Ile jest warte życie człowieka?

(fot. Paulgi / Foter.com / CC BY-NC-ND)

Jak podaje tradycja, pierwszy król Polski zapłacił za ciało św. Wojciecha tyle złota, ile ono ważyło. Czy można mierzyć wartość człowieka w pieniądzach? Spontanicznie stwierdzimy, że nie! Czy aby na pewno tak jest zawsze? Co w takim wypadku ze słowami Jezusa: oddajcie więc Cezarowi, co należy do Cezara?

 

Czy każdy człowiek ma prawo żyć? Czy aby aborcja lub eutanazja jest czymś złym? Kiedyś były to tematy "tabu", dziś już nie są.  Życie drugiego człowieka jest coraz wyraźniej uzależnione od myślenia reszty społeczeństwa. Pytania o życie innych przestały być wyłącznie kwestiami teoretycznymi, a stały się pytaniami powszechnej troski.

 

Obecnie nietrudno spotkać się z przekonaniem, że wartość człowieka wyznacza jego produktywność względem społeczeństwa. Człowiek jest postrzegany jako homo oeconomicus - samodzielny i niezależny racjonalista dążący nieustannie do maksymalizacji zysku przy jednoczesnej minimalizacji kosztów produkcji. Przyjrzyjmy się zatem takiemu modelowi osoby.

 

Spróbujmy na chwilę wczuć się we współczesny sposób myślenia i uznajmy, że niepełnosprawna bądź upośledzona osoba jest bezproduktywna. Produkowane przez nią dobra materialne są znikome lub nie ma ich wcale.  Poza tym człowiek taki naraża resztę społeczeństwa na dodatkowe koszty. Słuszne wydaje się ich pozbycie. Wykluczanie jednostek słabszych pod pretekstem ulżenia im oraz innym wydaje się być sensownym - logicznym, a nawet kuszącym argumentem. Takie podejście obniża koszty utrzymania społeczeństwa. Nie trzeba utrzymywać domów dziecka, hospicjów, domów starców, domów opieki społecznej, oddziałów paliatywnych oraz innych instytucji zajmujących się "bezproduktywnymi" jednostkami.

 

Funkcjonowanie społeczeństwa wyłącznie w kategoriach ekonomicznych jest zgubne. Dla zrozumienia zagrożenia, jakie powoduje myślenie systemowo-ekonomiczne posłużę się pewną grą teoretyczną. Załóżmy istnienie państwa o nazwie Metopia. Każdy z jego mieszkańców jest skupiony wyłącznie na rozwoju osobistego dobrobytu. W świecie tym interesy jednostek nie są w żaden sposób powiązane, innym słowy każdy troszczy się o siebie. Metopijczycy nie interesują się opiniami innych osób, nie mają żadnych przekonań religijnych, a w swoim działaniu nie kierują się żadnymi normami etycznymi. Jest to państwo, w którym obywatele obierają za cel osiągnięcie osobistego zysku. Spróbujmy się wczuć w rolę Metopijczyków i sami zarzućmy systemy etyczne oraz przekonania religijne. Obierzmy za cel maksymalizację naszego dobrobytu i zastanówmy się, czy z tej perspektywy jest możliwa obrona osób nie w pełni sprawnych.

 

Państwo Metopia uważa za konieczne usunięcie jednostek niesamodzielnych takich jak: niepełnosprawni, osoby upośledzone, w podeszłym wieku, a także nieplanowanych dzieci. Argument przemawiający za takim postępowaniem jest następujący. Osoby te są niesamodzielne i nie potrafią się zatroszczyć o rozwój własnego dobrobytu. Skoro nie są samodzielne, to potrzebują kogoś innego, kto im pomoże. W takiej sytuacji osoba pomagająca będzie poszkodowana. Straci pewne zasoby (czas, energię, pieniądze itd.), które mogłaby wykorzystać na powiększenie własnego dobrobytu. Nawet jeżeli spróbuje pomóc komuś to zostanie to odebrane przez resztę Metopijczyków za postępowanie niewłaściwe. W takim wypadku osoba ta nie maksymalizuje swojego dobrobytu. Ekonomiczne myślenie o drugim człowieku sprawia, że należy usuwać ludzi niesamodzielnych z państwa, gdyż stanowią zagrożenie dla państwa. Przy wyeliminowaniu jednostek słabych początkowy zysk jest bardzo duży. Pieniądze, czas oraz inne możliwości mogą zostać wykorzystane inaczej. Zysk jest szybki i osiągnięty niskim kosztem. Jednakże konsekwencje takiego myślenia i postępowania już nie.

 

Usuwanie jednostek słabych jest przesunięciem granicy tego, co stanowi o człowieku. Rodzi to poważne konsekwencje nawet w świecie Metopijczyków. Granica raz naruszona przez system może zostać ponownie przez niego przesunięta i to dowolną ilość razy. Społeczeństwo Metopii (tak jak nasze) nie jest grupą identycznych jednostek. Jest to grupa osób dążąca do realizacji celu - maksymalizacji własnego dobrobytu. W związku z tym zawsze znajdą się osoby, które lepiej lub gorzej realizują ten cel. Efektem usunięcia najsłabszych, jest zaostrzenie pojęcia osoby. Ustalenie "nowej" granicy spowoduje, że zawsze będziemy usuwać najsłabszych dopóki oni są. Nie ważne, czy będą to osoby niepełnosprawne czy ludzie gorzej radzący sobie z prostą matematyką. Tego typu postępowanie powoduje, że przetrwa jeden homo oeconomicus - ten, który jest najsprytniejszy. Myślenie o innych kategoriami wartości ekonomicznej doprowadza do złych konsekwencji. Jedną z nich jest brak poczucia bezpieczeństwa - nie mam pewności czy w przyszłości to ja nie będę najsłabszy na tle innych. Każdy zaczyna działać na własną rękę oraz walczyć o swoje. W ten sposób bliźni przestaje być dla mnie podmiotem, a staje się przedmiotem - narzędziem do realizacji moich potrzeb. Pojawia się także ciche założenie, że człowiek wartościowy to taki, który jest przydatny. Takie patrzenie na człowieka jest kuszące, ale zgubne. Zamiast wzrastać jako osoby, rozwijamy się wyłącznie zewnętrznie i tracimy to, co odróżnia nas od innych gatunków. Zmierzamy wtedy do ideału Hobbesa, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem. W ten sposób można zobaczyć jak system, który miał pomóc rozwojowi społeczeństwa, doprowadza do jego wypaczenia.

 

Społeczeństwo to nie firma, w której liczą się zyski ekonomiczne. W nim najcenniejsza powinna być wartość drugiego, a tym samym troska o niego. Dlaczego? Inny człowiek sam w sobie jest już dla mnie wartością bez względu na to, jaki jest. Inne osoby nie nadają mi wartości, ale pomagają mi ją odkryć. Na przykład wystarczy spojrzeć na zakupy w markecie. Stoimy w kolejce i widzimy jak kasjerka - w pełni sprawna osoba - nie śpieszy się  z wykonaniem swoich obowiązków. Zazwyczaj się wtedy denerwujemy i zwracamy jej uwagę, że mogłaby robić to szybciej, nasze zdenerwowanie podzielają też inni, którzy stoją za nami. W efekcie kilka osób (w tym sama kasjerka) jest dość mocno poirytowanych i zniecierpliwionych. Kiedy jednak za kasą zasiada osoba niepełnosprawna, sytuacja się diametralnie zmienia. Jesteśmy wobec niej wyrozumiali oraz w żaden sposób jej nie popędzamy. W efekcie również my jesteśmy cierpliwsi i spokojniejsi, podobnie osoby stojące za nami w kolejce. Możliwe, że osoby słabsze nie są najbardziej produktywnymi członkami społeczeństwa, ale uczą nas tego, o czym w codziennych sytuacjach zapominamy - troski i traktowania innych po ludzku.

 

"Oddajcie więc Cezarowi, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" brzmi pełne zdanie Pana Jezusa. Jezus nie mówi, żeby ignorować system i państwo, w których żyjemy. Dlatego nie można zapominać o tym, co należy do Ceraza - naszych obowiązkach, troskach, płaceniu rachunków i podatków, rozwoju gospodarki. Pamiętajmy jednak też o tym, co należy do Boga, czyli o drugim człowieku. Zwłaszcza o jego życiu, bo to jest wyłącznie własnością Boga, a dla nas stanowi nieocenioną wartość.

 

 

 

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook