Seksualność księży. To nie jest takie proste

Julia Płaneta
(fot. EmanueleCapoferri / shutterstock.com)

Kiedy zaczęłam szukać historii do tego tekstu, usłyszałam: "Nie znajdziesz księży, którzy cokolwiek powiedzą na ten temat". Na początku trudno było mi w to uwierzyć, z czasem coraz bardziej przekonywałam się o tym, że chce się zająć tematem... tabu.

 

Jeżeli rozmawiamy o seksualności księży, to tylko w dwóch aspektach: celibatu albo ostatnich skandali seksualnych. Tymczasem okazuje się, że temat jest o wiele bardziej rozbudowany i szeroki. Oddaję głos kilku księżom i jednej kobiecie, tak aby pokazać, że "to nie jest takie proste".

 

"Byłem duszpasterzem akademickim. Były sytuacje, w których było mi ciężko"

 

Pierwszy głos należy do duszpasterza akademickiego. Przez kilkanaście lat spotkał się z różnymi zachowaniami dziewczyn, które się w nim zakochiwały.

 

"Przez 15 lat byłem duszpasterzem akademickim. Przez ten czas wiele dziewczyn się we mnie zakochało. Na szczęście ja nie zakochałem się w żadnej, choć nie ukrywam, że były sytuacje, w których było mi ciężko, bo po prostu mnie, jako faceta, ciągnęło do pięknej kobiety. Spotkałem się z różnymi reakcjami i zachowaniami dziewczyn, kiedy się we mnie zakochiwały. Dla niektórych nie było przeszkodą, że jestem księdzem, chciały mnie po prostu zdobyć. Niektóre pisały SMS-y miłosne, inne mówiły wprost, że się zakochały, jeszcze inne prowokowały sytuacje, w których mogłoby między nami dojść do czegoś więcej.

 

Przychodziły wieczorem po meczu z boiska obok plebanii, chciały chwilę pogadać, a potem skorzystać z prysznica. Wykazywały się w tym dużą kreatywnością. Była taka sytuacja, że weszła dziewczyna na plebanię po meczu, żeby się ogarnąć, wzięła prysznic, potem przyszła do mnie w ręczniku i zaczęła ściągać ten ręcznik. Obecnie od kilku lat prowadzę spotkania dla kleryków i młodych księży na temat relacji damsko-męskich, seksualności, relacji kobiet z księżmi. Dzielę się swoimi historiami i doświadczeniami jako spowiednik i kierownik duchowy innych księży. Na początku klerycy i młodzi księża są w szoku, bo jeszcze nie doświadczyli, jak ciężka może być praca w duszpasterstwie pod tym względem. Potem wielu z nich jest wdzięcznych za cenne rady".

 

"Przed wstąpieniem do seminarium miałem wiele kontaktów seksualnych z kobietami"

 

Drugi ksiądz po wcześniejszych przeżyciach, potrzebował rozbudowanej formacji, wielu rozmów z kierownikiem duchowym, ale także psychoterapii, aby na nowo nauczyć się przeżywać swoją seksualność.

 

"Przed wstąpieniem do seminarium miałem wiele kontaktów seksualnych z kobietami. Trudno mi było żyć w czystości przed wstąpieniem i po wstąpieniu do seminarium. Na szczęście kilka lat formacji, szczerych rozmów ze świetnym kierownikiem duchowym i psychoterapeutą, pomogły mi nauczyć się przeżywać seksualność inaczej, cieszyć się nią, wykorzystywać ją jako siłę do działania, do bycia z innymi, do życia po prostu. Uporządkowały mnie i moją seksualność. Przeżywanie jej nie było już dla mnie problemem, jak kilka lat wcześniej. Myślę, że te rozmowy przygotowały mnie do bycia księdzem i mężczyzną".

 

Ksiądz i zakonnica: "zakochaliśmy się w sobie"

 

Trzecia historia to wspólna praca księdza i zakonnicy. Współpraca zaowocowała uczuciem, z którym na początku nie potrafili sobie poradzić.

 

"Pracowaliśmy razem, ksiądz psycholog i ja, siostra zakonna, także psycholog, razem z dwoma świeckimi psychologami. Robiliśmy sesje psychologiczno-duchowe przede wszystkim w zakonach, dla księży, sióstr. Zakochaliśmy się w sobie. Nie chcieliśmy odchodzić z kapłaństwa ani z zakonu. Znaliśmy tę materię bardzo dobrze, jak się mamy zachowywać jako psychologowie i jako osoby duchowne, mieliśmy też spore rozeznanie. To było tak silne, że musieliśmy przerwać współpracę. Pracowaliśmy razem kilka lat, ale zakochanie okazało się tak silne, że nie byliśmy w stanie codziennie ze sobą współpracować".

 

O tym, co ważne w seksualności

 

Poprosiłam o komentarz dwóch księży. Chciałam znaleźć odpowiedź na to, jak duchowni mogą traktować swoją seksualność, jak mogą sobie z nią radzić. Co jest najważniejsze w formacji, a czego brakuje.

 

Pierwszy z nich podkreślił, że fundamentem jest dojrzała osobowość, czyli "dojrzałe przeżywanie swojego życia, w którym seksualność ma swoje miejsce". Przyznał, że chodzi przede wszystkim o bycie szczęśliwym, ponieważ wtedy możemy dawać to innym. Mówił: "taki wzrost w dojrzałości ludzkiej wydaje mi się rzeczą najważniejszą".

 

Drugi zauważył, że seksualność jest ważna, a podczas formacji w seminarium jest spychana na bok. Okazuje się, że ten temat pojawia się tylko podczas indywidualnych rozmów z ojcem duchownym, czasem z psychologiem. Każda sytuacja jest tak indywidualna, że trudno o jedno działanie. Opowiadał: "często odsyłali nas do ojców duchownych, zwłaszcza do starszych księży, którzy mogli udzielić nam porady". Zapytany o to, czy księża często borykają się z tym, że podobają im się kobiety i jak sobie z tym radzą, odpowiada: "to dobrze, że się podobają".

 

Jak sam sobie z tym radzi? Przede wszystkim się modli, podkreśla: "może to nic, ale pomaga". Dodaje: "Często kiedy ksiądz «idzie w bok», to zaczyna się od zaniedbania modlitwy i uczestnictwa we Mszy świętej. Często księża za bardzo zasłaniają Boga. Ja się liczę, a nie Bóg. Mój czas, a nie czas dla Boga". Zaznacza, że nieraz wiemy, jak powinno być, ale nie robimy nic w tym kierunku. Porównuje: "To tak jak policjanci z drogówki. Kiedy zatrzymają nas za złamanie przepisów, to nie powiemy, że nie wiedzieliśmy".

 

Pokazuje także szerszy kontekst, podkreślając, że często kobiety mylą kierownictwo duchowe z bardziej angażującą relacją, zwłaszcza jeśli ich ojcowie nie sprawdzili się w swojej roli. Dodaje: "i nagle ksiądz to ktoś, kto naprawdę pomaga".

 

Sam miał dwie takie sytuacje, kiedy kobieta się w nim zakochała. Jednak nie musieli zrywać kontaktu. Uważa, że seksualność to dar dla każdego człowieka, "to coś dobrego i pięknego". Znajomość własnej seksualności, może pomóc księdzu w zrozumieniu innych. Może oddawać to działanie Bogu dla Jego chwały i dobra Kościoła, w którym służy. Zwraca także uwagę na problemy młodych kleryków: "Nieraz mężczyźni wstępujący do seminarium nadal mają problem z masturbacją, nie przepracowali go. Wtedy seminarium to taki czas, żeby stanąć w prawdzie".

 

"Szukałam taty zastępczego i znalazłam w osobie kapłana"

 

Chciałabym, żeby ostatnia historia dopełniła wcześniejsze, pokazała wszystko od drugiej strony. Jak to jest, kiedy kobieta szuka ojca w kapłanie? Co zrobić, kiedy kierownictwo duchowe pomylimy ze zbyt dużym zaangażowaniem emocjonalnym?

 

"Przyjechałam na Pomorze jako pełnoletnia kobieta. Byłam dorosła, ale emocjonalnie zagubiona, na początku czułam się samotna, nie miałam żadnych znajomych. Potrzebowałam kogoś, kto pomoże mi odnaleźć moje zagubione poczucie własnej wartości. Kto pomoże mi uwierzyć, że jestem kimś. Sytuacja w domu, w którym dorastałam, nie wpływała korzystnie na moją osobowość. Tata cierpiący na alkoholizm, wycofany z życia rodzinnego, nie przekazał mi, że jestem jego ukochaną córką.

 

Szukałam taty zastępczego i znalazłam w osobie kapłana. Poznałam jednego na rekolekcjach. Kiedy się skończyły, zapytałam, czy będzie mógł mi towarzyszyć duchowo. Zgodził się.

 

Na pierwsze moje spotkanie z nim szłam z ogromnym lękiem, z drżeniem serca. Umówiłam się na spowiedź. Było mi strasznie wstyd i miałam ogromne poczucie winy po pewnym grzechu, który popełniłam. Jako osoba bardzo wrażliwa, bałam się, że będzie dla mnie surowy.

 

W zamian dostałam dużo ciepła. Już na początku poczęstował mnie ciastkiem i szczerze się uśmiechnął. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowania przez własnego ojca, a tym bardziej nie śmiałam nawet marzyć, że istnieją tacy księża. Tak zaczęła się moja przygoda z pierwszym z kapłanów. Chodziłam regularnie na spotkania z nim, na których powtarzał mi, że jestem zbyt surowa dla siebie, że powinnam okazać sobie miłość. Wiele razy bardzo szybko odpisywał na moje maile albo SMS-y. Czułam, że mogę mu zaufać w wielu kwestiach. Chodziłam na spotkania wspólnoty, na których był, często pytał, co u mnie. Gdy przeżywałam jakąś trudność, zawsze to widział, pytał, co się stało. Interesował się mną. Zapamiętam na całe życie jedno ważne zdanie, które mi przekazał: "Twoja historia cię ukształtowała, ale nie zdeterminowała". Nasza relacja musiała się jednak zakończyć, ponieważ odszedł z kapłaństwa. Bardzo to przeżyłam, bolało mnie, kiedy przestał odpisywać na SMS-y i udawał, że mnie nie widzi, kiedy się przypadkowo spotkaliśmy w pociągu. Miałam plany, że to on udzieli mi ślubu.

 

Kiedy przeżyłam "żałobę" po moim pierwszym kierowniku duchowym, pojawił się następny. Z tym zżyłam się jeszcze bardziej. Też okazywał mi dużo zainteresowania, ciepła, był zawsze chętny do udzielenia rady. Poza tym mogłam się do niego czasem przytulić. Odbierałam sobie w ten sposób emocjonalne braki z dzieciństwa. Nie pamiętam, żeby mój ojciec mnie przytulał. Czułam, że zaczęłam odzyskiwać poczucie własnej wartości. Ze smutnej, nazbyt poważnej kobiety, stawałam się coraz bardziej otwarta i uśmiechnięta. Nadal słyszałam o tym, że powinnam być bardziej wyrozumiała dla siebie, okazywać sobie miłosierdzie. Słyszałam również komplementy. On miał wszystkie cechy, których mi brakowało we własnym ojcu, idealizowałam go. Czułam się przy nim bezpiecznie.

 

Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Spowiadałam się u niego, zwierzałam z wielu problemów, a on cierpliwie słuchał i doradzał. Lubiłam z nim żartować, a może czasem nawet niewinnie flirtować? Bywałam zazdrosna, kiedy na wspólnotowych spotkaniach poświęcał też uwagę innym. Czasem chciałam mieć go na wyłączność. Bardzo się wzruszyłam, kiedy w moje urodziny odprawił za mnie msze we wspólnocie akademickiej.

 

Pisałam do niego dużo SMS-ów, ale on sam do mnie nigdy nie napisał, choć odpisywał zawsze. Czułam się do niego bardzo przywiązana, jednak nie nazwałabym tego miłością. Nie patrzyłam na niego w kategoriach przystojnego mężczyzny. Widziałam w nim obraz wymarzonego ojca. Takiego, który potrafi być przyjacielem, jest mądry, umie słuchać, okazuje szacunek. I ma wspaniałe poczucie humoru. Z nim mogłam porozmawiać o wszystkim, traktował mnie poważnie. W przeciwieństwie do mojego ojca, z którym godzinami milczałam.

 

Raz zdarzyło się, że spotkaliśmy się nieformalnie na pizzy. Spędziliśmy wspólnie całą, bardzo miłą godzinę. Wcześniej panikowałam, gdy miałam być sama z jakimkolwiek mężczyzną. Wstydziłam się ogromnie, inaczej jest rozmawiać o problemach, a inaczej tak po prostu spędzać ze sobą czas. Nie wiedziałam, czy to potrafię.

 

Kapłan ten odegrał ogromną rolę w moim życiu. Wiele mu zawdzięczam, pomógł mi uporać się z problemami mojego dzieciństwa, wspierał, kiedy pojawiały się nowe - w teraźniejszości. Był dostępny, bliski, nie bał się okazywać czułości - w słowie, ale też i geście - przytuleniu. Nie było jednak w tym żadnego podtekstu. Kiedy było trzeba, stawiał mi granice, był bezpośredni, nazywał rzeczy po imieniu. I tę jego szczerość sobie cenię.

 

Bardzo chciałam, żeby udzielił mi ślubu, w tym przypadku było to realne i pojawił się kandydat. Jednak w tym czasie został przeniesiony do innej miejscowości, nie mógł być na naszym ślubie. Przeżyłam duże rozczarowanie. Rozum przyjął jego argumenty, tylko serce nie chciało.

 

W moim życiu był już mąż, kapłan wyjechał. Naturalną konsekwencją było to, że ograniczyliśmy nasz kontakt do sporadycznych SMS-ów i maili. Tęskniłam za nim bardzo, ale wiedziałam, że tak musi być. On zrobił swoje, a ja jak uczeń bez mistrza miałam przejść test. To był czas, kiedy musiałam rozwinąć skrzydła, ale już sama. Wykorzystać wiedzę i umiejętności, które nabyłam do tej pory.

 

W międzyczasie chodziłam do różnych kapłanów na rozmowy, u niektórych pojawiłam się raz, u innych kilka razy. Wszystkich porównywałam do mojego drugiego kierownika duchowego. Nie spełniali moich oczekiwań. Na dłużej zatrzymałam się jeszcze u jednego - na trzy lata, polubiłam go. Również pomagał mi w wielu kwestiach, jednak zachowałam duży dystans w tej relacji. Ograniczałam się głównie do spowiedzi.

 

Mój substytut ojca, wyidealizowany kapłan po kilku latach wrócił. Nasza relacja jest już zupełnie inna, co nie oznacza, że gorsza. Może bardziej dojrzała? Razem z mężem darzymy dużą sympatią tego kapłana. W związku z tym spotkaliśmy się wszyscy na wspólnej kolacji jak starzy dobrzy przyjaciele. Kiedyś umówiłam się z nim sama na biegi.

 

Znajomi się dziwią, że jak to, z księdzem? Tak z księdzem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Jestem bardzo wdzięczna Bogu za takiego kapłana".

 

To nie jest takie proste

 

Nie chciałabym na podstawie kilku historii tworzyć wielkich wniosków lub rozbudowanych uogólnień. Zależy mi tylko na tym, aby przypomnieć, że za każdym człowiekiem stoi jego indywidualna historia. Ona może być bardziej lub mniej skomplikowana. Drugą sprawą jest to, że księża to... ludzie, tacy sami jak my. Nie możemy się łudzić, że celibat pozbawia ich seksualności albo ją zastępuje.

 

Warto o tym mówić i rozmawiać, żeby wcześniej wiedzieć, z jakimi problemami i trudnościami mogą się borykać młodzi klerycy.

 

Julia Płaneta - dziennikarka i redaktorka portalu DEON.pl, prowadzi bloga wybieramymilosc.pl.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.49

Liczba głosów:

83

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 18:04:14 | 2018-10-14
Dlaczego DEON tak często wraca do tematu seksu? Chyba ktoś z redakcji ma z tym spory problem...

Oceń 37 8 odpowiedz