Gdyby mi nie ukradł, to byłbym biedny

Gdyby mi nie ukradł, to byłbym biedny
(fot. the contented / flickr.com)

Od kilku dni doświadczam, jak Jezus przychodzi do mnie wieczór po wieczorze przy blasku menory. To kiedyś było dla nie do pomyślenia.

Miałem sobie ułożyć jakiś program na zaczynający się Adwent. Miało być, że bez fejsa, i takie tam. Ale uświadomiłem sobie, że najlepszym programem na Adwent jest po prostu otwartość na Boże zaskoczenie. To jest czas, w którym czekamy na to, co niespodziewane. To, do czego zaprasza nas Bóg, to czuwać w otwartości na Jego przyjście. Nie mając jednocześnie pojęcia w jaki sposób się ono dokona.

Pierwsza część Adwentu jest przeżywana w duchu oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa. Wołamy "Marana Tha". Ale nie wiemy kiedy i jak przyjdzie. Wyrażamy nasze pragnienie, oczekiwanie, a tym samym zgadzamy się, żeby nas tym zaskoczył.

Podobnie jest z drugą częścią tego okresu. Przygotowujemy się do przeżywania tajemnicy wydarzenia, które doskonale znamy, bo jest historyczne, przeżywane co roku. Wydaje się, że tutaj trudniej o element zaskoczenia. Jednak tajemnica Bożego Narodzenia jak najbardziej wiąże się z Bożym zaskoczeniem. Sam pomysł Boga na to, żeby stać się człowiekiem przekraczał zdecydowanie żydowskie myślenie na Jego temat. To nie było do przyjęcia. Czas rozwiązania zastał Maryję i Józefa w drodze, poza domem. To nie było zaplanowane. Wiązało się z tym napięcie, nagła potrzeba szukania miejsca na poród. Mieszkańcy Betlejem wcale nie byli otwarci na taką niespodziankę. Nikt w mieście ich nie przyjął. Trzeba było pójść tam, gdzie było miejsce. I tu coś niesamowitego, może nawet gorszącego dla niektórych: Syn Boży rodzi się w jakiejś grocie pasterskiej. Liturgiści powiedzieliby dzisiaj, że to strasznie niegodne nadużycie. Bóg zaskoczył wszystkich! Takiego miejsca dla Boga nikt by nie oczekiwał.

DEON.PL POLECA

Również sama osoba Maryi, która prowadzi nas przez cały okres Adwentu jest dla mnie najlepszym świadkiem otwarcia na to, co niespodziewane. Młoda dziewczyna miała zapewne swoje plany na życie, zbliżał się ślub z Józefem, bliska perspektywa rodziny, domu, dzieci. I nagle wchodzi w to Bóg, który mówi: Będziesz matką Syna Bożego i poczniesz go za sprawą Ducha Świętego. Wszystko wywraca się do góry nogami. Józef miał prawo być zgorszony, po ludzku nie miał szans tego zrozumieć. A jednak Maryja mówi: Niech mi się stanie według słowa Twego. Co za szaleństwo!

Co w związku z moim Adwentem 2013? No właśnie to, że staję na jego początku i nie wiem kiedy i jak będzie przychodził do mnie Jezus. Ewangelia, która mnie wprowadza w ten czas mówi jasno: "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie". Z jednej strony jest pewne, że Bóg zaskakuje. A z drugiej strony wzywa do czuwania. Czy to czuwanie ma zlikwidować efekt zaskoczenia? Ależ skąd. Ono ma sprawić, że przyjmę to, w jak zaskakujący sposób przyjdzie Bóg. Czuwać znaczy być otwartym na to, co Boże. Nie mieć wcale tego pod kontrolą, ale wejść w to.

Jezus mówi, że przyjdzie jak Złodziej. Już samo porównanie mnie rusza. Jezus-Złodziej? Mocne. On przychodzi mnie okraść. I zapowiada to: Chcę przyjść, żeby zabrać ci, twoje wypracowane schematy; twoje zabezpieczenia, także te pobożne; twój święty spokój; twoje przekonanie, że wiesz jak ma być; twoje ideały.

Jezus jest świadomy, że naturalną reakcją gospodarza jest nie pozwolić na to. I to jest niebezpieczeństwo. Nie facebook, czy inna pierdoła może mi przeszkodzić dobrze przeżyć ten Adwent. Moje zamknięcie się w tym, co moje, obwarowanie swojego życia, zabezpieczenie się przed Złodziejem może sprawić, że całe to czuwanie pójdzie na marne. Bo nie mam czuwać, żeby nie dać wejść Złodziejowi, ale czuwać, żeby w odpowiednim momencie otworzyć Mu okno, drzwi. Chcę zrobić w swoim życiu to, co o Kościele kiedyś powiedział bł. Jan XXIII: Trzeba otworzyć tu okno.

Od kilku dni doświadczam, jak Jezus przychodzi do mnie wieczór po wieczorze przy blasku menory. To kiedyś było dla nie do pomyślenia. Pierwszy bym walczył z takim czymś. A dzisiaj doświadczam, że On przychodzi do katolickiego księdza podczas żydowskiego święta Chanuki. Musiał mi coś ukraść, żebym mógł dzisiaj być otwarty na to doświadczenie. Gdyby mi nie ukradł, to byłbym biedny.

Bóg zaprasza mnie, żeby dać się okraść, po to, żeby stać się bogatszym. Dać się okraść z moich racji i schematów, aby stać się bogatszym w Boże niespodziewane przyjścia. Jezus mówi, żeby być gotowym, bo On przyjdzie w chwili, której się nie domyślam. Dla mnie to oznacza, że muszę być gotowym, żeby w odpowiednim momencie odpuścić to, co moje, to co jest moim domysłem, wymysłem na temat tego, jak On może, a jak nie może przychodzić. I po prostu pozwolić Mu przyjść tak, jak On chce. Nawet jeśli to wywraca to, co było dotychczas.

Mój program na ten Adwent (i nie tylko) to otwartość na Boga, który przychodzi po swojemu, inaczej, zaskakująco.

Tekst pochodzi z bloga ks. Łukasz Kachnowicza: kachnowicz.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Gdyby mi nie ukradł, to byłbym biedny
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.