Inni księża mówili, że to szatańska muzyka [ŚWIADECTWO]

(fot. shutterstock.com)

Lubię błogosławić małżeństwa i bawić się na weselach. Zazwyczaj nie tańczę. Wolę porozmawiać z gośćmi i robię zdjęcia. Ale parkiet należy do mnie, gdy DJ odpala utwór "specjalnie dla ojca Marka". Jeden z moich najulubieńszych: "Highway To Hell" AC/DC. Szaleję wtedy do upadłego. Z poczuciem, że wstępuję do "nieba".

 

 


W związku z tragiczną śmiercią wokalisty Linkin Park, Chestera Benningtona, w sieci pojawiły się komentarze, które sugerowały, że za jego samobójstwo odpowiadała ciężka rockowa muzyka którą tworzył i której słuchał.

 

Jak odnieść się do takich twierdzeń? Czy katolik powinien słuchać ciężkiej, metalowej i rockowej muzyki?

 

W ciągu najbliższych dni opublikujemy teksty osób, które mają w tej kwestii różne zdania, ale przede wszystkim będziemy starali się odpowiedzieć na pytanie, czy muzyka może w ogóle stanowić zagrożenie.

 

Z psychologicznego, ale także duchowego punktu widzenia. 


 

 

Było to dokładnie 10 lat temu, późnym wieczorem 28 lipca 2007 roku. Wracałem z przyjaciółmi z Crossroads Guitar Festival. Na scenie widziałem Erica Claptona, B.B. Kinga, Jimmiego Vaughana, Jeffa Becka, Buddy’ego Guya i innych znakomitych muzyków. Bill Murray w przezabawny sposób prowadził konferansjerkę. Prawie 30 tysięcy fanów na stadionie żywo reagowało na muzykę. Tego dnia spełniło się moje marzenie, aby zobaczyć ich na żywo.

 

Po takim koncercie już niczego nie potrzebujesz, nic nie jest ważne. Może poza pragnieniem, aby zobaczyć na żywo innych muzyków, których od młodości podziwiasz, kochasz ich dźwięki i czujesz się przez nie rozumiany. Bo muzyka to kawałek mojego życia w czyjejś opowieści. Staję się struną gitary, dudnieniem basu, uderzeniem w werbel czy wrzaskiem wokalisty. To jest o mnie! To jestem ja! On mnie rozumie! Mogę wreszcie wykrzyczeć siebie! Świat zobaczyć optymistycznie. Bo ludzie potrafią obrzucić go błotem.

 

W pewnej parafii chodziłem co tydzień, w poniedziałek wieczorem, na jazzowy koncert. Przed południem totalnie olewany przez uczniów w szkole dziwiłem się wieczorem, że można dać coś z siebie zupełnie bezinteresownie - grać muzykę. Zaprosić w podróż między dźwiękiem i ciszą, między uczuciami a wyobraźnią. Bywały też takie wieczory, że na widowni było 2-3 słuchaczy, na klubowej scenie 5-6 muzyków. Nie oszczędzali się wcale. Jednoczyła nas Sztuka.

 

W innej parafii młodzież przygotowywała i prowadziła godzinną audycję na żywo w lokalnym radiu. Ja wybierałem muzykę. Spokojną jako tło do rozmowy. I coraz ostrzejszą na przerwy. Zawsze na końcu była "rzeźnia". Ktoś, kto prowadzi audycję na żywo, wie, o co chodzi. Trzeba na końcu "spuścić parę", rozładować emocje. Ludzie dzwonili i pytali: jak to możliwe, że w audycji, w której mówicie o Bogu i Kościele, przygotowywanej przez wierzącą młodzież, "puszczacie taką straszną muzykę"? Bo księża mówili na religii, że to szatańska muzyka.

 

Zła nie brakuje w tym świecie. Ale trzeba je odróżniać od choroby, słabości, traumy. I kiedy ktoś odbiera sobie życie, warto przede wszystkim pomodlić się o Boże miłosierdzie dla niego. Bo niewielu albo nikt nie wie, co kryje się w jego duszy, emocjach, wspomnieniach. Muzyk to dziwne stworzenie. Trzeba być "innym", aby wyjść na scenę, odsłonić swoją duszę i dotrzeć do drugiego człowieka, który przyszedł nie tylko słuchać, ale po prostu się spotkać. Ma swoją przeszłość, problemy, dramaty, które prowadzą czasem do rozpaczliwej decyzji.


Jedno jest pewne - Bóg nigdy nie zostawi go samego. Nawet wtedy, gdy będzie zakładał sobie pętlę na szyję. Może właśnie dla takich, po ludzku przegranych, jest miejsce po prawej stronie Chrystusowego krzyża, gdzie wisiał dobry łotr. Ten, kto twierdzi, że idą prosto do piekła, nie spotkał jeszcze na swojej drodze Bożego miłosierdzia. A także Boga, który nie jest jak ciepłe kluchy z odpustowych kazań, ale potrafi walczyć o ludzką duszę.

 

Są takie chwile, kiedy się boję, w których uciekłbym na koniec świata, schował się przed życiem... Idę na ważne spotkanie i nie wiem, co mnie czeka. Jadę na rekolekcje i nie wiem, co się wydarzy, mimo że wszystko jest zaplanowane na ostatni guzik. Wtedy nucę sobie refren piosenki zespołu Rose Tattoo "Nice Boys, Don’t Play Rock And Roll". Pomaga, choć sam strach nie mija. Ludzie widzą na ambonie wygadanego pewniaka w biało-czarnym habicie, ale nie wiedzą, co się kryje w jego duszy. Tak samo, jak widzimy kogoś obok nas, na zewnątrz niby normalnie funkcjonującego, ale cierpiącego na depresję. Nie wystarczy wtedy hasztag czy obrazek raz na rok na profilu w społecznościowym medium.

 

Dziś trzeba się znać na objawach depresji, wiedzieć, jak pomóc bliskiemu choremu, zmobilizować do fachowej terapii. Wtedy i śmierci będzie mniej, i strachu przed życiem, chorym i samą chorobą.
 

Marek Koszacz OP - ksiądz, dominikanin, fan ciężkiej muzyki i fotografii. Obecnie mieszka w Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej Uzdrowienie Chorych w Gidlach.

 


Chcemy pokazać rzeczywistość chrześcijaństwa, która wymyka się wszelkim schematom.

 

Można spotkać się z opinią, że Kościół ma być w myśl jednych bądź drugich. Pokażemy, że w gorących tematach nie musimy dzielić się na dwa obozy, ale wciąż możemy istnieć w jednej wspólnocie.

 

W każdym z zagadnień zaprezentujemy dwa różne punkty widzenia, które mieszczą się w Kościele oraz głos, który wyjaśnia zaistniałe napięcia, wskazuje drogę po środku, rozładowuje emocje. Chcemy dać do zrozumienia, że w Kościele Katolickim można mieć różne wrażliwości, zupełnie inne podejście do różnych tematów. Porozmawiajmy o nich spokojnie, wymieńmy się swoimi doświadczeniami.

 

Zapraszamy was do rozmowy, napiszcie, jakie tematy są dla was szczególnie ważne. 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.37

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook