Gdzie jest żyjący Chrystus?

Dariusz Piórkowski SJ
(fot. depositphotos.com)

Nawet jeśli częścią życia dla Boga jest śmierć biologiczna, to jest ona tylko przejściem. Po Zmartwychwstaniu Jezusa nie szuka się już wśród zmarłych, lecz żywych. Czyli gdzie dokładnie?

 

"Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie"» (Łk 24, 6-7).

 

"Jest we mnie głęboki dół, który zajmuje Bóg. Czasem mogę się do niego dostać, ale częściej przed jamą leżą kamienie i gruz, wtedy Bóg leży zakopany i muszę Go na nowo wygrzebywać" (Etty Hillesum).

 

Krokiem milowym w naszym życiu jest uznanie, że wiele ważnych i dobrych rzeczy dzieje się poza naszą wiedzą i kontrolą. Istnieje więcej niż to, co potrafimy zbadać, dostrzec zmysłami, odczuć i zrozumieć. Właśnie o tym przypomina najpierw wydarzenie z poranka wielkanocnego.

 

Kobiety, które z samego rana udają się do grobu, chciały wypełnić przepis Prawa, ale nie było już takiej potrzeby. W drodze zapewne nie spodziewały się niczego szczególnego. Dużo negatywnych uczuć przetoczyło się w ciągu paru dni przez ich życie: smutek, lęk, szok, zawód, samotność, zmieszanie. To okulary, przez które patrzą na świat. I wcale nie czekają z niecierpliwością na spotkanie ze Zmartwychwstałym.

 

Spójrzmy jednak nieco wnikliwiej na bohaterki tej Ewangelii. Wymienione są z imienia, co już samo w sobie jest znakiem. Z ich imionami wiążą się określone historie. Pierwsza to Maria Magdalena, z której Jezus wyrzucił siedem złych duchów (Łk 8, 2). Druga to Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda (Łk 8, 3), która wspierała Jezusa materialnie. Trzecia to Maria, matka Jakuba, która podeszła do Jezusa, prosząc Go o względy dla swoich obu synów (Mt 20, 20-22). O dwóch pierwszych kobietach wiemy, że stały się uczennicami Chrystusa i towarzyszyły Mu całą drogę z Galilei do Jerozolimy. Zapewne nie z tego powodu, że ktoś je przymusił. Raczej z wdzięczności. Spotkały Jezusa, który uwolnił je od zła i chorób. Inaczej niż apostołowie doświadczyły w swoim życiu bliskości Boga i Jego mocy. Były też pod krzyżem i obserwowały, gdzie złożono ciało Chrystusa. Jakoś łatwiej im przyszło uwierzyć w powstanie z martwych niż pozostałym uczniom.

 

Gdy na widok otwartego grobu i pozostawionych płócien, nie potrafią wytłumaczyć, co się stało, wtedy dopiero interweniuje Bóg. Ale nie ukazuje im się Chrystus. Rozpoczyna się objawienie za pomocą słów. Dwaj mężowie w bieli stawiają najpierw pytanie. "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych"? Czy kobiety szukały Jezusa? One przyszły chyba z inną intencją. Myślały, że zastaną tam martwe ciało. Nikogo nie trzeba będzie szukać, tylko namaścić ciało i wracać do domu. Obecność ciała w grobie uważały za pewnik. Przecież śmierć ludzka to "najpewniejsza pewność" w tym świecie.

 

To pytanie aniołów odnosi się do wszystkich chrześcijan. Jakby chcieli powiedzieć: "Przestańcie zajmować się śmiercią, zacznijcie "przeczesywać" życie". W tym miejscu przypominają się intrygujące słowa samego Jezusa: "Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją" (Łk 20, 38). Nawet jeśli częścią życia dla Boga jest śmierć biologiczna, to jest ona tylko przejściem. Po Zmartwychwstaniu Jezusa nie szuka się już wśród zmarłych, lecz żywych. Czyli gdzie dokładnie? Przede wszystkim, chodzi o Jego Ciało, którym jest Kościół. Jezus daje się rozpoznać w domu, nie w grobie. Podczas posiłku, w drodze, w pracy. Tam jest żywy Chrystus, nie na cmentarzu.

 

Kolejna wskazówka aniołów jest też zaskakująca. Nawiązują do tego, co już się wydarzyło, a nie do obecnie przeżywanych uczuć. Pobudzają pamięć. Jak się okazuje apostołowie i kobiety w pewnym sensie zapomnieli o słowach, które Jezus wcześniej wypowiedział. Silne uczucia wszystko przywaliły, i to już w chwili usłyszenia zapowiedzi o męce i powstaniu z martwych. Stworzyły alternatywną wizję życia i rzeczywistości. Aniołowie polecają przedrzeć się przez uczucia do przeszłości. Otwarciu na objawienie nie pomoże ani wizja, ani uczucia, ani dowody, tylko nagie słowa Jezusa. To jedyne wyjaśnienie, jedyny punkt orientacyjny.

 

Echem powracają tutaj inne słowa samego Jezusa, które włożył w usta Abrahama, opowiadając przypowieść o Łazarzu i bogaczu. Na usilną prośbę cierpiącego w otchłani bogacza, aby umarły Łazarz ukazał się pięciu braciom i ich przestrzegł, patriarcha odpowiada ze spokojem: "Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą" (Łk 16, 31). Słowo "anaste", które pojawia się w tym zdaniu, określa też zmartwychwstanie Jezusa. Abraham nie mówi o zjawieniu się zmarłego żywym, lecz o powstaniu z martwych, o wyjściu z krainy umarłych. Jezus jako pierwszy stamtąd wyszedł, pociągając innych za sobą. Wygląda na to, że także uczniowie mieli problem ze słuchaniem Mojżesza, Proroków i samego Jezusa. Dlatego niedowierzali nawet wtedy, gdy zobaczyli Zmartwychwstałego na własne oczy.

 

Kobiety przypominając sobie słowa Jezusa (notabene musiały przy tym być, kiedy Chrystus pouczał apostołów), uwierzyły, chociaż Zmartwychwstałego nie widziały. Żadne cuda niewiele pomogą wierze, jeśli wpierw słowo nie zostanie przyjęte. Apostołowie biorą relację kobiet za czczą gadaninę, ponieważ nie dali wiary słowom Jezusa, który trzykrotnie zapowiadał to wydarzenie. Gdy Zmartwychwstały spotyka w drodze do Emaus dwóch uczniów, również wyrzuca im niewiarę w słowo. Oczywiście, wyjście ze świata zmarłych wydaje się tak nieprawdopodobną rzeczą, bo nie sposób jej doświadczyć, że z miejsca odrzucili tę dobrą nowinę. Można jednak przyjąć tę nowinę, jeśli ufa się osobie, która nie jest tylko zwykłym człowiekiem. Piotr najpierw powątpiewa w świadectwo kobiet, ale po przybyciu do grobu, zaczyna się dziwić. To już dużo.

 

Zmartwychwstania nie da się udowodnić. Chrystus Zmartwychwstały jest dzisiaj obecny w Eucharystii i w Kościele, który jest Jego Ciałem. Na czym opiera się nasza wiara w tę obecność i działanie Chrystusa w Kościele i Eucharystii? Na dowodach naukowych? Na kroplach krwi i tzw. cudach eucharystycznych? Na długich studiach teologicznych? Nie. Jedyną podstawą naszej wiary jest ufność, że On nas nie zwodzi. I nie przekonałyby nas nawet zjawienia Chrystusa, jeśli wpierw nie przełamiemy niedowierzania w Jego słowo, które pozostawił. W Kościele ciągle od nowa głosimy to samo Słowo, nieustannie odprawiamy tę samą Eucharystię. Dlaczego? Bo te tajemnice, w których dzieje się zmartwychwstanie, nieskończenie nas przerastają. Katechizm Kościoła stwierdza, że "chociaż Objawienie zostało już zakończone, to nie jest jeszcze całkowicie wyjaśnione; zadaniem wiary chrześcijańskiej w ciągu wieków jest stopniowe wnikanie w jego znaczenie" (KKK, 66). Niedowierzanie, niezrozumienie, szok, zdziwienie są częścią naszej drogi wiary.  

 

Dariusz Piórkowski SJ - rekolekcjonista i duszpasterz. Pracuje obecnie w Domu Rekolekcyjnym O. Jezuitów w Zakopanem

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook