Jedna piosenka. Tysiące nawróceń. Miliony wzruszeń

Piotr Kosiarski
(fot. Materiały prasowe dystrybutora)

Wielka szkoda, że "Dotknij nieba" trochę umyka uwadze widzów. Znacznie różni się on od typowych filmów ewangelizacyjnych. Sprawdź, dlaczego warto wybrać się na niego do kina.

 

Od 5 października na ekranach kin można zobaczyć film "Dotknij nieba". Jest to historia Barta Millarda, autora jednego z najsłynniejszych chrześcijańskich utworów w Stanach Zjednoczonych. Napisana przez niego piosenka "I Can Only Imagine" przez długi czas utrzymywała się na pierwszych miejscach list przebojów i była puszczana w większości amerykańskich stacji radiowych. Podobno dzięki niej dokonały się tysiące nawróceń.


Co takiego jest w tym kawałku, że wzrusza miliony Amerykanów, a dziś - dzięki filmowi - porusza serca ludzi na całym świecie? W jednej z pierwszych scen "Dotknij nieba" Bart opowiada o swojej piosence.


"Sama do mnie przyszła, była gotowa po 10 minutach" - mówi chłopak. - "Nie wierzę, że napisałeś tę piosenkę w 10 minut! Pisałeś ją całe życie" - odpowiada wokalistka, która przygotowuje się do premiery napisanego przez Barta utworu.


Rzeczywiście, każde słowo "I Can Only Imagine" jest częścią bardzo trudnej, ale również pięknej i poruszającej historii jego życia.


Bart Millard przychodzi na świat w małym miasteczku w Teksasie. Już jako kilkulatek jest świadkiem częstych kłótni rodziców i towarzyszącej im przemocy fizycznej. Jego ojciec, niespełniony zawodnik futbolu amerykańskiego, nie mogąc pogodzić się z własną porażką, bije i dręczy syna, zabijając w nim okruchy dziecięcych marzeń. Chłopak, aby przetrwać, ucieka w świat muzyki. Pewnego dnia matka wysyła Barta na obóz dla dzieci organizowany przez miejscową parafię. Chłopak, zachęcony przez pastora, zakłada pamiętnik, w którym od tej pory będzie spisywał swoje przeżycia. Jak się potem okaże, bardzo wiele miejsca w jego notatkach zostanie poświęconych znienawidzonemu ojcu. Kiedy Bart wraca z obozu, dowiaduje się, że matka - jedyna osoba, którą naprawdę kochał - wyjechała, zostawiając go na pastwę ojca. Bart dorasta i staje się mężczyzną. Aby zaspokoić niespełnione marzenia taty, porzuca muzykę i gra w futbol. Wszystko zmienia się, gdy łamie nogi i przestaje grać w piłkę. Zbieg okoliczności sprawia, że jedna z nauczycielek odkrywa jego niezwykły głos i postanawia rozwinąć w nim talent muzyczny.


Do tego momentu film ogląda się jak typowy "nawracacz". Zwykła, trochę lukrowana historia. Ale w momencie wkroczenia Barta w dorosłe życie, zaczyna się poruszająca i niezwykle interesująca opowieść o jego relacji z ojcem i odnajdywaniu własnej drogi.


Na początku coraz bardziej sfrustrowany ojciec traktuje decyzję syna o "poważnym zajęciu się muzyką" jak mało poważną zachciankę; wmawia mu, że "marzeniami nie zarobi na chleb", i upokarza go przy każdej możliwej okazji. Odraza, jaką od początku filmu epatuje ojciec, sięga w tym momencie zenitu.


Wielką zaletą "Dotknij nieba" jest jednak to, że główni bohaterowie nie są przedstawieni w sposób czarno-biały; nawet ojciec Barta przeżywa swoje słabości i w głębi serca zaczyna odczuwać pragnienie przemiany. Widać to bardzo wyraźnie, kiedy mężczyzna trafia do szpitala. Okazuje się wtedy, że stan jego zdrowia jest bardzo poważny i że wkrótce umrze. Bart, zaślepiony gniewem i żalem, nie jest jednak zainteresowany szczegółami diagnozy i opuszcza dom, by rozpocząć własną drogę; wraca do muzyki, zakłada zespół i próbuje przekonać do siebie producentów. W tym momencie jego ojciec przechodzi głęboką przemianę. Zaczyna czytać Biblię i słuchać głoszonych w radiu kazań. Coraz bardziej żałuje popełnianych przez siebie okrucieństw. Jego syn jest jednak pochłonięty próbą zaistnienia w świecie muzycznym i ani myśli o powrocie do domu. Wyrzuca wysyłane przez ojca listy. Sytuacja zmienia się, kiedy doświadcza pierwszej poważnej porażki i nie zdobywa uznania producentów. Chociaż ma talent i porywa publiczność, brakuje mu ciągle osobistego brzmienia. Za radą swojego menadżera postanawia zmierzyć się z demonami przeszłości, zostawia na jakiś czas muzykę i wraca do domu, by "wyrównać rachunki" z ojcem. W tym momencie zaczyna się najbardziej poruszająca część filmu. Wspólnie spędzony czas, szczere rozmowy i przebaczenie zmienią życie dwóch mężczyzn, niegdyś największych wrogów. Właśnie to doświadczenie zaowocuje powstaniem utworu, który w przyszłości zbliży do Boga miliony ludzi.


"Dotknij nieba" to jednak nie tylko historia relacji między ojcem i synem. Film w bardzo wyraźny sposób ukazuje również siłę modlitwy. Gdy ojciec Barta przechodzi nawrócenie, codziennie prosi Boga o to, by mógł przed śmiercią jeszcze raz zobaczyć syna. Jego modlitwy zostają wysłuchane. Kolejną osobą, która nieustannie modli się w intencji Barta, jest Shannon, jego pierwsza i jedyna miłość. Dziewczyna wspiera go duchowo mimo zranień, których od niego doświadcza - Bart jest bardzo podobny do swojego ojca. Gdy drogi bohaterów zaczynają się prostować, trudno nie odnieść wrażenia, że cicha i konsekwentna modlitwa Shannon odegrała w tym bardzo ważną rolę.


Mocną stroną "Dotknij nieba" jest gra aktorska. Na szczególną uwagę zasługuje postać ojca, zagranego przez Dennisa Quaida, aktora znanego m.in. z filmu "Ostatni smok". Trzeba przyznać, że aktor mistrzowsko odegrał rolę zimnego, gruboskórnego mężczyzny, dręczącego swoją rodzinę za własne niepowodzenia. Bardzo dobrze spisał się również J. Michael Finley, który zagrał Barta - chłopaka przeżywającego wewnętrzne rozdarcie między chęcią podążania własną drogą a scenariuszem napisanym dla niego przez ojca. To pierwsza rola tego aktora!


"Dotknij nieba" jest również świetnie zrealizowanym filmem pod względem muzycznym. Od samego początku widzowi towarzyszą energetyczne kawałki amerykańskich zespołów rockowych z lat osiemdziesiątych. Co jakiś czas w film wplecione są również oryginalne utwory worship, bardzo charakterystyczne dla południa USA. Bart, na jednym ze swoich pierwszych koncertów, opowiada publiczności, jak wielką rolę odegrały w jego życiu właśnie te piosenki. W film wspaniale wkomponowany jest również główny utwór "I Can Only Imagine", który pod koniec filmu rozbrzmiewa z pełną mocą.


"Dotknij nieba" to przede wszystkim opowieść o przebaczeniu i właśnie temu motywowi poświęcona jest główna oś fabuły. Chodzi o przebaczenie dotykające wielu wymiarów - relacji między ojcem i synem, dwojgiem zakochanych w sobie osób, między grzesznikiem a Bogiem…


Wielka szkoda, że "Dotknij nieba" trochę "umyka" uwadze widzów. To naprawdę dobry i Boży film, znacznie różniący się od typowych filmów ewangelizacyjnych. Warto wybrać się na niego do kina, by na własne oczy przekonać się, jak wielka jest Boża miłość, skoro potrafi wyprowadzić dobro nawet z naszych najbardziej zagmatwanych historii.

 

 

Piotr Kosiarski - redaktor portalu DEON.pl. Autor cyklu Film na weekend i Ojcostwo. Sport ekstremalny. Prowadzi bloga Mapa bezdroży

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook