynku, spocząć, jak Jan, przy sercu Jezusa. Odpocząć... nie tylko od zgiełku świata, ale i od zmęczenia sobą samym, by "począć od nowa" - jak pisał Norwid - i zacząć nowe życie.


Dla kogo? Dla każdego! Gdzie? Wszędzie!


Imię Jezus nie może być zamknięte w murach jakiejś świątyni. Dlatego też rozlało się na wszystkich ludzi, na cały świat. Praktyka modlitwy Jezusowej może być łączona z pracą fizyczną, ale można ją również adaptować do pracy umysłowej. Można ją praktykować w każdym czasie i na każdym miejscu: w kościele, pokoju, na ulicy, w biurze, w warsztacie, podczas spaceru. Ochroni nas ona przed wieloma niepotrzebnymi myślami czy próżnymi słowami, pozbawionymi miłości. Będzie nas strzec przed nęcącymi, lecz w gruncie rzeczy pustymi, błyskotkami tego świata. Będzie uświęcać nasze codzienne relacje, pomagać znosić tych, którzy nas denerwują, których nie lubimy. Będzie nas strzec przed pochopnym osądzeniem tych, których uważamy za gorszych od siebie, a prowadzić do dostrzegania dobra w każdym człowieku.


Proste jak...


Charakterystyczną cechą modlitwy Jezusowej jest jej prostota. Istnieją jednak pewne formuły, wypracowane przez tradycję, które mogą nam pomóc. Chodzi przede wszystkim o to, by znaleźć w niej swoją drogę i styl, wyzbywając się presji osiągnięcia czegoś. Jedną z najbardziej popularnych form jest połączenie ewangelicznych słów niewidomego żebraka Bartymeusza z pokorną prośbą celnika: "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznym". Założyciel jezuitów, św. Ignacy, proponując swoim uczniom modlitwę "rytmiczną", mówił, że każdy oddech może być dla nas źródłem nowego zwrotu ku Bogu. Dlatego też można łączyć to ewangeliczne zdanie ze swoim oddechem. Przy wdechu wypowiadamy (szeptem lub w myślach) pierwszą część formuły - "Panie Jezu Chryste, Synu Boży" - zaś wydychając powietrze: - "zmiłuj się nade mną, grzesznym". Chodzi o to, by pamięć o Jezusie złączyła się z naszym oddechem tak, jak "powietrze z naszymi ciałami, a płomień ze świecą". Przez długi czas słowa modlitwy Jezusowej nie były określone w sposób sztywny, dlatego wiele osób modli się jej pierwotną wersją, tj. samym Imieniem Jezus, czy też adaptuje wezwanie według własnego uznania, powtarzając je w formie prostego okrzyku: ,"Jezu mój" albo "Jezu, jesteś. Jezu, jestem". Można również co jakiś czas modyfikować formułę. Ostatecznie nie chodzi jednak o to, jak będzie brzmieć sama formuła, ale o to, by dojść do stanu opisywanego przez św. Pawła: "Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus".


Jak to się robi? Czyli o modlitewnym know-how


Modlitwa Jezusowa, w swej formie, znajduje się pomiędzy modlitwą medytacyjną a kontemplacyjną. Jak wspomnieliśmy, może być wymawiana na głos, powtarzana w myślach lub można łączyć obydwie te formy. Zanim rozpoczniemy wzywać Imię Jezus, dobrze jest wygodnie usiąść w pozycji, która zapewnia nam utrzymanie przez jakiś czas wyprostowanego tułowia. Można na chwilę wstrzymać oddech, lekko skłonić głowę w kierunku serca i zamknąć oczy, co pomoże nam wejść w skupienie. Prośmy wtedy o pomoc Ducha Świętego, pozwalając powoli odchodzić z naszego umysłu tym sprawom, które jeszcze przed chwilą go zajmowały, jak również towarzyszącemu nam napięciu czy pośpiechowi. Nie potrzeba żadnych innych przygotowań. Pozostaje tylko "rzucić się" w Imię Jezus tak, jak rzuca się do wody ktoś, kto chce się nauczyć pływać. Gdy wymówisz je po raz pierwszy z miłością, w pełnej adoracji, pozostaje tylko przylgnąć do niego, przytulić się i powtarzać je powoli, ze słodyczą i w pokoju. Wtedy często towarzyszące nam napięcie czy niepokój ustępują. Gdy zaś morze jest wzburzone, nie obawiajmy się pójść w Jego kierunku po rozszalałych falach jak Piotr. Gdy zaczynamy się topić, rzućmy się ufnie w Jego ramiona.


Nie trzeba przyzywać Imienia bez przerwy. Raz wezwane Imię może się rozciągać na dłuższe chwile milczenia, spoczynku, ciszy, czuwania. Gdy pojawi się zmęczenie, należy przerwać wołanie i podjąć je, gdy poczujemy się znów gotowi. Nie chodzi o to, aby dosłownie i nieustannie powtarzać Imię, ale raczej o to, aby zamieszkało ono w naszym sercu.


Być wolnym jak w tańcu


Od czasów średniowiecza rozpoczyna się praktyka odmawiania modlitwy na paciorkach czotki (różańca, który mnich otrzymuje przy swojej profesji monastycznej), co dla wielu jest pomocne w utrzymaniu skupienia. Posiadanie czotki czy jakaś określona technika nie są jednak konieczne w praktykowaniu tej modlitwy. Nie powinno być w tym niczego mechanicznego. Modlitwa Jezusowa uwalnia nas bowiem od wszystkiego. Od wszystkiego, poza samym Jezusem, dlatego też liczy się przede wszystkim pragnienie spotkania z Nim, pozwolenie na to, by nas kochał. Podczas modlitwy trzeba pozwolić odejść naszym myślom, wyobrażeniom, planom, pomysłom po to, by skupić się wyłącznie na Obecności. Szczególnie na początku może nam to nie wychodzić i sprawiać i trudność. Niejednokrotnie trudno nam będzie uspokoić swoje myśli, będziemy się na siebie irytować i będziemy mieć wrażenie, że to i nie dla mnie i trzeba dać sobie z tym spokój , bo... nie wychodzi mi (tak, jakby wszystko od razu musiało mi wychodzić). Całe szczęście, że możemy sobie na to pozwolić, bo - jako Jego dzieci - nie musimy być perfekcjonistami w każdym calu. Potraktujmy tę przygodę jak naukę tańca. Na początku trudno jest stawiać kroki, cały czas zwraca się uwagę na siebie i swoje niepowodzenia, ale z biegiem czasu, gdy już nauczymy się kroków, trochę poćwiczymy i poczujemy muzykę, to z łatwością możemy rzucić się w wir tańca, a początkowe problemy wydają się nam już mało znaczące. Ważne, by w momentach kryzysów nie poddać się zniechęceniu. Jeśli nawet różne myśli ciągle napierałyby na nas przez całą długość modlitwy, to zgódźmy się na to, by za każdym razem powracać w Jego Obecność, z nadzieję, że te powroty są Mu bliższe niż jakiekolwiek modlitewne osiągnięcia.


Modlitwa, która rozpala serce. W kierunku oczyszczenia i komunii


Imię Jezus trzeba tak wymawiać, jak gdyby się je spożywało niczym pokarm. Nasza dusza jest Wieczernikiem, w którym Jezus pragnie celebrować Paschę ze swymi uczniami. Imię Jezusa może zająć miejsce chleba i wina. Możemy doświadczyć w pewnym sensie duchowej komunii, w której spotykamy się z żywym Bogiem i karmimy się Jego Obecnością. Chodzi o to, by nasze serce wchłonęło Jezusa, a On je przyjął; mamy stać się jednym. Nie jest to praca, którą można wykonać w ciągu jednego lub dwóch dni. Wszystko wymaga czasu i wysiłku. Ale z Jezusem to zadanie wydaje się być słodkie, a ciężar lekki. Można je praktykować wszędzie, bo każdy z nas jest Jego świątynią, niezależnie od tego, jak daleko byśmy się od Niego nie oddalili. Zresztą, jeśli popełniamy grzech (czyż nie jest to nasza codzienność), Imię to również służy natychmiastowego pojednaniu. Gdy przywołujemy je ze skruchą i miłością, staje się znakiem przebaczenia. To, co dokonuje się w tym momencie w duszy człowieka, zawsze znajduje swoje dopełnienie w sakramencie pojednania i w Eucharystii - sakramentalnych darach Kościoła, których nic nie może zastąpić.


Czas nie goni nas


Jeśli nasza modlitwa nie towarzyszy pracy lub innym zajęciom, dobrze jest ją ulokować w konkretnym momencie dnia (najlepiej z samego rana lub wieczorem, ale nie przed samym snem, gdy już jesteśmy zmęczeni) oraz zaplanować czas jej trwania (najlepiej od 15 do 60 minut), by poświęcić się wyłącznie Bogu. By nie zwracać uwagi na zegarek podczas modlitwy, najlepiej ustawić delikatny budzik, który przypomni nam o jej zakończeniu. Św. Ignacy uczy nas, by na pokusy wcześniejszego zakończenia modlitwy reagować przedłużeniem jej o parę minut (zasada "agere contra"), by znokautować złego ducha. Gdy z kolei modlimy się spontanicznie i nie ustalamy konkretnego czasu na modlitwę, dobrze jest, nie wymuszać skupienia wtedy, gdy nie potrafimy się dłużej przy nim utrzymać. Dobrze też, z drugiej strony, nie przerywać rychło modlitwy, kiedy uwaga naszego umysłu i serca trwa przy Bogu.


Uczucia na modlitwie, czyli o przywiązaniu (się) do Jezusa


Modlitwie mogą towarzyszyć różne uczucia. Raz będzie to rozchodzenie się 71 przyjemnego ciepła po całym ciele, innym razem radość, pokój i ukojenie. Będziemy doświadczać tego, że On sam - Jezus, Jednorodzony Syn Boży - staje się "naszym domem, nektarem na ustach, miodem na języku, żywą ambrozją, jasnym światłem dla oczu, a dla uszu brzmieniem życia". I trzeba to przyjąć z wdzięcznością jako dar. Jednakże błędem byłoby szukać tego wszystkiego na siłę. Z pewnością spotkamy się też z tymi mniej przyjemnymi odczuciami, jak irytacja na milczącego Boga, złość na innych ludzi, a najczęściej na samego siebie; dotkniemy zniechęcenia i frustracji. Szarpanie się z nimi nic nie da. Spróbujmy po prostu przejść ponad tymi bardziej, jak i mniej przyjemnymi doznaniami, nie przywiązując się zbytnio do nich. Lepiej, przywiązawszy się do samego Jezusa, ponownie wezwać Jego Imię, rzucić się w Jego ramiona i w nich pozostać.


Ktoś powie: "Łatwo się mówi...".  Odpowiem: "Tak, ale po prostu... spróbuj. Warto. Pamiętaj, że celem nie jest jakieś osiągnięcie modlitewne czy analizowanie siebie, ale uwielbienie Boga. Nawet, gdybyś na modlitwie nic nie odczuwał, byłbyś pozornie zimny lub oschły i wydawałoby Ci się, że ten czas był stracony, nie dopuszczaj do siebie tych myśli. Zaufaj, że Twoje serce doznaje wtedy bardzo często większych łask niż w czasie nadzwyczajnych ekstaz duchowych".


W drodze ku ciszy


Po jakimś czasie praktykowania modlitwy, Imię Jezus samo będzie się zjawiać na naszych wargach. Nadejdzie wreszcie moment, gdy nasze słowa zaczną powoli zanikać, wargi milknąć, myśli uspokajać się. Będziemy się raczej wsłuchiwać w mowę serca. Samo powtarzanie wezwania nie jest naszym celem. Chodzi o zjednoczenie z Bogiem, o połączenie odpoczynku z uważnością w myśl słów z Księgi Pieśni nad pieśniami: ,,Ja śpię, lecz serce me czuwa." Kto dociera do tego punktu, nie potrzebuje już Imienia. W ciągu drogi było ono oparciem dla obecności, dotarłszy do celu mamy zostawić także Imię, mamy porzucić wszystko z wyjątkiem Jezusa oraz tajemniczej i niewysłowionej więzi, która będzie czyniła pełniejszym całe nasze życie.

 

Oby więc modlitwa Jezusowa stała się dla nas ,,pokarmem podczas głodu, napojem w pragnieniu; niech da nam odpoczynek, gdy jesteśmy zmęczeni. Oby ochroniła nas przed niebezpieczeństwami oraz dała światło w spotkaniach z ludźmi. Oby Jezus stał się dla nas ,,nie tylko Tym, który obdarowuje, ale samym Darem; nie tylko Tym, który oczyszcza, ale Czystością; nie jedynie Tym, który karmi głodnych i poi spragnionych, ale Pokarmem i Napojem."

 

Mówi się, że najlepszą formą modlitwy jest dla każdego ta, do której skłania go Duch Święty.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 00:24:36 | 2017-09-26
Modlitwa i nierozłączny jej czyn, stanowi podstawową formę egzystencji chrześcijańskiej.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook