Dwa trudne słowa: nadzieja i miłosierdzie

Posłaniec
(fot. shutterstock.com)

Czym jest nadzieja w życiu każdego z nas? Czy tylko pustym słowem, po które sięgamy, by pocieszyć innych w ich nieszczęściu? Czy może całkowitym zawierzeniem Bogu, którego miłosierdzie pozwoli nam kiedyś znaleźć odpowiedź na wszystkie życiowe Dlaczego?

 

Czytamy w Piśmie, że nadzieja zawieść nie może. Jednak ta mądrość jest (jak wiele innych) zrozumiała, ale trudna do zastosowania w życiu. Przecież każdy wie, że nadzieja to matka głupich. Niektórzy dodają, że matka, która kocha swoje dzieci. Oczywiście, takich powiedzeń można zacytować jeszcze wiele, tyle że nic z nich nie wynika. Jakoś wiemy, że nadzieja jest bardzo ważna - bowiem nadzieja nigdy nie umiera. W życiu codziennym tolerujemy głos naszego serca o nadziei dopóty, dopóki nie spotka nas coś złego, coś bolesnego. Nas albo naszych najbliższych. Wtedy żadne mądre powiedzonka po prostu nie działają.

 

Jaka nadzieja, skoro umarła moja ukochana córeczka, żona, ojciec? Jaka nadzieja, skoro uległem wypadkowi, który radykalnie zmienił moje życie? Jaka nadzieja, skoro wszędzie wojny i nieszczęścia? Możemy mnożyć takie pytania. Każdy zna takie przypadki i pewnie ze zrozumieniem kiwa głową nad nieszczęściem i nieszczęśnikiem, którego to spotkało. Proszę wybaczyć uproszczenie, ale to trochę tak jak z kradzieżą - współczujemy tym, których to dotknęło, ale żeby nas...

 

Zresztą zwykle zakładamy lepsze zamki dopiero wtedy, kiedy to nas spotka. W zasadzie wiemy, że kradzieże się zdarzają, że są gdzieś na świecie złodzieje, ale nie wpływa to na nas mobilizująco. Ciekawe dlaczego? Czy taka jest ludzka natura?

 

Iskierka niezobojętnienia

 

Nie wiem, czy można nazwać to "zasługą" mediów, ale jednak to dzięki nim co dzień jesteśmy bombardowani doniesieniami o klęskach, katastrofach, ludzkich tragediach, wojnach, chorobach itd., itp. W jakiś straszny sposób te wieści nas zobojętniają. Czy nie zdarza się, że oglądamy ludzką tragedię, popijając przed telewizorem kawę? Nie jest to żadne oskarżenie, raczej pytanie, skierowane także do siebie.

 

Nurtuje mnie brak odpowiedzi na nie. Czy już całkiem zobojętniałem, czy tli się jeszcze we mnie iskierka człowieczeństwa?


Jak się obronić przed utratą tej ostatniej "iskierki"? Chyba właśnie nadzieją, która zawieść nie może. Przecież dla nas, dla wierzących w Chrystusa, powinno być oczywiste, że jesteśmy też wierzącymi Chrystusowi. Wiara, nadzieja, miłość. Choć z nich największa jest miłość, to wcale nie znaczy, że nadzieja jest mniej warta. Jak tę nadzieję w sobie podtrzymywać, odnaleźć, może nawet rozwijać? Zaryzykuję odpowiedź (pewnie jedną z wielu możliwych) - ta nawet najmniejsza resztka nadziei może się rozwinąć, jeśli będzie... "ślepa". Może nie tylko "ślepa", ale i ukierunkowana.

Doświadczenie Boga, doświadczenie mocne do szpiku kości pozwala taką nadzieję w sobie odkryć. Przecież Abraham miał w dość późnym wieku ukochanego syna, a jednak zdecydował się spełnić straszne żądanie. Jak on to zrobił, jak mógł się na coś takiego odważyć? Stał się naszym ojcem w wierze w Boga Jedynego, a więc jego postawa powinna także nas czegoś uczyć.

  

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.88

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~brak nadziei 16:23:17 | 2012-06-23
To wszystko pięknie brzmi w teorii.
"...Nawet najstraszczniejsze wydarzenia w naszym życiu mogą przynieść błogosławione skutki . Pod jednym warunkiem - jeżeli nie stracimy nadziei..." 

Może jakiś przykład z życia AUTORA by się przydał, jakie to nastraszniejsze wydarzenia przyniosły błogosławione skutki?
Czy przeżył Autor np doświadczenie choroby nowotworowej, a może trwałego kalectwa? Może Autor wychował się w rodzinie alkoholowej, patologicznej, szukał jedzenia na śmietniku i to przyniosło jakieś "błogosławione skutki"?, A może rozpadło się Autorowi małżeństwo, bo został zdradzony i porzucony i musi sam wychowywać dzieci, a nie ma pracy?
Proszę o fakty, a nie wyidealizowane komentarze i odwoływanie się do doświadczeń innych i w dodatku do zamierzchłej przeszłości, czyli do św. Szczepana

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~"FIAT" 22:52:02 | 2011-04-29
NADZIEJA umiera ostatnia(?)...nie , nie trwa jak  WIARA i MIŁOŚĆ.
B.dziękuję za mądry artykuł!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dziękuję 08:36:25 | 2011-01-03
Wspaniały artykuł !!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 11:37:58 | 2010-04-06
 Wy macie wiarę,Bóg miłosierdzie,ja nadzieję.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?