Ze świętą pod jednym dachem

Życie Duchowe

Z Matką Andrzeją Górską, byłą Przełożoną Generalną Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, o jej spotkaniach ze świętą Matką Urszulą Ledóchowską rozmawia Ryszard Paluch

 

 

 

 

 

 

Matka jest jedną z tych niewielu osób, a jednocześnie świadków, które miały szczęście w swoim życiu spotkać św. Matkę Urszulę Ledóchowską. Jak wyglądały początki tej znajomości?

 

Działo się to w Łodzi, byłam dzieckiem łódzkiej rodziny. Siostry urszulanki były katechetkami w szkołach podstawowych, wtedy to się nazywało „powszechnych". Jedną z sióstr – Matkę Leśniewską – późniejszą następczynię Matki Ledóchowskiej, poznałam razem z rodzeństwem w okresie przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Któregoś dnia powiedziała nam, że przyjeżdża Przełożona Generalna – Matka Ledóchowska i jednocześnie zaprasza nas na ul. Czerwoną do domu sióstr. Była to okazja, żeby ją poznać – a ona mogłaby nam coś powiedzieć o Ojcu Świętym, bo wracała właśnie z Rzymu. To było pierwsze spotkanie, bardzo serdeczne i zwyczajne. Matka tak przemówiła, jakby nas już wszystkie znała, chociaż to było pierwsze spotkanie. Rzeczywiście, mówiła ciekawe rzeczy o Ojcu Świętym, o jego troskach - wtedy bardzo się martwił o Afrykę, o brak dostatecznej liczby misjonarzy, którzy by tam jechali, wśród nich także i sióstr. Mówiła żywo, serdecznie, bezpośrednio, chociaż akcent miała troszeczkę twardy, jakby z jakiegoś obcego języka. Miała przedziwne oczy. Patrzyła nam prosto w serca i miałyśmy wrażenie (choć było nas kilkadziesiąt na tym spotkaniu), że właściwie wszystkie objęła swoim wzrokiem. My również czułyśmy się po tym spotkaniu z nią związane i prosiłyśmy, że jak znowu będzie kiedyś w Łodzi, żeby dała nam znać przez siostry katechetki i zaprosiła nas do siebie. I tak też się stało i trwało kilka lat.


Potem, gdy przeszłam do gimnazjum, nastąpiła przerwa w tym kontakcie. Wróciłyśmy do Matki już jako studentki. Byłam wtedy w Warszawie na studiach, mieszkałam w domu sióstr urszulanek – w internacie akademickim dla dziewcząt. Matka nas odwiedzała, miała taki zwyczaj, że chciała się spotykać z młodzieżą mieszkającą w domu przy ulicy Wiślanej. I tak to było właściwie prawie do samej śmierci, ostatni raz była jeszcze pod koniec 1938 roku. A potem w maju następnego roku zmarła.


Później zaczął się inny kontakt. Wracałyśmy do Matki myśląc o niej – myśląc o tym wszystkim, co nam przekazała. Już wtedy, niemal zaraz po śmierci, modląc się do niej i prosząc w różnych kłopotach, sytuacjach życiowych studentek, wiedziałyśmy, że Matka która za życia była dla nas taka dobra i życzliwa, na pewno i z nieba też nam pomoże. Byłyśmy przekonane, że jest świętą, że jest u Pana Boga i dlatego chętnie się do niej zwracałyśmy.

 

W powołanie Matki bezpośrednio wpisała się postać św Urszuli.

 

Tak. Powołanie to rodziło się właściwie już wtedy, kiedy Matka nam jako młodym dziewczynom mówiła o sprawach Kościoła, o wielkich potrzebach osób, które poświęciłyby swoje życie sprawom Bożym, by móc pomagać innym w poznawaniu i zbliżaniu do Pana Boga. Teraz byśmy to nazwali „powołaniem misyjnym", wtedy jeszcze nie używało się tych pojęć. Matka zachęcała nas jednocześnie do świętości i do oddania swego życia w szczególny sposób samemu Panu Bogu, Jego służbie i Jego sprawom.

 

Jak to jest, kiedy pod jednym dachem żyje się z osobą świętą?

 

Myślę, że to jest bardzo prosto. Matka o świętości często mówiła i ukazywała ją nam, nawet dzieciom i młodzieży, jako jedyny cel życia ludzkiego. Uczestniczyła w wielu kanonizacjach w Rzymie – temat świętości był tematem codziennym, sensem ludzkiego życia i mówiła o tym zwyczajnie. Sobór przyniósł to wyrażenie, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Matka może tak tego nie formułowała, ale to było to samo. Nam – młodym dziewczynom, dzieciom, mówiła o tym, że właściwie celem człowieka jest świętość. A miałyśmy najlepszy przykład w niej samej – oddana Bogu, oddana ludziom. Bardzo szczęśliwa i bardzo radosna. Aczkolwiek wydawała się nam zawsze osobą starszą, staruszką, ale w takim sensie bardzo pozytywnym: jednakowo pogodną, radosną, otwartą na nasze potrzeby i pytania. Traktowała nas zawsze poważnie.

1 2 3 4 5 6 7  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.43

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook