Jan, Jakub i dojrzewanie pragnień

(fot. shutterstock.com)

Lepiej mieć pragnienia, które są nieoczyszczone w ogniu, niż chodzić z pustką w sercu. Lepiej patrzeć na szczyty, nawet jeśli nie potrafimy ich jeszcze zdobyć, niż z rezygnacją poprzestawać na spokojnym życiu i powtarzać w kółko, że inaczej się nie da.

 

"Jezus im powiedział: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, który Ja mam być ochrzczony?" Odpowiedzieli: "Możemy". Lecz Jezus rzekł do nich: "Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie" (Mk 10, 38-39)

 

Dziesięciu apostołów oburza się na Piotra i Jana, że ośmielają się prosić Jezusa o honory i zaszczytne miejsca. Ale czy to ich oburzenie jest słuszne?

 

Prośba Jana i Jakuba jest odpowiedzią na wcześniejszą mowę Jezusa. Konkretnie chodzi o trzecią zapowiedź Jego męki i zmartwychwstania. Gdy dwaj apostołowie słuchali niełatwych słów Chrystusa, zrodziło się w nich pragnienie: chcieliby zasiąść przy lewym i prawym boku Pana w Jego chwale.

 

Zazwyczaj interpretacja ich prośby idzie w tym kierunku: uczniowie chcą uczestniczyć w ziemskiej władzy Chrystusa, który idzie do Jerozolimy, by objąć tron i zrobić porządek w Palestynie. Pragną medali i nagród. Tak odebrali ich prośbę pozostali apostołowie. Oczywiście, ta interpretacja nie jest pozbawiona słuszności. Często zdarza się w Ewangeliach, że Jezus mówi o niebie, a uczniowie o chlebie. I dochodzi na tym tle do nieporozumień.

 

Ale ta tradycyjna wykładnia ma również pewne słabości. Po pierwsze, musielibyśmy założyć, że Jakub i Jan w ogóle nie usłyszeli i nie zrozumieli niczego z tego, co Jezus powiedział do nich o cierpieniu i śmierci. To wydaje się mało prawdopodobne, bo zwrócił się do nich bez ogródek, mówił wprost. Po drugie, kłopotliwe jest też psychologiczne wyjaśnienie ich prośby, jakoby zupełnie nie dopuszczali do siebie smutnej wizji cierpienia i odrzucenia Mistrza, wypierając ją ze świadomości. Po trzecie, w kontekście dalszej wypowiedzi Jezusa, nie jest wcale pewne, czy uczniowie rozumieli chwałę w kategoriach ziemskiej władzy. W gruncie rzeczy, Jezus nie wyjaśnia im, na czym polega prawdziwa chwała.

 

Jestem skłonny uznać, że apostołowie mimo wszystko usłyszeli co trzeba z ust Chrystusa, chociaż nie wszystko było jeszcze dla nich jasne. Św. Jan Chryzostom pisze, komentując tę scenę, że uczniowie "wiedzieli, że Jezus umrze, choć nie rozumieli dobrze tajemnicy Wcielenia. Ponadto nie rozumieli dobrze zmartwychwstania, ani tego, co ono miało urzeczywistnić". Od usłyszenia i zrozumienia jednego elementu jakiejś prawdy do jej pełnego zrozumienia często wije się długa i kręta droga. Nie sądzę, aby apostołowie nie zrozumieli niczego, raczej byli na początku drogi: chcieli być blisko Jezusa.

 

Nauczyciel nie potępia ich prośby ani nie gasi ich pragnienia. Co więcej, na pytanie, czy uczniowie mogą pić ten sam kielich co Jezus i przyjąć ten sam chrzest, odpowiadają pozytywnie. I Jezus potwierdza, że w przyszłości tak się właśnie stanie. Czy nie zrozumieli, na czym polega "wypicie kielicha" i "przyjęcie chrztu" razem z Chrystusem? Czy odpowiedzieli odruchowo, jak nieświadome niczego dzieci? A może pragnęli tego, co Jezus, chociaż nie zdawali sobie sprawy, że wówczas jeszcze nie byli do tego zdolni.

 

Akurat tych dwóch apostołów nie można posądzić o brak gorliwości i dobrej woli, gdyż to właśnie Jakub jako pierwszy z apostołów został ścięty przez Heroda Agryppę (Por. Dz  12, 1-2), a Jan stał pod krzyżem. Obaj apostołowie znani są też ze swoich gwałtownych emocjonalnych porywów, zwykle w dobrej wierze. Pewnego razu chcieli sprowadzić ogień na niegościnne miasteczko, które odmówiło przyjęcia Jezusa, kierując się zapewne miłością do Mistrza. Innym razem Jan próbuje wymóc na Jezusie, aby zakazał wędrownemu egzorcyście wyrzucania złych duchów, bo nie należał do ich wspólnoty.

 

Myślę, że Jan i Jakub wychodzą tutaj z inicjatywą podobną do tej, którą Piotr przedstawił Chrystusowi w Wieczerniku. Ci trzej apostołowie byli też wyróżnieni na górze Przemienienia czy podczas wskrzeszania córki Jaira. Jeśli bycie po lewej i prawej stronie Jezusa, który ma pić kielich męki, to zawiśnięcie obok niego na krzyżu, niewykluczone, że apostołowie chcą w taki sposób umrzeć razem z Chrystusem. Tak jak Piotr, który podczas Ostatniej Wieczerzy zarzekał się i przysięgał, że umrze razem z Jezusem albo, w wersji św. Jana, odda życie zamiast Jezusa. Ale wtedy również nie wiedział co mówi. Żywił wprawdzie heroiczne pragnienie, nie znał jednak siły swojej słabości i lęku. Musiał doświadczyć rozczarowania, a następnie przyjąć przebaczenie i moc Ducha Świętego, by jego pragnienie stało się rzeczywistością. Podobnie jest z Jakubem i Janem, którzy w swej gorliwości zbyt wcześnie chcieli wypić ten sam kielich co Jezus. Ostatecznie, miejsce po lewej i prawej stronie krzyża przypadło nie uczniom, lecz dwóm przestępcom. Jeden z nich się nawrócił, drugi umarł w buncie.

 

Prośba dwóch braci może być też nawiązaniem do spotkania Jezusa z bogatym człowiekiem, który również chciał w życiu więcej. Nie wystarczało mu zachowywanie przykazań Dekalogu. Kiedy Jezus  proponuje mu "więcej", czyli sprzedanie wszystkiego i pójście za Nim, młodzieniec odchodzi. Niestety, nie był jeszcze na to gotów, bo nie potrafił oderwać się od swojego majątku.

 

Kluczowe wydają się w tej Ewangelii dwie sprawy. Pierwsza dotyczy naszych pragnień. Często długi czas w życiu doświadczamy w sobie napięcia między pragnieniem a niemożnością jego spełnienia. Chociażby takie, że chcemy się modlić, a równocześnie trudno wygospodarować na to czas. Wydaje nam się, że możemy je spełnić, bo często nie znamy swojej słabości. Dlatego podobnie jak apostołowie musimy dojrzewać i otrzymać pomoc z nieba, by przekroczyć siebie. Jednak lepiej mieć pragnienia, które są jeszcze nieoczyszczone w ogniu, niż chodzić z pustką w sercu. Lepiej patrzeć na szczyty, nawet jeśli nie potrafimy ich jeszcze zdobyć, niż z rezygnacją poprzestawać na spokojnym życiu i powtarzać w kółko, że inaczej się nie da.

 

Druga sprawa wiąże się z komunikacją. Często nieporozumienia między ludźmi biorą się stąd, że nie próbujemy zrozumieć intencji naszych bliźnich. Przypisujemy im to, co jest w nas, nie zamieniając z nimi nawet jednego słowa. To przypadek dziesięciu apostołów, którzy po swojemu zinterpretowali prośbę Jakuba i Jana. Jezus stara się pomóc i jednym, i drugim, nie dziwiąc się ludzkiej słabości, z którą często wymieszana jest dobra wola.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

18

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Effa 08:06:59 | 2015-10-19
Wczoraj już przeczytałam ten tekst i jestem za niego bardzo wdzięczna. Wg mnie, jest bardzo duża analogia do stwierdzenia: "nikt nie rani tak jak matka i kościół" bo uważam, że : "nikt nie gasi w nas pragnień tak jak matka i kościół"... Są oczywiście wyjątki zarówno wśród jednych, jak i drugich... Ale to tylko wyjątki... niestety...

Oceń 2 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook