Szatan zrobi wszystko, byś tam nie szedł

Szum z Nieba
(fot. shutterstock.com)

Jedną z największych pokus, jaką szatan wzbudza w sercu człowieka, by odciągnąć go od spowiedzi, jest: "Po co masz klękać w konfesjonale przed kimś, kto też jest tylko człowiekiem i też grzeszy? Idź do lasu, Bóg jest wszędzie! Wykrzycz swoje grzechy, napisz na kartce i spal - to jakoś do Boga dojdzie".

 

A jednak Pan Bóg wymyślił to tak, że mam uklęknąć przed kapłanem i jemu powiedzieć swoje grzechy. Wiedząc jednocześnie, że w nim sam Chrystus słucha mojej spowiedzi.

 

Pokusa pychy

 

Pycha jest potężnym grzechem, a spowiedź daje nam możliwość walki z nią - właśnie przez osobę kapłana. Pięknie mówił o tym Jan Maria Vianney: "Spróbuj poprosić Maryję albo aniołów, żeby cię wyspowiadali. Chociaż są w niebie i są tak blisko Boga, to nie mogą. A zwykły ksiądz, chociażbyś go nie lubił, ma moc odpuszczenia grzechów".

 

I tę prawdę trzeba przyjąć, że do odpuszczenia grzechów potrzebny jest kapłan. Księża też się spowiadają u siebie nawzajem, więc nie jest to tylko problem ludzi świeckich. Ksiądz sam siebie rozgrzeszyć nie może, więc nawet biskup i papież spowiada się u drugiego człowieka.

 

Krok ponad lękiem


Pokusa podsuwana przez szatana może się objawić pychą ("Dlaczego mam mówić innemu człowiekowi swoje grzechy?"), ale także strachem ("Zostanę oceniony!"). Nikt z nas nie lubi być oceniany, więc w odniesieniu do spowiedzi zaczyna się tworzyć naturalna bariera. Jednak spowiednik nie ma prawa cię ocenić, on ma cię wypuścić z konfesjonału w lepszym stanie niż przyszedłeś - tak nas uczą w seminarium.


Do tego Kościół daje niesamowitą gwarancję i pewność ludziom, którzy się spowiadają - jest nią tajemnica spowiedzi. Znam bardzo wielu księży. Spotkałem w swoim życiu takich, którzy są dla mnie wzorem, jak i tych, których nie chciałbym naśladować. Natomiast nigdy nie spotkałem księdza, który by się nie przejmował tajemnicą spowiedzi. To bardzo poważna sprawa, ponieważ kapłan zdradzający tajemnicę spowiedzi - podlega karze ekskomuniki. I nie spotkałem takiego, który by lekceważąco do tego podchodził.


Nie warto też się przejmować, że ksiądz zapamięta moje grzechy. Proszę sobie wyobrazić spowiedź od jego strony: siedzi w konfesjonale, co chwilę przychodzą ludzie, mówią o swoim życiu i o swoich grzechach. Choćby i chciał, nie jest w stanie tego wszystkiego zapamiętać. Konfesjonał jest jak pralka - ludzie wchodzą do niego z brudnym sumieniem, a wychodzą z czystym. Ale te brudy tam zostają, co nie jest ani przyjemne, ani fascynujące. Fascynujące i niesamowite jest to, że Pan Bóg to wszystko odpuszcza! To przepiękny moment, kiedy mogę udzielić rozgrzeszenia…

 

Ekskluzywny grzesznik?


Możesz mieć pokusę, by myśleć, że jesteś wyjątkowym grzesznikiem: "Zobacz, nikt tak nie grzeszy jak ty". Mówi się, że szatan kusi dwa razy: przed grzechem mówi: "Zrób to, będzie fajnie" - a po: "Widzisz, jednak to zrobiłeś! Jesteś do niczego". Może pojawić się myśl: "Co ksiądz o mnie pomyśli? Na pewno się nie spodziewa, że mogę mieć takie grzechy. Zgorszy się, wybiegnie z krzykiem z konfesjonału". To jest pokusa wyjątkowości twojego grzechu.


A prawda jest taka, że ksiądz niczym się nie zgorszy ani nie zdziwi - wystarczy, że choć trochę posiedział w konfesjonale. Do tego zna też swoje życie i swoje grzechy. Świadomość własnego grzechu pomaga mu w nieocenianiu. Dlatego strach przed księdzem naprawdę nie ma sensu.


Kościół daje nam jeszcze jedną, piękną możliwość. Chrzest powinieneś przyjąć we własnej parafii, Pierwszą Komunię też, podobnie jest ze ślubem i pogrzebem - a jeśli chcesz to zrobić w innej parafii, twój proboszcz musi dać ci na to pozwolenie (nie ma z tym zazwyczaj problemów). Natomiast spowiedź nie jest niczym ograniczona - możesz się spowiadać, gdzie chcesz, i wybrać takiego spowiednika, jakiego chcesz.

 

Poszukaj dobrego spowiednika


Spotykam czasem ludzi, których ksiądz źle potraktował podczas spowiedzi. Po takim doświadczeniu mają blokadę i nie chcą się spowiadać. Może zdarzyło się to i tobie. Przepraszam cię w imieniu tego księdza. Pamiętaj jednak, że nie spowiadając się, nie szkodzisz tamtemu spowiednikowi (on sobie dalej żyje), natomiast ty odsuniesz się od Chrystusa. Warto spróbować przebaczyć temu księdzu i zapomnieć.


Gdy byłem klerykiem, poszedłem się wyspowiadać do katedry we Wrocławiu. Powiedziałem swoje grzechy i usłyszałem: "Nie dostaniesz rozgrzeszenia, bo nie żałujesz". Zatkało mnie! Próbowałem się bronić, mówiąc, że samo to, iż przyszedłem, oznacza, że żałuję. Ksiądz mi odpowiedział: "Nie dyskutuj ze mną! Wyjdź, nie dostaniesz rozgrzeszenia". Wyszedłem z katedry, obszedłem ją kilka razy w koło, żeby dojść do siebie, i wróciłem. Poszedłem do innego księdza, wyspowiadałem się i dostałem rozgrzeszenie. Nie mam pojęcia, czy tamten ksiądz miał gorszy dzień, czy coś go wcześniej zdenerwowało, czy może ja rzeczywiście tak o swoich grzechach mówiłem, że wyglądało na to, że nie ma we mnie żalu. Ale najgłupszą rzeczą, jaką bym wtedy zrobił, byłoby zdjęcie sutanny i powiedzenie: "Odchodzę z zakonu, odchodzę z Kościoła, nie będę się więcej spowiadał, bo ten ksiądz mnie skrzywdził".


Ten problem bierze się też stąd, że często spowiadamy się na chybił trafił. A przecież spowiedź to leczenie duszy. Tak jak szukamy dobrych lekarzy, tak warto szukać dobrych spowiedników. Mogę popytać innych, mogę też szukać samemu, weryfikując kolejnych kapłanów ("Wyspowiadałem się raz i więcej do niego nie pójdę"). Zobacz, ile czasu poświęcasz na to, żeby wybrać dobry sprzęt: telefon, aparat fotograficzny, samochód. Ludzie spędzają godziny na portalach internetowych, czytają opinie, zastanawiają się - bo muszą wydać pieniądze. A kwestia spowiedzi to najważniejsza sprawa, bo dotycząca życia wiecznego! Warto poświęcić trochę czasu, by znaleźć dobrego spowiednika, któremu zaufasz na dłużej. Gdy stanie się twoim stałym spowiednikiem, to odejdzie stres, że cię oceni czy źle potraktuje. Warto szukać dobrych spowiedników!

 

Impregnowani na łaskę


My, księża, też jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje emocje, lepsze i gorsze chwile. Chociaż mam obowiązek wypuścić penitenta w lepszym stanie, niż przyszedł - czasem jest to niemożliwe. Czasem penitent przychodzi z karteczką i mówi: "Będę chrzestnym i proszę mi to podpisać", a nie chce się szczerze spowiadać ani nie żałuje… Kiedyś przyszedł mężczyzna, który nawet nie ukląkł, żuł gumę i powiedział: "Dogadamy się jakoś". Nie ma nic gorszego, kiedy ktoś bezcześci sakrament przez swoją ignorancję! Nie mnie oceniać, co nim kieruje, ale w takiej sytuacji naprawdę trudno wypuścić go w lepszym stanie, niż przyszedł. On chce dostać podpis i tyle.


I wyobraź sobie, że ty jesteś następny w kolejce do konfesjonału. Odchodzi taki ignorant, ja cały kipię jeszcze ze złości, a ty zaczynasz się spowiadać. Ze mnie te emocje jeszcze nie zeszły, więc choć staram się jak najgorliwiej spowiadać - możesz rykoszetem trochę oberwać.

 

Tłuste owce robią miejsce chudym!


I jeszcze jedna sprawa, szczególnie aktualna przed świętami. To okropnie denerwujące, kiedy w długich kolejkach przedświątecznych do konfesjonału widzi się ludzi, którzy co tydzień i częściej są w kościele, a do spowiedzi przychodzą na ostatni moment. Kiedy już wszystko ugotowane, uprane, wysprzątane - w ostatniej chwili przypominają sobie: "Ojej, jeszcze spowiedź!".


A jak to wygląda od strony księdza? Wiem, że za kilka godzin zaczyna się liturgia. Kolejka tak długa, że nie uda mi się jej "przerobić", a nie chcę zostawić nikogo na święta bez rozgrzeszenia. Co zrobić? Odpuścić sobie gorliwość i zamienić spowiadanie w fabrykę? Wszyscy patrzą na zegarek, a tu nagle ktoś klęka i mówi: "Ostatni raz byłem u spowiedzi pięćdziesiąt lat temu…". I co ja mam zrobić - potraktować go "na szybko"? Dać mu telefon i powiedzieć: "Umówmy się po świętach, bo widzi pan, dzisiaj nie pogadamy"? Powiedzieć wszystkim: "Proszę odejść, bo ja tu muszę dłużej porozmawiać"?

 

To są straszne dylematy! Dlatego warto te ostatnie chwile przed świętami zostawić ludziom, których Pan Bóg po wielu latach poruszył. Może ktoś przyszedł z koszyczkiem na święconkę, bo go żona wysłała - ale w kościele coś go ruszyło, więc po latach chce się wyspowiadać? A tu kolejki tych, którzy są co tydzień, może nawet w rekolekcjach uczestniczyli, ale zostawili spowiedź na ostatnią chwilę…


Warto szukać dobrych warunków do spowiedzi i umówić się - nie w czasie Mszy świętej, kiedy organy grają, ksiądz głośno mówi kazanie, przy konfesjonale stoi kolejka, a z tyłu ktoś komentuje: "O, tyle się spowiada! Ale grzesznik!".


Módl się o dobrego, stałego spowiednika i szukaj czasu na spowiedź poza Eucharystią. Naprawdę wielu księży umawia się z penitentami na spowiedź osobiście, na konkretny czas. To komfort dla jednej i drugiej strony.


I zanim ocenisz księdza, że źle cię potraktował - pomyśl, czy sam na poważnie podchodzisz do spowiedzi.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

25

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook