Spowiedź, czyli przekonanie o grzechu i miłości

Życie Duchowe
(fot. Lawrence OP)

Mówi się dzisiaj dużo o kryzysie sakramentu pokuty, co najczęściej oznacza, że wierni bardzo niechętnie przystępują do kratek konfesjonału. Kiedy jednak patrzę na dwutysiącletnią historię sakramentu pojednania, to zastanawiam się, czy rzeczywiście obecny czas jest - w porównaniu z minionymi wiekami - czasem szczególnego kryzysu spowiedzi?

 

I dochodzę do wniosku, że nigdy tak naprawdę nie było lepiej, a często bywało znacznie gorzej. Problem tkwi chyba w tym, że prawie każdemu pokoleniu wydaje się, że żyje w wyjątkowo trudnych, niespokojnych i naznaczonych upadkiem wartości czasach. Ci, którzy upierają się jednak przy tezie o współczesnym kryzysie spowiedzi, wskazują na jedną z przyczyn tegoż kryzysu, a mianowicie na zanik poczucia grzechu. Czy jednak rzeczywiście - w przeciwieństwie do naszych przodków - czujemy się bezgrzeszni?


Bezdroża orędzia grzechu

 

Jeśli mówimy o zaniku poczucia grzechu, to trzeba najpierw wspomnieć o nadużywaniu prawdy o ciemnej stronie ludzkiego życia. Przesada w ujmowaniu rzeczywistości grzechu sięga pism św. Augustyna, który - choć niewątpliwie był teologicznym geniuszem, a w dodatku został ogłoszony świętym - to w niektórych kwestiach negatywnie naznaczył całe wieki chrześcijaństwa. Przesadny pesymizm, co do naturalnych zdolności człowieka, demonizowanie sfery seksualnej i wyolbrzymianie wagi grzechów jej dotyczących czy też różnego rodzaju teorie, głoszące zbawienie nielicznych, a potępienie wielu - to dziedzictwo między innymi właśnie św. Augustyna i jego uczniów. Biskup Hippony postrzegał ludzkość jako masę potępionych (massa damnata), spośród których jedynie mała garstka zdoła się, dzięki łasce Bożej, uratować. Ten pogląd w różnych wersjach przeważał w Kościele aż do XIX wieku. Św. Bonawentura twierdził na przykład, że jest więcej odrzuconych niż zbawionych, aby było jasne, że zbawienie możliwe jest dzięki szczególnej łasce, podczas gdy potępienie jest wynikiem zwykłej sprawiedliwości. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort głosił natomiast - w oparciu o opinie pewnych świętych - że zbawiony zostanie zaledwie jeden człowiek na dziesięć tysięcy.


Ta tragiczna sytuacja ludzkości jest - zdaniem św. Augustyna - owocem grzechu pierworodnego, w wyniku którego w człowieku nie pozostało prawie żadne dobro, a zaczęły wypełniać go przeciwne Bogu złe skłonności. Wśród nich na pierwszy plan wysuwa się pożądanie seksualne. Przekazywanie grzechu pierworodnego dziecku św. Augustyn łączy z fizycznym aktem płciowym rodziców, a szczególnie z towarzyszącymi temu aktowi cielesnymi emocjami. Tego rodzaju teorie zaowocowały podejrzliwością u wielu ludzi Kościoła co do seksualności człowieka. Grzechy dotyczące tej materii do dziś - nie wiedzieć czemu - uważane są za szczególnie ciężkie.


Ten pesymistyczny obraz człowieka wiązał się z postrzeganiem Boga jako groźnego i wymagającego sędziego. Figura wręcz bezlitosnego Boga znajdowała swój szczególny wyraz w rozumieniu sensu ofiary Chrystusa. Kaznodzieje - opisując relację Boga Ojca do ukrzyżowanego Jezusa - prześcigali się w szokowaniu słuchaczy. Jeden z nich, podczas słynnych konferencji wielkopostnych, głoszonych w Paryżu w katedrze Notre Dame, wołał: "Bóg widzi w Nim [Jezusie] żywy grzech […]. Jego święte ciało staje się, w zamian za nas, przedmiotem przeklętym […]. Wobec Niego sprawiedliwość Boża zapomina o wulgarnym stadzie ludzi i widzi tylko to dziwne i monstrualne zjawisko, na którym sobie czyni zadość. Oszczędź Go, oszczędź Go, Panie, to przecież Twój Syn. - Nie, nie, to jest grzech. Trzeba, by był ukarany". Kaznodziejom pomagali profesorowie teologii. Wykładowca dogmatyki w jednym z francuskich seminarów duchownych, Jean Corne, tak oto interpretował opuszczenie Jezusa na krzyżu: "Jezus jawi się w oczach swego Ojca jako powszechny grzesznik, jako żywy grzech, jako byt przeklęty. […] Bóg już nie widzi w Nim swego ukochanego Syna, ale ofiarę za grzech, grzesznika wszystkich czasów i wszystkich miejsc, na którym zaciąży cała surowość Bożej sprawiedliwości. […] Było to uderzenie ostateczne. Bóg, wyładowując swój gniew i swoją sprawiedliwość, jest całkowicie usatysfakcjonowany. Jezus może umrzeć". Przez całe wieki w kazaniach rzadko mówiono o Bożym miłosierdziu. Uważano, że bardziej skuteczne jest straszenie karą wiecznego potępienia.


Powyższy obraz Boga i człowieka nie mógł nie mieć poważnego wpływu na rozumienie i praktykę sakramentu pokuty. Do nie tak dalekiej przeszłości należą katechetki, które - chcąc dobrze przygotować dzieci do pierwszej spowiedzi - opowiadały o człowieku, który dał z zaświatów znak, iż został potępiony, gdyż jako dziecko nie wyznał podczas pierwszej spowiedzi jednego grzechu. Sakrament pokuty stał się w gruncie rzeczy jednym z sakramentów inicjacyjnych, za co krytykują katolików prawosławni. Tradycyjna kolejność sakramentów: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, a potem ewentualnie pokuta, została zaburzona i w praktyce kolejność przeżywania sakramentalnej rzeczywistości mamy następującą: chrzest, pokuta, Eucharystia, bierzmowanie. W tej perspektywie małe dzieci okazują się niegodne Eucharystii, dopóki w sakramencie pokuty nie pojednają się z Bogiem i Kościołem. Co więcej, sakrament ten niejednokrotnie narzucany jest pierwszokomunijnym dzieciom dwukrotnie: np. trzy tygodnie przed komunią, a potem tuż przed nią, aby mieć pewność, że dziecię będzie całkowicie "czyste". Całe pokolenia wychowywane były w taki sposób, że zaczęto uważać spowiedź za wstępny, konieczny warunek przystąpienia do komunii św., jak gdyby Eucharystia była nagrodą za nieskazitelność, która możliwa jest jedynie zaraz po spowiedzi. Do dziś nie brak wiernych (szczególnie mężczyzn), którzy raz albo dwa razy do roku przystępują w ostatnim momencie do "świątecznej" spowiedzi, aby zaraz potem przyjąć komunię, której kilka dni później czują się już - z bliżej nie określonych powodów - niegodni. Temu sakramentalnemu rytuałowi towarzyszy niejednokrotnie duży lęk, a nawet poczucie upokorzenia.

 

Bezdroża orędzia bezgrzeszności

 

Skrajną odpowiedzią na niewątpliwe nadużywanie prawdy o grzechu i winie jest współczesne orędzie bezgrzeszności i bezwiny. Bezgrzeszność głoszona jest paradoksalnie z jednej strony w imię wolności jednostki, z drugiej zaś - na odwrót - w imię jej biologiczno-społecznego spętania. Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje (1 Kor 10, 23) - to słowa św. Pawła, z którymi zgodziłoby się zapewne wielu współczesnych ideologów wolności. Problem w tym, jak rozumieć słowa: nie wszystko przynosi korzyść. Kto ma decydować o tym, co rzeczywiście przynosi korzyść, a co nie? Dziś wielu nie tyle chce mówić o życiu dobrym, którego wyznacznikiem byłaby wierność tzw. obiektywnym wartościom, co raczej o życiu autentycznym, w którym przede wszystkim chodzi o dobre samopoczucie.


Richard Rorty mówi o nowej kulturze, w której główną postacią jest liberalna ironistka: "Ironistkę cały czas niepokoi, że urodziła się w niewłaściwym plemieniu, że nauczono ją grać w niewłaściwą grę językową. Obawia się, że proces uspołecznienia, który dając jej język, uczynił z niej ludzką istotę, być może dał jej niewłaściwy język, a tym samym uczynił z niej niewłaściwą ludzka istotę. Nie potrafi jednak podać kryterium tej niewłaściwości". Nie potrafi między innymi dlatego, że nie istnieje coś takiego jak natura ludzka, która mogłaby stanowić obiektywne kryterium tego, co jest właściwe człowiekowi. Istoty ludzkie bowiem tworzą się same i wszystko jest w gruncie rzeczy kwestią kultury. Człowiek nie odnajduje w sobie jakiegoś kryterium dobra i zła, ale jest zdolny do wyobrażenia sobie innej sytuacji niż ta, w której się znajduje. Stąd tak naprawdę nie ma rzeczy "głęboko ludzkich". Są one jedynie przedmiotem wyobraźni. Człowieczeństwo polega na zdolności powiedzenia: rzeczy mogą wyglądać inaczej, a jeśli mogą wyglądać inaczej, to chcę, aby wyglądały inaczej. W tego rodzaju perspektywie to, co nazywamy grzechem, okazuje się sprawą wyobraźni i kultury, a zatem ostatecznie czymś zmiennym. Aborcja, eutanazja, klonowanie ludzi, małżeństwa homoseksualne nie tyle są kwestią łamania zasad, co raczej realizacji podpowiadanych przez wyobraźnię możliwości. Jeśli coś można zrobić, to dlaczego by nie zrobić? Pytanie o zasadność jakiegoś postępowania zostaje zastąpione hasłem "dlaczego nie?".

 

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.68

Liczba głosów:

73

 

 

Komentarze użytkowników (16)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~al bundy 03:20:17 | 2014-11-19
Czy na tym zdjeciu ojciec molestator probuje usidlic nastepana ofiare?

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~siemion 03:17:42 | 2014-11-19
Straszne zdjecie ! chcialo by sie krzyczec - uciekaj chlopczyku, uciekaj zanim ten szaman w sukience omota cie swoimi bajkami....

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Anonim 13:34:04 | 2014-11-18
Portal www.TwojaParafia.pl powstał w hołdzie Papieżowi – Świętemu Janowi Pawłowi II z myślą o zaangażowanie w dzieło szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. Dołącz do nas !

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dusze giną 10:05:25 | 2012-04-22
Dusze giną mimo mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia mojego, zginą na wieki. Sekretarko mojego miłosierdzia pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu moim, bo bliski jest dzień straszliwy, dzień mojej sprawiedliwości. (Dz. 965)

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dusze giną 10:05:16 | 2012-04-22
Dusze giną mimo mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia mojego, zginą na wieki. Sekretarko mojego miłosierdzia pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu moim, bo bliski jest dzień straszliwy, dzień mojej sprawiedliwości. (Dz. 965)

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~umierają w grzechu ciężkim 08:31:52 | 2012-04-22
"Aborcja, eutanazja, klonowanie ludzi, małżeństwa homoseksualne nie tyle są kwestią łamania zasad, co raczej realizacji podpowiadanych przez wyobraźnię możliwości."

Radzę się jeszcze zastanowić nad głoszeniem Chrystusa w duszpasterstwie dla niesakramentalnych. Ilu ludzi ginie w grzechu ciężkim i traci szansę na zbawienie, i to w swoim Kościele - przez głoszenie im klamstwa o cudzołóstwie!

Oceń 1 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

xKD 10:18:42 | 2011-11-25
Mogę powiedzieć tylko, że dla spowiednika spowiedź w czasie Mszy św. też nie należy do komfortowych sytuacji. Tak samo jak i penitent ma on nie raz problemy z dosłyszeniem tego, co jest mówione. Z mojej perspektywy było by czymś pięknym, by spowiedź rozgrywała się w bardziej komfortowych warunkach.
W mojej parafii, okazja do spowiedzi jest przed każdą Mszą św., do niedawna jeszcze było to pół godziny, ale jakiś czas temu proboszcz skrócił to do 15 min. Dlaczego?? Bo parafianie mają w zwyczaju "wskakiwać" do sppowiedzi najwcześniej 5 min. przed Mszą św.
Mówienie o tym, że ten sakrament wymaga czasu też nie pomaga, a niejedno kazanie na ten konkretny temat było powiedziane.
W piątek od 15.30 do oporu jest spowiedź dla dzieci i oczywiście wszystkich chetnych. To sie sprawdza, bo dzieciaki bardzo chetnie z tego korzystają i mam nadzieję, że będzie to wychowywanie na przyszłość do tego, by korzystać z tego sakramentu.
W sobotę jest też spowiedź podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, ale najczęściej penitenci zjawiają się dopiero chwilę przed rozpoczęciem Mszy Św.
Nie wiem z czego to wynika, niemniej chciałoby się, by te wszystkie okazje były wykorzystane choć na 50%, bo wtedy można by stworzyć ich więcej.
Ja sam osobiście lubię spowiadać, i doceniam każdego, kto traktuje ten sakrament z należytą powagą; każdego kto jest przygotowany.
Niestety, bardzzo często dostrzegam, że wielu ludzi nie traktuje sprawy poważnie.
Ot proza z perspektywy spowiednika na niewielkiej parafii.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Robert 00:16:33 | 2011-11-25
1/10 tys? Czyli 700 tys spośród obecnie żywych zostałoby zbawionych - całkiem niemała rzesza ludzi...

Powiedziałbym, że jest teologia spowiedzi i proza spowiedzi, a ta proza to np. fakt, że czasem niedosłyszę, co mówi do mnie spowiednik podczas spowiedzi w trakcie Mszy. W moim, dużym poniekąd, mieście jest tylko 1 dobrze wyciszony konfesjonał. No i w katedrze jest spowiedź w ciszy - ale jakie kolejki! Natomiast w mojej parafii, o ile wiem, spowiadają tylko w pierwsze piątki gdy jest cicho - no i podczas Mszy, ale wtedy trudno się skupić.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~aa 20:34:04 | 2011-11-24
 szkoda słów

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Helena 17:29:51 | 2011-11-24
Ludzie którzy za życia głosili niedorzeczne poglądy i nie odwołali ich przed śmiercią, nie powinni być w Kościele czczeni jako Święci. Oni nas katolików ośmieszają. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś zrobi z tym porządek i nie będzimy musieli się przed światem wstydzić za te niedorzeczności..

Kogo masz na myśli?

Pani Anna chyba miała na myśli św. Augustyna i innych wspomnianych w tym artykule świętych? :))))

Oceń 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?