Sekret skutecznej modlitwy

Szum z Nieba
(fot. shutterstock.com)

Najgorszą rzeczą w duchowości jest odklepywanie modlitw, których się nie rozumie, a co gorsza - nie akceptuje. Zobacz, jak się modlić, aby tego uniknąć.

 

"Hit! Jezus zdradza sekret skutecznej modlitwy" - tak prawdopodobnie brzmiałby tytuł artykułu, w którym opisywano by relacje kogoś, kto miał prywatne objawienie. Niestety, gdyby czytelnicy dowiedzieli się, że nie chodzi tu o nic "nadnaturalnego", tylko o rozważanie fragmentu Pisma świętego - od razu odłożyliby gazetę.

 

Dziwne? Powiedziałbym, że nawet bardzo. Dlaczego tylko niewielu chce sięgać do skarbca Biblii, w której Słowo Boże zawiera tyle "nowości"?

 

A warto tak na nie spojrzeć, ponieważ ta święta Księga zawiera odpowiedzi na niebanalne pytania: "Jak zabrać się za modlitwę? I co to w ogóle znaczy: modlić się?". Pytania aktualne nawet dla tych, którzy codziennie klękają do pacierza. Chociaż znają najróżniejsze metody modlitwy i teksty rozważań - ciągle czegoś jeszcze im brakuje.


Św. Łukasz odnotowuje, że uczniowie Jezusa, chociaż mieli Boga na wyciągnięcie ręki, też to pytanie sobie zadawali. Jeden nie wytrzymał i zadał je bezpośrednio Jezusowi. Widząc, że Jezus ma dobry kontakt z Ojcem - chciał się dowiedzieć, jak dojść do takiej relacji. Na szczęście Chrystus nie potraktował sprawy "po macoszemu" i nie ograniczył się do wypowiedzenia kilku złotych myśli.

 

Pokazał, że modlitwa oprócz słów potrzebuje także specjalnego nastawienia. Podobnie jak samochód potrzebuje nie tylko prawa jazdy, ale także kierowcy, benzyny w baku i przeglądu technicznego. Jezus poprzez wypowiedziane słowa uświadomił uczniom, że modlitwa polega na patrzeniu na świat oczami Boga.

 

Chociaż brzmi to jak kolejna rada z poradnika "know-how", zawiera naprawdę wielką głębię. Modlitwy nie można zamknąć w kilku minutach pośpiesznego przesuwania koralików czy w milcząco "przestanej" niedzielnej Mszy świętej. Modlitwa jest sposobem patrzenia na świat, w którym ostatnie słowo ma zawsze Bóg.

 

Aby dobrze odpowiedzieć na pytanie uczniów, Jezus podyktował "regułkę" Ojcze nasz. Trafił nią w sedno, ponieważ jej treść kapitalnie nastraja serce człowieka do miłości Boga. Dobrze, że Tradycja Kościoła wpisała ją zarówno w liturgię eucharystyczną, jak i w różaniec. Może być dzięki temu wiele razy powtarzana i przypominana.


Warto pochylić się nad tą modlitwą i zapytać siebie, w czym się z nią jeszcze nie zgadzam. Odradzam bezrefleksyjne kiwnięcie główką, że wszystko jest w porządku. Najgorszą rzeczą w duchowości jest odklepywanie modlitw, których się nie rozumie, a co gorsza - nie akceptuje. Ojcze nasz zawiera w sobie ogromny potencjał wiary oraz wiedzy, jak tę wiarę przeżywać. Spójrzmy na tę modlitwę w wersji św. Łukasza:

 

Ojcze... Dopiero pierwsze słowo, a już mówi tak wiele. Nie można przejść obojętnie, gdy ktoś zaleca nam nazywać Boga Ojcem. Może się zrodzić w nas bunt, że to słowo jest już zarezerwowane - po co kolejną osobę nazywać Ojcem? Ano po to, aby sobie uzmysłowić, że nie jesteśmy już duchowymi sierotami.

 

Ktoś nas przygarnął i chce nam przepisać niezwykle wartościowy spadek - życie wieczne. Polanie wodą podczas chrztu świętego można porównać z wizytą u notariusza. W jednej chwili zmieniamy swój status z szarego przechodnia - na "dobrze ustawione" dziecko Boże. Słowo "Ojciec" jest także dobrą wiadomością dla jedynaków. W końcu wszyscy, którzy poważnie traktują swoje dziecięctwo Boże, uważają ich za brata lub siostrę!

Święć się imię Twoje… To wezwanie mówi o pragnieniu dziecka, by jego Ojca szanowano. Osobiście nigdy nie spotkałem dziecka, które by chciało, żeby źle mówiono o jego rodzicach. Czasami w emocjach ktoś może tak pomyśleć, ale naprawdę tak nie uważa. Każdy chce, by jego rodzice mieli dobrą opinię.
Szacunek do rodzica, w tym wypadku do Boga, nie może ograniczyć się tylko do postanowienia, że Go lubię.

 

Prawdziwa miłość objawia się na zewnątrz. Tak jak narzeczeni ogłaszają swój ślub na wszelki możliwy sposób - podobnie każdy człowiek autentycznie kochający Boga rozpowiada naokoło o swojej miłości do Stwórcy. Tym sposobem "święci się imię Boga". Gdyby tego zabrakło, wielu ludzi nie usłyszałoby o prawdziwym Chrystusie. Zostaliby na poziomie medialnej opinii o Bogu i Jego Kościele. Tak więc... do roboty!

 

Przyjdź królestwo Twoje… Te słowa uważane są za hasło dla ryzykantów. Większość mieszkańców naszego globu wprowadziłaby tu korektę, a przynajmniej dopisek drobnym druczkiem: "Gdy już nabawimy się w szarej rzeczywistości, dopiero wtedy zabierz nas do wieczności". Kochamy Boga, ale dopiero tego w "dalekiej przyszłości".

 

Chociaż wierzymy w życie pozagrobowe, nie za bardzo chcemy się z nim teraz wiązać. "Przyjdź królestwo Twoje" jest tego przeciwieństwem. Jezus, dyktując te słowa, chce, byśmy podczas każdej modlitwy zachęcali siebie do wieczności. Powinniśmy stopniowo, po jednym guziku dziennie "odpinać się" od ziemskiej rzeczywistości i doczesnego sposobu myślenia.

 

Jest to na pewno zdrowe, bo… szok termiczny może być bardzo bolesny. Od czego rozpocząć to odwiązywanie się od materii? Warto zacząć od zmiany obrazu Boga. Jeśli będziemy patrzeć na Trójcę Świętą jak na "idealne połączenie policjanta, znaku ograniczenia prędkości i radaru" - to na pewno nie pojawi się w nas pragnienie nieba. Trzeba zrozumieć, że Bóg chce dla nas dobra. Nie jest On surowym kontrolerem jakości. Czas na ziemi został nam dany m.in. po to, byśmy uwierzyli w Jego słowo.

 

Chleba powszedniego daj nam dzisiaj… Na pierwszy rzut oka brzmi to jak zamówienie w szkolnej stołówce. Nie można jednak mylić tego wezwania z rozkazem - nie mówimy tu przecież: "Panie, napełnij nam brzuchy". Pobrzmiewa w tym raczej pokorna prośba, aby Bóg zatroszczył się o rzeczy nam najpotrzebniejsze.


Warto zatrzymać się przy słowie "powszedniego". Powszedni jest chleb, który otrzymujemy rano. Gdy kładziemy się spać, nie wiemy, czy jutro będziemy mieli coś do jedzenia. Chleb powszedni uczy zaufania Bożej Opatrzności. Zawołanie o nim w modlitwie jest wyrazem tego, że nasze życie ma być ukierunkowane na sprawy Królestwa, a w "gratisie" otrzymamy rzeczy potrzebne do przeżycia.

 

Nie można oczywiście odczytywać tych słów w taki sposób, jak zrobiono by to w socjalizmie: "Obojętne, co będę robił, Bóg się o mnie zatroszczy" - żebyśmy się boleśnie nie zdziwili. Bóg w tym zwrocie nie zniechęca nas do pracy, lecz obiecuje, że osoby, które poświęcą swoje życie rozszerzania królestwa Bożego, nie zostaną na lodzie. Ci, co zaufają "na całego" - otrzymają ochronę premium, ponieważ Bóg o swoich nie zapomina.

 

Przebacz nam nasze grzechy… Te słowa przypominają, że modlitwa ma być ukazaniem prawdy o naszej kondycji. Jezus nie chce, byśmy okłamywali Boga, że jesteśmy ósmym cudem świata. Mamy przyznawać się do upadków, żałować i prosić, by On coś z tym zrobił. Świadomość naszej grzeszności skłania nas do szukania różnych sposobów "dobrego pokazania się" przed Bogiem.

 

Warto przyjść do Niego z przebaczeniem drugiemu człowiekowi, bo to, jak stwierdza Jezus, zdobywa serce Boga. Nie można jednak traktować naszych dobrych uczynków jak łapówki. Bóg nie jest mafiosem, którego można przekupić przebaczeniem bliźniemu. Nasze liche przebaczenia nijak się mają do Jego dzieła Odkupienia! Obojętnie jak gruba byłaby "koperta" naszych dobrych uczynków, to i tak wybaczenie będzie łaską.

 

Ale warto współpracować z Bogiem, byle nie podchodzić do tego korupcyjnie. Wspomniana "gruba koperta" jest na pewno cenna z racji naszego trudu, więc wzbudzi uśmiech Boga i docenienie wysiłku. Przebaczenie Boga jest Jego inicjatywą - jednak On czeka na naszą współpracę w dziele miłosierdzia.

 

Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie… Prosta prośba o uzbrojenie. Prawdą jest, że w kontakcie ze złym - my sami mamy szanse podobne chłopcom biegnącym z kijami na czołgi. Nasze ludzkie starania kończą się fiaskiem, kiedy zapominamy oddać je Bogu.


Oczywiście należy pamiętać, że modlitwa Ojcze nasz nie rozpoczyna się, lecz kończy wspomnieniem o złym. Powinniśmy wyciągnąć z tego ważny wniosek. Najistotniejszym celem modlitwy nie jest walka ze złem, ale chwalenie Boga. Jeśli ujdzie to naszej uwadze, to możemy doprowadzić do samozagłady. Zamiast żyć na chwałę Bożą - będziemy obmyślać ciągle nowe taktyki walki z namiętnościami i pokusami. A przecież nasze istnienie ma inny cel! Cytując za św. Ignacym Loyolą: Ad majorem Dei gloriam - "Wszystko na większą chwałę Bożą".

 

Podsumowując, modlitwa ma na celu wzbudzenie w nas przekonania, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jako że dzieci powinny chwalić rodziców - jesteśmy też zachęcani do chwalenia Boga. Ponadto dobra modlitwa prowadzi do odkrycia pragnienia, by przyszło królestwo Boże.


Gdy to wszystko już wiemy, warto zapytać samego siebie: "To dlaczego tak mało się modlę?"

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.41

Liczba głosów:

17

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~deon 10:02:28 | 2015-11-04
Najgorszą rzeczą w duchowości jest odklepywanie modlitw, których się nie rozumie, a co gorsza - nie akceptuje. Zobacz, jak się modlić, aby tego uniknąć.
więcej

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 00:32:24 | 2015-11-05
"Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie… Prosta prośba o uzbrojenie".
"O co modlimy się słowami szóstej prośby:"I nie wódź nas na pokuszenie?
Słowami szóstej prośby:I nie wódź nas na pokuszenie,uznając swoją słabość,w modlitwie uciekamy się do Boga, żeby nas uwolnił od pokus, a przynajmniej,żeby nam użyczył pomocy swej łaski,abyśmy mogli zwyciężać pokusy"(Piotr kardynał Gaspari Katechizm Katolicki)
To zestawienie to w kontekście tezy autora o potrzebie rozumienia modlitwy i jego majstrowaniu w jej tekście   

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 22:42:05 | 2015-11-04
Co zatem ludzie robią .... klepią zdrowaśki. 

Oceń 1 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?