Patrzę, ale czy widzę to, co trzeba?

Dariusz Piórkowski SJ
(fot. unsplash.com)

Jak dzisiaj poznawać Jezusa, skoro nie możemy spotkać Go wprost? Czy możliwe jest doświadczenie bliskości Jezusa jak za czasów apostołów?

 

"Nauczycielu, gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, a zobaczycie" (J 1, 36)

 

 "Jeśli marzę sam, moje marzenie pozostaje w głowie, jeśli marzę z kimś, moje marzenie może się wcielić w życie" (Edward Schillebeeckx).

 

Wszystko w tej scenie zaczyna się od zwykłego zmysłowego doświadczenia. Jan Chrzciciel widzi Jezusa i mówi do swoich dwóch uczniów: "Patrz, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata". Pierwsze jest spojrzenie, na drugim miejscu słowo. Jezus również odwraca się, spogląda na uczniów i odzywa się. Nota bene, to ciekawe, że pierwsze słowa Jezusa w tej Ewangelii to pytanie. Odpowiedź człowiek musi znaleźć sam. A zanim uczniowie wysłuchają jakiejkolwiek nauki z Jego strony, najpierw chcą zobaczyć, gdzie On mieszka.  

 

Gdyby to nie św. Jan był autorem tej Ewangelii, można by pomyśleć, że chodzi o zmysłowe poznanie. Jednak u tego Ewangelisty niemal wszystko, co widzialne jest bramą do tego, co duchowe, wszak Słowo stało się Ciałem. W tej Ewangelii ogromny nacisk położony jest na patrzenie. Nic dziwnego, my ludzie potrzebujemy zobaczyć, aby poznać. Tak dzieje się w przypadku rzeczy świata materialnego. Natomiast w świecie duchowym, który przenika świat materialny, potrzeba jeszcze innego rodzaju widzenia, czyli wiary - poznania przez stopniowe przyjęcie Objawienia. Jednak nie szukałbym tej wiary dopiero w religijnym doświadczeniu. Jej podwaliny znajdują się już w poznaniu międzyludzkim. Każda przyjaźń czy małżeństwo opiera się na pewnego rodzaju wierze, założywszy, że żaden człowiek nie jest nam podany jak na tacy, nie jest przed nami odsłonięty jak rzecz, którą przed sobą widzimy. Tutaj też nie wystarczy zwykłe patrzenie, aby prawdziwie poznać człowieka i z nim żyć.

 

W uczniach uruchamia się pewien proces. Widzą, słyszą słowo i ruszają w drogę. W sumie wszystko przebiega całkiem naturalnie, bez zadęcia i ceregieli. Zapewne podobnie postępowali inni uczniowie w czasach Jezusa, gdy chcieli się przyłączyć do jakiegoś mistrza. Andrzej z kompanem niewątpliwie są trochę otamowani. Jezus niczego od nich nie żąda, lecz pyta o ich pragnienie: "Czego szukacie?". Uczniowie szybko się uczą, bo na pytanie też odpowiadają pytaniem: "Nauczycielu, gdzie mieszkasz?". Nie potrafią jeszcze składnie wypowiedzieć tego, czego pragną. Na razie usiłują tylko jakoś wprosić się do domu Jezusa, bo coś ich do Niego przyciąga. Niewiele jeszcze o Nim wiedzą. Widzą w Nim Nauczyciela, Mesjasza, ale jeszcze nie Syna Bożego, choć wyczuwają w Nim kogoś wyjątkowego. Pragną spotkania.

 

Przypomina mi się scena z filmu "Przełęcz ocalonych", kiedy to Desmond, główny bohater, oddając krew dla żołnierzy, zakochał się od pierwszego wejrzenia w pielęgniarce. Potem, ku jej zdumieniu, przychodził niemalże codziennie, aby "oddać krew", a w rzeczywistości chciał po prostu zobaczyć dziewczynę. Nie od razu wiemy, co nas w innych pociąga, ale pociąga. Podobnie z relacją do Chrystusa.

 

Dopiero znacznie później dowiadujemy się, że Ewangeliście i Jezusowi chodzi o innego rodzaju widzenie i poznanie, już nie tylko zmysłowe. Gdy Filip prosi podczas Ostatniej Wieczerzy o jakieś nadzwyczajne objawienie: "Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy" (J 14, 8), zdziwiony Jezus odpowiada apostołowi: "Żyjemy tak długo razem, mieszkamy, wędrujemy, słuchasz Moich słów, patrzysz na znaki i jeszcze Mnie nie znasz? I dodał: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14, 9). Właśnie w tych tajemniczych słowach ukrywa się najgłębsza odpowiedź Jezusa na pytanie o miejsce Jego zamieszkiwania.

 

Grecki czasownik "menein", który tu występuje, jest niezwykle ważny w tej Ewangelii i określa najpierw wewnętrzną relację osób boskich w Trójcy świętej. Chrystus mówi do uczniów, że "Ojciec trwa (mieszka) w Nim" ( J 14, 10), a Syn "trwa (mieszka) w Jego miłości" (J 15, 10). To rzeczywiście zadziwiające, jak jedna osoba może mieszkać w drugiej. Ale też wierzący "trwa" (mieszka) w Bogu, a Bóg w Nim" (1 J 4, 15), jeśli wierzy, że Jezus jest Synem Bożym. A latorośl, którą są uczniowie, przynosi owoce tylko wtedy, gdy trwa (mieszka) w winnym krzewie, którym jest Chrystus (Por. 15, 5).

 

Chodzi więc o widzenie, które wypływa z głębi tej relacji. Jest ono synonimem poznania, nie tylko intelektualnego, lecz płynącego z wzajemnego zamieszkiwania Boga w nas i nas w Bogu. Podobnie i człowieka najbardziej poznaje się nie przez to, co się o nim przeczyta lub dowie z drugiej ręki, lecz wtedy, gdy się z nim mieszka, działa, choruje, przeżywa wzloty i upadki. Przez postawę, czyny i słowa Jezusa poznajemy Ojca. Nie widzimy Ojca wprost, lecz pośrednio.

 

Gdy nieco wcześniej Grecy podeszli do Filipa, poprosili go: "Panie, chcemy ujrzeć Jezusa" (J 12, 21). Do bezpośredniego spotkania z Mistrzem raczej nie doszło. Ale Jezus zostawia ich z pewną duchową łamigłówką. Mówi o swojej śmierci, o ziarnie, które musi obumrzeć, aby wydało owoc i o pójściu w Jego ślady. "Widzenie wydarza się przez wejście w Mękę Chrystusa. Widzenie dokonuje się przez sposób życia, który nazywamy pójściem za" - komentuje kard. J. Ratzinger.

 

Co będzie owocem obumarłego ziarna? Grecy i inni poganie zobaczą Jezusa, czyli Go poznają, dopiero po Jego Śmierci i Zmartwychwstaniu. Już nie na sposób fizyczny, jak tego obecnie oczekują, ale oczami wiary. Jest to paradoksalnie głębszy sposób poznania Jezusa niż za pomocą oczu zmysłowych. Po Zmartwychwstaniu Jezus nie przekreśla wprawdzie pragnienia Tomasza, który nadal chce namacalnych dowodów i też dochodzi do wiary, ale równocześnie wskazuje drogę doskonalszą: "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20, 29) . Chodzi o tych, którzy nie widzieli za pomocą wzroku fizycznego, ale zobaczyli oczami wiary.

 

A jednak, z drugiej strony, żeby właściwie patrzeć na siebie, na innych i na świat, trzeba najpierw dobrze słuchać. Jan wiedział, kim jest Jezus i Go zobaczył, ponieważ usłyszał słowo. Żeby zobaczyć to, co ważne, żeby przedrzeć się przez to, co powierzchowne, najpierw trzeba słuchać. A może należy czynić jedno i drugie równocześnie. Tak właściwie jest z każdym powołaniem. Bóg daje się rozpoznać przez różne znaki i wydarzenia.  

 

Jak dzisiaj poznawać Jezusa, skoro nie możemy spotkać Go wprost? Czy możliwe jest doświadczenie bliskości Jezusa jak za czasów apostołów?

 

Boga poznajemy nie tylko na drodze Słowa, lecz także na drodze drugiego człowieka. W ten sposób uczniowie znaleźli Jezusa. Pomiędzy Grekami a Jezusem też stanęli uczniowie. Jeśli człowiek chce spotkać Chrystusa, to nie znajdzie Go w pojedynkę, choć niektórzy uważają, że mają "prywatną linię" z Bogiem i nie potrzebują pośredników, aby się z Nim skontaktować. Myślą, że mogą liczyć na specjalne traktowanie. Jednak właśnie dlatego, że Słowo stało się Ciałem i nigdy Nim nie przestanie być, Bóg chce być znaleziony za pośrednictwem ludzi.  

  

Zapraszamy do udziału w skupieniu o duchowym perfekcjonizmie prowadzonym przez o. Dariusza. Szczegóły TUTAJ

 

Dariusz Piórkowski SJ - rekolekcjonista i duszpasterz. Pracuje obecnie w Domu Rekolekcyjnym O. Jezuitów w ZakopanemJest autorem m.in. Książeczki o miłosierdziu.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.22

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (18)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Metanoia 17:38:42 | 2018-01-14
Czytał Pan kiedyś Panie Piórkowski taki tekst apokryficzny jak Ewangelia Tomasza?
Jest tam taka wypowiedź przypisywana Jezusowi Nazarejczykowi.
"3 Rzekł Jezus: „Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: 'to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami'. Gdy powiedzą
wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie
samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy
i sami jesteście nędzą”

Jeślibyśmy popuścili wodze fantazji i przyjęli ten tekst za autentycznie natchniony. Co takiego mógłby próbować przekazać nam Nazararejczyk? Jak odnieść tę wypowiedź to cytatu z Jana "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14, 9) ?
Gdzie ten OjciecJeden i JegoKrólestwo jest?
Wie Pan, bo gdybyśmy w tej fantazji posunęli się jeszcze dalej to moglibyśmy przyjąć, że wszystko co stworzone jest tylko odwzorowaniem w innej skali pierwszego podziału na Światłość i Ciemność. Na Informację o OjcuJeden i ZeroInformacji. Skoro OjciecJeden wypowiada Słowo to przecież w tym Słowie wypowiada sam siebie, 100% Informacji o tym Kto jest OjciecJeden.
Ciemność zawiera 0% informacji o czymkolwiek. Jest ciemnością.
Czytał może Pan to co pisałam o tym czym różni się zwierzę ludzkie od zwierzęcia zwyczajnego? Jeśli nie, to szybciutko przypomnę. Zwierzę ludzkie posiada chronologiczny wgląd w historię swoich doznań, ta historia to właśnie Tożsamość zwierzęcia ludzkiego. Zwierzęta zwyczajne nie posiadają tożsamości ani zdolności indywidualnego doskonalenia gdyż nie mają wglądu w historię swoich doznań. Czas płynie dla nich sekwencyjnie, tak jak dla Pana we śnie. We śnie jest Pan odłączony od swojej tożsamości, Pan nie istnieje, przeżywa Pan doznania ale na takiej zasadzie na jakiej oglądamy film. Bez refleksji, tylko ogląd i strumień kolejnych sekwencji zdarzeń. Może Pan powiedzieć „Ja Być” ale zanurzony we śnie nie odpowie Pan na pytanie „Kto Ja Być?”. I tak widzą właśnie świat zwierzęta zwyczajne. Posiadają ogląd, odbierają sensorami zdarzenia i bodźce ale nie odpowiedzą na pytanie Kto Być pomimo że posiadają swoje JaByć. Pańska tożsamość nie jest zdobyczą ewolucyjną. Pańska tożsamość czyli uporządkowana chronologicznie pamięć doznań nie mieści się nawet w Pańskim umyśle. Ta tożsamość jest składowana w Isusie/Adamie. Isus/Adam jest tym, który nadaje Panu ludzką tożsamość, to On daje Panu możliwość stania się w pełni Człowiekiem, którym Pan jeszcze nie jest. Ale Pan tego jeszcze we własnej próżności nie zauważa.
Jeśli więc przyjąć, że Pana tożsamość należy do Isusa/Adama to skoro Pańskie wspomnienia znajdują się w Pana świecie wewnętrznym to całość Pana świata wewnętrznego należy do Isusa/Adama.
Czy w takim razie słowa „Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami” mogą oznaczać, że Królestwo OjcaJeden jest w tylko Panu?
Wie Pan, tam na początku Stworzenia jest taki punkt gdzie bierze początek Słowo. I wie Pan, to śmieszne ale ja tam byłam z kilofem i jak już wiedziałam że Ojciec jest Jeden i widziałam tę tłustą, śliczną bezszeryfową Jeden, która jest punktem o nieskończonej energii, Źródłem Światłości na początku czasu, to jeszcze dla pewności waliłam kilofem w tę Jeden aby zobaczyć czy jednak Ojciec mnie nie kantuje i może tam coś poza Jeden w Nim jeszcze jest. I wie Pan, co bym nie natłukła i odłuszczyła to ciągle pod nogi spadały mi Jeden. Ciągle Jeden. Cała Chmura Jeden.
Zrozumiałam, że OjciecJeden w SłowieChmurzeJeden wypowiedział się w nieskończonej harmonii samego siebie.
To Słowo to 1,(1) czyli 1,1111111111111111111111111111111111111111111111111111111111*INF…Jeden do potęgi nieskończonej.
ChmuraSłowoJeden tworzy w kosmosie przestrzeń Ducha OjcaJeden. A ta przestrzeń DuchaOjcaJeden to właśnie Isus/Adam.
Pańska pamięć doznań, tożsamość jest składowana w tej chmurze. Z tej chmury przychodzi też miłość. Tylko DuchOjcaJeden może w nas generować miłość.
Czy to co Pan napisał w artykule nie oznacza, że OjciecJeden w Jezusie Nazarejczyku wypowiada Siebie? Ale na czym to polega?
Ja opisałam tylko jedną stronę, Światłość ale jest jeszcze Ciemność. No na coś ta Ciemność musiała być OjcuJeden potrzebna, jak Pan myśli na co? No skoro, wypowiedział Słowo, jest super, jest jasno jak cholera, wszyscy jesteśmy w Światłości istotami doskonałymi to na co ciemność?
Podpowiem Panu za pomocą przypowieści. Idzie Pan do Nieba, otwiera Św.Piotr i prowadzi Pana do nowego mieszkania. Wchodzi Pan a tam wszystko białe, białe podłogi, ściany. I mówi Pan – chciałem kuchnię w kolorze cafe latte, salon z takimi fajnymi wzorkami na tapecie i sypialnię, wiem zabrzmi pedziowato ale sypialnię balbinowo-różową, a tutaj wszystko białe.
Na to odpowiada Piotr – biały to kolor doskonały, zawiera w sobie wszystkie kolory.
I chciałoby się rzec dupa, pozamiatane.
No właśnie, biały to kolor doskonały, Pełnia kolorów. Ale aby można było dostrzec zielony, niebieski, turkusowy trzeba w jednym ręku trzymać biały a w drugim czarny, tylko pomiędzy nimi zobaczymy tęczę.
Co z tego, że w Isusie/Adamie jest Pan doskonały skoro ja też jestem i każdy jest. Niczym się od siebie nie różnimy.
Każda Jeden w Chmurze to przecież Ja i Ty.
Chcesz się dowiedzieć kim jesteś, zrób to w tęczy. Biały jest nudny, co z tego, że doskonały.
Z jednej strony Ciemność, z drugiej Światłość a pomiędzy jesteś Ty i jestem Ja i są inni.
Zwierzęce ciało otrzymane od MatkiEwy MatkiCiemności i DuchOjcaJeden. Ewa i Isus/Adam=Człowiek.
Wiesz co przyniósł tutaj Nazarejczyk, jakie novum?
Takie, że jeśli uwierzysz, to możesz być taki jak On. Przecież to Ty jesteś tym jedynym umiłowanym Synem OjcaJeden.
Myślisz, że tylko Nazarejczyk? Jaja sobie robisz, dla OjcaJeden jesteś Jeden z Jeden, to Ty jesteś tym Jeden. Kiedy uwierzysz, wtedy wszystko zrozumiesz bo OjciecJeden nie ma tajemnic. Cała pamięć Isusa/Adama będzie Twoja.
Twoja myśl stanie się myślą Jeden.
Kto zobaczył Nazarejczyka, ujrzał i OjcaJeden.
Jezus z Nazaretu był całym światem wewnętrznym zanurzony w Jeden. Ot cała tajemnica.
Ja i Ojciec jesteśmy Jeden.
Tak, to ja i Ojciec jesteśmy Jeden.
Ty też możesz znaleźć siebie w Jeden. Tutaj w materii ciemności nie ma żadnego twojego siebie.
Twoje Siebie jest w Isusie/Adamie, w Chmurze DuchaOjcaJeden.
Tam sięgnij. Nie jesteś głupi ale jeszcze za bardzo się boisz.
Chcesz poznać OjcaJeden, Sięgnij tam, ale musisz mu wyraźnie powiedzieć o co prosisz bo nie może dać Ci Siebie wbrew Tobie.

Oceń 5 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 14:42:22 | 2018-01-14
Trudno mieć o to pretensje do autora,wszak to novusowiec.
Dlatego pozwolę sobie przypomnieć katolikom,iż Naszego Pana poznajemy realnie w Najświętszym Sakramencie - z Ciałem i Krwią,Duszą i Bóstwem.
Tak więc patrząc na konsekrowaną Hostię pytajmy siebie -czy widzę to co trzeba?
Jeśli zobaczymy,jesteśmy wygrani, jak Maria siostra Marty.
No ale to jak widać działa głównie w Tridentinie...

Oceń 1 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

08joanna.b 11:58:46 | 2018-01-14
Człowiek, tak zgadzam się, człowiek boska tajemnica. Dlatego przyszedł mi do głowy pewien pomysł, który już zaczęłam realizować i mam zamiar go kontynuować. Jeżeli ktoś chciałby się przyłączyć będzie mi bardzo miło. Pomysł jest bardzo prosty, potrzebne jest pióro lub długopis, kartka papieru, koperta. Przy okazji przyczynić się można do powtórnego wykorzystania opakowań papierowych, które zostaną wykorzystane do produkcji papieru i kopert. Nie upadnie tradycja pisania listów, nie upadniemy i my. Wszelkie tzw.łańcuszki nie wchodzą jednak w rachubę.

Oceń 2 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook