Czy nie przesłodziliśmy Bożego Narodzenia

(fot. shutterstock.com)

Niektórzy najpierw chcą zobaczyć cuda i uganiają się za nimi, a potem dopiero przyjąć Boga do swego życia. Józef najpierw uwierzył, a potem usłyszał anioła we śnie.

 

"Mąż jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie" (Mt 1, 19).

 

Z Adwentem najbardziej kojarzymy Izajasza, Jana Chrzciciela i Maryję. Ale Józefa? Mąż Maryi zwykle pozostaje w cieniu. Gdy św. Łukasz opisuje okoliczności poczęcia i narodzenia Jezusa, w centrum umieszcza Jego Matkę. Józef stoi z boku, milczący, jakby tylko wszystkiemu się biernie przyglądał.
 
Św. Mateusz, który w Chrystusie widzi realizację wszystkich proroctw, postanowił wypełnić tę ewidentną lukę. W przeciwieństwie do Łukasza, niewiele pisze o Maryi, a bardziej uwypukla rolę Józefa w historii dzieciństwa Jezusa, pokazując, że cieśla z Betlejem wcale nie był marginalną postacią. Na jego przykładzie widzimy też, jak należy oczekiwać i przyjmować Pana. Józef jest pełnoprawnym bohaterem adwentowym, ponieważ aby wypełniło się proroctwo, mąż Maryi jako potomek Dawida, musiał przyjąć Jezusa za swego syna. Zarówno Józef jak i Jezus są w tej Ewangelii nazwani "synami Dawida".
 
Dzisiejsza ewangelia wspomina o narodzinach Jezusa, choć poza wzmianką, że Maryja "porodziła Syna", nie znajdziemy tam zbyt wiele szczegółów. Dlaczego? Bo tutaj nie chodzi tylko o fizyczne narodzenie. Wcześniej Jezus musiał narodzić się w sercu Maryi i Józefa przez wiarę. Przez wieki rodził się przez wiarę w tych, którzy na Niego oczekiwali. W ich pragnieniu i oczekiwaniu. Słowo zostało poczęte już wtedy, gdy Bóg zapowiedział Jego nadejście w Starym Testamencie.
 
Gdy Józef dostrzega, że Maryja jest w ciąży, Słowo już stało się Ciałem. Teraz potrzeba, aby także on w posłuszeństwie przyjął to, co po ludzku wydaje się niemożliwe. Kryzys w rodzinie Józefa to obraz tego, że często Bóg przychodzi do człowieka w sposób zaskakujący. Myślę, że celowo czytamy o tym przed Narodzeniem Pańskim, zwłaszcza w naszych czasach, byśmy uświadomili sobie, że kiedy Pan przychodzi, powoduje wstrząs, wystawia na próbę wiary. Rodzi się w nocy, w ciemności. Na wielu wierzących nie robi to już żadnego wrażenia, bo jeszcze nie przyjęli sercem Słowa. Narodzenie Pana jest dla nich zewnętrznym wydarzeniem, słodkim i ciepłym obrazkiem do podziwiania. Wszystkimi bożonarodzeniowymi świecidełkami i kolędami nadawanymi w radio do znudzenia, nie dopuszczamy do siebie tej tajemniczej ciemności, tego niewyobrażalnego dla starożytnych novum: Bóg człowiekiem? I dlatego próbujemy sprowadzić tę tajemnicę do czegoś, co nie będzie nam przeszkadzać. Wiele osób widzi w stajence tylko zwykłego człowieka, małe dziecko, miły, rodzinny widok. I nic więcej.
 
Słowo poczęło się bez udziału mężczyzny, z Dziewicy. Wielu ludziom trudno przystać na tę prawdę, ponieważ uważają, że poczęcie i zrodzenie dziecka przez współżycie to dzieło natury. Tak zawsze było. Jaki w tym cud? Św. Atanazy uważa, że jeśli w tym, co naturalne nie zauważymy obecnego Boga, Boże Narodzenie pozostanie tylko wspaniałym świętem rodzinnym, zwyczajem i tradycją. Biblia nie każe nam przechodzić od Boga do stworzenia, lecz odwrotnie: od tego, co stworzone do Boga. Dlatego, zdaniem Atanazego, "bezcielesne, bez skazy i niematerialne Słowo Boże przybyło do nas, chociaż nigdy nie było od nas oddalone, bo nawet najmniejsza cząstka stworzenia nie pozostawała i dawniej bez jego obecności, ale złączony z Ojcem napełniał wszędzie całe stworzenie". Pan zawsze był wśród nas, choć w sposób niewidzialny. I nadal jest, choć często Go nie widzimy.
 
Także w życiu Józefa Bóg zaczął działać w dramatyczny sposób, w bezsilności i kruchości dziecka. Postawił Józefa przed faktem dokonanym. Prosi pokornie, by został przez niego przyjęty. Prosi o miłość. Już tutaj Syn wydaje się w ręce ludzi. Już tutaj przebija się wzgórze Golgoty. Czy tak sobie wyobrażamy Boga? I choć nie bez trudności, oboje z Maryją przyjęli to dziecko, nawet jeśli nie wszystko rozumieli. Upiększyliśmy koronami i liliami Józefa i Maryję, zapominając, że byli ludźmi takimi jak my. Nawet bezgrzeszność Maryi nie zwolniła jej od aktu wiary.  
 
Możemy sobie tylko wyobrażać kompletne rozbicie Józefa, gdy zauważył, że Maryja poczęła, ale nie z nim. Kto by nie był zdruzgotany takim widokiem? Oboje byli już mężem i żoną, choć według zwyczaju żydowskiego nie mieszkali jeszcze ze sobą. Z pewnością Józef cierpiał z tego powodu, szarpał się w sobie. Ale ruszył głową, szukał dobrego wyjścia, rozważał różne możliwości w samotności. Nie poszedł szukać rady do kolegów. Nie uległ pierwszym emocjom: złości, zazdrości, podejrzliwości, lecz kierował się miłosierdziem i współczuciem. Prawo Mojżeszowe, które Józef przestrzegał, kazało Maryję ukarać za cudzołóstwo, a przynajmniej ją osądzić. Ale on nie chce tak potraktować swojej żony. Doszedł do wniosku, że rozstanie się z Maryją po cichu, żeby nikt jej nie karał. I dopiero wtedy, gdy wyczerpały się już wszystkie możliwości, pojawia się anioł. Nie wcześniej. Bóg zaproponował trzecią możliwość, na którą żaden człowiek by nie wpadł.
 
Często kojarzymy Boga tylko z rzeczami przyjemnymi, kiedy spełniają się nasze wszystkie pragnienia i wszystko idzie po naszej myśli. To znak, że Bóg jest i troszczy się o nas - tak sobie myślimy. Chcielibyśmy, żeby chronił nas od wszystkich niebezpieczeństw, od stawiania pytań i konieczności szukania odpowiedzi. A co o Bogu mogli sobie pomyśleć Józef i Maryja? Kiedy spotka nas coś trudnego: choroba, śmierć bliskiej osoby, nie ziści się nasz plan, gdy ktoś nas zawiedzie, nie panikujmy. Ruszmy głową, dajmy sobie czas, bądźmy cierpliwi, szukajmy, módlmy się w milczeniu, a Bóg odsłoni nam, po co to wszystko. Zarówno Józef (który nic nie mówi w Ewangelii) jak i Maryja, patrzyli na to, co się dzieje i wchodzili w głąb siebie, rozważali, szukali jakiegoś sensu w tym, co ich spotykało. A życia lekkiego nie mieli. 
 
Richard Rohr OFM zauważa, że wiele ludzi najpierw chce zobaczyć cuda, a potem dopiero uwierzyć. Józef najpierw uwierzył i dopiero wtedy usłyszał anioła we śnie. Zgodził się na cud. Na czym polegała jego wiara? Z jednej strony chciał być wierny Prawu jako człowiek sprawiedliwy. Nie mógł bowiem przyjąć do swego domu narzeczonej, która zaszła w ciążę z innym mężczyzną. Ale Ewangelista wyraźnie odsłania motyw działania Józefa: nie chodziło mu o to, by chronić siebie samego, lecz Maryję. Nie chciał, aby została skrzywdzona, bo ją kochał. Dlatego wszystko postanowił załatwić po kryjomu. Nie taka jest pierwsza reakcja męża, który widzi, że jego żona prawdopodobnie go zdradziła. W Józefie najlepiej widać, że wiara to nie tylko prawo i dogmaty, lecz również czyn. Słowo stało się także w nim Ciałem, choć w sposób duchowy, ponieważ Józef zrozumiał ducha prawa, a nie tylko literę. Dlatego okazał Maryi miłosierdzie i tak przyjął samego Syna Bożego na ten świat.    
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

21

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook