Trzeba nauczyć się umierać

(fot. Foter.com / Public Domain Mark 1.0)

Serce Jezusa, nadziejo w Tobie umierających, zmiłuj się nad nami.


Wielu z nas panicznie boi się śmierci. I coraz bardziej od niej próbujemy uciekać, udawać, że jej nie ma. Przez współczesne cywilizacje jest spychana na margines. Temat tabu. Nie należy o niej mówić dzieciom, bo jest traumatycznym tematem, łatwiej najmłodszym mówić o prezerwatywach niż o czymś nam wszystkim wspólnym. Nie należy o niej wspominać w szpitalach, bo to straszenie pacjentów. Z rzadka słyszy się dziś, że ktoś umarł. Dziś się odchodzi, zasypia, osiąga kres życia.


A przecież całe nasze życie jest umieraniem. Od poczęcia, poprzez narodziny - umieramy. Śmierć jest naszą towarzyszką w każdej minucie. Mieć nadzieję w Zbawicielu i w Nim umierać.


W życiu mężczyzny przychodzi w moment, w którym świadomość umierania staje się większa. Dojrzałość, starość są tymi etapami, kiedy człowiek wchodzi z etapu działania w etap obserwacji, wyciągania wniosków, bycia mistrzem, a w końcu mistykiem. Nabiera dystansu do rzeczywistości, siebie i innych.


Jednak, żeby umrzeć trzeba najpierw żyć. Obserwując różnych ludzi dochodzę do wniosku, że największy lęk przed śmiercią mają ci, którzy tak naprawdę nigdy nie żyli, którzy tracą mnóstwo czasu na to, by zachować swoje życie, by nic im się nie stało. Boją się jej ci, którzy nigdy nie podejmują ryzyka (na jakimkolwiek poziomie), w ich życiu wszystko musi być przewidywalne, według ich planów opartych na lękach. Ten lęk tak naprawdę nie jest lękiem przed śmiercią, ale lękiem przed życiem którego nigdy nie zaznali.


Wiara w Boga Żywego jest umieraniem. Ostatecznie jest śmiercią. Każdy, kto za Bogiem idzie musi umierać. Umierać w końcu musi ten, kto kocha.


Jeśli całe życie człowieka nie jest związane z nadzieją Chrystusa, przez fakt nieustannego umierania, staje się egzystencjalnym, bezsensownym absurdem. I to też widać w ludziach starych, tych którzy nie uwierzyli Panu. W nich, których prawdopodobieństwo śmierci staję się pewnością najbardziej widać przerażenie i smutek. Czasem przejawia się to w kompletnym zobojętnieniu.


Świadomość nieustannego umierania może uczyć nas przyzwyczajania się do prawdy, że nasze życie tak naprawdę nie należy do nas. Ono jest własnością Boga. I choć dał nam niesamowicie wspaniałą zdolność - wolną wolę, to ja nie jestem Panem mojego życia. Dotarcie tej prawdy do naszej świadomości i serca jest kolejnym etapem umierania i uświadamiania sobie tego, że nie mam władzy nad swoim życiem. Owszem my decydujemy, tworzymy nasze życie, ale jesteśmy jakby tylko dzierżawcami. Władcą jest Bóg.


Tylko człowiek pogodzony z tym wszystkim, jest w stanie umrzeć, a więc tak naprawdę zacząć żyć. Dopiero wtedy możemy stawać się oparciem dla innych, stawać się bohaterami, dobrymi szefami. W przeciwnym razie będziemy tylko ich karykaturami, projekcjami marzeń (swoich i innych).


Panie Jezu naucz mnie umierać. Każdego dnia pragnę po kawałku umrzeć, by żyć już naprawdę. Wiem, że nawet do końca nie rozumiem tego, o co proszę, jednak czuję, że drogą mojego męskiego życia w pełni jest umieranie.


Panie Jezu, jest we mnie lęk przed śmiercią, ale jest też jej wielkie pragnienie, bo wiem, że to jedyna droga do tego, bym naprawdę zaczął żyć. Proszę Cię o łaskę śmierci.


Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze, według Serca Twego!

 

"Męskie Serce" - to cykl komentarzy do wezwań litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa przygotowany przez o. Grzegorza Kramera SJ (współtwórca projektu Banita). Kolejne komentarze będą publikowane przez cały czerwiec na DEON.pl oraz na blogu o. Kramera.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.68

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook