Ulf Ekman: Jego obecność wypełniała cały kościół

WAM
(fot. unsplash.com / CC0 1.0)

Wszedłem i zająłem miejsce w ostatniej ławce. Była tam monstrancja na duże hostie. Modliłem się cicho, tak jak zwykle. Niespodziewanie zawładnęło mną uczucie, którego wcześniej doświadczyłem zaledwie kilka razy. Miałem wrażenie, że Jego obecność zstępuje z wysoka i wypełnia cały kościół.

 

Przez całe lata dziewięćdziesiąte byłem bardzo zajęty naszą międzynarodową pracą misyjną. Zakładaliśmy szkoły biblijne i byliśmy świadkami zaszczepiania wielu nowych wspólnot daleko w głębi Rosji i w Azji Centralnej. Ta praca wymagała wiele czasu, siły i środków.

 

Wtedy - u progu trzeciego tysiąclecia - pojawiła się w mojej głowie pewna myśl, która potem już mnie nie opuszczała. Przyjęła w moim wnętrzu postać zachęty: "Poznaj istotę Kościoła". Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym sformułowaniem, nawet go nie znałem. Moje myśli krążyły raczej wokół działalności i "wizji" Kościoła, jego członków, sposobu organizacji, misji, modlitwy uwielbienia i ewangelizacji. Dość dobrze poznałem Szerokość i Długość, ale spragniony byłem większej Wysokości i Głębokości, cytując List do Efezjan (Ef 3, 18). Jednocześnie ani trochę nie zastanawiałem się nad samą istotą Kościoła, jego esencją, nad tym, czym Kościół naprawdę jest w swojej "osobowości". Ta myśl popchnęła mnie do głębszych rozważań i sprawiła, że zacząłem myśleć w nowy sposób.

 

W lutym 1998 roku pojechaliśmy aż na Hawaje. Pewnego wczesnego ranka, gdy Birgitta jeszcze spała, wybrałem się na spacer po plaży Waikiki w samym centrum Honolulu. Po jakimś czasie naszła mnie ochota, żeby zejść z plaży i dla odmiany wrócić do hotelu jedną z głównych ulic. Szedłem, modląc się cicho, i cieszyłem z poranka. Wtedy ujrzałem niewielki kościół, który mimo dość wczesnej pory wyglądał na otwarty. Do środka weszło kilka osób, więc pomyślałem, że odprawia się w nim poranne nabożeństwo. Wszedłem i zająłem miejsce w ostatniej ławce. Ku mojemu zaskoczeniu kościół był prawie pełen. Dotarło do mnie, że trafiłem do katolickiej parafii. W prezbiterium, na ołtarzu stało coś, czego nie potrafiłem rozpoznać. Dopiero z czasem zrozumiałem, że była to monstrancja na duże hostie.

 

Siedziałem w ławce i modliłem się cicho, tak jak zwykle. Niespodziewanie zawładnęło mną uczucie, którego wcześniej doświadczyłem zaledwie kilka razy. Silne doświadczenie obecności Boga. Nie da się tego inaczej wyjaśnić. Miałem wrażenie, że Jego obecność zstępuje z wysoka i wypełnia cały kościół. To doznanie tak mnie zaskoczyło, że nie wiedziałem, co robić. Przyszło zupełnie niespodziewanie. Pomyślałem tylko ze zdziwieniem, że Bóg naprawdę jest w tym miejscu. "Bóg jest rzeczywiście bardzo obecny w tym kościele, wśród tych katolików".

 

To poczucie było tak obezwładniające, że nie opuszczało mnie przez kilka następnych godzin. Wciąż pamiętam jego intensywność. Tamtego poranka otrzymałem nowe zapewnienie o obecności Boga w Kościele katolickim. Po latach zrozumiałem, że miało to związek z Boską obecnością w sakramencie. Wtedy jeszcze tego nie pojmowałem. To, co zrozumiałem, wystarczyło jednak, żebym w głębi mojego wnętrza zaczął zmieniać pogląd na Kościół katolicki.

 

W październiku 1999 roku pojechaliśmy z Birgittą do Rzymu na tygodniowy urlop. W środę na placu św. Piotra odbywała się audiencja generalna z papieżem Janem Pawłem II. Podekscytowani udaliśmy się tam. Papież przejeżdżał wśród tłumów w swoim białym papamobile. Najpierw pomyślałem: "Po co tyle zamieszania wokół jednego człowieka?", uznając, że ludzie przesadzają nieco w swoim entuzjazmie. Trafiło nam się bardzo dobre miejsce i papież przejechał tuż obok. Wtedy uradowana Birgitta wykrzyknęła spontanicznie po angielsku: "Niech Bóg cię błogosławi, bracie!". Moja pierwsza reakcja była doprawdy ultraprotestancka. Zapytałem, skąd wie, że to brat. Ale od razu zrobiło mi się głupio. Oczywiście, że był bratem, mimo że w moim mniemaniu wiele nas od siebie oddzielało.

 

Obok w tłumie stał młody mężczyzna, który przyjechał do Rzymu z Australii. Pewnie podsłuchał naszą krótką wymianę zdań, bo odwrócił się, spojrzał na mnie i zapytał serdecznie, kim, moim zdaniem, naprawdę jest papież. Odpowiedziałem dyplomatycznie, że jest biskupem Rzymu.

 

Wtedy spojrzał na mnie z poważną miną i zapytał: "I tylko tyle?".

 

To pytanie trafiło mnie z niespodziewaną siłą. Zapytałem, do czego zmierza. W odpowiedzi usłyszałem: "Czyż nie jest pasterzem całego Kościoła?". W tamtej chwili przemawiał do mnie Ktoś Inny, ktoś większy od tego młodego Australijczyka. Przeniknął mnie na wskroś. Czułem się pokonany w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałem. To, co powiedział, poruszyło moje sumienie. Czy to rzeczywiście możliwe, żeby istniał urząd, posługa pasterska, która gromadzi, jednoczy i służy wszystkim chrześcijanom? Takie myślenie było mi zupełnie obce, a jednocześnie dotarło do mnie, że nie śmiałbym zaprzeczyć słowom tego młodego człowieka. W tamtej chwili to on reprezentował wiarę, a ja niewiarę, nawet jeśli lubiłem nazywać siebie głosicielem wiary. Tamto pytanie uczepiło się mnie i nie mogłem się go pozbyć przez cały tydzień. Birgittę rozśmieszyło serdecznie to moje skonsternowanie. Miała, zdaje się, sporo uciechy z tego, że nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

 

Pragnienie znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytania wzięło górę i zrozumiałem, że pozostało mi się uniżyć i mieć odwagę otworzyć się i po prostu posłuchać innych, którzy przecież wiedzieli o wiele więcej ode mnie. Rozpoczął się okres studiowania, który miał potrwać całe piętnaście lat. Zapragnąłem usłyszeć, co sami katolicy mówią o swojej wierze, już nie wystarczało mi słuchanie tego, co o wierze katolików myślą niekatolicy.

 

***

 

Świadectwo pochodzi z książki "Wielkie Odkrycie. Nasza droga do Kościoła katolickiego" Ulfa i Brigitty Ekman.

 

Znane na całym świecie charyzmatyczne małżeństwo opowiada o swoim nawróceniu i konwersji na katolicyzm: "Książka ta dotyka jednej z najważniejszych decyzji, jaką podjęliśmy na naszej chrześcijańskiej drodze".

 

***

 

Ulf Ekman - charyzmatyk, szwedzki teolog, misjonarz i etnograf. Były pastor i założyciel Kościoła Livets Ord. Przeszedł na katolicyzm wraz z żoną.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.86

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook