Kim są Aniołkowi rodzice?

(fot. AJ)

Nie mogli przytulić swoich dzieci. Nie mają po nich żadnych pamiątek. Widzieli je owinięte w gazy, a ten obraz pozostał z nimi już na zawsze. Kim są rodzice Aniołków i jak możemy im pomóc?

 

Wiosna, świat budzi się do życia, trwa festiwal radości po zimie. Dla niektóry to taki drugi nowy rok - podejmują postanowienia, zmieniają swoje życie, planują dietę. Dlaczego na początku wiosny poruszamy tak trudny temat, który nijak się ma do tej całej atmosfery? Bo właśnie dzisiaj obchodzimy w Kościele Dzień Świętości Życia, który dla wielu niedoszłych rodziców jest świętem trudnym. Dziś wielu z nich kolejny raz zmierzy się ze swoją stratą.

 

Ten magazyn jest echem reportażu, który opublikowaliśmy w 2018 roku. W tekście "Straciliśmy dziecko, ale nie to było najgorsze" Marta i Piotr podzielili się nie tylko historią utraty swojego dziecka, ale też dramatyczną walką, jaką musieli stoczyć później o siebie, o małżeństwo i o wiarę. W trakcie rozmowy usłyszałem od Marty, że jednym z trudniejszych dni po poronieniu był dla nich właśnie 25 marca obchodzony jako Dzień Świętości Życia. "Na każdym kroku słyszeliśmy o świętości życia i widzieliśmy zdjęcia abortowanych dzieci. Ze słów księdza dotarło do mnie, że rodzina bez dziecka to nie rodzina. Że nie należymy do cywilizacji życia, bo nie mamy dzieci. [Tego dnia - przyp. red.] czułam się w kościelnej ławce jak na sali sądowej, na ławie oskarżonych, bo przeze mnie to 'święte dzieciątko' straciło życie" - powiedziała mi Marta. Obwinianie się i żal były w jej sercu i głowie jeszcze wciąż bardzo żywe. Stracili Julkę zaledwie 4 miesiące wcześniej.

 

Choć idea, jaką zaszczepił w nas św. Jan Paweł II, odnosi się do poszanowania każdego życia - poczętego, ludzi starszych, więźniów czekających na karę śmierci… - został on zaadaptowany głównie przez środowiska pro-life skupiające się na walce z aborcją. Stąd przekaz bywa często skoncentrowany właśnie na zabijaniu dzieci, pomijając inne aspekty. Również to, że święte jest życie tych, którzy pozostają z poczuciem straty: rodziców straconych więźniów; rodziców, którzy doświadczyli poronienia; matek i ojców, którzy w dramatycznych okolicznościach zdecydowali się na aborcję. To było dla mnie chyba największym odkryciem podczas pracy nad tym magazynem. Są sytuacje, których nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Można przechodzić żałobę również po stracie dziecka, które było "niechciane". Tym numerem magazynu chcemy wesprzeć wszystkich rodziców, którzy czują ogromny ból z powodu straty swojego dziecka - Aniołkowych rodziców.

 

Po publikacji grudniowego reportażu odezwało się do nas wiele osób, bliskich znajomych oraz zupełnie obcych, którzy mówili, że też stracili dziecko. Niektórzy doświadczyli poronienia niejeden raz. To uświadomiło mi, jak wielka jest skala poronień, ale też jak wielki jest ich wstyd - niesłusznie odczuwany. Dlatego jako redakcja uważaliśmy, że powrót do tego tematu jest potrzebny, również dla nas, ludzi, którzy tego nie doświadczyli. Bardzo często to nasze niezrozumienie, bagatelizowanie, brak wiedzy i empatii sprawiają, że ranimy Aniołkowych rodziców. Ile razy słyszeliście historie o kobietach po poronieniu, które kładzie się na sali z młodymi matkami. Czasem nawet próba pocieszenia może być sztyletem wbitym w serce kobiety po utracie dziecka. "Jest pani jeszcze młoda, narodzi się pani przez całe życie"; "To kiedy dzidziuś?" - to zdania, które nigdy nie powinny paść, i to nie tylko ze strony nadgorliwych ciotek.

 

Na szczęście świadomość społeczna wciąż wzrasta. Pokazuje to inicjatywa "Tęczowy Kocyk", której wolontariusze za własne środki szyją ubranka, rożki i beciki dla dzieci poronionych i przedwcześnie urodzonych. W 12. tygodniu ciąży dziecko ma zaledwie kilka centymetrów. Trudno znaleźć dla niego odpowiednie ubranko. Proszą o nie zakłady pogrzebowe, ale również oddziały położnicze. Pod naszym materiałem o tej akcji było wiele komentarzy kobiet, które w czasach PRL-u i w latach 90. doświadczyły ogromnej traumy. Ich utracone dzieci były im przynoszone zawinięte w gazy, w metalowych nerkach… Wciąż budzi to w nich wiele łez i emocji. Dziś położne wykazują się ogromną empatią. Bardzo często to właśnie one są pierwszą osobą, która przyjmuje na siebie cierpienie rodziców, jeszcze zanim pojawi się psycholog. Dzięki wolontariuszom "Tęczowego Kocyka" mogą chociaż w jakimś stopniu ukoić ich ból, okazać szacunek wobec rodziców i zmarłego Aniołka.

 

Marta przez długi czas zadawała sobie pytania, czy można było uratować ich Julkę. Może za mało o siebie dbała, może popełniła błąd? To bardzo częste myśli w głowie kobiety, która traci dziecko. Mężczyzna, który stoi obok, jest wobec nich bezradny, nie wie, jak wspierać swoją partnerkę, i patrzy jedynie, jak gaśnie. Obwiniają się - tracą poczucie swojej kobiecości i męskości. Jak zorganizować pogrzeb i przeżyć żałobę; jak różne jest przeżywanie kobiety i mężczyzny; jak mówić o stracie, i w końcu jak powrócić do współżycia bez lęku o kolejną tragedię? Te pytania wskazali nam nasi czytelnicy, a my próbowaliśmy na nie odpowiedzieć. Właśnie dlatego kolejny numer Magazynu DEON.pl "Czytaj dalej" poświęciliśmy Aniołkowym rodzicom. W Dzień Świętości Życia chcemy pamiętać nie tylko o życiu utraconym, ale również o życiu rodziców, którzy pozostają z ogromnym bólem.

 

W marcowym numerze "Czytaj dalej" Magazyn DEON.pl znajdziecie teksty:

 

 

***

 

O materiałach, które znajdziecie w najnowszym numerze naszego magazynu, dowiecie się więcej z podcastu, który dla was przygotowaliśmy:

 

 

***

 

Julia Bondyra - dziennikarka i redaktorka portalu DEON.pl, prowadzi autorskiego bloga wybieramymilosc.pl

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 20:43:06 | 2019-03-25
Po ludzku strata, a po Bożemu zysk.

Wiele kobiet martwi się być może zupełnie niepotrzebnie po stracie swojego dziecka.
Dziecko, które w naturalny sposób odejdze od swego ciała (po naszemu umrze) ma przewidziany od Boga taki plan co do swojej duszy.

Bóg w Swojej Mądrości przewiduje różne scenariusze co do nas, tak samo co do dzieci, które zostaną powołane przed narodzinami lub dzieci które odejdą po narodzinach.

My tak po ludzku nie zrozumiemy Bożej logiki lub Prawa, które decyduje o tych przypadkach.
Jednak dusze takich małych dzieci nic nie tracą na wcześniejszym powołaniu do życia w Wymiarze Boga, One są tam poprostu przeszczęśliwe.

Wiele rodziców po utracie swego dziecka bardzo się tym smuci, niektórzy latami modlą się za swoje Maleństwa.
A tak naprawdę to te Maleństwa będąc u Boga modlą się za swoich rodziców.

To co jest dla nas bardzo ważne to pozwolić takiemu dziecku odejść w pokoju, tak by miało spokój duszy w drodze do Boga i u Boga.
Takie dzieci też się bardzo smucą widząc swoich rodziców pogrążonych w bardzo głębokiej żałobie.

Tak wiem, iż dla nas ludzi odejście kogoś kochanego jest strasznym przeżyciem. Jednak musimy i na takie dramaty życia spojrzeć z Bożej perspektywy.
Nie powinniśmy wątpić w Bożą Miłość względem Nas, nie możemy też wątpić w tą Miłość względem dzieci, dla których większym zyskiem jest Powołanie do życia u Boga nieco wcześniej niż nam samym.
My też zdążamy do Wymiaru Boga, jednak z tą różnicą iż my potrzebujemy czasem 50 lat, a czasem 80 lat zmagań po tym świecie.
One (te dzieci i ich dusze) tego nie potrzebują.
Musimy to uszanować i zaakceptować oraz żyć dalej.

Oceń 3 4 odpowiedz

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (3/2019) "KIM SĄ ANIOŁKOWI RODZICE?"