Jak poznać wolę Bożą?

(fot. shutterstock.com)

Poznanie i wypełnienie woli Bożej wydaje się być jednym z zagadnień, wokół których narosło najwięcej nieporozumień. Wielokrotnie w rozmowach słyszałem westchnienia pełne nadziei: "Gdybym tylko usłyszała od Boga, że mam wyjść za tego, konkretnego mężczyznę, to bym to zrobiła!". Albo: "Gdybym tylko usłyszał od Boga, że mam zostać kapłanem to bym to zrobił!". A jednak nic takiego się nie dzieje.

 
Gdy stoimy przed wyborem ważnej decyzji życiowej zazwyczaj nie słyszymy w głowie wyraźnego, słyszalnego głosu Boga: "Zrób to i to". Nie! A jednak jesteśmy przekonani, że istnieje coś takiego jak wola Boża w odniesieniu do naszego życia. Wierzymy przecież, że istnieje taki sposób życia i takie decyzje, które mogą być wypełnianiem woli Bożej.
 
Św. Paweł w Liście do Rzymian stwierdza wyraźnie, że sposobem na poznanie woli Bożej jest rozumna służba Boża i pisze:
 
A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12, 1-2).
 
A więc wolę Bożą możemy poznawać za pomocą konkretnych środków. Na pierwszym miejscu zostaje wymienione trzeźwe, logiczne myślenie i dbałość o to, aby nasz umysł odnawiał się pod wpływem Ducha Świętego. Chodzi o to wszystko, co nazywamy w sobie trzeźwym myśleniem nie zmąconym różnego rodzaju nowinkami o lepszym świecie dostępnym o tyle, o ile kupimy to, czy tamto. Nie chodzi też o myślenie zakłócone emocjonalnym przywiązaniem, w którym potrafimy oszukiwać samych siebie pędząc od jednej przyjemności do drugiej lub wikłając się w niezdrowe relacje. Św. Paweł podpowiada nam, że wola Boża to coś dla nas dobrego.
 
Jak więc rozpoznać co jest dla nas dobre, a co złe? Tu z pomocą przychodzi nam głos sumienia. Najprostsza jego definicja mówi, że to głos samego Boga, który w nas rozbrzmiewa i poucza nas o dobru, które mamy czynić i o złu, którego mamy unikać (por. KKK 1776). Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas również, że ten głos będzie w nas zawsze rozbrzmiewał, nawet wtedy, gdy osłabimy go naszym złym postępowaniem. Nigdy w nas nie zamilknie (por. KKK 1865). Jest to rodzaj duchowego kompasu, który do końca naszych dni będzie wskazywał właściwy kierunek życia. Lubię porównywać sumienie do samochodowej nawigacji GPS. Nawet wtedy, gdy zmylimy drogę i pojedziemy nie tam, gdzie trzeba, GPS odzywa się po chwili i informuje nas, że... oblicza nową trasę! A po kolejnej chwili informuje nas z niewzruszoną stanowczością jak mamy jechać, by dotrzeć do celu. Podobnie jest z sumieniem. Gdy postąpimy niewłaściwie, wtedy odzywa się ponownie i wyraźnie nakazuje nam powrót na właściwą drogę.
 

Co Bogu przyjemne ...

 
 
List do Rzymian wskazuje, że wola Boża to coś Bogu przyjemnego. Czy zwrot ten oznacza, że Bóg ma pewną tajemniczą listę zachowań, które Mu się podobają i jeśli uda nam się ją odnaleźć i odczytać, to będziemy mogli niezawodnie pełnić Jego wolę? Nie wydaje mi się, że mamy traktować Boga jako kogoś, kogo możemy zadowolić naszym postępowaniem. To, że coś może być Bogu przyjemne odczytuję przede wszystkim jako powołanie do osobistej odpowiedzialności. O co tu chodzi?
 
Często spotykamy ludzi, którzy owszem wykonują jakieś polecenia, postępują za głosem sumienia, ale są po prostu smutni i niezadowoleni z tego, co robią. Są poprawni, ale nie ma w nich radości i życia. Czy takie postępowanie może być Bogu przyjemnej? Gdy widzę wokół siebie osoby zatroskane o dobro, a jednocześnie umęczone tym zatroskaniem np. z powodu przesadnej odpowiedzialności, to nie czuję w sobie przyjemności z powodu ich umęczenia. Może więc tym, co jest Bogu przyjemne jest nie tylko to, co robimy, ale też to jak to robimy?Mówiąc o odpowiedzialności mam na myśli postawę pewnej dorosłości i dojrzałości, dzięki której umiemy zdecydować się na czasem przykre dla nas działania, ale konieczne dla naszego osobistego dobra lub dobra bliźnich. Realizacja woli Bożej zakładałaby więc nie tylko to, że przedmiotem naszego działania ma być coś dobrego, ale również to, że w realizację tego dobra zaangażujemy w pełni nasz rozum i wolę. Wyrazem takiej dojrzałej postawy jest chociażby zadeklarowanie się: "Chcę to zrobić, bo choć wiem, że to dla mnie jest trudne, to dostrzegam w tym sens!". Często uciekamy przed podjęciem decyzji do końca i po prostu mówimy sobie: "Chciałbym to zrobić", "Nie chcę, ale muszę". A czasami: "Wypada tak postąpić, bo co inni pomyślą o mnie" itd. Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, jak ważne dla Boga jest nasze "chcę". Ktoś powiedział, że słowo "chcę" jest magiczne. Czemu? Gdyż ma moc sprawczą! Gdyż powoduje zaangażowanie całej moje osoby w to, co sobie wyznaczam. Warto w tym miejscu postawić sobie pytanie: "Jak często używam słowa chcę, a jak często słowa muszę?".
 
Spróbujmy postawić się na miejscu Pana Boga. Pomyślmy, że dziś Bóg dał nam możliwość dokonania czegoś dobrego. Tym dobrem może być np. spotkanie z przyjacielem, który jest w trudnej sytuacji. Po rozeznaniu swoich możliwości stwierdzamy, że owszem dysponujemy nawet wystarczającym czasem, aby wysłuchać przyjaciela i zwyczajnie pokrzepić go swoją obecnością i uważnym wysłuchaniem, a może jakąś radą. Jednak badając swoje serce odkrywamy, że jest w nas pewien opór. Okazuje się, że już dawno nie widzieliśmy się z nim i gdzieś zaczął w nas narastać opór przed spotkaniem wynikający chociażby z żalu, że wcześniej się do nas nie odzywał i robi to dopiero teraz, gdy jest w potrzebie. Jest więc przed nami konkretne dobro. Czujemy, że będzie ono przyjemne Bogu, gdy wbrew swoim odczuciom opowiemy się po stronie pewnych zasad i wartości i pójdziemy za nimi wbrew pewnej niechęci. I właśnie to przełamanie siebie, swojego oporu, niechęci jest Bogu niezwykle przyjemne, a nasze działanie może uczynić pełniejszym.
 
Warto w tym miejscu odwołać się do sytuacji Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (por. Łk 22, 39-46). Jezus modli się tam następująco: "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!". Tę modlitwę odczytuję jako prośbę Jezusa skierowaną do Ojca: "Ojcze, jeśli jest możliwe, aby zbawienie świata dokonało się inaczej, to proszę o to. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!". Jezus ostatecznie przełamuje się wewnętrznie i zgadza się na to, co dopuścił Ojciec, choć po ludzku wydaje mu się to straszne i bolesne. A Ojciec chce ukazać światu, że miłość Boga do człowieka jest większa niż wszystko, większa nawet od wycofania się w obliczu śmierci. Jednak ta modlitwa Jezusa, a przede wszystkim Jego dalsze postępowanie jest oczywistym świadectwem tego, że nie tyle musiał nas zbawić, co po prostu chciał nas zbawić. Bo do końca nas umiłował! Widząc, że zbawienie świata jest możliwe jedynie poprzez bolesną ofiarę z siebie, ofiarę z pragnienia miłości do człowieka, Jezus ostatecznie decyduje się na nią. Jest Jedynym, który chce i może dokonać tej ofiary. Dlatego jest naszym Zbawicielem, bo chciał wypełnić wolę Ojca do końca. I uczynił to podtrzymywany Jego miłością.
 
W każdym naszym wyborze dobra wcześniej czy później pojawi się coś, czego wcześniej nie przewidywaliśmy. Jeden z nieżyjących już jezuitów zwykł mawiać, że każde dobro musi zostać ukarane. Nie chodzi tu o cynizm, ale o pewien realizm. Ilekroć bowiem decydujemy się na realizację jakiegoś dobra, tylekroć możemy spodziewać się jakiegoś oporu - czy to w nas samych, czy w ludziach wokół nas, czy w świecie. Pojawia się tu miejsce dla naszego "chcę i pragnę" jak powie św. Ignacy Loyola. Miejsce na potwierdzenie do końca naszej decyzji już nie tyle w słowach, co przede wszystkim w czynach: w wysiłku, pocie, wyrzeczeniach, zmaganiu się ze sobą... I właśnie nasz upór po stronie dobra jest Bogu miły i przyjemny. Całe chrześcijaństwo krąży wokół tematu ofiary. Nasze życie ma być ofiarą składaną czynami i postawami Bogu i bliźnim. Oto sens powszechnego kapłaństwa wiernych. Jednak biada tym, którzy chcą ją składać dlatego, że muszą, czy dlatego, że wypada. Czy ma wtedy sens? Wydaje się, że i z takimi naszymi niedojrzałymi postawami Bóg może sobie poradzić. Przykładem może być postawa Szymona z Cyreny, który został przymuszony, aby nieść krzyż Jezusa. A jednak Jezus przyjął jego wymuszoną pomoc. Tradycja chrześcijańska mówi o późniejszym nawróceniu Szymona. Ten wątek jego wewnętrznej przemiany został pięknie ukazany w filmie Mela Gibsona "Pasja".
 
Co doskonałe ....
 
Na koniec wypada zastanowić się nad ostatnią cechą wypełniania woli Bożej czyli szukaniem i realizowaniem tego, co doskonałe. Czy to wezwanie św. Pawła oznacza, że pełnić wolę Bożą mogą jedynie perfekcjoniści? Na marginesie warto postawić sobie pytanie: "Czyją wolę pełnią perfekcjoniści: bardziej Bożą czy raczej swoją własną?". Ale powróćmy do postawionej kwestii. Przez to, co doskonałe rozumiem rozeznanie tego, co mam robić w swoim życiu w relacji do swoich możliwości, do tego, co najbardziej odpowiada moim zdolnościom, talentom ale i ograniczeniom. Przypomina mi się w tym miejscu słynne powiedzenie św. Augustyna, że łaska buduje na naturze. Jeśli komuś naprawdę zależy na dobrym pełnieniu woli Bożej musi poznać siebie. Musi zdobyć samoświadomość swoich zalet i wad, swojego charakteru i temperamentu. Można łatwo wyrządzić szkodę sobie i innym wybierając jakąś drogę życia, która bardzo kłóci się z naturalnymi predyspozycjami. Pójście za swoimi chęciami bez wzięcia pod uwagę swoich możliwości może grozić późniejszym zgorzknieniem i niezadowoleniem, poczuciem bycia nie na swoim miejscu, życia w niezgodzie ze sobą.
 
Często w rozmowach spotykam się z przekonaniem, że Bóg, gdzieś w jakimś tajemniczym i pilnie strzeżonym sejfie zapisał na maleńkiej karteczce, co dokładnie jest powołaniem danego człowieka. Na owej karteczce rzekomo ma się znajdować dokładny opis powołania życiowego owego mężczyzny lub kobiety. Problem tkwi tylko w tym, jak do tego sejfu się dostać. W takiej wizji woli bożej (specjalnie używam małej litery), Bóg jawi się jako ktoś okrutny. Skoro wszystko wie, to wie również, co mam w życiu robić. A więc wie kim mam zostać, z kim zawrzeć związek małżeński itd. Ale niestety z jakiegoś powodu nie chce mi tego powiedzieć. Tak więc całe swoje życie człowiek traci na odnalezienie woli Bożej, na odgadnięcie czego Bóg od niego chce i tak jej nie znajdując.
 
Gdy w rozmowie proponuję odwrócenie paradygmatu obrazu Boga i sugeruję, że może nie tyle Bóg wszystko wie, co przede wszystkim jest ciekaw tego, co dobrego zrobisz ze swoim życiem, widzę błysk życia w oczach rozmówcy: "Jak to? To Bóg może nie wiedzieć co ja uczynię ze swoim życiem?". W moim przekonaniu Bóg przede wszystkim jest ciekaw tego, jak wykorzystamy dar życia wraz ze wszystkimi możliwościami, które zostały nam udzielone. Wizja Boga, który już zawczasu dokładnie ustalił plan na nasze życie jest po prostu paraliżująca! Często spotykam ludzi, którzy w swoim sercu noszą pragnienia dobra, ale go nie realizują. Dlaczego? Ze strachu! Boją się, że a nuż nie wstrzelą się w to, co Bóg wcześniej zaplanował. Okropne! A jednak taka wizja Boga towarzyszy wielu osobom.
 
Bóg ma plan na Twoje życie!
 
Jak więc ostatecznie jest z tym planem Bożym? Czy istnieje? A jeśli tak, to jaki jest? Owszem istnieje i od razu mogę ci powiedzieć jaki jest. Otóż Jego plan względem ciebie jest taki... abyś był szczęśliwy w swoim życiu! Koniec kropka! Natomiast to, w jaki sposób to zrealizujesz, zależy od ciebie, od twojej pomysłowości. Chodzi o to, aby po pierwsze czynić to, co mieści się w ramach dobra wyznaczonego przez Boże przykazania. A po drugie, aby czynić to z pasją. Aby realizować swoje marzenia i najgłębsze pragnienia. Aby wykorzystywać swoje talenty. Aby również brać pod uwagę swoje... ograniczenia. A więc będzie to pewien kompromis między marzeniami a realnymi możliwościami. Ale zdrowy i potrzebny kompromis, który nie wyklucza marzeń. Właśnie takiego dobrego i radosnego życia Bóg pragnie dla ciebie. I to jest Boży Plan na Twoje życie! Jeśli pójdziesz za tym planem urzeczywistniając go w konkretnej formie życia, wtedy pewnego dnia zapytasz Boga: "Panie, Boże, czy to jest właśnie ta droga, którą dla mnie kiedyś wybrałeś?". I usłyszysz Jego pełną miłości odpowiedź: "Tak! To jest właśnie ta droga, o której kiedyś myślałem, że byłaby dla ciebie najlepsza, ale nie chciałem ci tego mówić wprost, bo bardzo mi zależało na tym, abyś ty sam ją odnalazł i w pełnej wolności poszedł za nią!".
 
Na zakończenie chcę przytoczyć historyjkę o małym Janku, który był bardzo wyczekiwanym dzieckiem przez swoich rodziców. Przyszedł na świat w rodzinie muzyków. I rodzice od samego początku pragnęli, aby Janek został muzykiem tak, jak oni. Gdy przyszedł czas nauki posłali Janka do szkoły muzycznej. Kupili mu fortepian, dbali o prywatne lekcje gry itd. Pewnego dnia, gdy Janek miał już piętnaście lat i całkiem dobrze grał na fortepianie, zupełnie przez "przypadek" włączył telewizor i natrafił na sprawozdanie z wyścigów Formuły 1. Na ekranie zobaczył bolid kierowany sprawnie przez Roberta Kubicę. Poczuł zachwyt, którego wcześniej nie odczuwał uderzając w klawisze fortepianu. W jednej chwili zrozumiał, że urodził się w jednym celu: aby zostać kierowcą Formuły 1. Podekscytowany wpada więc do pokoju rodziców i krzyczy: "Mamo, tato, chcę od teraz zrobić wszystko, aby zostać kierowcą Formuły 1!". Co zrobią kochający rodzice? Zapewne będzie im żal, że Janek nie pójdzie w ich ślady. Jednak wiedząc, że nie mogą uszczęśliwiać syna na siłę staną po jego stronie i zapewne odpowiedzą: "Myśleliśmy, że najlepszym rozwiązaniem dla ciebie było, abyś został pianistą. Skoro jednak z całych sił pragniesz zostać kierowcą wyścigowym, to od dzisiaj jesteśmy gotowi cię w tym wspierać".
 
Kim jest Pan Bóg? Jaka jest Jego wola względem ciebie? Odpowiedź jest zapisana w Twoim sercu. Nie bój się sięgnąć do niego i pójść za tym, co w nim zostało zapisane przed wiekami! A On z pewnością będzie cię w tym wspierał.
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.9

Liczba głosów:

77

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~s. 17:46:39 | 2015-01-06
Piękny artykuł! Ważne jest by czynić dobro oraz przy tym, co robimy, w pełni poddawać się Bogu. Właśnie tak jak Jezus! ("Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!") Jeśli już coś robimy, a nie wychodzi nam to do końca tak, jakbyśmy chcieli - prośmy Boga o pomoc, a jednocześnie poddajmy się Jego woli. Może rzeczywiście, to, co robimy teraz nie jest naszym Bożym Planem. Może, Bóg chce nas zaprowadzić gdzieś indziej? Po prostu przyjmujmy z pokorą wszystko, co dostajemy od Boga. I prośmy Go o to, by zawsze nas prowadził.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Królewna Śnieżka 19:02:49 | 2014-08-30
Dziękuję za podnoszący na duchu tekst.
Rzeczywiście nigdy nie pomyślałam o tym, że dla Boga jest różnica między moim "chcę" a "czuję, że powinnam" - i to różnica dość znacząca. Bo przez takie wewnętrzne poczucie przymusu można wpaść w niezłą paranoję, o czym zdążyłam się przekonać.
A fragment o poznawaniu swoich zdolności i ograniczeń muszę chyba wydrukować i wręczyć osobom, które notorycznie przypominają, że jako kobieta powinnam przede wszystkim znaleźć męża i wychować dzieci.
Pozdrawiam.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Niochlem 10:58:07 | 2014-08-30
Autor to Świadek Jehowy...

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Joanna 11:34:22 | 2014-08-25
Zgadzam się z autorem. Nie dostaniemy gotowych i konkretnych odpowiedzi na nasze życie i nasze wybory w życiu. Trzeba zrobić wysiłek, trochę się potrudzić w szukaniu - rozeznawaniu. Jaka to dla nas korzyść jak dostaniemy jedną gotową odpowiedż czy podane "na tacy" wskazówki? Czy wszyscy jesteśmy tacy sami?, i ile musiałoby być takich wskazówek...Każdy z nas jest inny, wyjątkowy na swój sposób i Bóg to szanuje nie narzucając nam gotowych planów na całe życie.
Postępując krok po kroku według wskazówek stawalibyśmy się jak zaprogramowane roboty - zaprogramowane na szczęście?

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Rafał Borowski 11:14:18 | 2014-08-25
@Dariusz Michalski SJ – tak.

@kate – odniosę się tylko do:
„Chcę czytać artykuły o uniwersalnych kodach, które można by zastosować do każdego człowieka niezależnie od płci, rasy, języka czy przynależności etnicznej”

Chcę równouprawnienia płci, ras, języków, narodów. Również szukam wspólnego języka porozumienia, zgody. Ale nie możemy się oszukiwać, że te jednostki nie są takie same. Są inne, a więc inaczej funkcjonują, rozumują, posługują się innym językiem, który najlepiej trafi do nich. To jest różnorodność świata. Nie możemy zunifikować świata, bo to wbrew nieskończonej wyobraźni Boga Wszechmogącego. W Niebie będzie jeszcze większa różnorodność, a nie, że wszyscy ubrani tylko w białe szaty, chodzący z pobożnymi twarzami w kółko ze złączonym rączkami do modlitwy i śpiewającymi tylko hymny pochwalne. Cywilizacja Niebiańska to dopiero będzie zróżnicowana, urozmaicona przewspaniała przygoda na wieki.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Andrzej 10:09:25 | 2014-08-25
A jednak, mimo tych wszystkich gorzkich słów, coś was jednak niepokoi, czegoś szukacie, czegoś lub Kogoś wam brakuje, skoro zaglądacie do katolickich portali....

Oceń 14 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ryfka 01:35:52 | 2014-08-25
"...jak zwykle miganie sie od konkretnej odpowiedzi i banały, które powtarzane są wszędzie..." - cała religia jest o tym, same banały, zero konkretów, okrągłe zdania z których zawsze wynika, tylko to że Jezus Cię kocha jest pełen dobroci dla Ciebie: czy leżysz na plaży szcześliwy/ szcześliwa z mężem/ żoną u boku, jest wspaniale i mucha nie siada, czy dowiadujesz się że masz raka, czy twoje dziecko umiera w hospicjum, to zawsze odpowiedź jest taka sama, standardowa, przewidywalna do bólu: Jezus cię kocha, jest miłosierny i ma najlepszy plan na Twoje życie.
Wystarczy się dłużej zastanowić, że religia to tylko banały, frazesy pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.

Oceń 6 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Edyta 23:43:32 | 2014-08-24
Tekst jest za długi. Musiałam go podzielić na "dwa podejścia", bo chciałam przeczytać koniecznie na temat, który mnie mocno nurtuje i ciekawi. Niestety jestem zawiedziona - jak zwykle miganie sie od konkretnej odpowiedzi i banały, które powtarzane są wszędzie. W zasadzie można rozumieć, że odpowiedź na to, jaka jest wola Boża co do danego człowieka jest w nim samym - zalatuje to troszeczkę filozofią wschodu. Uważam, że ni edo końca tak jest. Poznaj siebie - ok, bądź świadomy siebie - ok, żyj w zgodzie ze sobą - ok, ale nie zawsze to, czego się chce jest tym, czego chce Bóg. Czasami pomysł Pana Boga na ciebie jest lepszy niż ci się początkowo wydaje. I czasem to, co ty chcesz nie jest tym, czego chce Bóg... Jednak warto się wówczas nie upierać przy swoim.

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania 17:17:53 | 2014-08-24
Nie do końca zgadzam się z autorem. "Otóż Jego plan względem ciebie jest taki... abyś był szczęśliwy w swoim życiu!" nie jestem o tym przekonana, że to jest centrum planu Boga dla nas. Na pewno Bóg chce byśmy się z nim spotkali w raju i tam będziemy wszyscy razem szczęśliwi. Ale czy akurat ten krótki okres naszego pobytu na ziemi ma być szczęśliwy. Chyba sam fakt grzechu pierworodnego to uniemozliwa, nasze słabości i wady. Słyszałm kiedyś wypowiedź amerykańskiego pastora, który właśnie twierdził, że dzisiejszy świat zupełnie wprowadza nas w błąd mówiąc, że każdy może/musi być szczęśliwy! Czy życie świętych było takie "szczęśliwe" w rozumieniu dzisiejszego świata. Czy Maryja z Józefem byli super szczęśliwi, że na czas porodu musieli schronić się w pasterskiej szopie, a potem uciekać do innego kraju? Samo życie Jezusa na ziemi... te ciągłe niedowierzanie ludzi i na końcu totalne przez nich odrzucenie.... Oczywiście, są piękne momenty w życiu i naszym i swiętych i nie wątpliwie Pan Bóg chce byśmy ich doświadczali jak najwięcej. Ale jak mówi tekst znanej piosenki "W życiu piękne są tylko chwile" przynajmniej ja tez tak uważam. P.S. A chyba tak najlepiej sumuje to jedno zdanie, które kiedyś gdzieś przeczytałam "Bóg obiecuje bezpieczne lądowanie, ale nie spokojny lot." Pozdrawiam!

Oceń 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Hasesis 15:50:51 | 2014-08-24
Bardzo inspirujący artykuł :)

"Nie bój się sięgnąć do niego i pójść za tym, co w nim zostało zapisane przed wiekami!"

Naszła mnie w tym momencie refleksja, choć właściwie miałam napisać coś zupełnie innego.
Jakże jednak często mylimy strach z szacunkiem...
Boimy się bólu, boimy się Boga...
zamiast bac się tego, że mogę w tym życiu nie zdążyc Go poznać, odkryć w sobie Jego wielką miłość...
nie ma respektu przed Jego wielkością, nie ma we mnie pokory...
a może właśnie z tego strachu przed samotnością, przed tym co sie ze mną stanie po śmierci decyduję się zacząć w Niego wierzyć...
strach mną zawładnął? czy robię to, bo to mi ważne i najważniejsze, by odkryć Go w sobie... zacząć działać dla Niego jak On dla mnie wszystko robi...

Oceń 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook