Przychodzi neofita do Jezusa

Przychodzi neofita do Jezusa
(fot. shutterstock.com)
Logo źródła: Szum z Nieba Paweł Sawiak SJ

Jeśli mamy do czynienia z duchowym przebudzeniem i stajemy się neofitami, musimy wiedzieć o kilku sprawach. Sprawdź, jak zrobić następny krok w wierze.

Zwykła niedziela w jednej z miejskich parafii. Ludzie w różnym wieku, przekrój religijny mocno zróżnicowany. Największą grupę stanowią ci parafianie, których z różnych powodów tutaj nie ma. Potem mamy "przekonanych", pochodzących z rozmaitych katolickich wspólnot, oraz tradycyjne rodziny i sporo starszych pań. Tych spotkamy w kościele także w ciągu tygodnia.

Kolejni to ci, co do kościoła chodzą z przyzwyczajenia (coraz mniejsza gromadka w parafialnej rzeczywistości) oraz ci, co przyszli, bo czegoś chcą, ale nie wiedzą czego. Jest też kilka osób, które słuchając kolejnego kazania pozbawionego związku z rzeczywistością i problemami zwykłych ludzi - zaczynają myśleć o opuszczeniu kościelnych struktur i zajęciu się czymś "pożytecznym".

Ale na szczęście jest też kilka osób, stojących w różnych miejscach kościoła: na chórze, przy ołtarzu, za filarem, na zewnątrz, które wkrótce czeka mocne doświadczenie duchowe prowadzące do przemiany myślenia - czyli tzw. "nawrócenie".

DEON.PL POLECA

Pobudka w środku życia

Neofici, bo o nich tutaj mowa, to ludzie "świeżo nawróceni". Wywodzą się praktycznie z każdej z powyższych grup, choć ich droga do przemiany nie była jednakowa. Jedni po prostu zaczynają mieć dosyć rutyny w swoim "chodzeniu do kościoła" i stawiają sobie ultimatum: "Albo coś się zmieni, albo kończę z tą zabawą".

Inni napotkają fajnego księdza albo osobę dojrzale i ciekawie przeżywającą swoją wiarę, bez cienia dewocji. A pewna część ludzi zacznie szukać odpowiedzi na pytania nurtujące ich po jakiejś życiowej tragedii, np. odejściu kogoś bliskiego, rozwodzie rodziców.

Neofici przeżywają rodzaj oświecenia, przebudzenia duchowego czy opadnięcia łusek z oczu, mówiąc językiem biblijnym. Przemiana myślenia u nowo nawróconych prowadzi w większości przypadków do entuzjastycznego przeżywania wiary, spontanicznych rozmów o Bogu z przypadkowymi ludźmi w tramwaju czy do zwiększonej potrzeby praktyk religijnych.

Każda z tych osób potrzebuje osobnego podejścia i zainteresowania ze strony duszpasterzy, bo jak każda delikatna roślina wystawiona na zbyt wiele promieni słonecznych - może cierpieć na brak czystej wody lub zapuścić korzenie w ziemi mało żyznej i uschnąć. Czasem dzieje się z nimi tak, jak z Romkiem, Kasią i Tomkiem, których nawróceniu zaraz się przyjrzymy.

Romek, Kasia i Tomek

Romek, lat 20 - wzorowy ministrant i dobry uczeń. Kiedy poszedł na studia, zauważył, że chciałby czegoś więcej w relacji z Panem Bogiem niż tylko coniedzielna Msza. Wspólnota, do której trafił w duszpasterstwie akademickim, to grupa charyzmatyczna, więc zaproponowała mu przejście dziesięciotygodniowego Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym.

Jest to dla Romka tak duża zmiana z relacji "ja - Bóg moich rodziców" na relację osobową, że zaczyna poświęcać sprawom duchowym bardzo dużo czasu. Codziennie przed zajęciami na uczelni idzie na Mszę, a w chwilach wolnych od nauki czyta książki religijne.

Jego ulubioną lekturą są żywoty świętych zakonników i zakonnic, którzy czas poświęcają głównie modlitwie, rozmyślaniu i rozmowach o Bogu. I Romek też tak chce!

Problem w tym, że własna rzeczywistość zaczyna mu się mieszać z rzeczywistością świętych - w których życiu wiele wody w Wiśle musiało upłynąć, zanim doszli do głębi zażyłości z Jezusem, a i niejeden kryzys po drodze przeżyli. Jednak Romek o tym nie wie.

A jego obecny obraz Boga przynagla go do zwiększania ilości praktyk religijnych - Romek myśli, że inaczej w relacji z Bogiem niczego nie osiągnie. Poświęcając coraz więcej czasu na duchowość, zaniedbuje znajomych, którzy słusznie zaczynają się od niego odwracać. On twierdzi jednak, że to inni mają probem i że nikt go nie rozumie.

Kasia i Tomek to znajomi Romka, którzy poznawszy fajnego księdza na Przystanku Jezus - zaczynają swoją przygodę z wiarą dopiero teraz, po trzydziestce.

Kasia jest zafascynowana osobą Jezusa. Chodzi na spotkania modlitewne i uwielbieniowe, nawet od czasu do czasu przychodzi na Mszę, ale z Kościołem nie chce się za bardzo identyfikować. Ma wielki problem z księżmi, ponieważ pamięta nieprzyjemne sytuacje z czasów szkolnych, kiedy to katecheci - zamiast uczyć młodych jak wierzyć - w swojej nadgorliwości walczyli z całym zepsutym światem.

Przy okazji dostawało się też tym, którzy na religię przychodzili z przekonania. Poza tym, Kasia nie chce nawet słyszeć o nauczaniu Kościoła na temat in vitro, związków homoseksualnych czy antykoncepcji, uważając te poglądy za średniowieczne. Jest w niej pewne rozdarcie, wiele niezrozumienia i żalu.

Tomek z kolei idzie trochę inaczej. Zawsze interesował się historią i społeczną stroną życia, dlatego teraz, świeżo po nawróceniu - wiara mocno miesza mu się z polityką. Czyta więc mnóstwo internetowych blogów i magazynów, i codziennie zagląda na strony skrajnie prawicowych portali.

Jest wyznawcą teorii spiskowych i każdemu za wszelką cenę stara się je "sprzedać". Oburza się na tych katolików, co myślą inaczej, i twierdzi, że muszą jak najszybciej przejrzeć na oczy. Zupełnie nie akceptuje postaw i zachowań w Kościele, które uważa za liberalne i pochodzące ze "zgniłego Zachodu" (tj. Komunia na rękę, skoczna muzyka kościelna itp.).

Czy istnieje dla nich jakieś wyjście z obecnej sytuacji? Czy trzeba ich "nawracać z neofityzmu"? Jak mają przejść z tego, co dla nich nowe - do tego, co jeszcze nowsze?

Przychodzi neofita do Jezusa

Dobrym przykładem neofity w Nowym Testamencie jest Piotr. Jezus powołuje go zupełnie niespodziewanie, spotykają się w zwyczajnej, życiowej sytuacji - podobnie jak kiedyś dokonało się nawrócenie Romka, Kasi i Tomka. Piotrowi bardzo trudno jest zrozumieć niestandardowe działania Jezusa, dlatego akceptuje tylko pewną część z nich.

Jeśli przyjrzymy się postawie Jezusa wobec niego, to zobaczymy, z jaką cierpliwością patrzy On na różne zachowania przyszłej głowy Kościoła, akceptuje Piotra i daje mu czas.

Świeżo nawróconemu przede wszystkim trzeba dać żyć. Jeśli pozwoli mu się na dojrzewanie w wierze w jego własnym tempie - nie waląc po głowie tym, jak "powinno być" - być może wyrośnie z niego przyszły papież, tak jak to było z Piotrem? Po kilku latach bycia z Jezusem i z innymi uczniami, oraz po zesłaniu Ducha Świętego, Piotr staje się dla innych przykładem rozwoju wiary.

Z drugiej strony widzimy, że Jezus wcale nie pobłażał Piotrowi. Jego "zejdź mi z oczu, szatanie" świadczy o tym, że pomysły świeżo nawróconych czasem muszą być solidnie konfrontowane. Dobrze byłoby więc, aby neofici inwestowali czas w bycie z innymi - czy to we wspólnocie, na imprezach studenckich, czy na spotkaniach z kolegami z pracy - bo tylko wtedy to, co przeczytali i przemodlili, ma szansę wejść w życie.

Chodzi o kopanie głębiej

Czysta woda jest głęboko pod ziemią. To, co pochodzi z płytkich wód, płynie z pobliskiego bajora czy bagna, miesza się z gliną. Święty Paweł miał głęboką świadomość tego, że na początku nawrócenia pijemy duchowe "mleko", dostajemy lekkostrawną kaszkę, która w końcu przestanie nas karmić, a nawet nam smakować.

Każdy z nas, nie tylko świeżo nawróceni, potrzebuje pogłębiania swojej wiary. Jeśli przez dłuższy czas stoimy w miejscu w swojej relacji z Bogiem - woda, z której czerpaliśmy, zacznie cuchnąć. Trzeba nam kopać zawsze głębiej.

Jeśli mamy do czynienia z duchowym przebudzeniem i stajemy się neofitami, musimy mieć świadomość "bycia w drodze" - do czegoś zawsze lepszego od tego, co mamy. Ale ścieżka ta prowadzi przez wiele trudu i weryfikacji.

Jednak ufność, że Bóg zawsze dobrze prowadzi, oraz dobry kierownik duchowy, zaawansowany w wierze przyjaciel lub rekolekcje otwierające nam serce na Boga i na ludzi - to niezbędne narzędzia, które neofita powinien zabrać do plecaka na drogę.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przychodzi neofita do Jezusa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.