Rewolucja Wielkiej Soboty

Michał Lewandowski
(fot. Erik Nielsen / Unsplash)

Dzień Wielkiej Soboty to pozorna cisza, jednak w piekle dochodzi właśnie do rewolucji. W "miejscu", gdzie nigdy nie powinien znaleźć się Bóg, pojawia się Ten, którego nogi, ręce i bok są przebite gwoździami.

 

Wielka Sobota to najbardziej tajemniczy dzień Triduum Paschalnego. Wszystkie pozostałe można łatwo zrozumieć, uporządkować według kategorii i historii nauczonych w czasie lekcji religii i zasłyszanych w homiliach. Czwartek - pamiątka Ostatniej Wieczerzy, mycie nóg Apostołom, modlitwa Jezusa w ogrodzie oliwnym, czas, który przez Kościół został nazwany "trwogą konania". Piątek - Jezus w więzieniu, w oczekiwaniu na proces przed rzymskim namiestnikiem, pokazowy sąd przed ludźmi, brak zrozumienia Jezusa w zderzeniu z prawem Izraela i prawem Rzymu, biczowanie, droga na Golgotę, śmierć. Niedziela? Zmartwychwstanie, pusty grób, spotkanie Jezusa na drodze do Emaus, radość, która nie wierzy do końca, że coś takiego jak powrót ze świata śmierci jest w ogóle możliwy.

 

Gdzieś w całym świątecznym zamieszaniu, w krzątaninie przygotowań mieszkania na święta, w tłumach, które święcą pokarmy, w krzyku dzieci, które trafiła większa niż planowano kropla poświęconej wody, w jajku, które wypadło z koszyka i poturlało się pod ławkami, między tymi sprawami dzieje się Wielka Sobota, dzień dodany jakby "na doczepkę", nie wiadomo do końca, co z nim zrobić, jak "ugryźć", gdzie dopasować. Dla jednych skończy się Liturgią Wigilii Paschalnej - wieczorem, dla drugich będzie czasem czekania na wielkanocne, niedzielne śniadanie i odpoczynku po trudach sprzątania. "Sam, przyznaję, przez wiele lat traktowałem Wielką Sobotę jako taktyczną przerwę w Triduum, dar Pana Jezusa dla polskich katolików - Zbawca opóźnił nieco swoje wyjście z grobu, żebyśmy zdążyli do kościoła ze święconką i mogli też dokończyć odkurzanie. Coś jakby ten słynny fragment z ósmego rozdziału Apokalipsy, w którym czytamy: «A gdy otworzył pieczęć siódmą, zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny» (Ap 8,1). Najtęższe umysły głowią się od lat, o co mogło chodzić, dlaczego przerwa w jednak dość hałaśliwym (trąby, plagi, śpiewy) końcu świata, dlaczego na pół godziny. Nieważne, do brzegu, wystarczy przeczekać, jutro będzie Zmartwychwstanie"1 - celnie zauważył Szymon Hołownia w wielkanocnym numerze "Tygodnika Powszechnego".

 

Jak sobie poradzić z tą Wielką Sobotą? Gdzie znaleźć dla niej miejsce? Dlaczego w ogóle jest? Czy może mieć jakieś znaczenie? Odpowiedź stoi na dwóch nogach, żadna z nich nie jest dłuższa albo krótsza, są takie same. Ale żeby dobrze zrozumieć miejsce, które w liturgicznym kalendarzu zajmuje czas między Wielkim Piątkiem a Zmartwychwstaniem, potrzebujemy obu nóg. Każde braki w tej kwestii mogą zakończyć się potknięciem.

 

Noga pierwsza, czyli nauczanie Kościoła

 

Pierwsze, co trzeba wiedzieć, to fakt, że Wielka Sobota przypomina o tym, że po swojej śmierci na krzyżu Jezus zstąpił do piekieł. "Jezus Chrystus «zstąpił do niższych części ziemi. Ten, który zstąpił, jest i Tym, który wstąpił» (Ef 4,9-10). Symbol Apostolski wyznaje w tym samym artykule wiary zstąpienie Chrystusa do piekieł i Jego zmartwychwstanie trzeciego dnia, ponieważ On sprawił, że w misterium Jego Paschy z głębi śmierci wytrysnęło życie: Jezus Chrystus, Twój Syn zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen" (KKK 631). Druga sprawa to wyjaśnienie, czym te "piekła" w ogóle są. "Liczne wypowiedzi Nowego Testamentu, według których Jezus został wskrzeszony «z martwych» (Dz 3,15; Rz 8,11; 1 Kor 15,20), zakładają, że przed zmartwychwstaniem przebywał On w krainie zmarłych. (...) Krainę zmarłych, do której zstąpił Chrystus po śmierci, Pismo święte nazywa piekłem, Szeolem lub Hadesem, ponieważ ci, którzy tam się znajdują, są pozbawieni oglądania Boga" (KKK 632-633). Czy "piekła" są tym samym, co nasze - bardziej rodzime - "piekło"? "Jezus Chrystus, zstępując do piekieł, wyzwolił dusze sprawiedliwych, które oczekiwały swego Wyzwoliciela na łonie Abrahama". Jezus nie zstąpił do piekieł, by wyzwolić potępionych ani żeby zniszczyć piekło potępionych, ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy Go poprzedzili".

 

Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza zatem trzy rzeczy: że Wielka Sobota to czas, kiedy Jezus przebywał w "piekłach", gdzie głosił Ewangelię umarłym, że "piekła" były krainą umarłych i znajdują się tam ludzie pozbawieni możliwości oglądania Boga, że "piekła" to nie to samo, co "piekło", czyli potępienie na wieczność.

 

Tyle katechizm, który dość lapidarnie podchodzi do sprawy. Całość nauki o zstąpieniu do piekieł zamknięta jest w punktach 631-637. Czy odpowiada to na wszystkie pytania związane z przebywaniem Jezusa w "piekłach"? Czy dotyka nas do głębi i przekazuje prawdę, która zmienia życie? I tak, i nie. Katechizm jest oficjalnym nauczaniem Kościoła, nie zawiera jednak komentarza (nie taka jest rola katechizmu), który pozwoliłby lepiej zrozumieć to, co wydarzyło się w Wielką Sobotę. No może poza jednym przypadkiem, w którym cytuje piękną "Starożytną homilię na Wielką i Świętą Sobotę": "Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął, ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków... Idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i Synem Ewy. (...) Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem... Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych"2.

 

Także papież Benedykt XVI pokazał, że o zstąpieniu Jezusa do piekieł wcale nie trzeba pisać "katechizmowo". W homilii w czasie Mszy św. w niedzielę Chrztu Pańskiego powiedział: "Oto, drodzy bracia, tajemnica chrztu: Bóg postanowił nas zbawić i zstąpił na dno otchłani śmierci, aby każdy człowiek, również ten, który upadł tak nisko, że już nie widzi nieba, mógł znaleźć Bożą rękę i uchwyciwszy się jej, wyjść z ciemności, by znów zobaczyć światłość, dla której został stworzony. Wszyscy czujemy, czujemy to w głębi serca, że nasze istnienie to pragnienie życia, dążenie do jego pełni, do zbawienia. Ową pełnię życia otrzymujemy w chrzcie"3.

 

Noga druga, czyli piekło Balthasara, Halika i Rysia

 

Co zstąpienie Jezusa do piekieł oznacza dla każdego z nas? Tutaj sformułowania katechizmu ustępują teologii, która pokazuje wagę tego, co wydarzyło się w Wielką Sobotę w "otchłaniach ziemi". Choć było to wydarzenie jednorazowe (takie, które wydarzyło się w historii), to nie pozostaje ono obojętne dla każdego wierzącego, więcej, przeżyjemy je wszyscy (niektórzy szybciej, niektórzy w dłuższej perspektywie czasu). Zstąpienie do piekieł ma bowiem bezpośredni związek z naszą śmiercią i stanięciem przed Bogiem. Dlaczego tak się dzieje?

 

Kościół wierzy, że przed wcieleniem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa każdy człowiek, który umierał, trafiał do Szeolu, krainy zmarłych, miejsca ciemności i bezruchu. "Szeol jest miejscem zupełnej samotności, braku relacji. Komunikacja może następować między żywymi, natomiast Szeol jest królestwem umarłych. Dlatego nie ma tam komunikacji z Bogiem ani z innymi ludźmi. Z powodu braku komunikacji interpersonalnej Szeol jest miejscem stagnacji, bezruchu, zupełnej samotności"4.

 

Kiedy Jezus umarł, znalazł się właśnie tam, w miejscu, gdzie nie można spotkać Boga. Bóg wszedł w przestrzeń, gdzie nie można zobaczyć Boga, gdzie każdy pogrążony jest w zupełnej samotności i ciemności. Czy nie jest to wielkim paradoksem, że ten, który jest Największym Światłem, pojawia się tam, gdzie panuje Największa Ciemność?

 

Taki trop w swojej teologii podejmuje Hans Urs von Balthasar, który opiera ją na autorskim rozumieniu Trójcy Świętej. W uproszczeniu: Ojciec jest tym, który od zawsze stwarza Syna, Syn, tym, który wszystko przyjmuje i oddaje Ojcu, Duch Święty Miłością, która zrodziła się między kochającymi osobami. W tym kluczu śmierć i zstąpienie do piekieł Jezusa są przyjęciem woli Ojca. "Od swojej śmierci, przez całą Wielką Sobotę, Zbawiciel pozostaje martwy, schodzi do królestwa umarłych, do Szeolu, gdzie przebywa razem z umarłymi i przez swoją solidarność z nimi dopełnia dzieła odkupienia"5. Balthasar twierdzi, że przebywanie tam tak bardzo oddala Jezusa od Boga, że bierze on na siebie poczucie bycia odrzuconym przez Niego, Jego stan jest tożsamy z grzesznikami, którzy na skutek pierworodnej winy zamknęli sobie drogę do Ojca. Jego los jest tym samym losem, który czekał ludzi pogrążonych w samotności i pustce. Ale teolog idzie jeszcze dalej, bo mówi, że Jezus doświadcza tam "gniewu Bożego". Tłumaczy, że skoro Chrystus wziął na siebie całe zło tego świata, którego to zła Bóg szczerze nienawidzi, to musiał doświadczyć stanu, w którym na Jego barkach skupi się cały "gniew Boga".

 

"To dlatego konieczna jest ekspiacja, aby grzechy mogły zostać wybaczone. Amnestia byłaby lekceważeniem zła, oznaczałaby przyznanie grzechowi prawa do istnienia. Tak nie wygląda miłość Boga"6.

 

Piekło Balthasara, w którym znajduje się Jezus, to doświadczenie bycia zupełnie odrzuconym przez Boga. Droga do Niego jest zamknięta, On sam daleki. Jak człowiek miałby pokonać taką odległość, która dzieli Największą Dobroć z Największym Złem?

 

"Bóg pozwala, by Bóg doznał opuszczenia przez Boga, lecz towarzyszy Mu w tym przez swego Ducha. Syn może zstąpić do piekieł, gdzie nie ma Boga, dlatego że idąc tam, wyraża swoją miłość do Ojca i może w ten sposób dać jej zabarwienie posłuszeństwa, które nakazuje, by Syn doświadczył, do jakiego stopnia zagubiony człowiek pozbawiony jest Boga"7.

 

Logiczne wydaje się pytanie: czy Balthasar zakłada, że człowiek nie może trafić do piekła, bo i tak spotka tam Boga, a samo piekło jest tylko etapem?

 

Wczytując się w myśli teologa, można dojść do wniosku, że nie neguje on jakkolwiek wolnej woli człowieka i jeśli ten zechce, to może odwrócić się od Boga i trwale odrzucić ofertę Jego miłości. Zaznacza jednak dwie rzeczy, o których trzeba powiedzieć.

 

Po pierwsze, wprowadza pojęcie "podchwycenia / podobjęcia" (niem. Unterfassen), które tłumaczy tak: "To chwycenie bądź objęcie, którym Syn Boży (a w Nim cała Trójca ekonomiczna) obejmuje jakby od dołu (terminologia jest oczywiście metaforyczna) w doświadczeniu opuszczenia przez Boga na krzyżu (czyli w najgłębszym możliwym doświadczeniu piekła), cały grzech ludzkości i jego konsekwencje, aby zrealizować w ten sposób, na mocy zastępstwa, odkupienie, przebaczenie, pojednanie, jeśli to możliwe, to nawet powszechne"8.

 

Teolog nie neguje wolności człowieka, ale pokazuje, że w chwili wyboru Bóg podchodzi do człowieka w momencie swojej zupełnej słabości i opuszczenia. W postawie solidarności z grzesznikiem i "w ten sposób próbuje «przemycić» osobie trwającej w zatwardziałym uporze iskrę miłości"9.

 

Grzesznik, który odwraca się od Boga Ojca, musi spotkać się z Jezusem, którego widzi w momencie cierpienia, zdruzgotania i roztrzaskania grzechem popełnionym przez człowieka. Człowiek, który zdecydował, że chce całkowicie opuścić Boga, styka się z Tym, który został przez Boga opuszczony w sposób absolutny. Wolna wola człowieka decyduje, jak zachowa się on w czasie takiego spotkania.

 

"Być może tam, gdzie ludzka samolubna wolność stawia granicę Boskiej wszechmocy, jedynie pozbawiona wszelkiej mocy miłość Jezusa może dopełnić dzieła zbawienia. Być może taka właśnie miłość jest w stanie rozbić krąg rozpaczy grzesznika, nie gwałcąc przy tym jego wolności"10.

 

Po drugie, dla Balthasara piekło nie jest "miejscem" szczególnie innym od nieba, ale widzianym w zupełnie innej optyce. To samo, co staje się źródłem szczęścia zbawionych w niebie, jest też cierpieniem potępionych. Niebo i piekło stają się dwoma wymiarami tej samej rzeczywistości, widzianym jednak przez inne pary oczu.

 

Garściami z Balthasara czerpie współczesny czeski teolog, ks. Tomáš Halik. Idzie jednak jeszcze dalej, bo dosłownie mówi o tym, że w czasie śmierci Jezusa została przebita Jego jedność z Ojcem.

 

"Tradycja uczy nas, że Jezus wypił aż do dna kielich goryczy oderwania od Boga. Opuszczenie, odłączenie od Boga, gdy Bóg wydaje się daleki, milczący, całkowicie nieobecny, wręcz martwy - to nie tylko konsekwencja grzechu, kara za grzech, ale sama tajemnicza istota grzechu, jego ciemne serce. Ciężki «śmiertelny» grzech «zabija życie Boże» w nas, o tym przeczytamy w każdym katechizmie. A teraz Bóg i grzech spotykają się jak nigdy przedtem - w pewnym momencie te dwa całkowite przeciwieństwa zetkną się i przenikną: «stawszy się dla nas grzechem», mówi o Ukrzyżowanym święty Paweł. Marcin Luter rozwija dramatycznie tę myśl: Bóg Mu polecił, aby - On, jedyny sprawiedliwy - stał się największym grzesznikiem, aby zszedł do wszystkich grzechów świata, aby stał się przestępcą w Adamie, mordercą w Kainie, cudzołożnikiem w Dawidzie, tchórzem w Piotrze, zdrajcą w Judaszu… Co nie zostało przyjęte, nie może być odkupione11" - mówi teolog w swojej genialnej książce Dotknij ran.

 

W podobny sposób niejednokrotnie mówił abp Grzegorz Ryś i cytuje jakby samego Jezusa: "Ja chcę stać się twoim grzechem, oddaj Mi go. Oddaj Mi swój grzech, bo on ze Mną umrze na krzyżu"12.

 

Zwycięzca śmierci

 

Wielka Sobota kończy się Liturgią Paschalną. W jej czasie padają słowa, które przyprawiają o ciarki na plecach. W pieśni Exultet, wykonywanej tylko raz do roku, ksiądz obwieszcza zgromadzonym: "O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!".

 

Dzień Wielkiej Soboty to pozorna cisza, jednak w piekle dochodzi właśnie do rewolucji. W "miejscu", gdzie nigdy nie powinien znaleźć się Bóg, pojawia się Ten, którego nogi, ręce i bok są przebite gwoździami. Zimna śmierć oddalenia od Stwórcy wypełnia się światłem Jego Syna. To nie teologiczna koncepcja, nie mit, nie historia dla pocieszenia: po drugiej stronie każdej śmierci nie ma ciemności, ale ukrzyżowana ręka Boga.

 

W 1967 roku, na antenie bawarskiego radia, ks. Joseph Ratzinger tak mówił do swoich słuchaczy w czasie medytacji w Wielkim Tygodniu: "Kiedy dziecko musi samo iść ciemną nocą przez las, będzie się bało, nawet gdyby mu sto razy tłumaczono, że nie ma tam żadnego niebezpieczeństwa. Dodać mu odwagi mógłby tylko głos jakiegoś człowieka, tylko ręka kochającego człowieka mogłaby wypłoszyć zły sen (...). «Zstąpił do piekieł» - to wyznanie Wielkiej Soboty oznacza, że Chrystus przekroczył bramę samotności, że zstąpił na nieosiągalne, nieprzekraczalne dno naszego opuszczenia. Oznacza to, że także w najgłębszej nocy, do której nie dociera już żadne słowo, w której my wszyscy jesteśmy jak płaczące, odrzucone dzieci, jest głos, który nas woła, ręka, która nas chwyta i prowadzi. Nieprzekraczalna samotność człowieka została pokonana, odkąd On w niej był. Piekło jest pokonane, odkąd miłość weszła również w strefę śmierci i ziemia niczyja samotności została zamieszkana przez niego (...). Odkąd w sferze śmierci jest obecna miłość, odtąd w śmierci jest życie".

 

Michał Lewandowski - dziennikarz DEON.pl, publicysta, teolog, koordynuje projekt "Wspólny Dom" poświęcony ekologii chrześcijańskiej

 

Przypisy:


1. "Tygodnik Powszechny", nr 16/2019, s. 27.

2. Liturgia Godzin, II, Godzina czytań z Wielkiej Soboty.

3. https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/homilie/chrzestp_13012008.html

4. M. Raczyński-Rożek, Koncepcja piekła i zstąpienia do piekieł u Hansa Ursa von Balthasara, w: Scripturae Lumen. Biblia i jej oddziaływanie. Życie wieczne, red. G. M. Baran, J. Królikowski, P. Łabuda, Tarnów 2017, s. 94.

5. Tamże, s. 96.

6. Tamże, s. 97.

7. H. U. von Balthasar, Duch chrześcijański, Paryż 1976, s. 62.

8. H. U. von Balthasar, Teodrammatica, V: L’ultimo atto, Milano 1986, s. 263.

9. M. Raczyński-Rożek, Koncepcja piekła i zstąpienia do piekieł u Hansa Ursa von Balthasara, dz. cyt., s. 99.

10. https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,2407,co-to-znaczy-ze-jezus-zstapil-

do-piekiel.html

11. T. Halik, Dotknij ran, Kraków 2010, s. 47-48.

12. https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,2907,jezus-staje-sie-naszym-grzechem.html

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.33

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (4/2019) "TAJEMNICA WIARY"