"Chcecie mi pomóc? To wesprzyjcie to miejsce"

(fot. Damian Kramski)

Gdybyście zadawali sobie pytanie: "kim jest Jan Kaczkowski", to najlepiej byłoby przyjechać tutaj i być. Wiem, że tylko niewielka liczba ludzi może sobie na to pozwolić - pisze z Pucka Grzegorz Kramer SJ.

 

Rok temu był poniedziałek wielkanocny. Spacerowałem wokół grobu Jerzego Popiełuszki i tam właśnie doszła do mnie wiadomość o tym, że Jan umarł. Dziś, po roku, jest wtorek, ciągle trwa Wielki Post, a ja piszę ten tekst kilka metrów od pokoju Jana, w jego Puckim Hospicjum.

 

O Janie napisano już bardzo dużo. Przez ten rok na rynku wydawniczym ukazały się kolejne książki o nim, o jego życiu. Światło dzienne ujrzały kolejne rozmowy na jego temat - osobiste, ale także bardzo ogólne, czasem bardzo laurkowe. Każdy z rozmówców próbuje przekazać swoje najlepsze doświadczenie Jana czy swoją wizję jego życia i osoby.

 

Jestem przekonany, że to, co dziś najlepiej opowiada o Janie i o tym, że nie jest on jeszcze jednym księdzem, który zrobił wokół swojej osoby zamieszanie i umarł, jest Jego Puckie Hospicjum. Gdybyście zadawali sobie pytanie: "Kim jest Jan Kaczkowski?", to najlepiej byłoby przyjechać tutaj i być. Wiem, że tylko niewielka liczba ludzi może sobie na to pozwolić, a i hospicjum to nie muzeum, aby je zwiedzać. Pozwólcie, że opowiem Wam kilka słów o tym miejscu.

 

Do hospicjum gościa wprowadza mały hol, który przypomina o patronie - Ojcu Pio. To ważne, Jan nie nazwał tego miejsca swoim nazwiskiem, ale świętego, który sam mocno doświadczył cierpienia. Zaraz później stajemy przy ladzie recepcji. Siedzi za nią osoba zawsze bardzo pozytywnie nastawiona do tego, kto wchodzi. To ważny szczegół charakterystyczny dla całego personelu hospicjum. Życzliwość, bez względu na zmęczenie i osobiste sprawy, jest najważniejsza. Pacjent i każdy, kto tu przychodzi, ma czuć, że jest ważny.

 

 

Po prawej stronie znajduje się mała poczekalnia i gabinety lekarskie. Zaraz później przestronna kaplica - serce tego domu (tak mówi się o hospicjum). Prowadzą do niej szerokie drzwi, co umożliwia wjechanie łóżkiem szpitalnym. Na wprost znajdują się małe biura i schody prowadzące do pokoi gościnnych. Rodziny, które odwiedzają swoich bliskich, mogą skorzystać z noclegu na miejscu. To dla wielu ludzi z dalszych rejonów Polski bardzo ważne udogodnienie.

 

Tak wygląda pierwszy segment. Słowo "segment" nie jest przypadkowe. Jan zbudował hospicjum, które nie przypomina tradycyjnego szpitala, ale jest połączeniem kilku małych domków z przeszklonych łączników.

 

 

Na oddział, czyli miejsce, w którym spotykamy pacjentów, prowadzą szerokie drzwi. Kiedy je przekroczymy, wchodzimy w świat, w którym najpierw witają nas kolorowe rybki w wielkim akwarium i pianino, na którym stoją duże świece. Te świece symboliczne. Kiedy umiera ktoś z pacjentów, świeca zostaje zapalona na 24 godziny.

 

 

Korytarz w hospicjum nie służy tylko jako trakt komunikacyjny, ale jest też miejscem spotkań. Między poszczególnymi domkami łączniki pełnią funkcję salonów z obszernymi kanapami.

 

Sale dla chorych są małymi, przytulnymi pokojami. Zachowują wymagane standardy medyczne i sanitarne, ale pomalowano je w ciepłych, pastelowych kolorach, w oknach są firanki, na ścianach obrazki i w każdej sali znajduje się duży telewizor.

 

Wszystko to nie tylko robi wrażenie, ale staje się przekazem dla chorych: jesteście ważni, wasze życie, choć doświadczone ogromnym cierpieniem, jest tak samo ważne jak ludzi poza hospicjum.

 

 

Prócz wykwalifikowanego personelu w hospicjum pojawiają się wolontariusze, którzy spędzają z chorymi czas. Chory to nie tylko ciało, które trzeba umyć i nakarmić, ale to przede wszystkim człowiek, który potrzebuje rozmowy, wspólnego milczenia i dotyku. Wolontariusze robią kawał dobrej roboty, której nie da się wymierzyć czy opisać. To po prostu miłość przeradzająca się w czyny.

 

Jan Kaczkowski stworzył miejsce, które mówi o nim i jego dobrym sercu więcej niż nie jedna książka na jego temat. Stworzył coś, co żyje, co nie jest tylko ideą, którą inni powtarzają lub z biegiem lat zapominają, ale miejsce, w którym króluje życie, choć tak często zagląda tu śmierć.

 

Kiedy wchodzi się do hospicjum, na drzwiach widać mały plakat, z którego uśmiecha się Jan, a obok widnieje krótki cytat: "Chcecie mi pomóc? To pomódlcie się za mnie i wesprzyjcie Hospicjum w Pucku".

 

***

 

Jeśli chcesz wesprzeć działalność hospicjum - przekażcie pieniądze lub ofiarujcie swój czas. Podziękujmy ks. Janowi za wszystko czym nas obdarował za życia:

 

Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio, ul. Dziedzictwa Jana Pawła II 12, 84-100 Puck

 

Bank Spółdzielczy w Krokowej 30 8349 0002 0004 6633 2000 0010

 

Bank Spółdzielczy w Pucku 38 8348 0003 0000 0017 2404 0001

 

***

 

Grzegorz Kramer SJ - jezuita, blogerpomysłodawca mszy w intencji mężczyzn w kościele św. Barbary w Krakowie

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?