Po co nam piękno?

Jacek Siepsiak SJ
(fot. shutterstock.com)

Tak mocno walczyliśmy z naturą o przeżycie, że teraz, gdy zwyciężyliśmy, musimy ją ratować, by przeżyć. Taki jest sens ekologii.

 

Czy to samo możemy powiedzieć o pięknie? Tak mocno przetwarzaliśmy to, na co patrzymy, że teraz musimy się bronić przed brzydotą. Bo inaczej zdegradujemy swoje życie. Może przeżyjemy, ale po co?

 

Powstaje pytanie: czy da się żyć, oglądając na co dzień nieludzkie widoki? Ktoś powie, że to dylemat snobów albo bogatych i sytych, że ludziom walczącym o przeżycie kwestie estetyki są obojętne. A jednak szare blokowiska, obskurne oficyny czy fawele kojarzą się nam z wylęgarniami przemocy, z gangami uciekającymi się nierzadko do zastraszania, torturowania i zabijania. Papież Franciszek w swojej "ekologicznej" encyklice "Laudato Si’" wspomina i o tym (por. nry 138-155).

 

Oczywiście to nie jest takie proste. Bywa, że przestępcze procedery kwitną wśród dzieł sztuki, a na śmietniskach ludzkości znajdujemy przykłady świętości. Wiemy też, że brzydota często jest nie tyle powodem, ile skutkiem przemocy, krzywdy, wykorzystania… Ale czy nie jest to jednak pewne sprzężenie zwrotne: przemoc prowadzi do brzydoty, a obskurne otoczenie do wyniszczających relacji? I tu przykładem nie muszą być tylko miasta z tektury i blachy pozbawione zieleni i elementarnych widoków lub zabetonowane więzienia (te prawdziwe i te, które sobie sami stworzyli mieszkańcy, by chronić się przed sąsiadami). Przypomnijmy sobie na przykład gusta nowobogackich. Łatwe pieniądze (nierzadko zarobione z naruszeniem zasad sprawiedliwości) idą na drogi kicz, na luksusową brzydotę. A ta z kolei domaga się jeszcze większych wydatków (a więc większego wyzysku). Nieraz nie chodzi nawet o niesprawiedliwość czy wyzysk. Po prostu klient płaci, więc wymaga. I architekt nie ma wiele do powiedzenia. Proporcje, harmonia z krajobrazem, poczucie piękna czy podstawowa funkcjonalność idą w kąt wobec ambicji na bycie modnym, na wybicie się ponad sąsiadów, na "walenie po oczach".

 

I tak nasz krajobraz jest upstrzony różnymi "horrorkami". Jak mi powiedzieli architekci krajobrazu Katarzyna i Tobiasz Burkotowie, wysyp ganków z kolumienkami o pokracznych proporcjach lub dobór roślin sadzonych wokół domów malowanych jakby na złość otoczeniu to nie jest wina fachowców, ale tego, że się ich ignoruje. Ludzie często podchodzą do estetyki jak do czegoś nieistotnego. Projektowanie i wykonanie kanalizacji powierzamy fachowcom, bo boimy się, że źle zrobiona prędzej czy później sprawi nam poważne kłopoty. Estetykę otoczenia, w którym chcemy mieszkać, już rzadziej oddajemy w ręce ludzi przygotowanych. Może im nie ufamy? Może uważamy, że każdy potrafi się tym zająć, a więc szkoda pieniędzy? Może sądzimy, że nie potrafią uwzględnić naszych gustów? A może po prostu jest to dla nas tak mało ważne, że szkoda zachodu? Dotyczy to też decydentów i urzędników. Pokusa zaoszczędzenia na pięknie i harmonii jest zbyt duża…

 

A jednak chcemy otaczać się pięknem, chcemy, by nasze dzieci wychowywały się w ładnym środowisku. Mamy do czynienia z coraz większymi naciskami społecznymi na powiększanie terenów zielonych, na bronienie podstawowej higieny życia wspólnego (np. odległość od okien sąsiadów). Jednak chodzi tu bardziej o świeże powietrze, ciszę i strefę intymności niż o względy estetyczne. Dbałość o piękno to jednak jeszcze dość ekskluzywne i, co za tym idzie, drogie zajęcie.

 

Innym przykładem niech będzie woda. Prorokuje się, że wojny przyszłości, a na pewno migracje, będą powodowane brakiem dostępu do wody pitnej. Już teraz jest to palący problem. Reagujemy na niego m.in. budowaniem studni w Afryce. Ale trzeba też dostrzec sukces fontann w naszej wspólnej przestrzeni. Place i parki, gdzie wybudowano piękne fontanny, nagle dostają jakby nowe życie. Ludzie tam chętniej przychodzą. I nie chodzi tylko o ochłodę w upalne dni, o atrakcję dla baraszkujących w wodzie dzieci. Jest tam ładniej, o ile fontanna zbudowana z naturalnych materiałów jest ładniejsza od betonowej poprzedniczki, a przede wszystkim to miejsce uspokaja. Woda uspokaja. Czujemy się lepiej. Woda wśród zieleni. Porównajmy basen z jeziorem, rynsztok ze strumieniem o naturalnych brzegach. I zapytajmy się, gdzie nam lepiej.

 

Takie porównania stawiają nas wobec pytania o materiały, o materiały naturalne i sztuczne. Beton jest tańszy od piaskowca. Moi rozmówcy zauważają, że ich klienci, gdy budują coś pod wynajem, to używają tańszych, sztucznych materiałów. Natomiast dla siebie żądają wystroju z materiałów naturalnych. Sztuczne jest najczęściej tańsze w utrzymaniu czy konserwacji, ale fatalnie się starzeje. Stary kamień nie tylko zachowuje swoje walory estetyczne, lecz wręcz z czasem je pogłębia. O betonie raczej nie można tego powiedzieć. Wpadki architektoniczne polegają często na tym, że naturalne materiały, które miały z czasem pięknie spatynować, zastąpiono podczas realizacji projektu czymś sztucznym, co prawda niszczejącym, jednak zupełnie nieszlachetnie. Wtapianie się w krajobraz zależy także od użytych materiałów.

 

Możemy też mieć pięknie zaprojektowane domy wolnostojące. Ale jeśli je postawimy zbyt blisko siebie, to nie tylko stracą swoje zaplanowane funkcje, ale po prostu jako zbiorowisko nie będą już tak ładne. Piękno zamiast cieszyć zniknie. Podobnie dzieje się, gdy (np. ze względu na snobizm) rozwiązania pałacowe przenosimy na małe domy czy działki. Wtedy straszy kicz.

 

Tu przechodzimy do kultury. Papież Franciszek pisze też o ekologii kultury. Ludy mają prawo do wyrażania się w swojej kulturze i globalizacja jest zagrożeniem dla naturalnego środowiska człowieka, gdy drastycznie redukuje wielokulturowość świata. Ludzie pozbawieni swojej kultury nie potrafią sobie radzić z wyzwaniami, jakie stawia przed nimi życie, i często wypadają na jego margines. Ale jednocześnie nie chcemy żyć w skansenie. Cenimy sobie zdobycze cywilizacyjne. Nowoczesność niesie nadzieję na zdrowe, bezpieczne życie. Jak to pogodzić? Czy można żyć pięknie i jednocześnie bezpiecznie?

 

Przypomina mi się takie biblijne przeciwstawienie: mur kontra namiot. Chodzi o różnice w mentalności (a więc i jakości życia) między ludami rolniczymi zamkniętymi w miastach za murami a ludami pasterskimi, nomadami żyjącymi w namiotach. Jedni swoje bezpieczeństwo budowali na potędze murów i zamykaniu bram na noc. Drudzy wypracowali świętą zasadę gościnności dającą schronienie każdemu przybyszowi. Jedni się odgradzali, izolowali, a inni zapraszali do ogniska każdego, by życzliwością i dzieleniem się "rozbroić" ewentualnego wroga. Biblia "faworyzowała" tych drugich, począwszy od Abla poprzez patriarchów aż po pasterzy spod Betlejem.

 

Papież Franciszek, pisząc o tym, jak ważne dla naszych zachowań etycznych są warunki życia (też estetyka tego życia), zauważa jednak, że nawet w tak nieludzkich sytuacjach jak mieszkanie w fawelach można znaleźć ludzi cieszących się silnymi więzami przyjaźni. Samotność i płynące z niej dewiacje to często przypadłość bogatych, lecz zamkniętych.

 

Miasta i osiedla, w których widać właściwie tylko mury i kraty (nawet z poupychanymi tujami), to widok odpychający, bo zniechęcający do niezobowiązującego zaglądnięcia do znajomych. Taki widok mówi: jeśli potrzebujesz coś załatwić, to zadzwoń, a jeśli nie, to daj nam spokój.

 

Potrzebujemy przestrzeni, gdzie możemy się spotkać ot tak, bez zobowiązań, trochę przypadkowo, by się poznać bez uprzedniej znajomości. To zależy od architektury, od piękna, od miejsc, gdzie dzielimy się kulturą. Człowiek stale zamknięty w domu-twierdzy i samochodzie-czołgu nie ma szans na taki rozwój przyjaźni. Estetyka to także zwracanie uwagi na to, czy nasze otoczenie zachęca do relacji czy od nich odstręcza. To także pokazywanie tego, na czym opieramy nasze bezpieczeństwo: na przyjaznych relacjach, na bliskości i zrozumieniu czy na izolacji.

 

Kultura komunikuje nasz stan ducha, naszą mentalność, nasze wybory. Jednocześnie je kształtuje. Do czegoś wychowuje.

 

Życie ekologiczne wymaga ascezy. Godzimy się na rezygnację z pewnych rozwiązań, które - jak się okazuje - już do niczego dobrego nie prowadzą, a wręcz grożą zagładą. Czy podobnie jest z rozwiązaniami estetycznymi? Czy nie powinniśmy nieraz rezygnować z pewnych upiększeń?

 

I tu nie chodzi tylko o względy ekonomiczne. Myślę, że gdy (upraszczając) podzielimy sztukę na budzącą sumienie i usypiająca je, to warto zastanowić się, czy zbytnie inwestowanie w komfort (też estetyczny) nie demobilizuje nas. Wtedy wydaje się nam, że nasze życie jest piękne, wszystko zostało opanowane, niczego nam nie brakuje. A jednak to piękno nie porywa.

 

Gdy mówimy o pięknie, nie sposób nie wspomnieć o pięknie ludzkiego ciała. O tym też pisze Franciszek w "Laudato Si’". I nie chodzi tu tylko o spór, czy tatuaże zdobią, czy też szpecą nasze ciała. W przeszłości mieliśmy do czynienia z tendencją do walki z własnym ciałem, z jego umartwianiem czy wręcz niszczeniem. Miało być podporządkowane duchowi, miało mu służyć. Dziś widzimy, że trzeba nam o nie dbać. Stąd tak ważne jest dobre odżywianie, diety, zdrowy sposób życia, ruch, czyste powietrze itp. "W zdrowym ciele zdrowy duch". Dbamy również o piękno ciała: tężyzna, kremy, pielęgnacja, fryzury, opalanie, malowanie… Czyżby: "W pięknym ciele zdrowy duch"?

 

Brak pięknego ciała dla niejednego jest źródłem kompleksów. Jakość życia nie musi, ale często bywa związana z naszym wyglądem, z tym, jak się ubieramy, ale i z naszą figurą, a zwłaszcza z wyrazem twarzy. To wszystko może budować fajne relacje, a może je utrudniać.

 

Ponoć w pewnym wieku człowiek jest już odpowiedzialny za wyraz swojej twarzy. Wyryło się na niej życie, a właściwie nasze reakcje na nie. Rodzi się piękno naprawdę przyciągające, piękno, które nie tyle budzi zazdrość, co sympatię. Takie piękno jest naturalne i pięknie się starzeje. Jeśli się pokrywa patyną, to szlachetną. To, co było sztuczne, podtrzymywane kosztem napięcia i tylko efekciarskie, starzeje się rozczarowująco.

 

Z jakimi twarzami chcemy się zadawać? Do jakich nas ciągnie? Gdy sobie to uświadomimy, pewnie łatwiej będzie nam odpowiedzieć na pytanie, jakiego piękna pragniemy wokół siebie i po co nam piękno.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

1

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych