Globalizację zapoczątkował Kolumb

Portret mężczyzny - domniemanego Krzysztofa Kolumba - pióra Sebastiano del Piombo ze zbiorów The Metropolitan Museum of Art

To odkrycie Ameryki przez Kolumba otworzyło drogę do globalizacji świata i dało początek największej biologicznej rewolucji świata od czasów wymierania dinozaurów - pisze Charles C. Mann w książce "1493. Świat po Kolumbie", która właśnie trafia do księgarń.

 

"1493. Świat po Kolumbie" to kontynuacja wcześniejszej pracy Charlesa C. Manna "1491. Ameryka przed Kolumbem", w której autor udowadnia, że w dotychczasowych ujęciach historii ludzkości nie doceniano faktu odkrycia Nowego Świata. Mann, odwołując się do badań ekologów, antropologów i historyków udowadnia, że konsekwencje odkrycia Kolumba ukształtowały świat, w którym żyjemy, w dużo większym stopniu, niż dotychczas przypuszczano, a jego konsekwencje odczuwamy w postaci najgorętszych problemów obecnej ery: od masowych migracji przez globalny handel po wojny kulturowe.

 

"Kłębian i bakłażan, fasola skrzydlata /gorczyca i czosnek, rzodkiew i cukinia / Imbir i fistaszki, pomidory zdrowe / A do tego wszędzie ziarno sezamowe" - cytuje Mann starą, filipińską wyliczankę obrazującą, co powinno rosnąć w ogrodzie. Ekolodzy rozczulają się nad tym wierszykiem biadając, że pradawna kultura agrarna upada na naszych oczach, jednak Mann zauważa w nim co innego. Żadna z wymienionych roślin nie pochodzi z Filipin, wszystkie zostały tu przed kilku zaledwie wiekami sprowadzone przez człowieka z Afryki, Europy, ale przede wszystkim - z Nowego Świata. Idealna równowaga biologiczna, w której w danym regionie świata rosną tylko rośliny, które tam wyewoluowały to, zdaniem Manna, utopia.

 

Czy możemy sobie wyobrazić kuchnię włoską bez pomidorów, Florydę bez pomarańczy, kuchnię tajską bez papryczek chili? A przecież zaledwie 600 lat temu te rośliny rosły tylko w Ameryce Południowej. To tylko jeden z przykładów zmian, jakie zaszły w świecie po odkryciu Nowego Świata i zapoczątkowaniu tego, co Mann opisuje jako "wymianę kolumbiańską" pomiędzy ekosystemami odizolowanymi do 1492 roku. Przez ocean wraz ze statkami podróżowały - za wiedzą żeglarzy lub przypadkowo - tysiące biologicznych gatunków, co nieodwracalnie zmieniło oblicze świata w o wiele większym stopniu niż działania polityczne. Niektórzy biolodzy nazywają erę, w której żyjemy "homogenocenem" (od homogenizacji) i uważają, że właśnie odkrycie Nowego Świata ją zapoczątkowało. Zysków z tego procesu nie da się oddzielić od start nim spowodowanych.

 

Kontynent odkryty przez Kolumba był gęsto zamieszkały przez Indian, egzystowały tam kwitnące cywilizacje. Nie zapominając o okrucieństwie białych najeźdźców sytuację w największym stopniu zmieniły bakterie i wirusy przywiezione przez nich na statkach - szacuje się, że w ciągu stulecia od konkwisty na ospę lub odrę zmarło trzy czwarte ówczesnej populacji Ameryki.

 

"Historia ludzkiego gatunku nie zna większej katastrofy demograficznej" - pisze Mann. A był to dopiero początek zmian. Przed przybyciem Europejczyków dorzecze Amazonki, region, który uchodzi za skrajnie nieprzyjazny człowiekowi, było całkiem gęsto zaludnione, podobnie jak Mezoameryka. Sytuacja zmieniła się wraz z kolejnymi przybyszami ze Starego Świata - pierwotniaka powodującego malarię i wirusa żółtej febry. Znalazły one w wilgotnym i gorącym klimacie niektórych obszarów Nowego Świata doskonałe warunki egzystencji, napotkały też miejscowe gatunki komarów, które okazały się doskonałymi wektorami tych chorób.

 

W ciągu stulecia malaria i żółta febra sprawiły, że ogromne regiony Nowego Świata stały się praktycznie niedostępne tak dla Indian jak i dla białych ludzi. Przypadkiem zauważono, że większość Afrykanów ma naturalną odporność na te choroby, co czyniło z nich idealnych pracowników. Mann wykazuje, że system czarnych niewolników, który rozwinął się obu Amerykach, był ekonomicznie nieopłacalny w porównaniu z pracą najemną, czy to białych, czy Indian. Jednak rozpowszechnienie się malarii i żółtej febry sprawiło, że sprowadzenie Afrykanów było jedynym wyjściem. W latach 1500-1840 do obu Ameryk przetransportowano ponad 11 mln mieszkańców Afryki, co na zawsze zmieniło oblicze obu tych kontynentów. Z demograficznego punktu widzenia Ameryka, zwłaszcza południowa, o wiele więcej zawdzięcza Afryce, niż Europie.

 

Wymiana genetyczna pomiędzy Nowym a Starym Światem zmieniła wszystkie kontynenty. Sprowadzenie ziemniaka do Europy przerwało ciąg klęsk głodowych, jakie od zawsze nawiedzały ten kontynent, ale też zaowocowało Wielkim Głodem w Irlandii.

 

Odkrycie złóż srebra w Andach zachwiało systemem monetarnym Chin i doprowadziło do poważnego kryzysu. Sprowadzenie do Azji kukurydzy i batatów uratowało przed śmiercią głodową miliony ludzi, ale też przyczyniło się do degradacji środowiska i wielu klęsk ekologicznych, podobnie jak w Afryce.

 

Globalizacja - pisze Mann - stała się obecnie przedmiotem zajadłej intelektualnej bitwy pomiędzy jej zwolennikami i przeciwnikami. "Rację mają obie strony - globalizacja od początku niosła zarówno wielkie zyski jak i ekologiczne oraz społeczne wstrząsy grożące zniweczeniem osiąganych korzyści" - uważa Mann, który nie chce opowiedzieć się po którejś ze zwaśnionych stron.

 

Pokazuje jednak, że proces globalizacji rozpoczął się dużo wcześniej niż w XX wieku i nie ma od niego odwrotu. Można tylko, analizując historię tego procesu, próbować unikać powtarzania błędów, których konsekwencje były najbardziej dramatyczne.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

1

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?