Bez wakacji - rozmowa z Ringo Starrem

Bez wakacji - rozmowa z Ringo Starrem
(fot. ringostarr.com)
Janusz Kalinowski / PAP Life

Wakacji nie będzie, trasa koncertowa w Europie jest gigantyczna - mówi w wywiadzie dla serwisu PAP Life jeden z czwórki legendarnych "chłopców z Liverpoolu" Ringo Starr, który 15 czerwca wraz z zespołem wystąpi w Warszawie.

Ringo Starr (właściwie Richard Starkey) urodził się 7 lipca 1940 roku; jest perkusistą, wokalistą i kompozytorem. Według zrzeszenia amerykańskich wydawców muzyki RIAA, Ringo Starr i pozostali członkowie The Beatles: John Lennon (1940–1980), George Harrison (1943–2001), Paul McCartney są najpopularniejszymi muzykami wszech czasów.

Podczas trasy Ringo Starr koncertować będzie ze swoją supergrupą All-Starr Band. Tournee rozpocznie się 4 czerwca w Kijowie, a zakończy 17 lipca w Wiedniu. Muzycy odwiedzą Ukrainę, Rosję, Łotwę, Polskę, Francję, Węgry, Czechy, Włochy, Niemcy, Austrię; zagrają też w Wielkiej Brytanii.

Ringo Starr: Myślę, że klimat tamtych lat nie sprzyjał, a być może nie zostaliśmy zaproszeni. Czasu nie cofniemy, ale... w czerwcu będę pierwszy raz w Polsce, słyszałem, że to piękny kraj.

Nie rozdzielałbym tego, najważniejsze, że gram i wciąż to lubię. Chociaż, w zapowiedziach na koncertach zawsze na początku pada "Rigno Starr on drums" - "Ringo Starr na bębnach".

Już jako nastolatek marzyłem o perkusji i kochałem rock'n'roll. Miałem ojczyma, który bardzo lubił muzykę i wprowadzał mnie w jej obszary. Niestety, wolał jazz, a ja upierałem się przy rock'n'rollu. Bez wątpienia jednak ojczym miał na mnie w tych sprawach duży wpływ. Nie był muzykiem, lecz malarzem. No cóż, ja ostatnio też się tym trochę zajmuję.

To oczywiste, matce i ojczymowi. Ojciec, który pracował w dokach portowych, odszedł od nas w 1943 roku, gdy miałem trzy lata. Wychowywała mnie matka, która zarabiała na utrzymanie pracując, jako barmanka, oraz babcia z dziadkiem i to oni mieli na moje życie największy wpływ. Choć równie ważną osobą był dla mnie ojczym Harry Graves.

Zdecydowanie miłość. Ludzie powinni być dla siebie życzliwi, powinniśmy siebie rozumieć, akceptować i też szanować.

Jest ich sporo, jednak dwa są mi szczególnie bliskie: "A Day In the Life", bo po prostu kocham to nagranie, i "Rain", który jest nadzwyczaj ważny, gdyż nigdy wcześniej tak nie grałem i potem już tak nie zagrałem. Gdy usłyszałem później to nagranie, zdawało mi się, że byłem jak opętany, jakbym to nie ja grał. Byłem w sidłach hi-hat.

Wspominam czasem nasze granie w Liverpoolu, na przykład jeden z pierwszych koncertów w wielkim teatrze Empire w 1963 r., ponieważ wcześniej byliśmy tylko klubową kapelą. Rok później na baseballowym Shea Stadium w Nowym Jorku The Beatles słuchało pięćdziesiąt tysięcy osób. Tak, te "wielkie" początki zapamiętałem.

Uważam, że to jest w porządku. Słuchałem naszych utworów w wykonaniu m.in. Ray’a Charlesa, Steve Wondera i muszę przyznać, że zrobili to niesamowicie.

Nie. To nieistotne. Uważam, że jeśli ktoś sięga po utwory innego muzyka czy zespołu, powinien to robić w swoim stylu. Nikt nie powtórzy beatu, jaki my graliśmy. Zawsze lepiej grać po swojemu, nadać utworowi własny wyraz.

Wakacji nie będzie. To gigantyczna trasa, damy 28 koncertów, ale ja i moi przyjaciele uważamy, że wszystko zapowiada się OK. Uwielbiam występować na żywo; kontakt z publicznością autentycznie człowieka wyzwala.

Zupełnie zwyczajnie. Gram, maluję, chodzę na spacery, do kina. To, że jestem znanym muzykiem nie oznacza, że w wolnym czasie fruwam czy wykonuję jakieś niezwykłe czynności. Nie uprawiam sportu, gdyż nigdy mnie do niego nie ciągnęło, nawet jak byłem dzieckiem. Natomiast różne wydarzenia sportowe lubię oglądać w telewizji, szczególnie piłkę nożną. Kibicuję oczywiście Liverpoolowi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Bez wakacji - rozmowa z Ringo Starrem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.